Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Ammit

Kamila Kalinowska

Gęste strugi deszczu spływają po zaparowanej szybie w ciemnym pokoju. Ammit śledzi je uważnie już od dłuższego czasu, licząc, że to pomoże zebrać mu myśli i zrozumieć co się dzieje wokół niego. Pomyślmy…-mruknął do siebie. –Przedwczoraj w bibliotece sięgałem po książkę z półki i nagle spadła mi na głowę kartka, niewiadomo skąd…W tym momencie Ammit zmiął wyblakłą i przypaloną małą kartkę i wycelował nią do kosza.- I co mają do cholery oznaczać napisane na niej cyfry?- wykrzyknął. Nagle do pokoju weszła kobieta- Synku, z kim rozmawiasz? I dlaczego tu jest tak ciemno?- powiedziała zmartwiona, po czym zapaliła światło. Jej oczom ukazał się bardzo źle wyglądający Ammit. Miał podkrążone oczy, bladą twarz, a po czole ściekały mu stróżki potu.-Synku, źle się czujesz? –Mamo powiedz mi, czy ty też miałaś wrażenie, ze ktoś w nocy kręcił się pod naszym domem?- wyszeptał Ammit.
– Co ty za brednie opowiadasz? Przecież brama była zamknięta, a alarm włączony, nikt by się tu nie prześlizgnął, musiało ci się coś przyśnić. Lepiej połóż się już spać bo nie wstaniesz jutro do szkoły. Dobranoc.- powiedziała kobieta po czym trzasnęła drzwiami. – Taa, łatwo powiedzieć…wyszeptał Ammit. Jednak po chwili zgasił światło i położył się do łóżka, nakrywając się grubą kołdrą, która była przyjemnie chłodna. Błagam, niech mi się nic nie śni, błagam…- wyszeptał chłopak.
Szum deszczu rozchodził się po całym domostwie, tak jak gwiżdżący wiatr i pohukiwanie sowy ukrytej za gęstymi świerkami gdzieś w oddali. Wtem jak przez mgłę Ammit ujrzał wysokiego mężczyznę w żółtym płaszczu przeciwdeszczowym spoglądającego na niego zza okna. Wybiegł z łóżka krzycząc przeraźliwie. Wtedy do jego pokoju wbiegła mama zapalając światło- Dziecko na miłość boską, czemu tak się drzesz w środku nocy? Ale Ammit jej nie słuchał. Ostrożnie podszedł do okna, otworzył je i rozejrzał się dokładnie wokół, jednak nie było tam śladu żadnego człowieka. Westchnął, po czym zwrócił się do mamy- On tu znowu był…- Nikogo tu nie było, twój ojciec zniknął bez śladu dawno temu, pogódź się z tym wreszcie…powiedziała kobieta wychodząc pośpiesznie z pokoju. Ammit zgasił ponownie światło i próbował zasnąć, jednak za ścianą dało się słyszeć szloch jego mamy…-To był tylko zły sen, na pewno nikogo tu nie było…- powiedział uspokajająco do siebie.
Gdy obudził się bladym świtem, deszcz nadal padał. Za oknem unosiła się gęsta mgła, ograniczająca widoczność do metra. Ammit pospiesznie wstał i zaczął się ubierać, po czym wybiegł z domu. Przedzierając się przez mgłę i potworną ulewę tuż przed sobą zobaczył lekko uchyloną bramę wejściową. Momentalnie jego ciało pokryła gęsia skórka a serce zaczęło mocniej bić. Rzucił plecak na mokrą glebę i ruszył w stronę ogrodu, szukając jakichkolwiek śladów mężczyzny w żółtym płaszczu. Niestety, warunki na zewnątrz wcale mu nie ułatwiały znalezienie czegokolwiek. Postanowił więc rozejrzeć się pod oknem od własnego pokoju, wyciągnął telefon żeby sobie trochę przyświecić i pochylił się nad rozdeptaną trawą pod oknem. Z przerażeniem zauważył wyraźne ślady odciśnięte dużym obuwiem, których nie zdążył jeszcze wymyć deszcz. Wtem przed oczami zamigotał mu skrawek żółtej odzieży zaczepionej na wątłej gałęzi drzewka pod oknem. Wyglądało to tak, jakby właściciel zahaczył o nią niepostrzeżenie gdy uciekał. – Gość w żółtym płaszczu…- wyszeptał Ammit. I wtedy poczuł, że ktoś go łapie od tyłu lodowatą ręką za ramię, aż go zabolało. Momentalnie odwrócił się i ujrzał przed sobą mężczyznę w żółtym płaszczu. Zrobiło mu się czarno przed oczami i głucho opadł na błotnistą ziemię.
****
Obudził się w cichym, zimnym pokoju. Leżał na środku podłogi w całkowicie przemoczonych ciuchach, a po twarzy chodził mu mały pająk. Przetarł oczy i usiadł by lepiej się rozejrzeć wokół. Ściany były pożółkłe, nic na nich nie wisiało prócz starych wielkich pajęczyn. Na środku pokoju znajdował się kominek a na nim- jakieś zdjęcia. – O co chodzi? Gdzie ja jestem?- pomyślał z przerażeniem. Wstał, żeby zobaczyć co znajduje się za nim i ku jego zdziwieniu okazało się, że skądś to miejsce kojarzy. Meble wydawały się znajome, tak jak i ten kominek. Ammit podszedł by bliżej przyjrzeć się zdjęciom na kominku i zobaczył na nich …siebie. Co było jeszcze dziwniejsze, te zdjęcia były jedyną rzeczą w pokoju, które nie oplecione zostały pajęczyną. – Halo? Jest tu kto?!- krzyknął chłopak, jednak nie usłyszał odpowiedzi. Ostrożnie popchnął wypaczone stare drzwi, które zaskrzypiały złowieszczo i wszedł do innego, mniejszego pokoju, który natychmiast rozpoznał- to był jego dawny pokój w starym domu, z którego wyprowadzili się z mamą po zaginięciu taty! Jednakże Ammit nie miał pojęcia jak tu się znalazł…Czyżby ten tajemniczy mężczyzna zawlókł go tu siłą i teraz czyha gdzieś w pobliżu? Myśli w głowie chłopaka tłukły się jak oszalałe, aż zrobiło mu się słabo. Usiadł na swoim dawnym starym łóżku i sięgnął ręką do kieszeni płaszcza by znaleźć chusteczkę. Ku własnemu zdziwieniu wyciągnął z niej przemoczoną kartkę, którą wczoraj wyrzucił do kosza i był pewien, że tej kartki nie brał ze sobą. Ostrożnie ja rozłożył i ponownie przeczytał jej krótką treść:
„ R O D 2.34
12.12.1996.”
- Co to za przeklęte cyfry?- pomyślał z irytacją. I nagle go oświeciło- Że też ja na to wcześniej nie wpadłem! ROD to skrót od nazwy ulicy gdzie mieszkaliśmy! Road of Datnnies! Ale ten numer to nie numer tego domu, więc czyj? Jego rozważania przerwało skrzypienie podłogi w sąsiednim pomieszczeniu. Momentalnie wskoczył pod łóżko i zamarł w bezruchu. Drzwi otworzyły się powoli i do pomieszczenia wszedł ociekający wodą mężczyzna w żółtym płaszczu, kierując się od razu w stronę łóżka. Ammit wsunął się maksymalnie pod ścianę i z bijącym jak oszalałe sercem czekał co się stanie. Mężczyzna schylił się i spojrzał wprost na chłopca swymi czarnymi pustymi oczami. Jednym ruchem wyciągnął go spod łóżka i z całej siły uderzył go w twarz. Ammit stracił przytomność.
****
Wokół była krew, bardzo dużo krwi... Ammit czuł jej słodki smak w ustach. Z pogardą patrzył na leżące bez ruchu ciało mężczyzny w żółtym płaszczu przeciwdeszczowym. Ścisnął mocniej nóż, który miał w ręku i oblizał jego ostrze, śmiejąc się złowieszczo. Następnie zdarł z nieżyjącego ojca płaszcz i założył go, po czym opuścił dom ze zwłokami pozostawionymi przy kominku.
- Nieeeeeeeee! Wykrzyczał Ammit, budząc się z przerażeniem. –Nie chcę już dłużej śnić tego snu, błagam…Chłopak trzęsąc się na całym ciele podniósł się z podłogi i spojrzał na godzinę, była 2.34 a data na zegarku wskazywała 12 grudnia. Boże…Ammit właśnie zrozumiał… Szybko ruszył w stronę drzwi wyjściowych potykając się o stary nóż pokryty zaschniętą krwią. Z bijącym sercem obejrzał się za siebie, jednak nikt go nie gonił. Sięgnął jeszcze raz do kieszeni płaszcza po kartkę z datą ale jej tam nie znalazł. Podniósł się i złapał za klamkę, jednak drzwi nie chciały się otworzyć. Zaczął je kopać, uderzać pięściami z całej siły, ale nawet nie drgnęły. Zrozpaczony chłopak usiadł pod drzwiami na podłodze i ujrzał naprzeciw siebie wielkie lustro a nim odbicie człowieka w żółtym płaszczu, ubrudzonym krwią. Odbicie uśmiechnęło się do niego złowieszczo, wskazując trzęsącą się ręką leżący na podłodze nóż…

*******
- Policja w Bernetford, słucham?- rzekł gruby głos w słuchawce.
- Błagam, pomóżcie, mój syn zaginął dzisiejszego ranka!- krzyknęła rozpaczliwie kobieta.
- Spokojnie, niech pani szybko opisze jak syn wygląda- odrzekł policjant.
- Bardzo wysoki, miał na sobie żółty płaszcz…Ale panie policjancie, jest jeszcze jedna ważna rzecz, mój syn ma schizofrenię i znika zawsze 12 grudnia każdego roku. I naprawdę tym razem może sobie zrobić krzywdę…





Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -