Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Parasolka

Sandra Gatt Osińska

Pusta skorupa zwana niegdyś ciałem stała pośrodku ulicy patrząc beznamiętnie przed siebie. Nie towarzyszyła mu żadna myśl, trwało jedynie w bezkresnej ulewie. Deszcz spływał po twarzy pozbawionej emocji, a włosy kleiły się do bladych policzków. Pierś unosiła się powoli i opadała ciężko z każdym oddechem. Pięść zaciskała się sama, jakby łapiąc cenne powietrze.
Nie zwracała na siebie uwagi, po prostu stała pośród tłumu. Nikt nie przejmował się, że mokła mając na sobie jedynie letnią sukienkę. Jej skóra była przeraźliwie cienka i delikatna, a oczy opuchnięte od płaczu. Co takiego mogła utracić? Czy ktoś bardzo ją skrzywdził? Kim była?
Siedziałem w ciepłej kawiarni tuż przy oknie i patrzyłem na tę postać. Wokół unosił się aromat kawy, lecz straciłem na nią ochotę. Intrygował mnie spokój owej dziewczyny, która stała po drugiej stronie ulicy. Zawsze tam była. Wyglądała, jakby czekała na kogoś, lecz ta osoba nigdy się nie pojawiała. Było mi jej żal. Nie znałem nawet imienia dziewczyny, ale czułem, że kryje się za nim jakaś niesamowita historia. W myślach nazwałem ją Cosette.
Widziałem, jak samochody przejeżdżają obojętnie z nadmierną prędkością ochlapując przechodniów. Szara sukienka zrobiła się brudna, a lakierki z czarnymi kokardkami na obcasie pokryła warstwa błota. W kawiarni panował spory ruch, kto mógł chował się tu przed deszczem. Większość była zaabsorbowana sobą. Rozmowy biznesowe, randki czy spotkania z przyjaciółmi – każdy był z kimś. Tylko ja siedziałem sam przy oknie i wpatrywałem się w nieznajomą kobietę, moknącą na deszczu.
Co się stało? Czemu płaczesz? Czy ktoś Cię zranił? – w duchu zadawałem sobie takie pytania. Pragnąłem porozmawiać z Cosette, poznać jej sekrety. Widziałem usta spomiędzy posklejanych wodą włosów, od których biła trupia bladość. W głowie miałem jedynie ich ruch, kiedy wypowiadałaby swoje tajemnice wprost do mego ucha.
Nie potrafiłem dłużej siedzieć bezczynnie. Skinąłem na kelnerkę i powiedziałem, że zaraz wracam. Poprosiłem by nie sprzątała mojej kawy, mimo iż całkowicie straciłem na nią ochotę. Chwyciłem czarną parasolkę stojącą obok mojego stolika i wyszedłem z kawiarni. Stanąłem na przejściu dla pieszych. Cosette nawet się nie poruszyła.
Długo czekałem, aż jakikolwiek samochód łaskawie się zatrzyma. Niepokoiło mnie, że każdy z nich przekraczał dozwoloną prędkość, szczególnie w taką pogodę. Przechodząc przez ogromną kałużę, słyszałem jedynie dudnienie deszczu o pobliski dach oraz gruchanie gołębi schowanych pod nim. Spojrzałem w górę, lecz nie było nawet odrobiny przebłysku słońca pośród czarnych chmur.
Stanąłem naprzeciwko Cosette, byłem o dwie głowy wyższy od niej. Jej oczy poruszyły się pod gęstymi rzęsami i spojrzały na mnie. Poczułem dreszcz przebiegający po plecach, dopiero teraz zrozumiałem, co właściwie zrobiłem. Niebieskie zimno biło od tęczówek dziewczyny, nie miała makijażu. Zmartwiła mnie ich matowość, jakby brakło dziewczynie jakichkolwiek chęci do życia. Czyżby płomień jej egzystencji przygasał…?
- Proszę. – podałem jej parasol.
Zbyła mnie milczeniem, lecz mimo to byłem zadowolony, że odważyłem się do niej podejść. Rozłożyłem parasolkę nad nią. Nie spuszczała ze mnie wzroku.
- Zgubiłam to. – szepnęła cicho.
Spojrzałem na z zaciekawieniem na Cosette. Jej głos był delikatny, niczym wiosenny wiatr.
Nagle jej oczy powiększyły się i opadła na kolana. Rękoma zaczęła błądzić po pobliskich kałużach. Brud spływał po skórze dziewczyny, a paznokcie momentalnie zrobiły się czarne, lecz nadal rozpaczliwie czegoś szukała. Jej usta wciąż szeptały coś o zgubie, biło od niej przerażenie.
- Zaczekaj. – ukląkłem przy dziewczynie i schwytałem ją za ramie, aby się uspokoiła. – Pomogę ci.
- Nie potrafisz mi pomóc. – szepnęła patrząc obłędnym wzrokiem.
Poczułem dreszcz przebiegający po moich plecach.
*
Nie musiałem długo namawiać dziewczyny na wejście do kawiarni. Była przemoczona i zimna, bałem się, że się przeziębi. Stolik, który wcześniej zajmowałem czekał na mnie. Uśmiechnąłem się do kelnerki i skinąłem w podziękowaniu głową.
- Jak się nazywasz? – spytałem siadając naprzeciwko mojej towarzyszki.
Skuliła się jedynie pod kocem, który zapożyczyła jej obsługa kawiarni. Palcami objęła mocniej kubek z gorącą herbatą, aż kostki na jej dłoniach zrobiły się białe. Czego tak się obawiała?
- To nieistotne. – szepnęła od niechcenia.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło, lecz jej wzrok wciąż mnie unikał.
- Czego tam szukałaś? – zadałem kolejne pytanie.
Wzruszyła jedynie ramionami i pociągnęła łyk herbaty. Zapadła niezręczna cisza. Miałem tyle wątpliwości, które chciałem rozwiązać, lecz od Cosette biła zimna niechęć do rozmowy. Zastanawiałem się nad jej osobą – pochodzeniem, zamieszkaniem, rodziną, a nawet zainteresowaniami. Intrygowała mnie do granic możliwości, powodując mętlik w głowie. Najbardziej jednak ciekawiło mnie, co takiego mogła zgubić pośrodku dzisiejszego tłumu?
- Powiedz mi coś o sobie. – zacząłem niepewnie.
Pokiwała przecząco głową. Spuściła wzrok na swój kubek, obracała go w palcach. Nie miała obrączki. W ogóle nie posiadała żadnej biżuterii. Czyżby była biedna?
Spojrzała na mnie ukradkiem, lecz szybko odwróciła wzrok. Jednym haustem wypiła herbatę i westchnęła. Miałem wrażenie, że chce się uśmiechnąć.
- Muszę już iść. – stwierdziła cichutko z dozą niepewności.
Poczułem, jak moje serce przyspiesza rytmu. Sięgnęła do swojej małej torebki i wyjęła z niej portmonetkę. Położyłem rękę na dłoni Cosette.
- Zapłacę. – uśmiechnąłem się do niej.
Jej wzrok padł na mnie. Spierzchnięte wargi Cosette wydawały mi się nienaturalnie blade w tym świetle. Miałem wrażenie, że była chora lub nie odżywiała się odpowiednio. Przypominała zwierzę wzięte ze schroniska, bojące się każdego gestu związanego z jej osobą, gdyż mogłoby ją skrzywdzić.
Zsunęła z ramion koc i szybkim krokiem wyszła z kawiarni, nawet się nie żegnając. Zostawiłem pieniądze na rachunku i pobiegłem za dziewczyną.
Zdążyłem schwytać rękę dziewczyny i odwrócić ją do siebie. Jej oczy rozszerzyły się.
- Nie pożegnałaś się ze mną.
Nie odpowiedziała, jedynie spuściła wzrok. Spojrzałem na jej nadgarstek i dopiero wtedy dojrzałem ślady cięcia. Czyżby kiedyś próbowała się zabić?
- Chciałem tylko wiedzieć czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. – kontynuowałem.
Podniosła swoje błękitne oczy. Miałem wrażenie, że widzę w nich blask. Lecz dopiero po chwili zrozumiałem, że są to tylko łzy. Pragnąłem przytulić tę dziewczynę, powiedzieć, że będzie dobrze, choć to wszystko było niestosowne. Nawet jej nie znałem.
- Weź chociaż to. – dałem jej swoją parasolkę. – Nie ma sensu narażać swojego zdrowia, prawda?
Wtedy nastąpiło coś niespodziewanego. Kąciki ust Cosette uniosły się lekko, a wargi wyszeptały ciche „Dziękuję”. Pierwszy raz widziałem uśmiech na jej twarzy. Był niczym promień słońca w ten ponury, deszczowy dzień, kiedy odnosiło się jedynie wrażenie, że spadł na nas gniew boży.
Nagle Cosette wyrwała swoją dłoń z mojego uścisku i pobiegła przed siebie, wprost na ulicę.
*
Jedyne co pamiętam to ostry pisk hamowania i odgłos silnego uderzenia. Ciało bezwładnie przeleciało kilka metrów dalej, niczym kukła w teatrze. Nie krzyczałem, zabrakło mi tchu. Nawet nie do końca rozumiałem, co właśnie nastąpiło.
Podszedłem do ciała i ukląkłem przy nim. Krew powoli broczyła spod głowy tworząc kolejną, rozległą kałużę, łączącą się z deszczem. Ich romans nie był długi, gdyż ciecze zmieszane ze sobą pochłaniane były przez brudne otwory kanalizacyjne. Nie potrafiłem uronić nawet łzy. Cosette patrzyła beznamiętnie przed siebie, zupełnie jak godzinę temu. Znów przypominała martwą, ludzką skorupę, pozbawioną wszelkich uczuć. Lecz tym razem na jej twarzy widniał delikatny, dziewczęcy uśmiech.
Czyżby to siebie wtedy zgubiła?
*
- Przepraszam?
Cichy głos wyrwał mnie z zamyślenia. Odwróciłem się szybko i ujrzałem kelnerkę. Nadal siedziałem przy stoliku w kawiarni, patrząc na deszczowy krajobraz za oknem. Przede mną leżał otwarty notes i pusta filiżanka po kawie.
- Mogę już zabrać? – dokończyła niepewnie kelnerka.
Podałem jej filiżankę. Nie rozumiałem, co się wokół mnie dzieje. Poprosiłem przy okazji o rachunek, chciałem jak najszybciej opuścić ten lokal. Kiedy płaciłem, usłyszałem pisk opon i silne uderzenie na zewnątrz nieopodal kawiarni. Spojrzałem za okno, lecz widziałem jedynie grupkę gapiów. Dałem kelnerce napiwek i chwyciwszy swój parasol wybiegłem z lokalu.
Wokół pasów zgromadził się tłum. Widziałem czarny samochód zatrzymany niedbale na środku ulicy kawałek dalej od przejścia. Przebrnąłem przez ludzi zapatrzonych na ludzką tragedię. Z samochodu wyszedł kierowca i usiadł na chodniku nieopodal wielkiej kałuży. Rękoma objął swoją głowę, kiwał się do przodu, do tyłu.
- To pewnie znowu ona. – usłyszałem za sobą.
Odwróciłem się gwałtownie, głos należał do starszego mężczyzny stojącego tuż obok mnie.
- Ona? – spytałem nie zrozumiawszy.
- Udręczona dusza, ukazująca się raz na jakiś czas na tej ulicy. Bardzo często ludzie widzą ją przechadzającą się po tej ulicy, powoduje większość tutejszych wypadków. Co prawda dawno jej tu nie było, już myśleliśmy, że odeszła.
- Dusza? – wykrztusiłem z siebie, nie chciałem mówić tego głośno.
- Nie słyszał pan? – mężczyzna uniósł brew.
Pokręciłem przecząco głową.
- Kilka lat temu samochód potrącił młodą dziewczynę. Wprost rzuciła się pod koła. Miała ciężką depresję, dopiero co wyszła ze szpitala. Skąd to nagłe zainteresowanie? Czyżby pan ją widział?
Przełknąłem ciężko ślinę.
-Wyglądała na taką samotną… - szepnąłem spuszczając wzrok.
- Tak, i umierając tak właśnie się czuła. Uśmiechnęła się? To znaczy, że twoje życie czekają zmiany. To bardzo silny duch. To że jest realna świadczy o jej potędze. W końcu zrodził się z jej nieodwzajemnionej miłości, a nie ma silniejszej mocy niż ona.
Deszcz powoli przestawał padać, przez chmury przebijało się słońce. Słyszałem wóz policyjny i karetkę na sygnale. Tłum wokół kierowcy zawężał się, słyszałem jedynie jego głośny szloch.
- Dlaczego nadal jest wśród nas? – zapytałem mężczyznę.
- To przestroga. Objawia się tylko samotnym ludziom, próbując dać im nadzieję, na lepsze jutro by nie skończyli jak ona.
- Skąd ma pan taką wiedzę o niej? Zna pan chociaż jej imię?
Staruszek uśmiechnął się obnażając pożółkłe od tytoniu zęby.
- To nieistotne – szepnął znajomy głos.




Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -