Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Autostop

Sandra Gatt Osińska

Był zimny, ponury dzień, okolica została zasypana białym puchem. Zbliżała się godzina szesnasta, a słońce powoli chowało się za horyzontem czarnego lasu. Jego promienia przedzierały się bajkowo spomiędzy drzew tworząc niesamowity, zimowy krajobraz. Świeże płatki śniegu opadały bezwładnie na asfalt, momentalnie zmieniając się w zamarzającą wodę. Nawierzchnia była bardzo śliska, zapach niebezpieczeństwa wisiał w mroźnym powietrzu.
Przy drodze stała niska dziewczyna, wymachiwała drobną ręką by zatrzymać jakikolwiek samochód. Była młoda, miała około dwudziestu paru lat. Trzęsła się z zimna, nie ubrała się zbyt ciepło na taką pogodę. Nigdy przesadnie o siebie nie dbała, wolała zmarznąć niż się przegrzać. Żałowała jedynie braku rękawiczek, jej palce były czerwone z zimna. Mimo to usilnie wymachiwała rękoma. Trochę się bała, pierwszy raz łapała autostop. Ale musiała, cel jej drogi był za daleko, by iść pieszo. Buty już dawno przemokły, prawie nie czuła stóp.
Traciła nadzieję, gdy jeden z samochodów zatrzymał się na poboczu. Czarny jeep z przyciemnianymi szybami, jedna z nich uchyliła się lekko. Dziewczyna podeszła do pojazdu, poczuła ciepło ziejące z mechanicznej bestii.
- Dokąd zmierzasz, nieznajoma? – odezwał się męski, niski głos.
- Do Nightville. – wypowiedziała słabo.
Była zmęczona i osłabiona. Tak bardzo chciała być już w nowym domu… Ogrzać się, wypić ciepłą herbatę, zdjąć te brudne, przemoczone ubranie. Spotkać wreszcie swoją siostrę, do której zmierzała. Siąść przy gorącym ognisku, płonącym w ceglanym kominie i nie myśleć już o przeszłości. Rozpocząć nowy rozdział, jakim była praca w sklepie szwagra.
- Jadę w tamtą stronę. Mogę cię podwieźć. Wskakuj.
Niepewnie chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi. Wahała się, lecz czując ciepło klimatyzacji, wsiadła do wozu. Siedzenie było obite skórą, w głośnikach grało głośno Dead Cell Papa Roach. Poczuła ostry zapach wody kolońskiej i kadzidełka, które przyprawiły ją o zawrót głowy. Spojrzała na kierowcę wystraszonymi oczami. Ten uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Zamknij drzwi. Nie lubię jak zimno mrozu miesza się z ciepłem pomieszczenia.
*
Jechali w absolutnej ciszy. Dziewczyna patrzyła w odległą dal znajdującą się w bocznym lusterku. To nie odbicie samochodów jadących z tyłu ją fascynowało, lecz coś głębszego, czego nie każdy był w stanie dostrzec. Od dziecka była marzycielką, a dziś spełniała swoje najskrytsze sny. Dotąd słowa, które zapisała w liście do rodziców rozlegały się w jej myślach. Miała wątpliwości choć wiedziała, że jest już za późno. Nareszcie czuła się wolna, wyswobodzona z rodzinnego miasteczka, które zabijało ją z każdym dniem. Nie mogła znieść tej monotonii, nie mogła patrzeć dłużej na nieudolnych staruszków chodzących po ulicach. Chciała poznać więcej młodzieży w swoim wieku, zacząć żyć jak prawdziwa młoda kobieta!
- Jak ci na imię, nieznajoma? – podjął mężczyzna.
- Jestem Linda. – wyciągnęła do niego rękę z uśmiechem.
- Franky.
Zapadło milczenie. Dziewczyna przyglądała mu się, jak prowadził samochód. Beznamiętne spojrzenie, podkrążone oczy oraz drżące dłonie, trzymające kierownicę. Miał około trzydziestu lat, nie więcej. Na jego palcu nie było obrączki, prawdopodobnie kawaler. Wciąż się uśmiechał, delikatne zmarszczki wokół ust rysowały pajęczynkę bruzd. Ciężko oddychał, jakby był chory. Odwrócił głowę w jej stronę, dostrzegła błysk w jego oczach.
Zmieszana Linda odwróciła wzrok. Poczuła zawstydzenie, miała wrażenie, że on czytał w jej myślach. Jej policzki zalały się ciepłym rumieńcem, pot spływał po karku. Podparła brodę o rękę, zaś łokieć położyła przy szybie. Uczucie dyskomfortu wypełniało jej wnętrze, pierwszy raz była w takiej sytuacji. Zaśmiała się cicho, pod nosem. Niezręczność sytuacji ją ogłupiała, nie mogła pojąć jak obcy mężczyzna zgodził się, by ją podwieźć do innego miasta.
Nagle poczuła jego wielką dłoń na swoim udzie. Krew w jej żyłach przyspieszyła tempa, przestraszonym wzrokiem spojrzała na niego. Szybko cofnął dłoń i położył ją na kierownicy. Zmieszał się, słyszała, że jego oddech przyspieszył. Zagryzła wargi, nie wiedziała, co zrobić. Kazać mu się zatrzymać i iść dalej pieszo? Czy zaryzykować?
Zapadła już noc, czarna i ponura kurtyna spadła na niebo niczym po skończonym spektaklu w teatrze. Gwiazdy rozbłysły na niebie niczym tysiące lamp wokół sceny. Linda zauważyła, że samochód skręcił w leśną drogę. Była to terenówka, nie straszny jej zimowy krajobraz. Podskakiwali na wybojach, dziewczyna obijała się o drzwiczki. Chciała krzyczeć, lecz brakło jej tchu. Bała się jakiegokolwiek ruchu, wiedziała, że powinna próbować uciec.
Zastygła w bezruchu, łzy potoczyły się po jej policzkach. Las gęstniał, jedyne światło jakie było w okolicy, padało z reflektorów samochodu. Serce waliło dziewczynie jak młot, z każdą chwilą czuła, jak zbliża się do pęknięcia. Strach, panika, obawa –wszystkie negatywne uczucia mieszały się w jej głowie wraz z krwią, pobudzającą zmysły. Wyczulone nerwy powodowały drżenie z każdym uderzeniem czy podskokiem. Spazmy lęku rzucały dziewczyną.
Zatrzymali się nagle. Linda próbowała otworzyć drzwi, lecz zamknęły się mocno, zamek nie chciał puścić. Poczerwieniała od wysiłku i złości, nie czuła zimna, jedynie gorący gniew. Zaczęła walić w okno, gdy nagle poczuła silne, męskie dłonie zaciskające się wokół jej szyi. Czuła, że traci oddech, łapczywie łapała powietrze. To na nic. On był dorosłym mężczyzną, ona jedynie drobną kobietą. Poczuła się słaba, jej oczy okryła biała mgła. Resztkami sił wbiła swoje paznokcie w przegub jego dłoni i wyrżnęła w nich krwawe rany.
*
Obudziła się w ciemnym pokoju. Serce pełne strachu waliło niczym młot. Bało się, panicznie pragnęło ucieczki. Biło w szalonym rytmie, niczym koń pędzący w galopie przez gęstą, nieznaną dzicz zwaną okrucieństwem, popędzany przez cierpienie, które przybrało postać cierni. Krew pulsowała w żyłach, ciśnienie wzrastało z każdą chwilą. Oślepiona dziewczyna widziała jedynie czarny materiał szmaty zawiązanej na jej oczach. Mogła polegać tylko na słuchu, każdy najmniejszy odgłos przyprawiał ją o dreszcze.
Linda trzęsła się. Skulona w kącie niczym zbity pies, dyszała ciężko, a każdy jej oddech zmieniał się w ulotną parę wodną unoszącą się z lekkością w powietrzu. Dziewczyna czuła zimno. Dotkliwe, okrutne i przerażające zimno wody wypełniającej powoli pomieszczenie.
Usłyszała skrzypnięcie drzwi i głośne przekleństwo. To znów on, czego chciał tym razem? Poczuła jak spierzchnięte wargi zetknęły się z jej policzkiem, w jej nozdrza uderzył ostry zapach alkoholu i brudnego człowieka. Szmata opadła ukazując dziewczynie zniszczone przez bruzdy oblicze dojrzałego mężczyzny. Jego oczy błyszczały dziko, usta wykrzywione miał w grymasie złości. Dziewczyna zamarła, koszmar zaczął się na nowo. Czemu on to robił? Jak długo to już trwało?
Podniósł ją gwałtownie i wyciągnął z pokoju. Opadła z hukiem na ziemię tłukąc sobie ramię. Nie mogła się podnieść, miała skrępowane dłonie. Mężczyzna zaśmiał się ironicznie i pomógł jej wstać. Zaczął ciągnąć ją ciemnym korytarzem do sypialni. Po drodze mijała stare już ramy, ich zbite szkło leżało na podłodze, kalecząc dziewczynę z każdym krokiem. Widoczne w nich były fotografie całej rodziny. Uśmiechnięte kobiety, dumni mężczyźni. Ojciec, matka, jego rodzeństwo… Wszyscy w komplecie. Wyglądali na szczęśliwych, nawet w oczach Franka był ten blask, promienność. Co się stało? Kto mu to zrobił?
Czy ona właśnie się litowała nad swoim oprawcą? Dlaczego on ją tu w ogóle trzymał? Była chora, potrzebowała opieki medycznej, odrobiny ciepła. Wszystko ją bolało, miała wszy i grzybicę. Rany gniły, wdarła się z nie gangrena. Palce powoli odpadały, już dawno ich nie czuła. Nie miała też małżowin usznych.
Skręcili do dużego pokoju z czerwoną tapetą. Nie lubiła jej, zawsze kojarzyła się z domem publicznym. Płomienie świec jako jedyne oświetlały łóżko. Prąd już dawno wysiadł, on nie umiał tego naprawić. Satynowa, czarna pościel była już porwana, mnóstwo niezidentyfikowanych substancji pokrywało powierzchnię kołdry. Linda wiedziała, że są na nim zmieszane jej soki wraz z jego spermą, były też ślady zakrzepłej krwi. Okno zabito deskami od środka, nie przedzierał się przez nie nawet promyk światła. Czuć było zapach zgnilizny, z dziury w dachu sączył się deszcz. Spływał powoli w kącie tworząc brudne zacieki. Ściany powoli zaczynały zarastać grzybem.
Mężczyzna rzucił dziewczynę na łóżko. Nie opierała się, wiedziała, że to nie ma sensu. Zamknęła oczy, szeptała cicho jedyną modlitwę jaką znała, zawsze uważała się za ateistkę, lecz tak bardzo chciała, by ktoś okazał jej miłosierdzie. Jeśli Bóg istniał, czemu jej nie wysłuchał? Chciała tylko nowego życia… Czy każde dziecko uciekające z domu czekał taki los? Dlaczego się nie posłuchała, wszyscy ją ostrzegali! Mogła poczekać te dwa tygodnie aż siostra zabierze ją z domu, zabrakło jej cierpliwości. Teraz płaciła za to najwyższą cenę. Była upokorzona, samotna, opuszczona przez świat. Demon wcielony w mężczyznę jedynie hańbił ją, rozrywał jej duszę na małe kawałki wraz z materiałem koszulki, którą miała na sobie.
Słyszała każdy najmniejszy odgłos. Głośne muskanie jego obrzydliwych warg o jej delikatną skórę. Podnoszenie materiału zniszczonej koszulki. Odpinanie wielkiej klamry paska. Rozsuwanie ciężkiego, zepsutego rozporka. Przyspieszony oddech, gwałtowne bicie serc. Dziewczyna zagryzła mocno wargi. Starała się nie myśleć o bólu. O szorstkich dłoniach ściskających jej kibić. O swojej róży ponownie splamionej krwią i wstydem. O ponownych otarciach na udach. O zadrapaniach na bladych plecach.
Zaczęła krzyczeć. Bała się, nienawidziła tego, wszystko trwało tak długo, wieczność. Za każdym razem przed jej oczami przewijały się wszystkie, szkolne lata. Przyjaciele, pierwsze miłostki, imprezy i randki. Na szczęście wiedziała, że to zmierza ku końcowi, mężczyzna szczytował. Jeszcze tylko chwila, zaraz znów nastanie przyjemna ciemność. Frank opadł ciężko na miejsce obok. Słyszała szczęk zapalanego płomienia w zapalniczce. Poczuła duszący dym papierosowy. Jej wzrok utkwiony był w sufit.
Rumieniec z policzków powoli zanikał, oddech zwalniał, lecz serce nie chciało. Było młode, żywe, dlaczego się tu marnowało? Powinna już dawno uciec, chociaż spróbować. Lecz nadal tu była, leżała obok swojego kata, obojętna już na jego zagrywki. Nie wiedziała, co robić. Wolała czekać. Na co? Nie wiedziała…
Spojrzała na mężczyznę leżącego obok. Ten zapatrzony w jakiś punkt na ścianie wydmuchiwał dym przed siebie. Ciekawe, co czuł? Jaki był jego stosunek do samego siebie? Czy cierpiał w związku ze swoją chorobą? Miał jakiekolwiek poczucie winy?
Kątem oka zerknął na dziewczynę. Wyciągnął rękę w jej stronę i chwycił kosmyk splątanych włosów. Pogładził je uśmiechając się przy tym. Wyrwała się i odsunęła na drugi koniec łóżka. W jej oczach płonął strach, jeszcze nigdy tak jej nie zrobił. Przez tyle miesięcy ani razu nie pogładził jej włosów z taką… czułością… Spuściła głowę i lekko odchyliła ją na bok w zadumie.
Nagle mężczyzna się zerwał. Chwycił dziewczynę za nadgarstek i szybkim krokiem ponownie zaprowadził do celi. Znów związał ją mocno, sznur wbijał się mocno w jej nadgarstki otwierając na nowo niezabliźnione jeszcze rany. Łzy spływały po jej policzkach, krzyczała.
- Błagam, nie zostawiaj mnie tu! Zrobię wszystko, uwolnij mnie tylko. – wrzasnęła prosto w jego twarz.
- Naprawdę chcesz odejść? – zawahał się.
Spojrzała w jego oczy. Były czerwone, czuła, że jemu też puściły nerwy. Przygryzał dolną wargę, kropelki potu wystąpiły na jego czole.
- Naprawdę pragniesz uciec ode mnie? Wiesz, że nie mogę puścić cię wolno… Nie teraz…
- Nawet jeśli to oznacza śmierć. – wyszeptała.
*
Mijały dni, mężczyzna nie pojawił się ani razu. Nie słyszała już kroków, nie słyszała nawet skrzypnięcia podłogi. Nic. Cisza, martwa pustka. Leżała beznamiętnie patrząc w odległą przestrzeń. Czasem przebiegł po niej szczur, kropla wody musnęła skórę. Myślami była pogrążona… Chociaż nie. Ona nie myślała. Nawet nie oddychała, serce już dawno nie biło. Gniła, jej ciało już dawno było szarozielone. Odór śmierci roznosił się po całej piwnicy. Woda i wysoka wilgoć przyspieszały ten proces.
Zimny trup patrzący w nicość – tylko to z niej pozostało.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -