Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




MANIAK

Patryk Bogusz

1


Patrycja znała te opowieści. Wszyscy je znają. Tym bardziej nie mogła uwierzyć jak ją to spotkało. W tej chwili nie odczuwała już strachu. Była wściekła. Na siebie i na niego.
Mokre spodnie stały się niewygodne.
Sama świadomość, że doprowadził ją do stracenia kontroli nad pęcherzem była upokarzająca. Tak, czuła upokorzenie i złość. Złość łatwo zamienić w determinację, a to już prowadzi do działania.
Nie wszystko stracone. Ma jeszcze szansę. Być może uda się jej jeszcze zobaczyć zatroskaną matkę, żyjącą w cieniu jej ojca, który jest typem dominującego samca.
Może Jacek ( tatuś) wysłał już posiłki. Może już jej szukają.
Koleżanki z liceum często wypytują ją, jak to jest mieć ojca gangstera. Mimo, że lata największych sukcesów „grupy” tatusia minęły – ludzie kojarzą jej nazwisko.
Zawsze denerwowały ją te pytania. Ona w domu nie mówi do ojca używając medialnego pseudonimu. W nim jest po prostu tatą. Gdy karał ją, nie oznaczało to przypalania stóp, ale zakaz pójścia na imprezę do koleżanki.
Ręce coraz bardziej zaczynały boleć. Metal z każdą minutą ścierał kolejną warstwę skóry. Nie może sobie pozwolić obtarcie do mięsa. Musi mieć sprawne ręce, a z takimi przegubami nie za wiele zdziała. Kajdanki są maksymalnie ściśnięte, a każdy wybój na drodze to kolejna dawka bólu, kolejna dawka obtarć.
Można spróbować poprosić go o poluzowanie ich, ale prośba ta raczej nic nie da.
To nie jest gość z konkurencji ojca. Na pewno nie. Gdyby tak było byłby zimny, opanowany.
Niestety trafiła na gorszą opcję - na faceta, który to lubił. On tak po prostu żyje.
Jak będzie miała szczęście to przed zabiciem jej, spróbuje gwałtu. Oczywiście taka sytuacja niesie ze sobą spore niebezpieczeństwo – kolejne poniżenie. Przecież może mu się udać, ale również to może być jej szansa. Gwałciciel w takiej chwili nie myśli logicznie. Chce jak najszybciej zasmakować ciepła i przyjemności z pomiędzy jej nóg. Dobrać się do tego o czym myśli od początku porwania. To jest szansa dla ofiary. Przez chwilę pomyślała jak bardzo byłaby szczęśliwa gdyby wsadził jej fiuta do buzi. Odgryzłaby mu go natychmiast. Każdego faceta widok swojego wacka na ziemi powali na kolana. Jest czas na ucieczkę, a nawet jeśli zdołałby ją zabić to trudno. Lecz nigdy już nic nie zrobiłby żadnej dziewczynie.
- Włączyć radio ? – kierowca przemówił drugi raz od ponad godziny. Wsiadła do jego samochodu o 22, od tamtej chwili zerkała na zegarek w desce rozdzielczej forda eskorta. O 22:20 skuta kajdankami wylądowała na tylnim siedzeniu. Zastanawia ją czemu nie włożył swojej zdobyczy do bagażnika. Siedemnastoletnia dziewczyna mająca 168 centymetrów wzrostu na pewno by się tam pomieściła.
O Boże…, a jeśli bagażnik był zajęty?! Jeśli nie jest jedyną dziewczyną przewożoną tą leśną drogą….

2

Chopp obudził się z bólem głowy. Od dwóch tygodni każdy ranek w życiu tego czterdziestoletniego mężczyzny wygląda tak samo. O godzinie ósmej przeszywający, migrenowy ból robi pobudkę. Ten pieprzony guz nawet na chwilę nie daje o sobie zapomnieć.
Wstaje pomału i taszczy swoje sto kilo pod prysznic. Lubi patrzeć jak strumienie wody spływają po jego ciele, które niemal całe pokryte jest więziennymi pamiątkami. Tatuażami i bliznami.
Każda kropla zdaje się walczy z malunkami przeszłości. Nigdy nie wygrywa. Te wszystkie grube linie tworzące kontury wciąż są na swoim miejscu. Lubi porównywać prysznic do walki ze złem. Dobrem zła nigdy nie powstrzymasz. Dlatego on jest zły. Dawno ta decyzja została podjęta. Chopp nie chciał przegrywać. I tak też się stało.
Odsiadując pierwszy wyrok w wieku siedemnastu lat musiał pokonać zło. W tym przypadku zło miało prawie dwa metry wzrostu, wąsy i było starym zboczonym recydywistą, który lubił dotykać takich jak on. Młodych zagubionych chłopców, którzy po raz pierwszy lądowali za kratkami. Miał na imię Henryk.
Panie zlituj się nad jego duszą. Od tamtego wydarzenia minęło dwadzieścia trzy lata, przez które nie raz i nie dwa zwalczył zło.
Pan postanowił sam go osłabić, widocznie stracił nadzieję, że uda się to komuś innemu. Zesłał mu guza wielkości piłeczki pingpongowej. Wszystko poszło szybko. Lekarz więzienny, powołanie komisji. Zwolnienie warunkowe.
Ból zdaje się stępować. Po prysznicu idzie nagi do kuchni po puszkę heinekena. To lepsze z rana od herbaty i zdrowsze od kawy. Zresztą przez ostatnie dziesięć lat nie miał okazji do wypicia choćby jednej pieprzonej puszeczki chmielowej. Pity przez ten czas wieczorami czaj nie zupełnie smakował jak zimne piwko.
Chopp mimo wyroku śmierci w postaci raka, polubił życie na wolności. Całe popołudnia leżał przed telewizorem, w zapuszczonej kawalerce załatwionej przez system penitencjarny. Przeskakując z kanału na kanał czekał na wieczór. Dzień za dniem wyczekiwał tylko godziny dwudziestej. To co działo się o godzinie zero wynagradzało te wszystkie lata samotności. Spędzanie lat w zamkniętym pomieszczeniu wraz z pięcioma zupełnie mu obcymi facetami.
Oczywiście zasady zwolnienia warunkowego były bardzo rygorystyczne. Szukanie pracy i zakaz opuszczania miasta. Sędzia jednak popełnił drobny błąd. Takiemu facetowi jak Chopp nie przydziela się takiego kuratora jak Marek.
Gdy skazaniec po raz pierwszy zobaczył dwudziestosześcioletniego dzieciaka w za ciasnym garniturze i z obrączką na palcu, wiedział, że los się do niego uśmiechnął. Przy pierwszej domowej wizycie Marka, były więzień nie pozostawił żadnych złudzeń.
Usiedli naprzeciw siebie, w dwóch rozwalających się fotelach. Kurator próbował podręcznikowo nawiązać rozmowę:
- Jak się pan miewa panie Tomku? – „panie Tomku” to go rozbawiło, już dawno nikt się tak do niego nie zwracał.
- Słuchaj no, Marek? Tak?
- Tak – przytaknął kurator.
- Taki facet jak ja na ogół przeraża takie cipki jak ty…
- …ale panie Tomku…
- Zamknij się!!! Nic kurwa nie mów. Słuchaj uważnie bo to co teraz powiem bardzo ułatwi ci życie i mi też.- zadziałało. Kurator milczy. W jego oczach pojawił się strach.
Jest już jego. Udało się.
- Po pierwsze: nie przychodzisz tu. Nie chce cię więcej widzieć. Po drugie zdajesz dobrą opinię o mnie, tylko kurwa bez przesady. Nikt nie uwierzy, że stałem się bogobojną dziwką. Opinia ma nie dawać powodów do zatrzymania mnie. Jeśli złamiesz, którąś z tych zasad zaopiekuje się twoją żoną i córeczką. Marta i Ola, nie? - Marek zerwał się z fotela. Chopp poznał imiona dzięki uprzejmości dawnego wspólnika. Pan kurator był cały czerwony z wściekłości.
- Ty pieprzona gnido, myślisz, że możesz mi grozić… - Tomek zerwał się z fotela stając z Markiem twarzą w twarz i paraliżując go swoim chorym wzrokiem. Wie, że musi zakończyć tę rozmowę teraz, jeśli będzie to przeciągał ten pajac mu się wymknie, a on znów wyląduje w pudle.
- Marek ja nie straszę. Mówię jak jest. Widzisz ja jestem naprawdę kurwa złym facetem. Nie zrozumiesz tego, to jeszcze dziś wyrucham Martę na wszelkie znane mi sposoby, a w pierdlu poznaje się ich wiele, a twojej kurwa pieprzonej CÓRECZCE ODETNĘ TĄ MAŁĄ GŁÓWKĘ I DO NIEJ NASIKAM!!!!!!!!!! A teraz spierdalaj mi z oczu.- w oczach Marka pojawiły się łzy. Zdał sobie sprawę, że ten facet naprawdę by to zrobił. Jeszcze czerpał by przyjemność z zabijania jego pięcioletniej dziewczynki.
Dokonał wyboru. Chopp więcej go nie widział i dzięki temu dziś o dwudziestej może wsiąść w swojego forda eskorta kombi(prezent powitalny od jego byłych wspólników) i jak co wieczór wyruszyć w podróż. Podróż pełną tajemniczości i niepohamowanego zła, jakie lubił.

3

Jacek pseudonim Ali zabawiał się , w biurze swojego klubu. Zawsze osobiście sprawdzał „jakość” nowych tancerek. Tym razem jego ocena mogła nie być sprawiedliwa.
Młoda naga dziewczyna przyglądała się jak ten postawny mężczyzna z każdą sekundą telefonicznej rozmowy tracił zainteresowanie jej ciałem. Jak to możliwe? Przecież była całkiem niezłą laską. Nawet jej ojciec powtarzał, że z jej głową kariery nie zrobi, ale z tymi kształtami zwojuje świat. Nie spotkała mężczyzny, który w trakcie zabawy z nią, w ogóle odebrał by telefon. Każdy z nich chciał jak najszybciej, jak najmocniej poczuć to co miała do zaoferowania. To nie był zwykły facet. Coś ty sobie w ogóle wyobrażała , gość prowadzi klub go- go, smakował pewnie w wielu lepszych cipkach.
Spokojnie patrzyła jak jej nowemu szefowi „opada” zainteresowanie nią. Spróbowała jeszcze delikatnego masażu swoich ogromnych piersi, ale po chwili dała za wygraną.
Gdy Ali zakończył rozmowę nastała cisza. Patrzył na nią, ale bez żadnych emocji. Teraz była tylko figurką z dużym biustem i silikonem w ustach.
- Słuchaj Tina, złotko dokończymy innym razem. Zejdź na dół do dziewczyn.
- Oczywiście panie Wolski – złapała pośpiesznie swoją spódniczkę, szpilki i bluzeczkę, by już po chwili zamknąć za sobą drzwi biura.
W jego głowie pojawiła się nawałnica myśli. Czy jego córeczka uciekła? Może ktoś ją porwał? , albo… nie, nie może nawet takiej myśli rozważać. Może dla okupu? Przecież nie prowadził z nikim otwartej wojny. Podpisali pakt na czas problemów z policją. Tym sukinsynom nie można wierzyć, jaki pakt!!, staruszku pomieszało ci się w głowie, zrobiłeś się zbyt ufny. Chyba, że nowi chcący zdobyć wpływy, choć oni by się bali. Spróbowali by przechwycić, któryś z jego transportów, ale nie porwać córkę, kto mógł być tak bezczelny?
Jest jeszcze możliwość, że to tylko zbieg okoliczności, że napastnik nie zdawał sobie sprawy, kto jest jej ojcem. Jedno jest pewne ta osoba tego pożałuje i niech lepiej nic jej się nie stanie.
A jeśli uciekła? – nie, to niemożliwe. Ostatnio często się z nią kłócił, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jest jego księżniczką. Mocno go kocha. To pewne. Nie zrobiłaby mu czegoś takiego.
Najważniejsze teraz to zacząć działać. Człowieku zacznij działać- wciąż to sobie powtarzał. Kogo wysłać? Czy od razu włączyć do akcji chłopaków, czy może również policję. Oni narobią dużo hałasu, może na razie nie robić szumu, porywacze mogliby się za bardzo wystraszyć i jeszcze zrobić Patrycji coś złego. Najlepszy będzie cichy skuteczny człowiek, dopiero później jego ludzie urządzą prawdziwą rzeż.
Wybrał w książce telefonu KRZYŚ i oczekiwał na połączenie.
- tak? – z głośniczka jego Samsunga wydobył się ochrypły głos.
- Za ile możesz być u mnie w gabinecie? – spytał Ali.
- Wiesz mamy teraz trochę papierkowej roboty, bandziorki sobie troszkę postrzelały nad ranem, kilku przeżyło i teraz kurwa człowiek grzebie w tych raportach…
- To pilne. – przerwał mu.
- Skoro tak to za jakieś czterdzieści minut podjadę.
- Czekam. – odłożył telefon na elegancki szklany stoliczek.

4

- Pytałem czy włączyć PIEPRZONE RADIO!!!!??. Nie ignoruj mnie dziewczynko, tylko mnie nie ignoruj – Chopp nie krył zdenerwowania. Nienawidził olewania ludzi. Jasne, że sam nie jest wzorem cnót, ale nigdy nie potraktował nikogo jak powietrze. Czasem jak stary mebel, czasem jak dziwkę, czasem jak zło konieczne, ale na Boga zawsze można liczyć na jego reakcję. Ona zawsze następuje. Trzeba słuchać i szanować innych ludzi, po prostu trzeba.
Dlatego tak lubił widzieć strach w oczach tych dziewczyn. Te wszystkie siksy były takie same – z bogatych domów. Rozpuszczone małoletnie dziwki. Gdy mijasz na ulicy taką gówniarę i zerkniesz na jej tyłek, ona też obdaruje cię spojrzeniem. Swoim wzrokiem przekazuje, że chętnie zdjęła by te drogie stringi od Triumpha i nasikała ci na twarz. A ty powinieneś się jeszcze z tego cieszyć i zlizać każdą kropelkę.
Szczyny to szczyny. Niby sik z jej młodej cipy jest mniej upokarzający niż obszczanie przez faceta?!
Już wie co zrobi. Niedługą będą na miejscu, a tam jej pokaże. Nasika jej na tą śliczną buzię. Niech raz ta szmata poczuję się tak jak on.
- Przepraszam… zamyśliłam się, ale jeśli to nadal aktualne to bardzo chętnie posłuchałabym radia.
– Patrycja wie, że nie należy denerwować napastnika. Jeszcze nie teraz. Gdyby w tym momencie puściły mu nerwy, mógłby zatrzymać samochód i skręcić jej kark. Nie miała by jak się bronić, krzyk na tym pustkowiu na pewno nie pomoże. Jej kręgosłup pękłby pod jego wielkimi dłońmi jak wykałaczka podczas wydostawania resztek jedzenia. Od godziny jedyne co widzi przez te szyby to ciemność i drzewa. Czasem jest chwila przerwy między ciągiem wielkich choin, którą tworzy leśna polana. Dawno zgubiła orientację, nie wie nawet czy jadą na północ, czy może na południe, czy cholera wie gdzie jeszcze. Zachciało się jej wieczornych spacerów. To zrobiła wszystkim na złość.
Nie panikuj. Musisz być spokojna- te zdanie Patrycja powtarzała sobie cały czas. Nie pozwól by emocje zawładnęły tobą. Gdy to się stanie będziesz przegrana dziewczyno, nic ani nikt nie zdąży ci już pomóc. Gdy słyszała te historie o zgwałconych dziewczynach, zawsze twierdziła, że wolała by zginąć niż żyć potem z taką świadomością. Śmiała się w duchu z tych dziewczyn – Jaką to cipą trzeba być, żeby dać się zgwałcić? Ja bym mu napluła w ryj i z uśmiechem zaczekała aż poderżnie mi gardło tym pieprzonym kawałkiem szkła. Nie zdobył by mnie – wykrzykiwała do koleżanek, gdy czytały prasowe doniesienia. Teraz już wie jak bardzo się myliła. Chce żyć za wszelką cenę.
Zignorował jej prośbę. Radio nie gra. On milczy. Boże jak nienawidzi takich facetów. Oczywiście pomijając fakt, że jest jakimś psycholem porywaczem to zdaje mu się, że jest najważniejszy na całym świecie. Każdy ma go słuchać. Zupełnie jak jej ojciec. Pewne rzeczy przeniósł z pracy do domu. W biznesie jest szefem, w domu też. Gdy szef ma zły humor milczymy, gdy szefa bawi dowcip nas również..
Samochód zatrzymał się. Mężczyzna wyłączył silnik. Patrycja obserwowała uważnie jak wysiada z pojazdu. Zastanawiała się jak on ma zamiar to rozegrać. Rzuci się na nią tu, na siedzeniu czy wydobędzie ją , by zrobić to pod konarem jakiegoś drzewa. Może on obchodzi jakiś rytuał. Przez chwilę rozbawiło ją to i zdobyła się na delikatny uśmiech, który miał jednak szybko zniknąć. Usłyszała otwieranie klapy bagażnika. Mogłaby teraz spróbować wybiec, ale za nim udałoby jej się , położyć oparcia siedzeń .., tak jak szybko pomysł się pojawił, tak też szybko z niego zrezygnowała.
Chopp powoli wyciągnął skrępowaną kajdankami, i z zaklejonymi taśmą ustami dziewczynę z bagażnika. To cud że dalej jest nie przytomna – przecież po drodze było tyle dołów, na które zużyte amortyzatory nie reagowały jak potrzeba, co w bagażniku musiało być cholernie odczuwalne…, ale to lepiej, przynajmniej ta w środku, aż tak nie panikowała i dała mu spokojnie prowadzić. Mężczyzna musiał mocno schwycić nieprzytomną ofiarę. Gdy przechodził koło bocznych szyb, usłyszał donośny krzyk dziewczyny ze środka. Zaczęła panikować – te stwierdzenie przyprawiło go o uśmiech. Nie mniej jednak jak śmieszne to nie było, nie może pozwolić jej na te krzyki, jeszcze nie teraz. Zrzucił z rąk swój 60-kilogramowy ładunek na ziemię.
Patrycja gdy tylko usłyszała, że porywacz znalazł się przy prawych drzwiach skierowała tam nogi. Spróbuje kopnięcia, najpierw w twarz, potem może dosięgnie jego krocza. Ten chory skurwiel niósł ciało – gdy to powtórzyła w swojej głowie, zrozumiała, ze nie jest tak jak planowała, tak nie będzie. Nie ma już czasu. Gdy tylko drzwi otworzyły się, zaczęła wierzgać nogami, między nimi widziała uśmiechniętą twarz tego świra. Najpierw złapał jej lewą nogę, by zaraz po tym unieruchomić drugą.
- NIE ZOSTAW MNIE, PROSZĘ !!!!!! - łzy płynęły jej po policzkach i błagała, była gotowa zrobić wszystko. Okej, jeśli chce jej ciała, niech bierze, nie będzie się bronić, nie musi być delikatny, po prostu zamknie oczy i pomyśli o swoim byłym, tylko niech jej nie zabija.
Złączył jej nogi i wdrapał się po niej do środka. Śmierdział fajkami i wódą.
Przez spodnie poczuła jego naprężonego penisa, zaczął powoli ocierać się nim o jej okolice łonowe.
Otworzyła oczy, jego twarz była nad jej twarzą. Patrzył jej w oczy i uśmiechał się.
- Podoba ci się, co? – wyszeptał.
- Tak. – skłamała Patrycja. Chopp zamachnął się głową trafiając dziewczynę w skroń. Jej oczy zamknęły się, a po twarzy spłynął znad lewego oka strumyk krwi.

5

Krzysztof, łysiejący podstarzały policjant po wyjściu z klubu „Boobies”, wsiadł do swojego mercedesa 190. Odpalił nerwowo camela. To nie był dobry dzień, a noc zapowiadała się jeszcze gorsza. To nie jest na jego siły uganiać się za jakąś gówniarą. Nie błąd, nie za jakąś za córeczką szefa mafii. Tak właśnie mafii, nie gangu jak to wypisują gazety, ci ludzie nawet nie wiedzą ile osób, ważnych osób z nimi współpracuje. On sam nie jest nikim ważnym. Zwykły pies na posyłki. Niestety z pensji psa nie miałby na sądzenie się z żoną, byłą żoną, ( często jeszcze o tym zapomina ) o prawa do dziecka.
Najgorsze jest to, że może to być jego ostatnia sprawa. Przecież jeśli nie zdąży na czas odnaleźć tej całej Patrycji, Ali nie daruje mu tego. – Pamiętaj, że pokładam w tobie ogromne nadzieje – te zdanie wypowiedziane przez gangstera obija się w jego głowie jak piłeczka puszczona w ruch.
Jest jeszcze szansa, że gówniara sama nawiała, choć wie, że tak naprawdę sam się łudzi. To wszystko wygląda mu na robotę MANIAKA – taki pseudonim operacyjny nadali we firmie facetowi, który odpowiada już za morderstwa sześciu dziewczyn. Jak do tej pory zero śladów. Schemat ten sam – dziewczyny porywane są parami, co noc dwie małolaty.
Komisarz zdecydował się na nie informowanie na razie gazet, z obawy, że mogłoby to przedłużyć ustalenie tożsamości psychola. Mógłby zrobić się jeszcze bardziej czujny.
Dlatego też Ali nic nie wie o możliwości takiej sytuacji. Myśli, że to zwykłe porwanie dla okupu, po który porywacze wkrótce się zgłoszą. KRZYŚ postanowił nie wyprowadzać go z błędu.
Jedno jest pewne, jeśli znajdzie zwłoki tej suki, a pewnie tak będzie, musi się ich pozbyć. Nikt nigdy nie może odnaleźć jej ciała. Dopóki jej ojciec będzie miał nadzieję, że ona żyje, on również będzie żył. W końcu będzie musiał prowadzić śledztwo. Nie można doprowadzić do zamknięcia sprawy.
Boże jeśli masz jakąkolwiek litość dla starego alkoholika, nie pozwól by ktoś znalazł zwłoki przede mną. Już sam nie wiedział czy wykrzyczał to, czy to jego myśli.
Pociągnął spory łyk z piersiówki – prezent za jeszcze starych dobrych czasów małżeństwa od Małgosi. Ta sama czuła wspaniała i kochająca kobieta, która nie byłaby w stanie zrobić nikomu krzywdy walczy z nim zajadle, żeby odebrać wszystko. Wiele nocy mu wybaczyła oprócz tej jednej, jednej chwili zapomnienia i głupoty z jej siostrą.
Odpalił silnik i ruszył. Zwłoki zawsze znajdują na polach pod Warszawą w okolicach Otwocka, wiec musi je dokładnie przeczesać. Statystycznie nie jest to możliwe by udało się znaleźć ciała w jedną noc. MANIAK mógł zmienić rejon i przenieść się na przykład ze wschodniego kierunku na zachodni, mógł równie dobrze zakopać te suki , bo na pewno są dwie, u siebie w ogródku, który znajduje się cholera wie gdzie. Stary pies taki jak on, z wiekiem po prostu liczy na łut szczęścia, że akurat pojawi się tam gdzie potrzeba. Nie raz przecież już tak było.
Najpierw jednak podjedzie do monopolowego. Jeśli ma to przetrwać, to tylko wyborowa może mu dać na to siły.

6

Patrycja powoli otworzyła oczy. Szumiało jej w głowie, a całe czoło pulsowało. Próbowała szybko połapać się w sytuacji. Leżała na podłodze, zbitej z desek, to było małe pomieszczenie. Jakaś mała leśna chatka. Jedną rękę miała wolną, wolną!! – niestety był to złudny odruch nadziei, gdy odwróciła głowę w prawy bok i zobaczyła do czego była przykuta łańcuchem jej druga ręka – wielki żeliwny piec, nie znała dokładnego określenia bo po raz pierwszy w życiu widziała coś takiego na oczy. Spróbowała szarpnąć ręką. Obrzeża metalu po raz kolejny dotkliwe obtarły skórę, a może już mięso, gdyż po przegubie popłynęła krew.
W pomieszczeniu paliło się światło, jednak dopiero teraz zauważyła skrępowana sznurem dziewczynę. Usta miała zalepione taśmą. Leżała na wprost niej w niewielkiej odległości, gdyby Patrycja wyciągnęła nogi maksymalnie przed siebie dotknęła by jej. Ze dwa kroki za nią znajdowały się drzwi. Nie wyglądały na solidne, raczej jak twór początkującego majsterkowicza, który miał akurat kilka grubszych desek na zbyciu. Z kolei jakieś trzy metry od drzwi znajdowała się ściana, również drewniana. Całe pomieszczenie było wielkości pokoju, w przeciętnym blokowym mieszkaniu. Po jej lewej stronie w rogu stal dość spory starodawny stół, leżało na nim mnóstwo szpargałów, lecz dziewczyna nie mogła ustalić co to dokładnie było, gdyż blat był za wysoko. Związana dziewczyna nagle podniosła z podłogi głowę do góry, przynajmniej na jej możliwości w chwili obecnej. Nie była starsza od Patrycji, może nawet o rok młodsza, lecz gdy spojrzała w jej oczy jeszcze bardziej się wystraszyła. Ona wzrokiem błagała już nawet nie o litość tylko o szybką śmierć.
- Wiesz gdzie on jest ? – spytała po cichu Patrycja, na wszelki wypadek gdyby oprawca stał za drzwiami. Dziewczyna nie zareagowała, dalej tylko patrzyła.
- Jeśli wiesz kiwnij głową.
Kiwnęła na tak, a zaraz potem pokazała głową w stronę drzwi.
- Wiesz może czy poszedł daleko ? Mówił coś jak wychodził? Może słyszałaś uruchomienie samochodu?
- YYYYMMMHHJIMMM – chciała jej coś powiedzieć, ale nie mogła.
Na ustach miała tyle warstw taśmy, że słowa zmieniły się w nieartykułowany bełkot.
To moja wina – pomyślała. Za dużo pytań naraz. Nie potrzebnie ją tylko zdenerwowała. Jedno pytanie – jedno kiwnięcie głowy, tylko tak to może zadziałać.
- Czy słyszałaś żeby odjeżdżał samochodem? – sama nie wie po co, ale mówiła to tak wolno i wyraźnie, że zabrzmiało jakby zadawała pytanie osobie niedorozwiniętej.
- YYYm – pokręciła przecząco głową.
- KURWA!!! – uspokój się dziewczyno, nie ma po co się drzeć. Są na jakimś leśnym zadupiu tylko on to może usłyszeć. Jej ewentualne okrzyki, czy to wołania pomocy, czy przeklinanie, może tylko jeszcze bardziej go nakręcić.
Stare drewniane drzwi otworzyły się gwałtownie. Patrycja pierwsze co zobaczyła to jego czarne ciężkie buty z metalowym obiciem na czubkach. Oprawca stanął przed nią, plecami do drugiej dziewczyny, tak jak już by nie była nikomu do niczego potrzebna. Rzucała się po podłodze, jak zwierzę złapane w sidła. Patrycja nie ruszała się. To nie miało sensu. Nie ucieknie przed tym porąbanym wielkoludem. Taka jest prawda. Jest tylko kukłą w jego chorym przedstawieniu. Zbliżył się do niej. - Boisz się? – spytał. - Tak. - Nie potrzebnie, będzie fajnie – uśmiechnął się tak jakby miał za chwilę ją wypuścić, dać cukierka, pogłaskać po Glowie i powiedzieć, że to był tylko żart. Wyglądał jak dobry wujek. YYYYYMMMMM – dochodził glos zza jego pleców. Nagle odwrócił się.
- NIE PRZESZKADZAJ !!! TERAZ Z TOBĄ NIE ROZMAWIAM!!!! – krzyczał do tej biednej przerażonej dziewczyny. Podbiegł do niej. Jego wielki prawy bucior wylądował na jej głowie, raz, drugi. Pomieszczenie przeszyły głuche dudniące uderzenia. Nastała cisza, było po wszystkim. Ofiara albo zmarła, albo straciła przytomność. Po starych deskach, z których wykonana była podłoga płynęły strużki krwi z rozbitej głowy dziewczyny. Pogłaskał ją po włosach. Pieprzony psychol. To koniec. Zabije mnie. Zginę tu w jakiejś zapyziałej chacie, na jakimś zadupiu – myślała Patrycja. Chopp podszedł do niej. Nachylił się nad nią. Dziewczyna skuliła się. Jezu jak ona teraz pięknie wygląda. Przerażona, gotowa zrobić wszystko, całkowicie uległa i podporządkowana. Moja cudowna dziewczynko – ileż nocy w celi myślałem o tobie, o was, ale żadna z was nie przyszła mi ulżyć.Nie przyszła pomóc, żeby ten długi czas zrobił się choć odrobinę znośniejszy. - Czego chcesz? Wypuść mnie… - Patrycja nie mogła już ukrywać strachu, łzy płynęły jej po policzkach. - Nie mogę. - NIKOMU NIE POWIEM, PRZYRZEKAM, PUŚC MNIE!!!!! - Wiesz, że to nie prawda – Jezu jaki on był spokojny. Ten spokój jest przerażający.
Rozerwał jej bluzkę. Jej małe acz kształtne piersi ujrzały światło. Powoli przesuwał po nich palec, co chwilę skupiając się na sutkach. Sterczały i zachęcały.
Patrycja już tylko łkała, nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Oprawca rozpiął spodnie i wydobył z nich penisa. Zaczął się brandzlować stojąc nad twarzą dziewczyny. - Patrz na niego – mówił za każdym razem gdy Patrycja kierowała wzrok w podłogę.

7

Krzyś od godziny krążył samochodem po zapomnianych przez ludzi dróżkach w okolicy Otwocka. Z każdym łykiem wyborowej, w którą się zaopatrzył i z każdym okrążeniem lasów tracił jakąkolwiek nadzieję na powodzenie swojej misji. A może po prostu wyjechać stąd. Zostawić to wszystko. Opróżnić konto i pojechać do Meksyku. Zawsze chciał się tam wybrać. Uwielbiał oglądać programy podróżnicze o tym kraju. Szczególnie, te które prowadził Wojciech Cejrowski. Mexico City urzekało go swoim klimatem. Ogromna, przeludniona metropolia. Żarłby burrito z ulicznych straganów, i popijał ręcznie wyciskane soki z tequilą. Z czasem pewnie zapoznałby jakąś meksykankę. Podniecił się na samą myśl. Lubił kobiety przy kości, z ognistym temperamentem. Starczyłoby mu pieniędzy. Utrzymanie w Meksyku nie jest drogie, a od dziesięciu lat przyjmując pensję z policji i od Aliego uzbierała się ładna sumka. Tu prawie na nic nie wydawał. Pieniądze szły głównie na sądy. A odkąd rozstał się z Małgosią, jego koszty dzienne to właściwie jeden ciepły posiłek, dwie paczki fajek i jakiś litr gorzały. Szkoda byłoby mu tylko zostawiać Mateusza. Chciałby uczestniczyć w wychowaniu chłopca, ale Gośka i tak mu na to nie pozwoli. Jest zbyt zła. A co się jej dziwisz stary idioto? Jak mogłeś przelecieć jej siostrę?! Najlepsze jest to, że z nią Małgosia utrzymuje kontakt, przecież to nie tylko jego wina. Nie zgwałcił jej. Nie przystawił Aśce pieprzonej spluwy do głowy mówiąc : Masz się ze mną rżnąć, bo inaczej odstrzelę ci ten blond łeb! To ona. To też jej wina. Sama pchała mu się do łóżka. Co miał poradzić, jest tylko głupim, prostym facetem.
Pociągnął spory łyk z butli. Trzeba jednak przyznać siostrzyczce, że umie się ruchać. Jest naprawdę dobra. Młodsza od Gośki tylko o dwa lata, ale potrafi tak zacisnąć na facecie nogi, że mógłby skonać będąc w niej i wykrzyknąć jak żołnierz Legii cudzoziemskiej: Je Ne Regrette Rien – Niczego nie żałuję!
Nagle poczuł uderzenie. Duży kształt rozbił mu przednią szybę, a potem spadł pod koła. Błyskawicznie nacisnął hamulec. Resztka wyborowej wylała mu się na nogi. Kurwa! Jeszcze tego mi teraz brakuje. Nie wierzę. Może to nie był człowiek, może jakiś jeleń. Tak na pewno, to było zwierzę w końcu jeździ po jakiś polanach leśnych w środku nocy. Ty stary idioto to musiało się tak skończyć.
Wysiadł z samochodu i powoli poszedł na przód zobaczyć co lub kogo potracił. Jeden nie zbity reflektor oświetlał ciało. To człowiek, kobieta. Naga. Leży bezwładnie na ziemi. Całe ciało jest ubrudzone krwią. W jednych miejscach bardziej, w innych mniej, ale ciężko byłoby znaleźć jakiś niezabrudzony fragment skóry. Dlaczego jest naga. Detektyw uklęknął przy niej. Odgarnął jej włosy z twarzy. O Boże, ile ona może mieć lat, szesnaście, siedemnaście – nie więcej. Położył dwa palce na tętnicy szyjnej. Żyje. To dobrze. Co teraz robić. Powinien dzwonić po pogotowie, ale sporo już wypił, a komendant ostatnim razem obiecał, że kolejny raz nie przymknie oka na konsekwencję jego jazdy po pijanemu. Poza tym co powie? Że niby co tu robił. Przecież nie może się przyznać, że jest na usługi znanego na cały kraj gangstera. A co, że niby tak tu sobie jeździł, wypalał firmową benzynę i popijał wódeczkę bo musiał przemyśleć kilka spraw. Raczej kiepski argument. Wstał i zaczął się rozglądać, czy nikt na pewno tego nie widział. Wokół pusto. Żadnych świateł, żadnej cywilizacji nic. Popatrzył na potłuczoną szybę. Powie w warsztacie, że jakieś gnojki mu ją wybiły. W końcu jako pies nie jest zbytnio popularny na swoim osiedlu. Zresztą Heniek nie będzie się dopytywał. Jak zawsze ponarzeka na starą, pośmieje się z polityków i zrobi swoje za grosze. Krzysztof jeździł do niego od lat. Tylko co z tą dziewczyną? Zostawię ją może tak, a jak tylko odjadę to zadzwonię z jakiegoś automatu na pogotowie. Tak to będzie najlepsze wyjście.
Wsiadł do pojazdu. Przekręcił kluczyk TRRRRRRRRR nic. Kolejny raz TRRRRRRRR – silnik odpalił. Krzysztof zapalił papierosa. Wrzucił wsteczny bieg. Miał już wycofać samochód, gdy zobaczył stojącą przed maska dziewczynę. Tę samą, którą potrącił i jeszcze chwilę temu leżała niemal pod kołami jego wozu. Stała i patrzyła na niego. Uśmiechała się. Wiatr rozrzucał jej długie czarne włosy. Wyglądało to jak scena z filmu, z super modelką, tyle, że ta przed chwilą była nieprzytomna, a do tego jest całkiem naga. Detektyw zgasił silnik. Papieros wypadł mu z ust. Powoli wysiadł z pojazdu.
- Nic ci nie jest? – spytał.
- Pomoże mi pan? – spytała dziewczyna. Miała taki delikatny głos.
- Masz, załóż to na siebie – mówiąc to zdjął marynarkę i podał jej.
- Niech mi pan pomoże – stała tak patrząc na niego. Nie wzięła marynarki. Krzysztof podszedł bliżej i okrył ją. Niechcący dotknął jej pleców. Była taka ciepła i miała delikatną jak aksamit skórę. Wyobraził sobie jak ją całuje, dotyka, jak jego grube palce pieszczą te młode ciało. Poczuł erekcję. Co ja wygaduje. Przecież ta dziewczyna jest ranna. Trzeba zadzwonić po pomoc, plan był dobry, ale tylko do momentu gdy była nieprzytomna.
- Jak masz na imię?
- Karolina – odpowiedziała po chwili namysłu.
- Słuchaj Karolino, już dzwonię na pogotowie, pomogę ci. – i wyciągnął telefon z kieszeni spodni. Wykręcił numer alarmowy – 112 i czekał na połączenie. Z wrażeń już chyba całkowicie wytrzeźwiał, a komendantowi wciśnie jakiś kit jak to podążył tu za groźnym bandytą. Jak dobrze to rozegra, to może nawet pochwałę dostanie.
- Musimy iść – powiedziała Karolina.
- Tak, halo, potrzebuję natychmiast karetki, tak…tak… jestem policjantem – ranna dziewczyna, tak… potrącona przez samochód, być może wcześniej zgwałcona, najprawdopodobniej jest w szoku…
- Idziemy!!! – dziewczyna zrzuciła z siebie marynarkę i złapała Krzysztofa za rękę. Boże co za miły dotyk.
- Spokojnie, uspokój się, słucham? Nie to nie do pana, jestem 5 kilometrów od Otwocka jadąc z warszawy główna trasą, na drodze przy lesie otwockim od wschodu, tak, dobrze. W razie czego proszę zapisać numer, tak dobra…
Dziewczyna przytuliła się do detektywa. – Chodźmy zanim one zginą.
- Czekam. – schował telefon. – Kto zginie? – spytał.
- Dwie młode dziewczyny, takie jak ja.
- Co ty opowiadasz?! Może chcesz usiąść? – wtuliła się jeszcze mocniej. Podniecenie w detektywie było coraz większe. Z każdą sekundą coraz bardziej pragnął tej boskiej istoty o idealnych kształtach. Teraz uświadomił sobie, że do tej pory nie spojrzał na pochwę dziewczyny. Nie wie, czy jest zarośnięta czy wydepilowana, ale na pewno ciepła tak jak jej całe ciało i ten zmysłowy zapach. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie czuł. Nie odczuwa już nawet obrzydzenia do faktu, że jej całe ciało pokryte jest śladami krwi. Nie zauważył jednak nigdzie nawet najmniejszej rany.
- On je skrzywdzi, tak jak i skrzywdził inne. Ktoś musi go powstrzymać. – zaczęła płakać.
- Już dobrze. – pogłaskał ją po głowie. – Kim on jest?
- Nazywają go Chopp. Jest zły.
- Co takiego robi?
- Gwałci i morduje nastolatki. Takie jak ja.
- Ciebie też zgwałcił? To dlatego jesteś naga?!
- Mnie też.
- Gdzie do tego doszło?
Karolina zamknęła oczy i z całych sił przycisnęła głowę do klatki piersiowej detektywa. Ten pomyślał tylko o tym, że jak tak dalej pójdzie to będzie miał wielką plamę na bokserkach.
- Zaprowadzę pana. – powiedziała i zrobiła krok do tyłu. Trzymając Krzysztofa za rękę zaczęła iść w prawo, w kierunku lasu.
- Musimy czekać na karetkę. – Dziewczyna nie słuchała go. Szła przed siebie, przez ogromne pole co chwilę potykając się, a on szedł za nią. Weszli do lasu. Krzysztof nie widział nic, jedynie czuł dłoń dziewczyny i jej zapach. Szli dalej ginąc w ciemnościach.

8

Patrycja mogła tylko patrzeć jak ten bezduszny potwór osiągał orgazm. Czuła jak kleista ciepła ciecz ląduje na jej twarzy i piersiach. To nie ważne – nie ma najmniejszego znaczenia, mówiła sobie. Ciało można umyć. Może kiedyś nawet zdołałaby o tym wszystkim zapomnieć. Przełknie te upokorzenie. Tylko żeby dał jej szansę.
Mężczyzna zapiął spodnie. Zabrudzoną rękę obtarł o włosy ofiary. To nic, to wszystko naprawdę nic – powtarzała sobie.
- I co nie było tak źle? – uśmiechnął się do niej. Zza paska spodni wyciągnął duży nóż. Od kawałka metalu odbijało się światło, oślepiając nastolatkę.
- Możemy to powtórzyć, może ci być lepiej – zagadaj go, dziewczyno zrób wszystko, niech tylko schowa z powrotem ten rzeźnicki nóż.
- Hahaha, przeceniasz chyba moje możliwości panienko. – złapał się wolną ręką w kroczu – mój przyjaciel musi odpocząć.- Odwrócił się od niej i podszedł do nieprzytomnej dziewczyny. Przewrócił ją na plecy. Ściągnął z niej spodnie. Ofiara powoli zaczynała odzyskiwać przytomność. Czemu nie odkłada noża?!? Patrycja wiedziała, ze jej towarzyszka niedoli nie będzie miała tyle szczęścia co ona do tej pory. Przecież jest już zaspokojony seksualnie, więc chce jej zrobić krzywdę.
Ofiara otworzyła oczy. Krew nieprzerwanie płynęła z jej głowy. Zobaczyła ogromny nóż, którego stal delikatnie wędrowała po jej policzku. Nie robiąc jej krzywdy, przynajmniej na razie. Chopp wolną ręka zerwał taśmę z jej ust.
- Zabij mnie , zabij mnie śmieciu – powtarzała jak opętana. On tylko stał tak nachylony nad nią i uśmiechał się.
- zabij mnie, miejmy to już za sobą…
- Skoro tego właśnie chcesz, skarbie – wstał. Zamachnął się nożem i wsadził go ofierze w krocze. Dziewczyna zdążyła tylko wrzasnąć. Za chwilę dławiła się od krwi, która próbowała wydostać się z jej wnętrza każdą możliwą drogą, nie wyłączając buzi i odbytu. Patrycja zwymiotowała, podczas gdy Chopp dosłownie rozpruwał dziewczynę jak świniaka na ubojni. Ostrze noża dotarło od dołu aż do klatki piersiowej. Mimo, że ofiara dawno nie żyła, ciało wykonywało sporadyczne ruchy. Mężczyzna wyciągnął ze zwłok nóż i oblizał go z krwi. To był prawdziwy teatr makabry.
- Nawet sobie nie wyobrażasz ile potrzeba siły, żeby tak otworzyć człowieka, musisz rozwalić kości, przebrnąć przez narządy…
- Przestań, proszę… - płakała Patrycja.
- Tyle energii, tyle wysiłku, by dojść do wyjątkowego finału. Och, czy trochę nie przesadzasz z tym użalaniem się, sama tego chciała. Powtarzała: chcę umrzeć, zabij mnie, obrzucała wyzwiskami, no sama powiedz czy to normalne bluzgać na kogoś kto trzyma w łapie ogromny nóż, to nie było najmądrzejsze. Dostała tylko to na co zasłużyła. Ni mniej ni więcej. Może gdyby mnie nie sprowokowała to bym ją wypuścił, a może nie. Już się nigdy o tym nie przekona.
- Jesteś chory, potrzebujesz pomocy, wypuść mnie… - gdy tylko zdążyła to powiedzieć raptownie podskoczył do niej i ostrze ugodziło ją w twarz. Poczuła jak skóra na prawym policzku, rozdziera się. Ciepła ciecz spłynęła z twarzy po szyi. Odruchowo złapała się za ranę, a druga ręką szarpnęła tak mocno, że łańcuch zadał kolejny ból na przegubie dłoni.
- Ja jestem chory, to oni są chorzy, ten cały system jest chory, Bóg jest chory. Wiesz, że ja nie żyję? Codzienne migreny roztrzaskują mi głowę. Taka spotkała mnie nagroda za lata cierpienia w zakładach penitencjarnych. Byłaś kiedyś w więzieniu? Chyba nie. Tam dopiero poznałabyś chorych ludzi, ty pieprzona szmato. Patrzyłaś z obrzydzeniem na mojego fiuta, a powiedz prawdę zdziro ile lasek już obciągnęłaś co? – lekko kopnął ją w brzuch. – Przyznaj się – następne kopnięcie było już stanowczo mocniejsze. Patrycji kolejny raz zrobiło się nie dobrze, i pewnie gdyby miała czym, to znów by zwymiotowała. – Ile ciągałaś fiutów ty kurwiszonie!!! – kopnięcie w twarz. Dziewczyna wypluwa krew razem z zębem w kałuże rzygowin.
Jej ojciec to jedyna szansa na jej przeżycie. Musi mu o nim powiedzieć – ten świr nie wystraszy się gangsterów, ale może będzie chciał pieniędzy, dużych, ogromnych pieniędzy, które mogłyby odmienić jego życie, a przynajmniej czas jaki mu pozostał, jeśli faktycznie umiera.
- Mam pieniądze – wycedziła z bólem plując resztą krwi.
- Jakie pieniądze?, gdzie je masz? Myślisz, ze możesz mnie kupić, aż tak nisko mnie osądziłaś. Nic się nie nauczyłaś co?!
- Nie ja. Mój ojciec ma miliony.
- Taa, a co on gra na giełdzie czy jak?
- Czyli ty nic nie wiesz, naprawdę jestem tu przypadkiem.
- Nie kurwa, nie jesteś tu przypadkowo. Jesteś bo cię wybrałem, bo reprezentujesz sobą to czego nienawidzę. Nie cierpię takich gówniar jak ty, którym się zdaje, że są nie wiadomo kim.
- Siedziałeś w więzieniu, więc na pewno słyszałeś o grupie Aliego. – mężczyznę wyraźnie zaintrygowało wypowiedziane zdanie.
- A co ma do tego Ali, twój stary to jakiś jego harcerzyk na posyłki, czy może jeden z tych gówno wartych prawników.
- Mój ojciec to Ali. – Chopp był zaskoczony. Stał i patrzył na krew płynącą z rany dziewczyny. Patrycja przez chwilę pomyślała, że się jej udało. Wyjdzie z tego. Wróci do domu. Zje porządną kolacje, zmyje z siebie ten cały brud i te wszystkie płyny, a jej tatuś poświeci swój cały czas i swoje wszelkie możliwości, na wytropienie tego skurwiela. Będzie cierpiał, to pewne. Przeżyje coś gorszego niż rozprucie ciała. Tata miał kilku ludzi od takich zadań specjalnych. Jednym z nich był wujek Stefan, który jako młody chłopak pracował w rzeźni. Słyszała jak nieraz żartowano w domu, że gdy ktoś wie, że po niego idzie Kruger( taką ksywkę ma wujek, odziedziczona po Freddym Krugerze z Koszmaru z ulicy wiązów) sam woli się wykończyć i popełnia samobójstwo. Tak, jeszcze nie wiesz co to cierpienie zboczony kutasie.
- Łoł, naprawdę łoł. – powiedział.
- Więc może się jakoś dogadamy, dostaniesz pieniądze tylko mnie wypuść.
- Rozsądna propozycja, tylko widzisz słoneczko mamy teraz dwa wyjścia: pierwsze – wypuszczam cię, powiedzmy, że dostanę parę groszy, twój tatuś mnie znajdzie – naśle na mnie jakiegoś zbira, ja odgryzę mu łeb, naśle następnego i tego też wykończę, ale za którymś razem nie dam rady, widzisz ja jestem sam, a on znajdzie wielu idiotów, którzy spróbują, bo jak słusznie sama zauważyłaś ma pieniądze…
- ale…
- NIE PRZERYWAJ! To niegrzeczne. Jest jeszcze druga możliwość, czyli cię kurwa obejrzę od środka jak twoją niedoszłą koleżankę, nikt się nie dowie, że to ja i wszyscy będą zadowoleni. Ja na pewno, a i tata zaoszczędzi trochę kasy. Dobre nie? – znów pochyla się nad ofiara. Przystawia jej czubek noża do lewego oka. Patrycja zamyka oczy i zaczyna się modlić. Już nic innego nie mogła zrobić.
Nagle otwierają się drzwi. Chopp błyskawicznie się odwraca. Do środka wchodzi Krzysztof z berettą w rękach.
- A ty czego tu? – pyta Chopp. Detektyw szybko orientuje się w sytuacji. Kontem oka zauważa zwłoki z wnętrznościami na wierzchu. Przez chwilę zrobiło mu się niedobrze. Patrycja patrzy na niego: - niech go pan zastrzeli!!!! – krzyczy.
- Pytałem o coś.
- Jestem policjantem. Połóż nóż na podłodze i podnieś ręce do góry!
- A gdzie reszta załogi?
- Odłóż ten nóż.
- Ok. – powoli wykonuje polecenie. – Nie, niemożliwe żebyś przyszedł tu sam…
- Teraz ręce za głowę.
- Czy aż tak mało ważny jestem, kurwa przecież zabawiam się już jakiś czas, musieliście zauważyć, nie było o mnie w gazetach, myślę sobie, tyle się teraz dzieje na świecie, pertraktacje z ruskimi, tarcze antyrakietowe, pogodziłem się z tym, że ludzi nie zainteresuje tak kilka bezwartościowych małolat, ale żeby policji to nie obchodziło, przysyłają po mnie jednego i to bez urazy, starego glinę, no przecież to mnie kurwa obraża.
- Ręce na głowę!!!!
- Pierdol się. – podnosi rękę pokazując mu wyprostowany środkowy palec. Detektyw strzela mu w nogę. Chopp pada wydając odgłos bólu na podłogę Trzyma się za krwawiącą nogę.
- Połóż się na brzuchu pajacu. Mężczyzna tym razem wykonuje polecenie. Krzysztof siada na nim i zakłada mu kajdanki.
- A ty jak się czujesz? – pyta Patrycji.
- Niech mnie pan stąd zabierze.
Detektyw wyciąga telefon i wykręca 997. Podchodzi do pieca do którego przykuta jest dziewczyna. Sprawdza jak przymocowany jest łańcuch. Uderza kolbą pistoletu w kłódkę, raz, drugi – kłódka puszcza.
- Tak, haloo, tu Krzysztof z kryminalnej, przyślijcie mi radiowozy i karetkę na….
Patrycja wstaje. Nie docierają do niej żadne głosy. W drzwiach pojawia się naga dziewczyna, ta sama, która przyprowadziła tu detektywa. Patrycja patrzy na nią, ta przesyła jej uśmiech.
- Żyj. – mówi, po czym znika. Dosłownie rozpływa się w powietrzu. Oprócz Patrycji zauważa to również Krzysztof i chopp. Detektywowi z wrażenia wypada z ręki telefon.
- Dobra wariatka. Heheh. Taka z miasta wariatkowa. Miałem ją, zabiłem ją jakiś tydzień temu…- mówi Chopp.

Krzysztof palił papierosa podczas gdy ekipa techniczna robiła w środku domku makabry zdjęcia. Przysłał kierowcę po córkę. Nie pozwolił nawet zabrać jej karetce – on w sumie zapewni jej lepszą opiekę niż szpital państwowy, ma własną klinikę pod warszawą. Zjechali się dziennikarze, ciekawe kto ich zawiadamia.
Nie możliwe, że tak po prostu zniknęła. Ta dziewczyna, a właściwie widmo, ciało, zjawa nie dawała mu spokoju. Przecież jej dotykał, była prawdziwa. Oni też ją widzieli. Wszyscy razem patrzyli jak dziewczyna po prostu rozpływa się w powietrzu, znika jak duch. Wygląda naprawdę na to, że wróciła tu z zaświatów tylko po to, żeby zemścić się na swoim mordercy, żeby on mógł go złapać. Ile jeszcze dziewczyn by zabił zanim znaleźli by tą chatkę? Możliwe, że zabijał by do starości. Nie mieli żadnych śladów, jak dotąd, żadnych podejrzanych, zupełnie nic. Pewnie dlatego Bóg postanowił się w to włączyć. Co ty pieprzysz staruchu, jaki Bóg? Gdyby istniał nie pozwoliłby na to, żeby takie monstrum jak ten stąpało po tym świecie.
Trzeba jechać do domu, po drodze kupić flaszkę. Już nie musi wyjeżdżać. Pewnie dostanie pokaźną nagrodę od szefa za uratowanie mu córki w ostatnim momencie. Tak pojedzie do domu, opróżni wyborową, a jutro zastanowi się co dalej zrobić z życiem. Rzucił kiepa na ziemię i przydeptał.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -