Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




WESELE

Marek Karczewski

Działo się to na początku XX wieku, na pograniczu rozbioru pruskiego i rosyjskiego. W tej chwili nikt nie pamięta nazwy tej wsi, choć starzy ludzie twierdzą, że brzmiała ona Łęcko lub Łącko.
W piękny lipcowy poranek cała wieś przygotowana była na ślub i wesele najmłodszej córki Łowickiego, Janki. A ślub nie byle jaki, bo z synem Huryna, a wnukiem niegdyśniejszego starosty. Cała wieś była zaproszona na przyjęcie. Wszystkie kobiety szykowały najlepsze świąteczne stroje, wszystkie panny myślały, która z nich złapie welon weselny, rzucony przez pannę młodą i wszystkie zarazem zazdrościły jej tego za mąż pójścia.
Cały dzień była piękna pogoda, co wróżyło młodej parze szczęśliwe życie. Tak mówiły stare kobiety z okolicznych wiosek. Tylko jedna, znana jako czarownica, przepowiedziała, że oni nigdy nie zaznają szczęścia. Owa czarownica o imieniu Inga tego dnia, na myśl o weselu uśmiechała się dziwnie i śmiała się swoim chrypliwym śmiechem.
Ksiądz w pobliskim kościele wyznaczył szesnastą na godzinę ślubu, by wszyscy gospodarze mogli przybyć na tę ceremonię.
Gdy dzwony kościoła wybiły godzinę trzecią po południu, dorożka zaprzężona w cztery siwki zajechała na podwórze Nowickich. Matka i ojciec pobłogosławili córce na tę drogę i Janka tryskająca szczęściem wyruszyła w drogę. Niemal cała wieś stawiła się w kościele. Wszyscy przyjechali czystymi furmankami przybranymi brzozowymi gałązkami w odświętnych strojach, a konie przy tych zaprzęgach były przyozdobione kotylionami. Już panna młoda stała przy ołtarzu, gdy przed kościół podjechały powozy z gośćmi pana młodego, młodego także on sam ubrany w piękny czarny frak, cylinder oraz białe rękawiczki, w których ściskał dwie złote obrączki.
Nastała cisza. Młody zbliżał się do ołtarza, a młoda niepokojąco szybko oddychała spragniona i zaniepokojona zarazem tym, co miało się wydarzyć. Nagle poczuła oddech ukochanego. Stał naprzeciw niej patrząc jej prosto w oczy. Witaj kochana- wyszeptał i przeżegnał się. Wyczuł jej przyspieszony oddech. „ Niech Bóg da nam wieczne szczęście”- pomyślała Janka i wpatrzyła się w krzyż wiszący na środku ołtarza. Wtedy zadzwonił dzwonek i sam proboszcz w odświętnym ornacie wyszedł by połączyć dwoje ludzi w związku małżeńskim.
Rozpoczęła się ceremonia.
„… niech powie teraz lub zamilknie na zawsze…”, ostatnie głośno wypowiedziane przez księdza słowa odbiły się echem po nawach kościoła. Cisza, chwila ciszy, minuta ciszy odbijająca się echem większym niż owe słowa. Ksiądz zerknął na zgromadzonych w kościele gości, już chciał dalej prowadzić ceremonię, gdy w tej chwili słychać było ciche, dalekie wycie, czy to psa, czy to wilka. Zbiło go to z tropu, lecz szybko powrócił do ceremonii. Jednak owa cisza trwała na tyle długo, że oprócz wycia słyszeć się dało także przeraźliwy, szyderczy śmiech dobiegający zewsząd. Młodym przebiegł po skórze zimny dreszcz, jakby obawa, niczym zwiastun przyszłych wydarzeń. Dalej msza biegła tak jak należy, choć w całym kościele „czuć” było jakąś złą wróżbę. Wszystkich zamurowało, gdy młody ślubował swojej wybranej miłość, wierność i to, że jej nie opuści…, powinien powiedzieć „…aż do śmierci”, lecz nie wiadomo skąd odparł: „do śmierci i po śmierci zanim czas i Zły nas nie rozdzieli.” Tak…, to były pamiętne słowa. Reszty mszy nikt nie pamięta. Tylko nieliczni pamiętają jeszcze dziwny uśmiech młodego, gdy kapłan podchodził do niego z hostią. Po ceremonii ślubu wszyscy wyszli z kościoła życząc młodej parze wszelkich dobrodziejstw, obfitego stołu i potomstwa. Rodzice młodej pod kościołem błogosławili im na nową drogę życia, także matka młodego przyłączyła się do tego, tylko ojciec opierał się. Jednak, gdy się przemógł złożył życzenia i błogosławił ich znakiem… znakiem krzyża czynionego jednak odwrotnie, niczym czciciele szatana. W tejże chwili na niebie pojawił się czarny obłok i przesłonił letnie słońce. Dreszcz przebiegł młodych i wszystkich gości, a z oczu ojca dobył się żółty blask niczym u wilkołaków znanych z mitów i legend. Tymczasem kapela zagrała marsza i wszyscy wsiedli do kolasek i furmanek by udać się do domu weselnego. Droga zbiegła szybko, przy muzyce i śpiewie kapeli oraz gości. Już został do przebycia tylko mostek i widać było pierwsze zabudowania Łącka. Jednak, gdy powóz młodych zbliżał się do mostu na horyzoncie pojawiły się pierwsze czarne niczym skrzydło kruka chmury zakrywając naraz niemal całe niebo. Północny wiatr zerwał się z wielką siłą zapowiadając jakoby burzę. Wozak uderzył w lejce, by jak najszybciej dostać się do wioski.
Gdy zaprzęg z młodą parą był w połowie mostu niespodziewanie zrobiło się ciemno niczym w środku nocy. Wystraszone konie stanęły dęba, lejce wyrwane z rąk powożącego pozwoliły parze siwków na samowolę. Konie w panice przełamały barierę mostu i z całą siłą pociągnęły powóz do rwącej nagle kipieli. Czarne wody rzeki przyjęły zaprzęg do swoich czeluści. Młoda para nie zdążyła nawet krzyknąć, ani się wystraszyć, gdyż wody zamknęły się nad nimi.
W tej samej chwili zapiał kogut, niebo rozchmurzyło się i wszystko dookoła sprawiało wrażenie, że nic się nie zdarzyło. Czuć było tylko zapach siarki, a w uszach weselników odbijał się śmiech dobiegający ni to z ziemi, ni to z wody.
„To moja wina- Szatanie bądź przeklęty, a ja razem z tobą!”- słychać było krzyk ojca pana młodego. którego tej samej chwili raził piorun powodując śmierć. Reszta mężczyzn rzuciła się do wody by ratować młodych.. Jednak starania ludzi nie przyniosły żądanych rezultatów. Dopiero trzy dni po owym zajściu odnaleziono ciała młodych. Na palcu Janki nie było jednak obrączki. Ów most zburzono i wybudowano w to miejsce nowy, lecz ilekroć konie przejeżdżają przez tę przeprawę są nerwowe, stają dęba lub bojaźliwie rżą.
Minęło równo sto lat od pamiętnego ślubu. Para młodych ludzi spędzająca wakacje w tych okolicach siedziała na moście i flirtowała. Nagle przebiegł ich zimny dreszcz. Dziewczyna spojrzała na drugi koniec mostu i zobaczyła dwa cienie, kobiety i mężczyzny nachylonych i szukających czegoś. Wystraszona
dziewczyna jęknęła, a jej przyjaciel zobaczył to samo.
I tak jest do dziś. W letnie popołudnia na moście można spotkać ową nieszczęśliwą parę szukającą obrączki, której panna młoda nie miała na palcu. Nie wiadomo tylko czy wypadek ten był zbiegiem okoliczności, czy też ojciec młodego podpisał kontrakt z Szatanem.
Jak było, dowiemy się na końcu świata.

KONIEC



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -