Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




MIŁOŚĆ POMIĘDZY BAJTAMI

Adrian Kurleto

Cisza wypełniła jego duszę. Nic nie liczyło się poza nią; nic, chyba że Mrok, który nagle przybył z odległej krainy, by móc zjednoczyć się z narzeczoną Nocą. To była ich pora; jedyne chwile, gdy przez nikogo nie niepokojeni mogli oddawać się miłosnym harcom.
Byli niczym nastoletni kochankowie uciekający przed rodzicami, którzy nie akceptowali ich wielkiej miłości.
On też taki był. Kochał swoją kobietę całym swym pełnym uczucia sercem.
Poznali się kilka miesięcy temu; ona – studentka pierwszego roku weterynarii, on – odizolowany od społeczeństwa informatyk żyjący w świecie partycji i systemów binarnych.
Spotkali się w windzie. Doskonale pamiętał te spotkanie – wracał ze sklepu; w dłoni trzymał siatkę z nową porcją odżywczych napojów energetycznych.
Wszedł do bloku. W swej pakamerze jak co dzień siedział Marian – staruszek, który pełnił funkcje dozorcy, nadzorcy, czy kogokolwiek – nieistotne. Siwiejący mężczyzna skinął krótką szyją, z jego zniszczonych ust wydobyło się ciche „ ładny mamy dzień”; zignorował go; nie w jego stylu była jakakolwiek interakcja z otoczeniem. Jego celem było szybkie dotarcie do windy; zawsze jeździł windą, nie przepadał za schodami, na których można było spotkać sąsiadów, i co gorsza, istnieje ryzyko nawiązania z nimi kontaktu.
Prosta przerzutnia międzymieszkaniowa – jak zwykł ją nazywać – znajdowała się na końcu korytarza, więc żwawym krokiem ruszył w jej kierunku. Na zaprogramowanym kursie nie było ani żywej duszy – wymarzone warunki powrotu do swej nory. Wycieczka all inclusive Korytarz-Winda trwała niecałą minutę. W trakcje niej nie przewidziano żadnych atrakcji, mimo wszystko podróż podobała mu się.
Stał już wewnątrz windy, jego palec dotykał klawisza „5” znajdującego się na panelu usadowionym z lewej strony drzwi, gdy ujrzał ją.
Była prześliczna. Istna personifikacja wiosny, podczas gdy na dworze panowała Władczyni Śniegu. Jej twarz – odzwierciedlenie najpiękniejszych istot znanych ludzkości – była nieskazitelna. Niebieskie oczy wpatrywały się w jego pryszczatą twarz – spotkanie Pięknej i Bestii. Długie, ciemne włosy opadały na ramiona ukryte szczelnie pod osłoną puchowej kurtki. Mimo, iż skrywała ona wszystkie atuty jej ciała, wiedział, że jest ono idealne; wiedział, że właścicielka tak pięknej twarzy musi być również właścicielką wspaniałego ciała.
Nie wiedział skąd się tu znalazła. Musiała iść za nim, podczas gdy on, zajęty cichą wędrówką, nie zauważył, że tuż za nim podąża anioł.
Powolnym krokiem przemierzyła barierę oddzielającą paskudny korytarz od piękna „mechanicznej kabiny” i stanęła na wprost niego. Uśmiechała się.
Wiedział, że to jest to… uczucie, które pozwoli mu na całkowitą interakcje z „pobliskim otoczeniem”. Odwzajemnił uczucie.
Swym zgrabnym palcem – zauważył, że jej paznokcie pomalowane były na krwistoczerwony kolor; tak samo jak usta – wcisnęła klawisz z dwójką, która pod naciskiem opuszka palca anioła stała się magiczną dwójką.
Ich podróż nie trwała długo. Cały czas się uśmiechali – on do niej, ona do niego. Miłość zagościła w ich sercach. Winda zatrzymała zbliżała się do pierwszego piętra. Minęła je nie zatrzymując się. Wiedzieli, że nikt teraz nie wsiądzie, by nie psuć ich szczęścia.
Drugie piętro. Drzwi powoli otworzyły się. Miłość uciekła z dusznego pomieszczenia wraz z opuszczeniem go przez wspaniałą towarzyszkę podróży. To nie mogło się tak skończyć. Wiedział, że ona go kocha. Jej uśmiech, wzrok – wszystko na to wskazywało. Musiał ją odprowadzić. Musiał wiedzieć gdzie mieszka.
Od spotkania minęło wiele czasu. Siedzieli teraz przy kuchennym stole. Nie rozmawiali ze sobą – ich językiem była cisza mogąca wyrazić więcej niż niejeden natłok słów.
Na dworze zapaliły się lampy, zaraz po tym nastąpiło powitanie odwiecznych kochanków, mogących, jak co noc, konsumować swój związek nie będąc przez nikogo nie niepokojonym.
On oczywiście spoglądał w twarz swej ukochanej. Z jej twarzy znikł ten przepiękny uśmiech; zastąpiony został przez nieprzyjemny grymas – problemy na uczelni, zła sytuacja w domu – nie wiedział co było powodem tej zmiany, lecz bał się spytać.
Cichy odgłos dobiegł zza jego pleców – mikrofalówka oznajmiała, że kolacja jest gotowa.
Podszedł do niej, by wyjąć posiłek. Z talerzem, na którym znajdował się pyszny kąsek, wrócił do stołu. Spojrzał w martwą twarz swej ukochanej, by po chwili, ze spokojem móc spożyć jej prawe ramie.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -