Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Amor vincit omnia

Angelika Stec

Padał deszcz. Tłum ludzi ubranych na czarno podążał długim korowodem żałobnym. Na przodzie jechał samochód przeznaczony do przewozu trumien. Widniał na nim napis "Memento Mori". Za samochodem podążał ksiądz. Minę miał groźną, biła od niego potęga i moc. Szedł chować skazańca,gwałciciela. Nie chciał tego robić. Czuł niepohamowaną niechęć do niego i tego, co uczynił.

Kierowca już miał skręcać w bramę prowadzącą na cmentarz. Usłyszał jednak huk i zatrzymał się. Obejrzał się do tyłu. Nic się nie zmieniło, trumna stała na swoim miejscu. Wznowił więc jazdę, niechętny na przyszłe pytania ludzi o powód zatrzymania. Spojrzał w lewe lusterko. Tłum, kołysząc się lekko, podążał za nim. Poprawił czapkę. Nagle poczuł zimno na swoim prawym ramieniu. Co jest, pomyślał. Jego naurony czuciowe wyczuły nacisk. Ktoś położył na jego ramieniu dłoń,zimną dłoń. Kierowca odwrócił się przez prawe ramie do tyłu. Nie zdążył nic zobaczyć. Dostał zawału. Opadł całym ciałem na kierownicę przyciskając klakson.Samochód toczył się powoli do przodu, wydając przeraźliwe dźwięki. Tłum idący korowodem zatrzymał się. Pewna pulchna kobieta z krzykiem upadła na ulicę, prosto w kałużę, wywołując mini tsunami. Krople brudnej wody rozbryzły się, ochlapując pozostałych. Samochód nadal jechał. Jeden z mężczyzn idących na przodzie tłumu zaczął biec, by dosięgnąć do okna pojazu. Jego buty wybijały rytm na starym, zniszczonym asfalcie. Dopadł on do okna i zobaczył kierowcę. Przerażony wstrzymał oddech, próbując jednocześnie otworzyć drzwi. Usłyszał pisk. Ktoś z tłumu krzyczał i wymachiwał rękoma. Mężczyzna zapatrzony do tyłu nie zauważył zakrętu. Uczepiony samochodu, razem z nim wpadł do rowu.

Zapadł zmierzch. Gerard włóczył się po lesie, próbując sobie wszystko przypomnieć. Miał ogromne luki w pamięci. Spał. Kiedy się obudził stwierdził, że znajduje się w ciasnym,zamkniętym pomieszczeniu. Było ciemno. Próbował się wydostać,ale nie wiedział jak. Wydawało mu się, że znajduje się w jakiejś skrzyni. Walił w drewniane ściany,ale to nic nie dawało. Nie słyszał nawet odgłosów uderzeń. Coś było nie tak. Gerard zamknął więc oczy i skupił się. Chciał się koniecznie stamtąd wydostać. Po upływie 10 sekund na jego powieki spłynęło światło. Nie wiedział jak to zrobił. Nie było to jednak dla niego ważne. Chciał się znaleźć jak najdalej od miejsca, w którym aktualnie przebywał. I tak znalazł się w lesie, ale jak to się stało, nie pamiętał. Usiadł pod drzewem i chwycił się za głowę. Bolała.

Stefania przewróciła się na drugi bok. Szpitalne łóżka nie były zbyt wygodne, szczególnie dla jej poobijanego ciała. Wczoraj dowiedziała się,że przez miesiąc była w śpiączce. Gdy wracała wieczorem z pracy, ktoś napadł ją, ciężko pobił i zgwałcił. Pamiętała wszystko jak przez mgłę, która stawała się coraz gęstsza i przysłaniała wszystko. Ona nie chciała tego pamiętać. Po prostu nie chciała. Całą wczorajszą noc myślała o Gerardzie i o tym,dlaczego go tu nie ma. Pytała o to matkę,ale ta zbywała ją, mówiąc, by odpoczywała,a nie zamartwiała się głupimi sprawami. Tylko, że dla niej to nie było głupie. Była teraz w szoku, nie wiedziała co myśleć o tej całej sytuacji. Była wykończona psychicznie i fizycznie. Poprosiła jednak pielęgniarkę o kartkę i coś do pisania. Postanowiła,że napisze do Gerarda. Gotową wiadomość przekazała matce, ta z niechęcią wzięła ją w dłonie i cicho obiecała, że ją dostarczy. Uspokojona Stefania zasnęła.


Teraz już wiedział. Wiedział wszystko. Pamiętał. Mniej więcej o 5 nad ranem do jego domu zapukała policja. Zabrali go zaspanego i zdezorientowanego na komisariat. Założyli mu na ręce ciężkie kajdany. Powiedzieli, że to on ją napadł, że zrobił jej krzywdę. Gerard skulił się. Jego serce zamarło na ułamek sekundy. Zapytał, czy nic jej nie jest. Zaczął się wyrywać i krzyczał, że musi ją zobaczyć. Chciał być przy niej. Nie docierały do niego żadne słowa. Zachowywał się jak opętany, cierpiał. Zamkneli go, zamkneli i nic nie powiedzieli. Nie wiedział czy żyje, jak się czuje. Po 2 tygodniach wegetacji, miejsce bólu zajął gniew, chęć zemsty. Nie pytał już o nią. Miał ją na zawsze. W sercu. Skazali go na śmierć. Krzesło elektryczne.

Świadomość powróciła. Zauważył, że nie musi oddychać. Nie męczy się. Ból głowy także ustał, bo wszystko mu się przypomniało. Wstał i ruszył pewnym krokiem przed siebie. Wyszedł z lasu i przeszedł przez ulicę. Przed nosem przejechał mu samochód, drugi przejechał przez niego. Gerard nic nie czuł. Szedł. Musiał się dowiedzieć,czy ona żyje.

Spała. Widział ją przez szybkę w drzwiach. Wzdrygnął się,gdy zobaczył szramę na jej twarzy. Biegła na ukos od czoła aż po kość policzkową. Będzie blizna... Gerarda ogarnął gniew. Wszedł do sali i uklęknął przed łóżkiem Stefanii. Próbował wziąć ją za rękę,ale nie mógł. Zawył z żalu. Siedział przy niej z pochyloną głową. Żal mieszał się z gniewem,uniesieniem i...miłością. Był w trakcie obmyslania planu, gdy dziewczyna obudziła się. Spojrzała na niego. A przynajmniej tak mu się wydawało. Było to bowiem puste spojrzenie w ścianę. Nie widziała go. Bolało. Gerard rozejrzał się po sali. Kątem oka dostrzedł leżącą na blacie kartkę. Podszedł i pochylił się nad nią. Zapisana była równym i estetycznym pismem Stefanii.
"Gerardzie, to już moja trzecia wiadomość do Ciebie. Nie odpisujesz, nie wiem co mam o tym myśleć. Chcę byś był przy mnie. Czuję się strasznie, wiesz? Nic nie wiem o wypadku. Pytałam matki,ale ona milczy. Nie chce mi powiedzieć, czy wie, kto to zrobił. Ja nie pamiętam. Tak bardzo się boję. Chciałabym..." Tu pismo się urywa. Zauważył, że pod spodem leży więcej zapisanych kartek. Spróbował je wziać, ale nie mógł. Jego ręka przeszyła powietrze. Spojrzał z powrotem na dziewczynę. Leżała odwrócona na prawy bok. Po policzkach spływały jej łzy.
"Stefanio, słyszysz mnie?" Zero reakcji. "Proszę, powiedz, że mnie słyszysz." Głos Gerarda załamał się. Położył on dłoń na jej ramieniu. Dziewczyna drgnęła. Poczuła chłód.

"Dowiedziałam się o Twojej śmierci. To...niemożliwe. Niemożliwe ! Nie wiem co mam myśleć, pisać, czuć ! To boli. Ty tego nie zrobiłeś, nie zrobiłeś, nie,nie. Nie mogłeś mi tego zrobić... Chyba. Ja... już sama nic nie wiem. Chciałabym z Tobą porozmawiać. Co ja opowiadam ! Gorycz przeze mnie przemawia. Jestem roztrzęsiona, widzisz prawda? Boże ! Nie możesz widzieć...". Kap. Kap.Kap. Na kartkę kapały łzy. Stefania pochylała się nad nią. Miała omamy. Jej rozpalona twarz była mokra od potu. Pogorszyło jej się, po tym jak dowiedziała się prawdy. Opadła zemdlona na miękką pościel. Pielęgnierki krążyły w tę i z powrotem, matka Stefanii siedziała w kącie i cicho szlochała, a lekarze robili wszystko,co w ich mocy. Zapalenie opon mózgowych. Z godziny na godzinę było coraz gorzej. Dziewczyna rzucała się w łóżku, majaczyła. Co jakiś czas podrywała się krzycząc. Imię Gerarda przeplatało się z pytaniami o wiadomość . Około 23 uspokoiła się i zaczęła ciężko oddychać. Coraz wolniej i wolniej, aż wydała ostatnie tchnienie.

Siedział przy jej łóżku i płakał. Walił pięścią w ścianę, krzyczał. Zero reakcji, nikt go nie widział, nikt nie słyszał... Ona nie słyszała. Tak bardzo pragnął dać jej wiadomość, porozumieć się. Wiedział,że ona też chciała. Siedział za jej plecami i czytał co pisze. Widział,że jej się pogarsza. Szeptał jej do ucha, że wszystko będzie dobrze. Oddałby życie za nią, gdyby mógł. Nie mógł. Sam nie żył, ale chciał by ona żyła ! Była jak kwiat, zawsze świeża i pełna życia. Nie mógł patrzeć jak gaśnie. Cierpiał. Gdy jej duch opuszczał ciało trzymał ją za rękę.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -