Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Michaś

Franciszek Jędrzejewski

To wszystko było nie tak. Nie tak miało się skończyć.
Aleks to rozumiał, ale nie umiał pojąć czemu sprawy przybrały taki bieg. A zaczęło się tak zwyczajnie.
Szedł ulicą, zobaczył zapłakanego chłopczyka, więc podszedł do niego i zapytał czy
potrzebuje pomocy.
- Tak - odpowiedział mu przez łzy. - Zgubiłem się.
- Dobrze, pomogę ci. - Powiedział Aleks, uśmiechając się. - No już, nie bój się. Jak się nazywasz i gdzie mieszkasz? Na jakiej ulicy?
Chłopiec spojrzał na Aleksa i także się uśmiechnął.
- Nazywam się Michaś i mieszkam na ulicy Stawowej. Tylko, że moich rodziców teraz nie ma w domu. Wrócą dopiero wieczorem.
- Na Stawowej? To parę ulic ode mnie. Jeśli się nie boisz, to możesz u mnie poczekać na swoich rodziców. Może być?
- Może. - Michaś uśmiechnął się i podał rękę Aleksowi.
Aleks wiedział gdzie jest Stawowa, bo tam pracował, i rzeczywiście mieszkał kilka ulic dalej, ale nie zamierzał odprowadzać chłopca do domu.
Uśmiechnął się i pomyślał :"Dziś będzie cudowny wieczór". Z zadowolenia aż zaczął
pogwizdywać.
**********
W końcu dotarli do mieszkania Aleksa. Mieszkanie było wręcz wzorcowym przykładem mieszkania kawalera.
Wszystko ładnie poukładane. Porządek i czystość. Dominowały jasne kolory. Ogólnie
mieszkanie sprawiało pozytywne wrażenie.
Aleks popatrzył na Michasia i zauważył, że oczy chłopca aż błyszczą na widok sprzętu rtv w salonie.
- Fajny sprzęcik nie? - powiedział Aleks, uśmiechając się.
- No - tyle był w stanie powiedzieć zauroczony chłopiec.
- Usiądź sobie a ja przyniosę coś do picia. - Aleks poszedł do kuchni po napoje.
W kuchni, nasłuchując co robi jego gość, Aleks nalał do dwóch szklanek coli. Następnie z szafki wyjął małą buteleczkę i zakraplaczem, do jednej z nich, dodał parę kropli jej zawartości.
-”To ci pomoże zasnąć”- pomyślał i uśmiechnął się krzywo.
Wziął szklanki i poszedł do pokoju. Nie musiał się martwić, że pomyli szklanki. Jego była oznaczona małym, czerwonym serduszkiem. Zresztą robił to już tyle razy, że nabrał niezłej wprawy.
Wszedł do pokoju uśmiechnięty i podał Michasiowi colę.
- Masz, napij się.
Sam zrobił łyk i nie wypuszczając swojej szklanki patrzył jak chłopiec pije.
Wiedział, że nie poczuje smaku ani zapachu specyfiku dodanego do napoju. W końcu
osobiście to sprawdził.
Z satysfakcją zobaczył jak Michaś dopija colę. Wiedział, że teraz wystarczy czekać.
- Mogę prosić jeszcze coli? - zapytał chłopiec.
- Jasne, zaraz ci przyniosę - powiedział Aleks.
Kiedy wrócił z kuchni z butelką, zauważył, że oczy chłopca są lekko zamroczone.
- Widzę, że chce ci się spać - stwierdził.
- Trochę tak. - powiedział Michaś i patrząc na mężczyznę dodał - Tak, jakby mi pan
czegoś dodał do coli.
Wzrok chłopca na chwilę się wyostrzył, by po chwili znowu wrócić do poprzedniego
stanu.
"Nie, to niemożliwe" - pomyślał lekko przestraszony Aleks - "Skąd miałby wiedzieć".
- Nie bój się. - zaśmiał się mężczyzna, przy czym bardzo starał się żeby śmiech wyszedł jak najbardziej naturalnie - Nic ci nie dodałem.
- To dobrze - stwierdził po prostu chłopiec. - Chyba jednak się położę na chwilkę.
Aleks pokazał chłopcu, gdzie może odpocząć. Wyszedł z pokoju, w którym położył się Michaś i odetchnął. Tak mało brakowało.
Ten chłopiec miał w sobie coś, co Aleksa nie tyle przerażało, co niepokoiło. I ta uwaga na temat coli - co to miało znaczyć?
- Ee tam, zwykła gadanina, nie mógł nic wiedzieć - uspokajał sam siebie Aleks. - za parę minut będę się dobrze bawił i tylko to się teraz liczy.
Dostał aż gęsiej skórki na ciele i niezłej erekcji na myśl o tym co będzie robił z
chłopcem.
Parę minut później wszedł do pokoju i zaczął się rozbierać.
Ostatnią rzeczą, którą pamiętał Michaś był szczęk rozpinanego paska i uczucie, że ktoś obraca go na brzuch. Potem nie było już nic, tylko ciemność.
*********
Obudził się, albo raczej został wyrwany ze snu, bo coś zakłóciło jego spokój. Jakiś ruch, dźwięk. Sam nie był pewien. Wstał i nagi sprawdził mieszkanie. W kuchni zauważył na ziemi rozbitą szklankę z coli. Jego szklankę, bo w świetle latarni ulicznej małe serduszko świeciło się rubinowo. Zastanawiając się jakim cudem szklanka spadła, pozamiatał rozbite szkło i wrócił do pokoju.
Patrząc na leżące w łóżku ciało spokojnie zapalił papierosa.
Kiedy skończył palić, ubrał lateksowe rękawiczki i zabrał ciało chłopca do łazienki,
gdzie je dokładnie umył żeby nie zostawić żadnych śladów. Z kuchni przyniósł duży,
czarny worek na śmieci i zapakował do niego umyte ciało.
Była już noc, więc nie martwił się o to, że ktoś go zobaczy. Spokojnie się ubrał. Wziął
worek z ciałem, zgasił światło i wyszedł z mieszkania zamknąwszy drzwi.
Mieszkanie Aleksa znajdowało się na I piętrze więc nie zmęczył się niosąc worek do
swojego auta. Zresztą dbał o swoje ciało. Regularnie odwiedzał siłownię i solarium. A
kiedy patrzył w lustro był dumny ze swego wyglądu i postury.
Ciało chłopca wylądowało w bagażniku i mężczyzna cicho zamknął klapę.
Dziesięć minut później wjechał autem do lasu, a chwilę potem zatrzymał się na polanie. Znalazł ją kiedy planował swój pierwszy mord.
Wiedział, że nie jest w stanie zapanować nad swoimi żądzami. Wszystko dokładnie
przemyślał. Jak będzie zwabiał dzieci do swojego mieszkania. Jak je będzie usypiał,
zabijał i w końcu jak będzie pozbywał się ciał. A także, i to go najbardziej podniecało,
jak się z nimi będzie zabawiał. Owszem, uwielbiał kobiety, ale z tym nie umiał walczyć. To uczucie było mocniejsze od niego. Brzydził się tego uczucia i nienawidził się za to. Chciał się nawet zabić z tego powodu, ale nie miał dość odwagi.
"Co za ironia" - pomyślał wtedy - "Umiem wykorzystać i zabić dziecko, a siebie nie".
Aleks zatrzymał samochód, wyłączył silnik i zostawił włączone światła. Z bagażnika wyjął łopatę. Z narzędziem w ręku stanął na chwilę i rozejrzał się dookoła. Światła samochodu tworzyły z drzewami tajemnicze i demoniczne cienie w których mogło czaić się zło.
Aleks, nie zwlekając, wziął się do pracy. W końcu wykopał satysfakcjonujący go dół. Zadowolony, z auta przyniósł worek i wrzucił do dołu. Ubrane specjalnie do tego celu
rękawiczki spalił. Szczegóły są ważne.
Po zakopaniu i zamaskowaniu darnią dołu, zmęczony, ale zadowolony, ruszył do domu. W mieszkaniu wziął szybki prysznic i położył się spać.
*****
Aleksa obudziło uczucie przejmującego zimna. Zdziwiony spojrzał na zegarek i
zauważył, że spał ledwie dwie godziny. Zaskoczenie Aleksa było tym większe, że za oknem była połowa lipca. Wstał z łóżka i trzęsąc się z zimna, podszedł do okna zobaczyć co się dzieje na zewnątrz.
Za oknem nie działo się nic. Uliczne latarnie rozjaśniały ciemność nocy. Nie dało się
zauważyć żadnego ruchu.
Termometr za szybą pokazywał siedemnaście stopni, co bardzo zdziwiło Aleksa.
Starał się znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie, ale nic nie przychodziło mu do
głowy.
Nagle ciszę nocy przerwał śmiech. Śmiech dziecka. Aleks gwałtownie się odwrócił i
rozejrzał się po pokoju. Zszokowany tym co się wokół niego dzieje zobaczył, że w
pokoju nikogo nie ma. Aleks szybko ubrał się i ruszył sprawdzić resztę mieszkania.
-No dobra, przestraszyłeś mnie. - mówił, sprawdzając mieszkanie. - Udało ci się a teraz wyłaź i powiedz mi jak się tu znalazłeś.
Tym razem głos doszedł z kuchni.
- Czekaj gówniarzu – powiedział Aleks – jak cię dorwę to pożałujesz tych głupich
żartów.
Wszedł do kuchni i zapalił światło. Za stołem, obrócone do niego plecami, siedziało
dziecko. Wściekły mężczyzna podszedł do dziecka szybkim krokiem i położył mu rękę na ramieniu. Zdziwiony poczuł zimno bijące od dziecka, a potem przejmujący ból nadgarstka, kiedy dziecko chwyciło jego dłoń i mu ją wykręciło.
Przestraszony Aleks wyrwał rękę i odskoczył od dziecka. Zaniepokoiła go siła dziecka, a także to iż było zimne.
- Co się tu, kurwa dzieje – krzyknął Aleks, masując obolały nadgarstek. - Kim ty jesteś?
Dziecko powoli wstało i zaczęło się obracać w jego kierunku. Kogoś mu przypominało.
„Michaś!” - myśl jak błyskawica pojawiła się w jego głowie.
Wyglądał inaczej, jego twarz była sina. Oczy pokrywało bielmo, a pod nosem dało się
zauważyć zaschniętą krew. Włosy chłopca były w nieładzie. Lecz to na pewno był
Michaś. Taki, jak go zapamiętał ostatni raz, kiedy pakował go do worka.
- Ale jak... przecież ty... - bełkotał przerażony już nie na żarty.
- Cześć Aleks – powiedział po prostu chłopiec. - Jak widzisz plotki o mojej śmierci były mocno przesadzone.
I zaśmiał się na widok miny Aleksa, na której malowało się przerażenie, szok, zmieszanie.
- Przecież cię zabiłem, ty nie możesz żyć. - Mężczyzna doszedł w końcu do siebie, o ile można mówić o czymś takim w tej sytuacji.
- Tak, ale mamy rachunki do wyrównania więc wróciłem – odparł z uśmiechem Michaś.
Nagle twarz dziecka przybrała wściekły wygląd.
- Myślisz gnoju, że co? Że możesz bezkarnie molestować i zabijać dzieci? - Michaś
wyrzucał z siebie kolejne słowa.
Aleks nie wiedział co ma robić, co powiedzieć. Czuł tylko, że jego jądra i członek
kurczą się ze strachu. Bał się jak cholera.
Widząc strach mężczyzny, Michaś powiedział:
- Nie bój się, nie zabiję cię. Zadzwoń na policję, przyznaj się do wszystkiego i będziemy kwita.
- Jasne, ty mnie nie zabijesz - odparł ironicznym tonem Aleks - za to zrobią to
współwięźniowie.
Przez głowę Aleksa przemykały, niczym pośpieszne pociągi, kolejne pomysły jak
wybrnąć z tej sytuacji.
"Przecież to w końcu tylko dzieciak - rozważał - już raz go zabiłem to i drugi dam radę"
"No ale z jaką siłą wykręcił mi rękę" - przypomniał sobie.
- Ee zwykły fuks, udało mu się - powiedział na głos, patrząc na coś co kiedyś było
Michasiem.
- No dobra. To co powiesz na to, że jeszcze raz cię zabiję i zakopię - zapytał już trochę pewniejszy.
Dziecko patrzyło na niego i nagle wybuchło śmiechem.
- Ty dalej nic nie rozumiesz - mówiło śmiejąc się.
- Jesteś udupiony na całej linii - dodało, już się nie śmiejąc. - Twoja podróż dobiegła
końca, więc dzwoń albo...
Groźba w głosie Michasia zmusiła Aleksa do działania. Nie namyślając się chwycił
taboret stojący obok i uderzył nim chłopca w głowę.
Chłopiec upadł na podłogę i leżał bez ruchu.
- Widzisz nie trzeba było ze mną zaczynać - powiedział na wpół zły na wpół
zadowolony Aleks.
Jakież było jego zdziwienie kiedy Michaś zaczął podnosić się z ziemi. Dziecko wstało i dotknęło głowy w miejscu gdzie uderzył go taboret.
Z boku głowy, w miejscu uderzenia, pojawiło się zniekształcające kształt czaszki
wgłębienie. Palce dziecka je wyczuły.
- No i co zrobiłeś? - Zapytało z wyrzutem - Jak ja teraz wyglądam?
Przerażony mężczyzna zobaczył jak jego zestaw noży na kredensie zaczyna drżeć i
dzwonić. Z zestawu wyleciał największy nóż i poleciał w kierunku dziecka. Michaś
sprawnym ruchem go pochwycił i powiedział:
- Widzę, że nie chcesz tego załatwić po dobroci. No to trudno, załatwimy to inaczej.
I ruszył w kierunku Aleksa. Mężczyzna rzucił się do ucieczki ale drzwi kuchni zamknęły się tuż przed nim. Uderzył w nie z całych sił i upadł na ziemię. Wiedział doskonale, że jego szanse przeżycia zmalały z nikłych do zera.
Obrócił się i oparty plecami o drzwi, widział jak uśmiechnięty Michaś zbliża się. Nie
śpieszył się bo dobrze wiedział, że mężczyzna mu i tak nie ucieknie. Aleks szybko poderwał się z ziemi i chciał dziecko kopnąć, ale Michaś jakby od niechcenia minął nogę i pchnął go nożem. Aleks poczuł przejmujący ból i zobaczył nóż wbity w swój brzuch. Chciał uderzyć zjawę pięścią, ale siły go opuszczały. Dziecko bez problemu uniknęło ciosu i rozcięło mężczyźnie brzuch. Ból był nie do zniesienia. Aleks pośliznął się na czymś. Kiedy znowu upadł i dotknął substancji na której się pośliznął,i zrozumiał, że to jego krew. Położył ręce na brzuchu i poczuł coś śliskiego w dłoniach. Domyślił się, że to jego jelita. Chciał zawołać o pomoc ale z jego ust wydobył się tylko szept.
Aleks czuł już tylko słabnący rytm bicia swego serca. Miał wrażenie, że jego ciało waży tonę. Odmawiało posłuszeństwa kiedy chciał wstać.
- Kim ty jesteś – mężczyzna zapytał szepcząc i plując krwią.
Zjawa pochyliła się nad nim i wyszeptała do ucha:
- Twoim koszmarem.
Michaś cierpliwie czekał. Wiedział, że to nie potrwa długo.
W końcu z zsiniałych ust Aleksa wydobyło się ostatnie tchnienie. Chłopiec popatrzył
ostatni raz na ciało i poszedł do pokoju. Wziął telefon komórkowy swojej ofiary, i sprawdził jak ustawiona jest opcja wysyłania numeru. Komórka ujawniała numer dzwoniącego więc przestawił funkcję na zastrzeżony po czym wybrał numer i czekał aż ktoś odbierze. W końcu usłyszał:
- Komisariat policji. W czym mogę pomóc?
Starając się nadać swojemu głosowi przestraszony ton, powiedział:
- Policja? Dobry wieczór. Czy mogą panowie przyjechać? Coś się dzieje u sąsiada....
*****
Starszy posterunkowy Robert Sandurski parzył sobie właśnie kolejną kawę, żeby
przetrwać noc kiedy zadzwonił telefon.
- Ciekawe co teraz? - powiedział do siebie. - Kolejna bójka?
Odebrał telefon i zapytał:
- Komisariat policji. W czym mogę pomóc?
W słuchawce usłyszał przestraszony głos, należący do dziecka.
- Policja? Dobry wieczór. Czy mogą panowie przyjechać? Coś się dzieje u sąsiada.
Słychać jakieś hałasy....
Dziecko, przestraszone, mówiło bardzo szybko, więc policjant za wszelką cenę chciał je uspokoić.
- Dobrze, powoli, zaraz kogoś przyślemy. Podaj adres pod którym mieszkasz. Dasz
radę?
- Tak. Dam radę. - W głosie dziecka pobrzmiewała wyraźna ulga.
Dziecko podało adres, a policjant szybko sprawdził na mapie gdzie to jest. -Teraz powiedz mi jak się nazywasz i czy jest z tobą ktoś dorosły?
- Nie ma żadnego dorosłego, ja nazywam się Michaś Sokolski.
- Dobrze Michasiu. Zostań tam gdzie jesteś. - Powiedział – za piętnaście minut będą u ciebie panowie policjanci.
Jeszcze za nim się rozłączył, starszy posterunkowy wysłał pod wskazany adres patrol.
„ Kolejna awantura” - pomyślał, kończąc parzenie kawy.
******
Zgodnie z tym, co powiedział starszy posterunkowy, patrol pojawił się po kwadransie.
Posterunkowi Piotr Waszczyński i Czarek Pietrzyński wysiedli z auta i rozejrzeli się.
- Wygląda, że to jakaś kolejna małżeńska kłótnia. - Powiedział posterunkowy
Waszczyński.
- No, na to wygląda, tylko czemu w całym bloku nie świeci się chociaż jedno światło? - zapytał drugi policjant.
- Chodźmy się rozejrzeć.
Weszli do bloku i szybko znaleźli interesujące ich mieszkanie. Posterunkowy Pietrzyński zapukał w drzwi. Na pukanie nikt nie odpowiedział.
- Proszę otworzyć, policja – powiedział i jeszcze raz zapukał, ale już mocniej.
- Zadzwonię do sąsiadów – zaoferował się drugi posterunkowy.
Dzwonek do sąsiadów zabrzmiał głośno w nocnej ciszy a po chwili otworzył im zaspany facet, starający się zawiązać szlafrok.
- Tak? - zapytał i gdy zobaczył, że stoją przed nim dwaj policjanci, natychmiast się
rozbudził.
- Dobry wieczór. Przepraszamy za najście, ale dostaliśmy zgłoszenie jakiejś kłótni. Czy coś panu wiadomo na ten temat?
- A tak – łatwo dało się zauważyć, że mężczyzna się zdenerwował. - u sąsiada coś się w nocy działo. Hałasował, coś krzyczał do kogoś. Nie wiem o co chodziło, ale dobrze, że panowie jesteście. Zrobicie z nim porządek.
- A nie wie pan czy sąsiad jest w domu? - zapytał jeden z policjantów. - Bo już do niego pukaliśmy, ale nikt nie otwiera.
- Powinien być – odparł mężczyzna.
- Dziękujemy panu za pomoc i przepraszamy za pobudkę tak wcześnie rano. – Powiedział posterunkowy Waszczyński.
Już miał podejść do drugich drzwi, kiedy nagle przypomniał sobie, że ma jeszcze jedno pytanie.
- Przepraszam jeszcze tylko jedno pytanie. Otóż całe zdarzenie zgłosił nam jakiś
chłopiec, Michaś Sokolski, zna pan go może?
- Nie, nie znam – mężczyzna zrobił zdziwioną minę. - Tym bardziej, że
u nas w bloku nikt nie ma dzieci.
Zdziwiony policjant podziękował jeszcze raz i podszedł do swojego partnera.
- Słyszałeś? - zapytał.
- Tak i co robimy z tym?
- Zrobimy tak. Powiemy, że coś usłyszeliśmy i poprostu wejdziemy do środka.
Policjanci nie musieli nic więcej mówić, wiedzieli co mają robić. Zajęli miejsca po dwóch stronach drzwi. Pietrzyński jeszcze raz zapukał i zawołał ,ale tak jak poprzednio, nikt się nie odezwał. Sprawdził więc drzwi i ku jego zdumieniu otworzyły się. Policjanci bez słowa sięgnęli po broń i latarki. Spojrzeli na siebie i ubezpieczając się weszli do środka.
W ciszy nocy dało się tylko słyszeć delikatne skrzypienie butów. Obydwaj
posterunkowi byli doświadczonymi policjantami i pracowali ze sobą już dwa lata, ale nic nie przygotowało ich na to, co zobaczyli w kuchni. W pierwszej chwili nie byli pewni czy ich nie mylą oczy. Lecz po zapaleniu światła w pomieszczeniu ich oczom ukazał się niesamowity obraz. Na ziemi, w kałuży krwi, leżał człowiek. W jego rękach, niczym węże, leżały jego wnętrzności, a jego gardło było rozcięte prawie do kręgosłupa. Głowa więc trzymała się na samym na kręgosłupie i paru kawałkach mięśni i skóry.
- O kurwa, ale kanał – powiedział Waszczyński.
- No, ktoś tu ma niezły burdel do posprzątania – dodał drugi policjant.
Policjanci wyszli na korytarz i powiadomili dyżurnego co znaleźli. Czekając na ekipę dochodzeniowo-śledczą nie zauważyli, że już od dłuższego czasu przygląda im się zza filaru mały chłopiec. Waszczyński nagle zwrócił wzrok w kierunku filaru, ale niczego tam nie dostrzegł.
- Stało się coś? - zapytał Pietrzyński, gdy jego partner nagle popatrzył na półpiętro.
- Nie nic – odpowiedział – zdawało mi się, że coś tam widzę.
Policjanci w spokoju doczekali przyjazdu ekipy. Już nic nie zakłóciło spokoju nocy.
******
Śledztwo w sprawie śmierci Aleksa było przeprowadzone dokładnie. Niestety nic nie
wykazało. W mieszkaniu Aleksandra Trawińskiego, bo tak brzmiało pełne imię i
nazwisko Aleksa, zabezpieczono mnóstwo śladów. Na jego komputerze znaleziono
mnóstwo pornografii dziecięcej. Dzięki pomocy hakerów z grupy „Death St@r” znaleziono innych pedofili, którzy wymieniali się z ofiarą dziecięcą pornografią. Najdziwniejsze jednak było to, że na nożu, znalezionym koło ofiary, były tylko odciski palców zmarłego. Natomiast w mieszkaniu pełno było śladów obecności dziecka które świadczyły iż przebywało ono w tym miejscu tuż przed śmiercią mężczyzny. Na stole w pokoju stały dwie jeszcze nie umyte szklanki, na których zabezpieczono odciski palców właściciela mieszkania i dziecka. W jednej ze szklanek, na tej, na której zabezpieczono ślady drobnych dłoni, znaleziono śladowe ilości środka nasennego. Niestety samego dziecka nie znaleziono. Z relacji sąsiadów malował się obraz spokojnego, bezproblemowego lokatora. Sąsiedzi nie zauważyli nic dziwnego co dotyczyłoby zabitego mężczyzny.
******
Stasiu właśnie wracał z pracy, kiedy jego wzrok padł na małego, zapłakanego chłopca.
Nie namyślał się długo. Podszedł do niego i uśmiechnięty zapytał:
- Czemu płaczesz? Potrzebujesz pomocy?
- Tak. - Odpowiedział chłopczyk, a jego drobnym ciałem wstrząsał szloch.
- No to co się stało? - Zapytał Stasiu.
- Zgubiłem się. A moi rodzice będą w domu dopiero wieczorem.
Chłopczyk patrzył z nadzieją na mężczyznę. Stasiu nie zastanawiał się długo. To była
okazja, której nie mógł przepuścić. Dzieciak sam pchał mu się w ręce.
- To gdzie dokładnie mieszkasz?
- Na ulicy Jeziornej – odparł chłopiec, ocierając łzy rękawem kurtki.
- Ooo to niedaleko mnie – zauważył Stasiu. - Wiesz co? Mam propozycję.
Chłopiec zaciekawiony patrzył na mężczyznę.
- Pójdziemy do mnie – kontynuował – tam coś zjesz, poczekasz do wieczora a ja
odprowadzę cię do rodziców. Co ty na to?
Mina chłopca mówiła wszystko.
- Dobrze – odpowiedział uśmiechnięty chłopiec.
Mężczyzna także się uśmiechnął.
- Ja mam na imię Stasiu a ty? - zapytał mężczyzna.
- Michaś.
Chłopiec podał rękę mężczyźnie i ruszyli w kierunku mieszkania Stasia. W głowie
mężczyzny jedna po drugiej przewijały się wizje jak wykorzysta chłopca, bo w końcu
lubił dzieci i to nawet bardzo. Aż uśmiechnął się do siebie. Wprawiony w dobry humor wizją udanego, według niego, wieczoru Stasiu nie zauważył, że dziecko przygląda mu się i także się uśmiecha. Uśmiech ten jednak nie wróżył nic dobrego mężczyźnie.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -