Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




MARTWE MIĘSO

Tomasz Czarny

Dzień pierwszy

Poszedł do garażu i przyniósł dawno już niepotrzebne akwarium. Umył je starannie w wannie. Gdy wyschło, postawił je na środku pokoju, umieszczając na małym stoliku, który znajdował się pomiędzy kanapą a fotelami i pufami. Popatrzył z uśmieszkiem na duży ekran LCD, który wisiał na ścianie za kanapą. Wiedział już, że teraz nie on będzie głównym celem jego zainteresowań. Już sama myśl o tym, co zamierza zrobić, doprowadzała go do ekstazy i obłędu. Obok akwarium położył notatnik i cienkopis.


Dzień drugi

Wyciągnął z lodówki pięć kilo łopatki bez kości i umieścił je w akwarium. Popatrzył za okno. Było parno i gorąco.

- Na efekty nie powinienem czekać zbyt długo. Będę miał swoje, jedyne w swoim rodzaju dzieło sztuki. - pomyślał.

Dzień trzeci

„Na razie nic się nie dzieje. Obserwuję. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jest jak moje małe zwierzątko. Czekam na stopniową przemianę, kiedy stanie się piękniejsze i gotowe. Dojrzałe do tego… ”

Dzień czwarty

Dave cały swój wolny czas poświęcał swojemu nowemu zajęciu. Od kiedy zerwała z nim Chloe, nie mógł się otrząsnąć i wyjść z dołka w jakim się znalazł. Miał nadzieję, że w końcu to da mu upragnioną satysfakcję i spełnienie. Siedział teraz na kanapie i pogryzał chrupki kukurydziane. Wpatrywał się w akwarium i w to, co się w nim znajdowało. Obserwował skupiony czy w mięsie zachodzą jakieś procesy, poważne zmiany.

„Zaczynam czuć już inny zapach, przyjemny ale nie nachalny. Moje pocieszenie powoli zmienia kolory na piękne, zacniejsze. Jest gorąco. Zamykam szczelnie drzwi i okna, by sąsiedzi nie wyczuli tej niesamowitej i seksownej woni. TO się zaczyna, nareszcie.”

Dzień piąty

„Praca to tylko nudny przerywnik. Całą swą siłę i uwagę skupiam na obserwacji mojego przyjaciela. Mam nadzieję, że będzie mi kimś więcej, niż tylko przyjacielem. Mam taką głęboką wiarę. Mam nadzieję, że mnie nie odrzuci i się nie zawiodę. Od jakiegoś czasu zaczęły zlatywać się muchy i robią na nim swoje posiedzenia. Nie przeszkadzam im, bo wiem o jego wspaniałości. Robię zdjęcia. Mnóstwo zdjęć, by udokumentować jego wielkość i to, jak się z czasem zmienia na lepsze. Pojawiły się jakieś larwy… to chyba czerwie. Ono dopiero teraz zaczyna żyć…”

Dzień szósty

„Ma taki bladozielony kolor. Podnieca mnie to. Czuję ekscytację i popęd, ale nie, jeszcze nie teraz. Wyczekuję na dogodny moment. Zalepiłem taśmą szczeliny w drzwiach i oknach i pozaciągałem rolety. Nie chcę, by ktokolwiek mi przeszkadzał. Nie wiedziałem, że sprawi mi to taką frajdę. Ktoś nieraz dzwonił do drzwi. Pieprzyć ich. Nigdy nie dali mi niczego dobrego, tylko przeszkadzają. Są ważniejsze zajęcia, niż otwieranie drzwi.”

Dzień siódmy

„Zacząłem ją w końcu dotykać. Ją, bo nazwałem ją Słodka Sally. Ma tylu amatorów, ale to ja mam pierwszeństwo, bo to ja dałem jej życie. Od spodu dzieje się naprawdę wiele, tętni tam życie, jak w prawdziwej metropolii. Nie chodzę już do pracy. Telefon dźwięczy. W ogóle nie wychodzę. Jestem tylko ja i ona. Po prostu super.”

Dzień czternasty

„Zrobiłem sobie trochę przerwy, by jej nie przeszkadzać. Ma bardzo intensywny zapach. Gdy tylko wchodzę do pokoju, słyszę buczenie. To chyba nowe życie. A więc nastał ten dzień, jest gotowa i ja jestem gotowy. ”

Dave wszedł do pokoju, w którym znajdowało się akwarium. Był już zmęczony czekaniem. Myślał tylko, by skonsumować Słodką Sally. W dwojaki sposób. Kilka dni wcześniej ustawił kamerę na statywie. Podszedł i włączył ją teraz.

- Okay, tu Dave Marrick ze statku międzygwiezdnego Enterprise, oto zaczynamy! – powiedział rubasznie w stronę kamery. Rozebrał się do naga. Podszedł do akwarium i wyciągnął Słodką Sally. Wyciągnął mięso, a właściwie to co z niego zostało, ze wszystkimi jego adoratorami, podniósł w górę i podziwiał. Jej zapach go odurzał i powodował podniecenie seksualne. Skierował Sally w stronę kamery i prezentował dumnie, jak najważniejsze trofeum. Czerwie odpadły z niego garściami, ale nie zawracał sobie tym głowy. Chwycił ją oburącz i przytulił czule, czując jej unikatowy oddech. Zapierało mu dech w piersiach.

- Ślicznie dziś pachniesz kochanie, to chyba Channel, prawda? – zaśmiał się. Dotykał nią siebie, przesuwając po nagim torsie i niżej.

- Poczekaj no chwilę… - rzekł, po czym włożył ją na chwilę z powrotem do akwarium. Zdjął je ze stolika i położył na podłodze.

- To nie będzie nam już przeszkadzać – powiedział z wyrzutem. Umieścił Słodką Sally na stoliku. Wziął do ręki sporych rozmiarów śrubokręt, który wcześniej przyniósł i zrobił Sally głęboką dziurę na spodzie. Czuł bolesną erekcję. Chwycił to ścierwo i zaczął kopulować z nim namiętnie, czując miły dotyk i wszystkie dobrodziejstwa. Skończył po jakimś czasie w środku, zadowolony i nasycony.

- Było pięknie, kochana… niedługo to powtórzymy, a teraz idę odpocząć.

Dzień siedemnasty

„Robiłem to z nią jeszcze wiele razy. To najlepsza kochanka jaką miałem. Bezproblemowa i bezwolna. Coś jednak poszło nie tak. Źle się czuję i wydaje mi się, że mój stan się pogarsza. Sally całkowicie się zmieniła, nie poznaję jej. Bolą mnie stawy, żyły i żołądek. Stale chce mi się wymiotować i wydalać… kończę…”



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -