Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Mała sztuka w siedmiu aktach

Rafał Pietrzyk

<1>
Dopił kawę i był już w zasadzie w drzwiach. Garnitur, buty na błysk, kluczyki w ręku. Ona stała przy kuchni, w szlafroku i kapciach z plastiku. Dzieci wsuwały płatki.
- Naprawdę cię proszę, moje ty słodkie kochanie. Nie spierdol tego.
Mix czułości i przekleństw, to był ich taki mały wspólny czad. Coś, co ich definiowało i zarazem wyróżniało w towarzystwie. Było tylko ich. I tylko dla nich.
- Już ci mówiłam, że nagram. Siedem razy. Chryste, czemu to pojebaństwo tyle znaczy? Mecz, jak mecz.
Był spóźniony więc zaniechał ponownego wyjaśniania, że finał ligi mistrzów to nie jest "mecz, jak mecz." Przesłał jej wirtualnego całusa i trzasnął drzwiami, krzycząc na odchodne, że ją kocha. I że powinien wrócić przed jedenastą. Starsze dziecko nazwało te młodsze chujem.
- Ej, ej, ej, młodzieńcy - powiedziała – Bo was pokroję i zamknę w zamrażalniku. Zachowujcie się grzecznie, dobra?

<2>
Przestąpił próg i po jej minie wiedział, że nie nagrała. Że zjebała wszystko do czerwoności. Rozłożyła rozbrajająco ręce.
- Zrobiłam leczo – zaczęła.
- W dupie mam leczo – odparł i poszedł spać.

<3>
Obudził się na powtórkę i samych gaciach podrałował do salonu. Po drodze dźwignął czteropak znośnego piwa i całkiem w dechę sałatkę. Następnie odpalił plazmę. Było po drugiej.
Skróty trwały ledwie trzydzieści minut i nie mogły się równać z pełnym meczem, ale dobre było chociaż to. Podrapał jajca i rzucił poduszkę pod nogi, bo od paneli ciągnęło arktyczną zimą. Był gotów.

<4>
- Chyba jesteś trochę pizdowaty, co? Żeby własna baba cię osrała.
Prenumerował różne dziwne gazety więc umysł miał dość otwarty. Przeto się specjalnie nie zląkł ani nie zdziwił. Przyjrzał się mówiącemu szeryfowi, którego palec wskazywał prosto w niego. Ciekawe.
- I pewnie nie pomyślałeś, żeby z tą jawną niesubordynacją coś zrobić? Co pierdoło?
- Nie do końca rozumiem czy.....rozumiem? - odparł i usiadł. Na ustach mu zostało coś z sałatki, ale w tej chwili miał to głęboko gdzieś.
- A co tu rozumieć, na rany? - odparł tamten – Baba w kuchni, to kłopot. Ale baba poza kuchnią, to...
- To...?
- To już prawdziwe utrapienie, na rany. Krosta na czystej dupie. Gdyby moja coś takiego odwaliła, to...
- To...?
A wtedy szeryf ściągnął przeciwsłoneczne okulary i wypełnił swoją twarzą cały ekran.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - zapytał

<5>
Otworzył drzwi i stanął nad nią okrakiem. Unióśł młotek. Oburącz, ponieważ narzędzie było naprawdę ciężkie. Nie uśmiechał się ani nie smucił, pogrążony w jakichś ważnych przemyśleniach. Następnie zupełnie bez wyrazu na wypranej z wszelkich emocji twarzy zadał cios. Nic z tego. Krew się nie rozprysła na wszystkie strony. A głowa żony nie pękła.
- Nie tylko ty oglądasz telewizję – usłyszał na chwilę przed ciosem. I nie dowiedział się kto wygrał mecz.

<6>
Kiedy już go zarąbała na dobre zorientowała się jak strasznie jest upaćkana. Biała koszula nocna, teraz już nie była tylko biała. Była za to mokra, zimna i lepiąca. Zdjęła ją więc i stanęła całkiem naga przed światem. W rozczochranych włosach i ogromną siekierą w kruchych dłoniach. Za to piekielnie spokojna. Spokojna i zamyślona. O tak. W takim też stanie wyszła.
Kiedy skradała się do dziecięcego, wydawało jej się, że coś skrzypnęło na schodach. A jakiś niski cień przemknął do kuchni. Zignorowała to jednak i pchnęła drzwi. W środku na cały pokój śnieżył jasnym światłem telewizor.
Wtedy i ona poczuła, że coś tu nie gra.
Dzieci z nożami w rączkach stały tuż za nią. Były spokojne w chuj.

<7>
Gdzieś wyżej tłusty sąsiad z brzytwą w dłoni zamknął drzwi. Zaczął powolną wędrówkę na sam dół. On również był bardzo spokojny.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -