Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




POKÓJ JEGO DUSZY

Piotr Ferens

Na cmentarzu było cicho jakby wszyscy zmarli postanowili uciąć sobie poobiednią drzemkę. Pora była ku temu odpowiednia, popołudniowe ciepło rozlewało się słonecznymi plamami prześwietlając jesienne kolory liści. Leniwy wiaterek muskał nieruchome nagrobki, obejmował przywiędłe kwiaty lub łopotał pło-mieniami nielicznych zniczy. Szedłem niespiesznym krokiem jedną z licznych alejek zerkając z ciekawością na nagrobne tablice; imię, nazwisko, data urodzenia, śmierci, często jakieś epitafium w stylu: „Pokój jego duszy” , „Niechaj prowadzi cię światłość Jego” lub też: „Umiłowany w Bogu” . Z rzadka widać było zdjęcie zmarłego wykonane za jego życia; uśmiech, błysk w oku, krew krążąca w żyłach, oddech wypełniający płuca – czy wiedzieli, że to będzie ich pośmiertny wizerunek? Pewnie nie. Chyba nikt nie robi zdjęcia z myślą o tym, że zawita na jego ostatecznym miejscu spoczynku. Szedłem dalej pogrążony w moich własnych rozmyślaniach. Zastanawiałem się, jacy byli za życia, ci, których już nie ma pośród nas. Jakie były ich ostatnie chwile, czy ich bliscy często o nich teraz myślą? Śpiew skowronka spłynął ostrą nutą gdzieś spośród drzew wślizgując się w panującą ciszę niczym giętkie ostrze. Krok za krokiem, powoli zbliżałem się wysokiego ceglanego muru o nadkruszonych zwieńczeniach, który wyznaczał granicę nekropolii. W samym rogu dojrzałem grób z nieco zapadniętą płytą i prze-krzywioną tablicą. Zatrzymałem się i przeczytałem:

Aleksander Uttner
ur. 19.VIII.1913


Od razu w oczy rzucił mi się brak daty śmierci. Poniżej przeczytałem następujące słowa wybite wprawną ręką dawnego rzemieślnika:

Bez Boga w sercu, bez duszy w swym Końcu.

— Zastanawia się pan, czemu nie ma tutaj daty śmierci? – usłyszałem niespo-dziewanie męski, lekko świszczący głos. Spojrzałem przez ramię. Starszy mężczy-zna w eleganckim płaszczu w kolorze jesiennego, zetlałego brązu stał dwa kroki za mną. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się jak dziadek do swojego ulubionego wnuczka. Jego twarz była pociągła, spokojne rysy gładziły linie zmarszczek. Siwe włosy, przycięte na elegancką, salonową fryzurę współgrały z jasnymi oczyma.
— Owszem – odparłem krótko. – Zastanawia mnie to.
— Istnieje pewna, lokalna legenda, która głosi, że ten, kto przyłoży dłoń do kamie-nia tegoż grobu i poprosi o pokazanie dnia swej śmierci, ujrzy ją.
Tym razem to ja się uśmiechnąłem.
— Jestem gotów uwierzyć w wiele rzeczy, jak na przykład w to, że kręgi zbożowe są dziełem obcych istot przybywających z innej planety, ale w to? – wskazałem ru-chem głowy na nagrobek.
— Nie namawiam.
— A pan już próbował?
— Tak. – Jego głos zabrzmiał dziwnie głucho jakby pochodził z głębi jakiegoś tu-nelu. – Raz. – dodał.
— Chyba więcej nie ma sensu, jeżeli to działa. I jak? Wie pan kiedy?
— Jeszcze nie teraz — zamilkł. – Choć już nie długo – odparł po chwili ciszy.
— Czy to jedyne życzenie jakie spełnia.— Zawahałem się przez chwilę.
— Grób? – dodał za mnie.
Skinąłem głową.
— Z tego, co mi wiadomo, to tak. To nie złota rybka.
— A szkoda – westchnąłem. – Mam mnóstwo życzeń, ale ujrzenie daty własnej śmierci nie jest na mojej liście.
— Nie uważa pan, że warto wiedzieć? – zapytał żywo postępując krok i równając się ze mną. – Wiedząc ile mamy czasu, możemy lepiej zorganizować nasze życie. Wiemy kiedy sporządzić testament, przygotować się psychicznie…
W trakcie mówienia przechylił się w moją stronę gestykulując; poła rozpiętego płaszcza odsunęła się nieco i pośrodku kołnierzyka czarnej koszuli dojrzałem białą kreskę koloratki.
— Jest pan księdzem? – bardziej stwierdziłem niż zapytałem nieco zaskoczony.
Zamilkł zmieszany. Cofnął się i starannie poprawił płaszcz otulając się nim, po czym splótł dłonie na przedzie.
— Byłem – odparł krótko.
— To dlaczego nadal nosi pan koloratkę?
— Sentyment i przyzwyczajenie. – Jego dłoń wygładziła niewidoczną fałdkę materiału. – A pan?
— Ja?
— Tak. Kim pan jest? Czym się pan zajmuje?
— Prowadzę kilka własnych sklepów internetowych.
— Aha — Pokiwał głową. – Nowoczesne technologie. Przyszłość naszej cywiliza-cji.
— Tylko korzystam z możliwości jakie daje mi świat.
— Teraz ma pan możliwość posiadania wiedzy, którą może znać niewielu z nas. – wskazał głową na milczący grób.
Spojrzałem na niego usiłując dopatrzeć się choćby krztyny ironii, jakiegoś muśnięcia żartu czy choćby wyblakłego cienia uśmiechu skrytego pod, praktycznie, doskonałą maską powagi. Patrzył przed siebie, wprost na nagrobek; spojrzenie jego oczu zdawało się wręcz materialną wiązką światła nakierowaną na płytę. Albo był znakomitym aktorem, albo naprawdę wierzył w to co mówi. Machnąłem ręką i pewnym krokiem podszedłem do nagrobka. Mężczyzna w płaszczu nawet nie drgnął. Przyłożyłem dłoń dokładnie w miejscu napisu: Bez Boga w sercu, bez duszy w swym Końcu i zacisnąwszy powieki dla lepszej koncentracji, zadałem w myślach pytanie precyzując je jasno i silnie. Czekałem i nic się nie działo. Skupiłem się jeszcze bardziej i wyszeptałem:
— Chcę poznać datę swej śmierci.
Czułem chłód i chropowatość kamienia, jednak nadal nic się nie działo. Otworzy-łem oczy i przez chwile nie wiedziałem co się dzieje. Było ciemno – zupełnie jak w nocy. Mój wzrok nie był w stanie wydobyć z gęstego mroku choćby zarysu jakiegoś kształtu, jakbym nagle znalazł się w próżni, gdzie nie istnieje ani czas, ani miejsce. Dotarł do mnie jakiś słaby dźwięk, jeden, potem drugi podobny. Zorientowałem się, że dochodzą one z góry. Przytłumione i wygładzone jak sprasowane kartony makulatury. To ludzkie głosy. Spróbowałem uchwycić ich znaczenie.
— Poszło całkiem łatwo, prawda?
— Tak rzeczywiście. – Z trudem rozpoznałem głos mężczyzny w płaszczu.
— Kim teraz jestem?
— Nie wiem. Sprawdź, powinien mieć przy sobie jakieś dokumenty.
Chwila ciszy, jakiś szelest tak delikatny, że prawie niesłyszalny.
— Artur Rotowski – obcy głos odczytał moje imię i nazwisko. – Urodzony… mam tylko trzydzieści dwa lata – ucieszył się – oraz żonę i dwójkę dzieci.
— Cóż. Będziesz musiał ich opuścić.
— Mam w tym wprawę mój przyjacielu. Mam w tym wprawę.
Kroki na żwirowej alejce oddaliły się niespiesznie a na cmentarzu znów zrobiło się cicho jakby wszyscy zmarli postanowili uciąć sobie poobiednią drzemkę. Skowronek w dali zaświergotał radosną nutą.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -