Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Pomrok, odc. 6

Dariusz Kick

Adam zamykał właśnie bagażnik skody kiedy wydało mu się, że coś słyszy. Zerknął na opustoszałą chorzowską. Niedaleko nich stały dwa samochody, które musiały wpaść na siebie jeszcze zeszłej nocy. W oddali po drugiej stronie ulicy dostrzegł kilku umrzyków, nie licząc tych pod tesco. Było ich co najmniej kilkuset. Ale dotychczas nie zwrócili na nich uwagi. Nagle zauważył nadjeżdżający samochód. Czarna skoda superb zatrzymała się na środku drogi. Adam gwizdnął na pozostałych. Nie mógł z tej odległości zobaczyć zarówno kierowcy jak pasażerów. Reszta podeszła do niego i spojrzeli na samochód. Na drzwiach był namalowany jakiś znak.
- Co oni tam mają nabazgrane? – Zapytał Krystian.
- To chyba motyl. – Odpowiedziała dziewczyna.
Stali tak niemal minutę. Superb stał z silnikiem na chodzie ale nikt z niego nie wyszedł. Benek był przekonany, że wszyscy poczuli nieprzyjemny ucisk w dołku. To nie było normalne. Po tej koszmarnej minucie opuściła się szyba od strony pasażera. Ktoś wpatrywał się w nich chłodnym wzrokiem. Krystian poczuł chłód w żyłach. Benek przypomniał sobie o mossbergu i oparł lufę strzelby na swoim ramieniu. Niech wiedzą z kim zadzierają, pomyślał.
- Nie wydaje się wam, że to dziwne zachowanie? – Adam zerknął na pozostałych. – Czego oni chcą?
I wtedy Krystian cienkim ze strachu głosem wskazał palcem w kierunku supermarketu.
- Patrzcie!
Odwrócili się jak na komendę. Od strony ogromnego parkingu przed tesco szedł w ich stronę tłum kilkuset umrzyków.
- Spieprzamy stąd. – Krzyknął Benek.
Benek, Krystian i dziewczyna wskoczyli do skody w której mieli całą masę benzyny i ropy. Częściowo samochód był wypchany napojami i kartonami z chipsami. Wszędzie unosił się drażniący zapach paliwa. Adam wskoczył do bmw, który był tak obciążony, że opony ocierały się o nadkola. Czuł się nieco rozczarowany, że nie mógł zabrać ze sobą dziewczyny. Kiedy obydwa samochody ruszyły, skoda superb po prostu odjechała. Benek przez chwilę chciał za nimi jechać ale wiedział, że z takim obciążeniem nie ma to sensu.
Jechali chorzowską ledwie kilkaset metrów po czym skręcili w prawo. Na fasadzie jednego z domów, które mijali Benek zauważył ten sam symbol, który wcześniej dostrzegli na drzwiach tajemniczego samochodu. Tym razem był większy i mogli mu się przyjrzeć. Zwolnił nieznacznie żeby odczytać napis pod rysunkiem. NADESZŁA ERA SZATANA. Benek przyspieszył krzywiąc się z niesmakiem. Adam również to zauważył i choć zdawał sobie sprawę, że pewnie jakieś dzieciaki to napisały, poczuł się nieswojo. Rozglądał się dookoła obserwując nerwowo wsteczne lusterko. Miał niejasne przeczucie, że sytuacja wokół nich zmieniła się i po raz pierwszy poczuł tak ogromną ochotę, żeby ukryć się wreszcie w domu.
Z trudem udało im się upchnąć dwa samochody na małej posesji, jednak kiedy już tego dokonali w akompaniamencie przekleństw, odczuli ulgę. Zamykając bramę tak jakby odcinali się od świata na zewnątrz. Benek spojrzał na swoje betonowe ogrodzenie z fakturą łupanego piaskowca. Mimo, że zdawał sobie sprawę z tego, że pod większym naporem umrzyków ogrodzenie podda się bez wątpienia, dziękował Bogu, że kilka lat temu zdecydował się na to rozwiązanie. I pomyśleć, że wszystko po to żeby uniknąć ciekawskich spojrzeń sąsiadów. Nie lubił kiedy ktoś wpychał nos w nie swoje sprawy. Weronika wciąż jeszcze nie oswojona z nową rzeczywistością obserwowała z mieszaniną strachu i zdumienia szwendających się nieco dalej umrzyków. Charczeli głośno i węszyli w poszukiwaniu pożywienia. Któryś przewrócił kosz na śmieci a reszta tępo wpatrywała się w wysypaną zawartość. Benek zerknął w stronę skąd dobiegł hałas i stwierdził, że rozładują samochody później, kiedy zrobi się bardziej spokojnie. Wszyscy skierowali się w stronę domu.
W drzwiach przywitała ich Sabina, Benek zauważył, że zdążyła się przebrać i zmienić fryzurę. Założyła granatowe obcisłe dżinsy i wełniany sweter. Popchnął ją delikatnie w głąb przedpokoju. To nie był czas na konwenanse. Nie było sensu prowokować umrzyków. Nie wiedzieli czy kierują się wzrokiem, węchem czy może czymś w rodzaju diabelskiego instynktu? Jednego byli pewni, dom czynił ich niewidzialnymi dla tych kreatur.
- Mamy nowego gościa, poznajcie się to jest... - Spojrzał bezradnie na Weronikę.
- Weronika. - Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie.
Od chwili kiedy zdecydowała się z nimi pojechać, odczuwała niepokój. Nie wiedziała co się dzieje dookoła a towarzystwo trójki obcych mężczyzn wydawało się jej jak zaproszenie do kłopotów. Z podejrzliwością przyglądała się Adamowi, który zrobił na niej wrażenie chuligana. Nie zdziwiłaby się gdyby był już wcześniej karany. Znała ten typ, agresywny i wiecznie szukający potrzeby potwierdzenia swojej męskości. Drugi, nieco starszy z nich, jak on się przedstawił? Benjamin? Tak dokładnie. Benjamin pomimo że był miły i sprawiał wrażenie przyjemnego faceta miał w sobie coś co kazało jej zachować czujność. Najprawdopodobniej nie zdecydowałaby się na podróż gdyby nie ten trzeci. Trochę niezdarny, nieco zagubiony w typie intelektualisty nieudacznika. To właśnie dzięki niemu zdecydowała się wsiąść z nimi do samochodu. Całkowicie nie pasował do dwóch pozostałych ale skoro razem podróżowali, wzięła to za dobry znak. Kiedy weszła do domu Benka i zobaczyła Sabinę i dwójkę nastolatków dopiero wtedy kamień spadł jej z serca. Wiedziała już, że podjęła słuszną decyzję.


29

Przez resztę dnia nie wydarzyło się nic zaskakującego. Umrzyki pojawiały się i znikały poruszając się swoim niezdarnym rytmem i w sobie tylko znanych kierunkach. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuli się bezpiecznie. Nie musieli oglądać się za siebie ani nasłuchiwać podejrzanych dźwięków. Sabina rozdzieliła pokoje najlepiej jak umiała. Na parterze ulokowała Krystiana i Adama ignorując niezadowoloną minę tego drugiego. Na piętrze w pierwszym pokoju rozgościli się Nataniel ze swoją dziewczyną a Weronice oddała pokój naprzeciwko ich sypialni. Jeszcze do niedawna liczyła, że będzie to kiedyś pokój ich dziecka ale w tych okolicznościach takie plany raczej nie byłyby rozsądne. Noc spowiła wszystko ciemnością jednocześnie przynosząc uczucie ulgi. W ciemności jeszcze trudniej byłoby komukolwiek ich wypatrzyć. Mogli również spokojnie rozładować samochody z łupów przywiezionych ze stacji benzynowej.
Weronika czekała niemal półtorej godziny, aż wreszcie łazienka była do jej dyspozycji. Chociaż okolica w której stał dom nie wyglądała szczególnie ładnie a sam budynek również z zewnątrz nie robił wrażenia musiała przyznać, że urządzony był gustownie. Podobnie było z łazienką. Świeczki odbijały się w beżowych i brązowych płytkach, którymi wyłożone były ściany. Zwróciła uwagę na ozdobne dekory i drewniane elementy przy umywalce. Odkręciła kran wsłuchując się w relaksujący szum wody wypełniający akrylową wannę. Para delikatnie unosiła się zachęcając ją do relaksującej kąpieli. Wanna była z hydromasażem, żałowała że nie ma prądu. Kiedy uznała, że wody było już dość rozebrała się i ostrożnie zanurzyła stopę w pianie. Zamknęła oczy i wspomnienia wypełniły jej umysł. Przypomniała sobie ostatnie normalne chwile na stacji a później niekończące się godziny strachu, głodu i chłodu na zapleczu. Miała wrażenie jakby spędziła tam co najmniej tydzień. I to niekończące się tłuczenie w drzwi. Kuba zmarł na jej oczach i sama myśl o tym że teraz próbuje ją zagryźć przyprawiała ją o mdłości. Odsunęła od siebie wspomnienia. Wyobraziła sobie kręcących się wokół domu umrzyków, wygłodniałych, polujących na resztki ocalałych ludzi. Tymczasem ona była bezpieczna wśród zwyczajnych ludzi w bezpiecznym domu z porządnym ogrodzeniem. Poczuła, że twardnieją jej sutki.
Benek stał przy oknie w kuchni obserwując zza odchylonej żaluzji ulicę. Po kolacji siedzieli chwilę wszyscy razem ale rozmowa za nic się nie kleiła. Choć wydawałoby się, że wszyscy będą szukać towarzystwa innych osób, szybko rozeszli się do swoich pokoi. To była pierwsza noc, którą mogli przespać bez większego stresu, że ktoś ich napadnie, pogryzie czy poderżnie gardła. Benek nie mógł zasnąć, wiercił się aż w końcu postanowił zejść na dół. Tymczasem Krystian siedział w kuchni samotnie zatopiony we własnych myślach z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Był skoncentrowany, starał się przywołać w pamięci obrazy z ostatniej kolacji, którą zresztą zjedli dwie godziny wcześniej. Zdawało mu się, że dojrzał coś na ręce Natalii, jakiś dziwny tatuaż. Zastanawiał się czy to mógł być ten nieszczęsny motyl? Ten sam, którego widzieli na samochodzie i później jako graffiti na murach mijanych domów? Trwało to zbyt krótko ale ufał swojej intuicji a ta zmierzwiła mu włoski na karku mimo że sam nie był pewien co widział.
- Kłopoty ze snem? - Do kuchni wszedł Benek.
- Coś w tym stylu. - Krystian wziął łyk herbaty i mimo wszystko poczuł się zmieszany. Bądź co bądź to był jego dom a on kręcił się bez pozwolenia po nocy. Może gospodarze sobie tego nie życzyli?
Benek podszedł do okna sięgając jednocześnie po paczkę papierosów leżącą na parapecie. Zapalił odchylając żaluzję. Zerknął na ulicę na której roiło się od umrzyków.
- Skurwysyny chyba nigdy się nie zmęczą. - Rzucił nienawykły do obcych ludzi w swoim domu. Po prostu uznał, że tak trzeba. Cisza potrafi być krępująca.
- Męczy mnie sprawa tego motyla, wiesz tego na samochodzie. - Odezwał się Krystian zerkając na Benka, który przyglądał się ulicy zza uchylonej żaluzji i tylko mruknął coś dla potwierdzenia, że go słucha.
Benek zaciągnął się papierosem i zastanawiał się jakie to dziwne, że obecność umrzyków stawała się dla niego coraz normalniejsza. Jakby byli tutaj od zawsze tylko ich dotychczas nie dostrzegał. Był przekonany, że przy odrobinie szczęścia mogą tak żyć bardzo długo. Tylko co to za życie? Nagle zorientował się, że Krystian coś do niego mówił. O czym on to? A tak, przypomniał sobie i rzucił.
- Motyl jak motyl, masz na myśli coś konkretnego?
- Owszem mam na myśli coś konkretnego tylko, że... - Zrobił krótką pauzę. - Sam nie wiem.
- A to coś nowego. - Do kuchni wszedł zaspany Adam. - Nasz Sherlock czegoś nie wie.
Na twarzy Krystiana pojawił się grymas.
- Dobra powiem wprost. - Spuścił wzrok na blat stołu. - Wydaje mi się, że takiego samego motyla ma wytatuowanego na przedramieniu Natalia.
W kuchni zapanowała cisza przerywana jedynie odgłosami charczących trupów z ulicy. Papieros w ustach Benka znieruchomiał. Smuga siwego dymu unosiła się pionowo do góry.
- Wydaje ci się, czy widziałeś?
- Niedawno, przy kolacji. Rękaw jej się podciągnął i przez chwilę widziałem dziwny tatuaż na przedramieniu.
- Widziałeś dziwny tatuaż czy pierdolonego motyla? – Zapytał Adam.
- Moim zdaniem, motyla.
Benek spojrzał na Adama, ten na Krystiana a Krystian na Benka. Przez krótką chwilę trawili tą informację zastanawiając się co zrobić. Benek jednego był pewny. Nie zamierzał ignorować tak jaskrawych sygnałów. Od zawsze uważał, że coś takiego jak zbieg okoliczności nie występuje w przyrodzie.
- Dobra, - wyjął peta z ust i podszedł do stołu, zgasił go w popielniczce. - Wyjaśnijmy to od ręki.
Stojąc pod drzwiami pokoju w którym spała Natalia, Benek przez chwilę zastanawiał się czy powinien zapukać. Szybko jednak uznał, że w tych okolicznościach nie czas na uprzejmości. Zresztą, przecież to oni są jego gośćmi a nie odwrotnie. Nacisnął klamkę i drzwi ustąpiły. Cała trójka uzbroiła się w latarki i teraz białe plamy światła ślizgały się po łóżku. Chłopak spał z twarzą wbitą w poduszkę z jedną stopą zwisającą z łóżka. Adam oświetlił Natalię z której kołdra częściowo się zsunęła odsłaniając je pośladki.
- Te małolaty, - Szepnął Adam. - Dojrzewają tak szybko.
Krystian skrzywił się patrząc na rozmarzoną twarz chłopaka. Pochylił się i naciągnął kołdrę zasłaniając wdzięki nastolatki. Tymczasem Benek złapał chłopaka za zwisającą stopę i potrząsał nią tak długo aż tamten się wybudził. Nataniel był zdezorientowany, instynktownie przesunął się pod ścianę kiedy zauważył ich z latarkami w dłoniach. Patrzył na nich pytająco.
- Co... co się stało?
- Słyszałem, że twoja dziewczyna lubi tatuaże... - Benek zawiesił głos dając mu czas aż zrozumie sens jego słów.
- Tatuaże? - Chaos w jego zaspanym umyśle powoli porządkował się i po chwili zrozumiał, że już wiedzą. Jego twarz spochmurniała. Spojrzał na nich jakby przyłapali go okradającego mieszkanie. Zerknął na śpiącą Natalię. - Dobra, wszystko wam opowiem ale to nie tak jak sądzicie.
- Gówno wiesz co sądzimy. - Adam był zły na Krystiana, że ten zakrył młode jędrne ciało Natalii.
- Obudź ją i porozmawiamy sobie w salonie. - Benek miał poważną minę, cały czas oświetlał twarz chłopaka.
Siedzieli w salonie. Chłopak wciągnął w pośpiechu dżinsy a Natalia założyła przydużą koszulę Benka, którą dała jej Sabina. Adam zerknął na jej podkulone gołe nogi i poczuł jak bardzo brakuje mu kobiety i wcale nie miał na myśli bliskości czy uczucia. Brakowało mu fizycznego kontaktu z kobietą. Miał ochotę kochać się i nie miałby nic przeciwko gdyby miała to być ta siedemnastolatka.
- Dobra, nawijaj. - Benek był oschły. - Tylko pamiętaj, jak uznam że ściemniacie, wystawię was za drzwi. Przykro mi ale mój dom, moje zasady.
- Wiem jak to wygląda, - zaczął Nataniel. - Ale uwierzcie nam. Jesteśmy po tej samej stronie.
- My to osądzimy. - Benek był nieugięty.


30


Kościół świętej Małgorzaty tonął w ciemności nocy na tle czarnego nieba, jednak w środku mrok rozpraszało dziesiątki świec ustawionych przy ołtarzu i w głównej nawie. W środku zebrało się kilkunastu członków Rodziny, którym przewodniczył Andrzej Gawryś. Dało się wyczuć ogólne podniecenie. Na kamiennej posadzce w głównej nawie ustawiono drewniane mary na których ułożono drzwi służące za coś w rodzaju blatu. Na nich leżała martwa kobieta. Była naga a jej ręce i nogi były rozłożone w cztery strony świata i przymocowane za pomocą sznurów. Kobieta rozglądała się sprawiając wrażenie zdezorientowanej. Jej pomruki niosły się wysoko pod strzeliste łuki sufitu neogotyckiego kościoła. Andrzej przyglądał się chwilę zwłokom wiercącym się na marach po czym spojrzał na swoich ludzi i odchrząknął.
- Dawajcie go. Dziś rozpoczynamy nowy porządek świata. - W jego oczach można było dostrzec błysk.
Nie musiał długo czekać. Po chwili dwóch młodych mężczyzn wprowadziło z zakrystii ojca Teodora. Sutanna trzepotała mu między nogami kiedy dwóch strażników popychało go z wyraźną satysfakcją. Ksiądz zerknął w stronę ołtarza a raczej w to co z niego zostało. Był przerażony i oburzony zachowaniem tych ludzi. Z tego co wiedział wszyscy jego bracia zostali zamordowani. Część z nich umarła na jego oczach. Był pewny, że będą się nad nim pastwić tak jak robili to profanując kościół.
- Jesteś pewny, że będzie w stanie? – Gawryś szepnął do stojącego obok mężczyzny w okularach i krzaczastych brwiach.
- Bez obaw, dostał końską dawkę. Będzie mu stał przez trzy dni. – Zaśmiał się tamten.
Ojciec Teodor miał potężną erekcję, której sam nie do końca był świadomy. Strach zawładnął jego umysłem czyniąc go bezwolnym stworzeniem. Miał świadomość, że prowadzą go na rzeź i w duchu próbował się modlić o szybki koniec. Próbował ale słowa nawet w myślach plątały mu się i co rusz gubił wątek. Zupełnie jakby ktoś otumanił go narkotykami. I dokładnie tak było. Otrzymał specjalną dawkę wymieszaną ze środkiem na potencję.
Zaprowadzili go prosto do martwej kobiety, która kłapnęła kilka razy zębami na ich widok nie spuszczając oczu z księdza. Kiedy ustawili go pomiędzy jej nogami, poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła z obrzydzenia. Jej powarkiwanie wzmacniało dodatkowo echo kościoła. Wciąż był podtrzymywany z każdej strony przez swoich strażników. Gawryś skinął głową i drobna brunetka podeszła do ojca Teodora. Stanęła przed nim zastawiając mu ten paskudny, odrażający widok żywego trupa. Kobieta wyjęła z torebki nóż, którym zaczęła odcinać guziki sutanny. Patrzyła mu przy tym prosto w oczy. Jej wzrok był lodowaty, jak spojrzenie modliszki. Ksiądz mimo przerażenia dostrzegł w jej spojrzeniu zepsucie i degenerację. Kiedy wszystkie guziki leżały już na kamiennej posadzce, kobieta rozpięła guzik u spodni i rozsunęła zamek błyskawiczny zrywając jednocześnie spodnie księdza do samych kostek.
- Pokaż Teodorze, co chowasz w oborze. – Rzuciła mu z uśmiechem na ustach.
Ponieważ pochyliła się, żeby zsunąć spodnie ojca Teodora tuż przed jej twarzą pojawił się ogromny pulsujący i twardy jakby wykuty w kamieniu penis. Oczy brunetki zrobiły się okrągłe, wyrażające zaskoczenie i zachwyt. Zwilżyła usta językiem. Można było odnieść wrażenie, że zaraz wsunie go sobie w swoje wąskie usta.
- Wow, - jej oczy lśniły, - aż szkoda marnować taki porządny kawał mięcha na trupa. Może najpierw go rozgrzeję? – Zwróciła się w stronę Andrzeja Gawrysia ale jego spojrzenie mówiło samo za siebie, kobieta wyprostowała się błyskawicznie.
Dała znak mężczyznom trzymającym księdza, sama usuwając się nieznacznie w bok. Ojciec Teodor został pchnięty nogą i zanim się zorientował stał pomiędzy rozkraczonymi udami nieboszczki. Niewidzialna ręka ścisnęła go za gardło. Spojrzał na ciało leżące na marach. Kobieta próbowała unieść głowę, żeby go zobaczyć ale nie potrafiła zbyt długo wytrzymać w tej karkołomnej pozycji. Warknęła złowrogo a z kącika jej ust spłynęła stróżka śliny zmieszanej z krwią. Jej duże piersi falowały kiedy próbowała zmienić pozycję ciała. Dostrzegł na jej skórze sine wykwity i zrozumiał, że jej ciało zaczyna gnić.
Z niedowierzaniem i obrzydzeniem jakiego nigdy jeszcze nie czuł patrzył jak brunetka bawi się siniejącą waginą martwej kobiety jakby jej rolą było przygotowanie ich do parzenia, jak zwierzęta. Jego żołądek skurczył się do rozmiarów pestki wiśni po czym zaczął się przesuwać w stronę jego przełyku. Jego ciałem wstrząsnęły potworne torsje i zwymiotował wprost między nogi leżących zwłok. Trup odpowiedział głośnym warknięciem.
- Widzę, że lubisz poświntuszyć. – Rzuciła brunetka. Jej wzrok dotychczas chłodny, wręcz lodowaty zastąpiła mgła szaleństwa i chorego podniecenia.
Brunetka złapała jego twardego członka i uderzyła nim kilka razy o waginę, która była w tej chwili pokryta całunem rzygowin. Uderzeniom towarzyszył obsceniczny dźwięk. Po chwili czuł jak kieruje go pomiędzy sklejone wargi sromowe leżącego trupa a ktoś z tyłu pchnął go po raz kolejny nogą. Wszedł w nią głęboko. Ciało w którym się zagłębił było zimne, martwe. Nie mogło tego zmienić nawet to, że trup rżał jak zwierzę i wiercił się na marach nerwowo. Wtedy brunetka jedną ręką pchnęła go opierając dłoń na jego podbrzuszu a drugą ściskając go za jądra. Kiedy członek wysunął się dał się słyszeć paskudny dźwięk podobny do tego który słychać podczas wyjmowania nogi w bagnie. Brunetkę najwidoczniej podniecało to bo sterowała jego ciałem w ten sposób, że co rusz wchodził głęboko w trupa po czym wysuwał się w całej okazałości. Mlask, mlask, mlask.
Nie miał pojęcia jak długo to trwało. Mimo, że wzrok zaczynał mu szwankować a narkotyki stępiły umysł, nic nie było w stanie znieczulić go na ohydę w której był zmuszony wziąć udział. Czuł, że jego ciało jest równie plugawe jak To coś leżące przed nim. Wszyscy zebrani milczeli w skupieniu i chorej fascynacji obserwując tą nieprzyzwoitą scenę. Pragnął jedynie, żeby to się skończyło. Chciał umrzeć.


31

Chłopak skończył swoją opowieść obserwując Benka i zastanawiając się czy uwierzył czy też za chwilę wylądują na mrozie wśród umrzyków. Nie kłamał ale czy ktoś mógłby uwierzyć w to wszystko? Czuł na sobie zaniepokojony wzrok Natalii. Tymczasem Benek bez słowa podniósł się i przyniósł z barku butelkę johny'ego walkera i kilka szklanek. Chłopak obserwował Benka jak nalewa whisky ale nie mógł się dopatrzyć w jego twarzy odpowiedzi.
- Dobra, w skrócie zrozumiałem to tak. Poznałeś laskę, - w tym miejscu wskazał trzymaną szklanką na Natalię. - Kiedy okazało się, że należy do sekty postanowiłeś pójść w jej ślady żeby móc się do niej zbliżyć. Popraw mnie jeśli coś przekręciłem. - Chłopak skinął głowa bez słowa a Benek zrobił zachęcający gest, żeby się częstowali alkoholem. - Na początku myślałeś, że to nieszkodliwi ludzie ale kiedy się zorientowałeś, że są kurewsko niebezpieczni, postanowiliście uciec razem.
Benek zrobił pauzę. Odchylił się w fotelu delektując się whisky. Adam skorzystał z poczęstunku odwdzięczając się gospodarzowi papierosem. Chwilę palili w milczeniu. Benek zaciągnął się mocno po czym wziął łyk bursztynowego płynu i dopiero później wypuścił chmurę dymu przyglądając się jej jakby było w niej coś ciekawego. Nataniel nie mógł już wytrzymać napięcia więc odezwał się.
- Właśnie tak to w skrócie wyglądało. - Uznał, że sprowokuje tym samym Benka do dalszego monologu. W końcu od tego zależała przyszłość jego i jego dziewczyny.
Krystian przyglądał się nastolatkom starając się dociec ich motywacji. O ile chłopak wyłuskał co go pchnęło w sektę był ciekawy co kierowało Natalią. Przez chwilę poczuł, że ma przed sobą doskonały materiał na artykuł jednak szybko przypomniał sobie, że gazety już nie wychodzą a i czytelników jakoś brak. Zerknął na Benka i z niepokojem stwierdził, że ten zachowuje się dziwnie. Nalał sobie już drugą szklankę whisky a w jego twarzy wyczytał, że to wszystko co opowiedział chłopak, to dla niego za dużo. Spodziewał się, że lada chwila Benek może wybuchnąć a to jeszcze bardziej skomplikuje ich sytuację.
- Powiedz mi chłopaku, - Odezwał się w końcu Benek, - w którym to dokładnie momencie uznałeś, że pora uciekać. Kiedy kilku twoich znajomych z sekty znikło w tajemniczych okolicznościach? Czy wtedy kiedy usłyszałeś, że twój guru zamierza zaprosić do nas samego szatana?
Kończąc zdanie spojrzał już nie na chłopaka tylko na Adama. Mężczyźni chwilę patrzyli na siebie aż nagle wybuchnęli głośnym śmiechem.
- Zaprosić szatana... - Adam powtórzył słowa Benka zginając się ze śmiechu. Potrzebna była chwila zanim się uspokoili. - Ja pierdolę, nie wytrzymam.
- Kiedyś już tego próbowali. - Wtrąciła Natalia, cichym nieśmiałym głosem.
- Kiedy? Gdzie? - Krystian zdecydował się w końcu na jedną szklaneczkę.
- Jakieś sto lat temu, - dziewczyna poprawiła się na kanapie. - W kopalni Rozbark tyle, że ona się wtedy nazywała inaczej. Jakoś tak bardziej po niemiecku.
- Heinizgrube? - Krystian mało nie udławił się alkoholem.
- Tak, to chyba jest to. To ta nazwa. - Potwierdziła Natalia. - Przeprowadzono jakiś rytuał pod ziemią tyle, że ktoś się o tym dowiedział i...
- Nastąpił wybuch, jedna z największych katastrof górniczych na świecie. - Wtrącił Krystian drewnianym głosem.
- A ty co? - Adam puścił oko do Benka. - Jesteście z tej samej sekty, czy jak?
- Nie, po prostu jestem trochę mądrzejszy od ciebie. - Krystian był zaskoczony własną odpowiedzią ale ten człowiek działał mu na nerwy. - Gdybyś czasem coś przeczytał zamiast biegać po mieście z tą swoją czapeczką kibica, wiedziałbyś, że w tysiąc dziewięćset dwudziestym trzecim roku w dzisiejszej kopalni Rozbark, wtedy Heinizgrube nastąpił wybuch pyłu węglowego. Zginęło od chuja ludzi jakieś sto pięćdziesiąt a setki górników było rannych. Znając te fakty chyba nie tak trudno powiązać obydwie sprawy?
- Co ty powiesz Sherlocku? - Adam przestał się uśmiechać. - A w mordę chcesz?
- Dosyć tego gówna. - Wtrącił się Benek. Czuł jak ogarnia go coraz większe zmęczenie. Whisky sprawiła, że poczuł się ciężki i nie zamierzał wysłuchiwać awantur. Nie pod swoim dachem.
- Dokładnie tę katastrofę miałam na myśli. - Dokończyła Natalia.
- A teraz powiem wam więcej. - Krystian opróżnił szklankę i podsunął ją Adamowi, żeby mu nalał kolejną. Tamten przez chwilę wahał się nie wiedząc czy dziennikarz jawnie go zaczepia. Ostatecznie nalał mu nie spuszczając z niego wzroku. - Ostatnią akcją ratunkową na Rozbarku kierował mój teść. No może koordynował, nie kierował. - Poczuł na sobie czujne spojrzenie Benka. - Na koniec, kiedy już wszystkich wyprowadzono na powierzchnię zadzwonił do mnie i powiedział, że na dole znaleziono tajemnicze ciała górników ubranych jakby tam zjechali w czasach kiedy kopalnia nazywała się Heinizgrube. Byli nadgnili ale nie za bardzo. Wywieziono je po cichu do kostnicy.
- Moment, - przerwał mu Benek. - Po jaką cholerę mieliby ukrywać te zwłoki?
- Wtedy, myślałem że chcą się najpierw upewnić czy kopalnia nie dała dupy. - Krystian rozejrzał się po wszystkich. - Rozumiecie? Myślałem, że upewnią się o co w tym wszystkim chodzi i wtedy podadzą to do wiadomości. Ale po tym co powiedział chłopak domyślam się, że ktoś wysoko postawiony w kopalni doskonale wiedział o co chodzi.
- Mówię wam, że to wszystko było zaplanowane i przemyślane. - Wtrącił się Nataniel. - Brak prądu, martwa sieć komórkowa i cała reszta. Przecież trupy by tego nie wyłączyły. Pewnie prędzej czy później wszystko by padło ale sądzę, że dużo później.
- To jakiś pieprzony koszmar. Adaś, co powiesz na drugą butelkę? Nie ogarniam tego na trzeźwo. - Benek spojrzał na pustą butelkę.
- Nie wyglądasz na trzeźwego. - Zauważył Krystian.
- Nie ważne, - obruszył się Benek. - W każdym razie, to się nie trzyma kupy. - Adam postawił nową butelkę i rozlał do szklanek. - Miał być szatan a zostały same umrzyki. Jak to wyjaśnisz? - Spojrzał na Nataniela.
- Wszystko się zgadza, - głos zabrała Natalia, - chodzi o to, że umrzyki są kimś w rodzaju apostołów nowej ery. Właśnie to oznacza ten motyl, którego widzieliście i którego ja mam na ręce. Nowa era. Z tego co ja wiem, żeby szatan zjawił się na ziemi potrzebują księdza... w każdym razie kogoś wyświęconego. Ten człowiek musi zapłodnić umrzyka, który urodzi szatana. Rozumiecie? Taka parodia ewangelii.
- Parodie są śmieszne a to gówno, to czyste szaleństwo. - Adam podniósł szklankę jakby chciał wypić za ich zdrowie. - Przynajmniej mamy dziewięć miesięcy na ciąże...
Adam urwał w pół zdania ponieważ cisze rozdarł przerażający huk. Brzmiało to jak ryk tysięcy zwierząt, giętej stali albo jakby pękło niebo. Dźwięk był niezwykle donośny, mrożący krew w żyłach i z całą pewnością nie mógł być wywołany przez człowieka. Powietrze niemal wyczuwalnie wibrowało, mieli wrażenie, że za chwilę rozerwie im bębenki w uszach. Spojrzeli na siebie zdjęci grozą. Szyby dzwoniły w oknach a z uszu Natalii popłynęła cienka strużka krwi. I nagle wszystko ucichło.
- Boże, co to było? – Krystian szukał odpowiedzi w twarzy Nataniela.
Adam podszedł na miękkich nogach do okna i odchylił ostrożnie żaluzję.
- Kurwa, patrzcie na to.

Podeszli do niego i nie zwracając uwagi na umrzyków, które mogły ich wypatrzeć spojrzeli w niebo, po którym rozlała się niezwykła ciemna purpura, która zdawała się mieć właściwości fosforyzujące. Potworne apokaliptyczne niebo zawisło złowrogo nad ich głowami poprzecinane sino szarymi chmurami. Ten widok budził grozę. Wyglądało obco jakby w jednej chwili znaleźli się na innej planecie.
- Szach i mat. - Rzucił Nataniel.
- Co ty pieprzysz? - Adam spojrzał podejrzliwie na chłopaka.
- Mówię tylko, że właśnie narodził się antychryst. I nie chcę nikogo martwić ale ciąża będzie trwała sześć dni, sześć godzin i sześć minut.
- Wiedziałem, że powiesz coś w tym stylu. – Adam wychylił szklankę z którą podszedł do okna.


32


Poranek niczym nie różnił się od ostatniej nocy. Ciemne purpurowe niebo nie zmieniło się ani na jotę. Wciąż sączyła się z niego złowroga łuna karmazynowego światła, która sprawiała wrażenie jakby świat skąpany był we krwi. Ten nowy rodzaj mroku miał już zagościć na wieki. Krystian nie spał dobrze. Zresztą kto mógłby spać po tych wszystkich rewelacjach? Jak to powiedział Nataniel, nastała nowa era. Nowy porządek w którym zdawało się nikt nie uwzględnił miejsca dla ich siódemki.
Zdawał sobie sprawę, że i tak zbyt dużo czasu spędził z nowymi znajomymi. Już dawno powinien był pojechać do swojej żony. Sprawdzić czy wszystko u niej dobrze. Ponieważ całe to bagno zaczęło się wieczorem, Grażyna powinna była być w domu. Czuł, że to życzeniowe myślenie ale uczepił się tej myśli. Problem polegał tylko na tym, że na samą myśl opuszczenia tego domu wpadał w panikę. W dodatku po wczorajszym whisky bolała go głowa. Wypił niewiele ale nie miał w tej kwestii żadnej praktyki. Spojrzał w niebo i poczuł jak przeszywają go ciarki. Wyobraził sobie jednak Grażynę, która być może siedzi w domu zabarykadowana, samotna. Jak ona musi się czuć?
Najchętniej odjechałby nie mówiąc nikomu ani słowa. Wiedział, że mogliby go przekonać żeby został a wtedy straciłby dla siebie jakikolwiek szacunek. Wyszedł na zewnątrz, tym razem mroźne powietrze wpłynęło na niego orzeźwiająco. Zajrzał do garażu. Stał tam czarny dżip wrangler z czterolitrowym silnikiem. Uśmiechnął się pod nosem. To było podobne do Benka. Zamknął garaż i wszedł do domu. W takim razie może z czystym sumieniem zabrać jeden samochód. Wciąż mają dwa dla siebie. Zdecydował, że obudzi Nataniela. Tak będzie najłatwiej. Po pięciu minutach już go nie było.
Oprócz tego, że Krystian opuścił ich kolejny dzień w domu przy ulicy krzyżowej minął względnie spokojnie. Sabina obserwowała Krystiana i widziała jego wewnętrzną walkę. Rozumiała go doskonale. Nawet to, że wolał zniknąć kiedy wszyscy jeszcze spali. Jej zdaniem to tylko potwierdzało, że było to dla niego znacznie trudniejsze niż wydawało się to jej mężowi czy komukolwiek z nowych lokatorów. Niepokoił ją natomiast fakt, że Benek coraz częściej sięgał po alkohol. Bywał rozdrażniony i coraz trudniej było im ze sobą rozmawiać. Nie kochali się od czasu kiedy wrócili po przygodzie z Teresą. Na jej wspomnienie przeszły ją ciarki.


33


Benek palił papierosa na zewnątrz. Patrząc w niebo nie był w stanie określić pory dnia. Równie dobrze mógł być poranek jak wieczór czy noc. Niebo nie zmieniło się od kilkunastu godzin. Wciąż ten sam ciemny krwisty kolor budzący grozę i niepokój. Według jego zegarka dobiegał wieczór. Krystian zniknął rano i nawet się nie pożegnał. Benek zastanawiał się dlaczego. Zaczął się zastanawiać również nad tym czy zaproponowałby mu pomoc w odnalezieniu żony. Ostrożnie zerkał ponad ogrodzeniem ale w pobliżu nie było umrzyków. Najbliższa grupa znajdowała się kilkadziesiąt metrów dalej. Wyrywali sobie z rąk ochłap mięsa, którego pochodzenia Benek nawet nie starał się domyślać. Może to dobrze, że zniknął bez słowa? Zaciągnął się głęboko i spojrzał na Adama, który właśnie wyszedł z domu.
- Zimno. – Zagaił tamten splatając ręce na piersi.
- To może coś dziabniemy? Tak na rozgrzewkę? – Benek wyjął z kieszeni kurtki butelkę bolsa.
- Co mamy nie dziabnąć? – Uśmiechnął się szeroko klepiąc się po kieszeniach kurtki w poszukiwaniu papierosów.

Obserwowali widok za ogrodzeniem, pociągając przy tym z gwinta. Wódka rozgrzewała ich i sprawiała, że jakoś łatwiej było znieść ten cholerny areszt domowy jak zwykł nazywać tą sytuację Benek. Butelka nie była pełna i szybko została opróżniona. Benek poszedł po nową i po chwili wrócił z Natanielem. Podał wódkę Adamowi a następnie wyjął z kieszeni trzy literatki z chytrym uśmiechem.
- Jak już rozpijać młodzież, to kulturalnie. - Zażartował ale chłopak nie wyglądał na rozbawionego.
- Pij, młody. Możesz już nie mieć okazji. - Benek zachęcał Nataniela dość natarczywie, chłopak wyczuwał, że coś wisi w powietrzu. Nie podobało mu się to dziwne spotkanie na mrozie.
Chłopak wziął drobny łyk ale natychmiast się zakrztusił i rozkasłał.
- Pijesz jak cipa. – Rzucił Adam i charknął głośno plując pod swoje nogi.
- Nie rób cyrku, - odezwał się Benek, - pij kurwa jak facet.
- O co wam chodzi? – Spojrzał na nich niepewnie czując, że ich stosunki są ostatnio dość napięte a wódka w całej tej sytuacji z pewnością im nie służy. Zmusił się do wypicia wszystkiego co miał w szklance. Miał wrażenie, że zwymiotuje.
- Ciszej bo się zlecą twoi kumple. - Benek nie mógł się powstrzymać ale te docinki sprawiały mu dziwną satysfakcję.
Nataniel miał już zaprzeczyć, że to przecież nie są jego koledzy ale ostatecznie powstrzymał się. Wiedział, że to nie ma sensu. Od kiedy opowiedział im historię o sekcie czuł, że obwiniają go o to co się stało. Adam rozlał kolejkę więc chłopak pokornie wystawił swoją szklankę. Zmusił się do wypicia całej. Z ulgą przyjął, że jego towarzysze tym razem postanowili zrobić przerwę na papierosa.
- Wygląda na to, że nic już nie stanie na przeszkodzie twoim kumplom z sekty. – Zagaił Benek.
Chłopak wziął głęboki wdech. Był już zmęczony tym napięciem, agresją, którą wyczuwał szczególnie od Benka. Wypił również trochę wódki, uznał że pora z tym skończyć. Nie będzie tak stać i wysłuchiwać uszczypliwych uwag.
- Słuchaj, nie wiem o co ci chodzi ale to nigdy nie byli moi koledzy. Tłumaczyłem ci już...
- Ta... - Wpadł mu w słowo Benek. - Pamiętam. Twój kutas cię tam zaprowadził.
Adam zaśmiał się ale widząc stężałą minę Benka zrozumiał, że to nie miał być żart. Dostrzegł w nim pewną niepokojącą zmianę. Dotychczas sam nie był tego pewny. Teraz zrozumiał, że stało się to od kiedy niebo uległo piekielnej metamorfozie.
Adam początkowo nie zwracał uwagi na zachowanie Benka ale zaczął mu się przyglądać uważniej. Wyczuwał, że zaszła w nim jakaś dziwna zmiana. Jakby nie był sobą. Od chwili kiedy chłopak wyspowiadał się ze wszystkiego, Benek stał się milczący i unikał towarzystwa. Teraz sprawiał wrażenie jakby szukał zaczepki za wszelką cenę. W ocenie Adama nie wyglądał na faceta, który prowokuje kłótnię z kimś o wiele od siebie słabszym i mniejszym. Nagle zdał sobie sprawę, że coś wisi w powietrzu.
- Napijesz się? – podsunął butelkę pod szklankę Benka i nalał mu niemal do pełna. – Coś cię gryzie?
- Tak, gryzą mnie pierdolone trupy. Rozejrzyj się kurwa. – Benek wybuchnął, niebezpiecznie podnosząc głos o kilka tonów.
- Hej, stary. Siedzimy w tym gównie wszyscy, pamiętasz?. Myślisz, że po mnie to spływa?
- Gówno. – Rzucił Benek po czym wypił jednym haustem całą szklankę wódki.
Nataniel przyglądał im się zaniepokojony choć odetchnął z ulgą, że Adam odciągnął nieco uwagę Benka od jego osoby. Czuł, że zanosi się na niezłą awanturę.
- Co jest? – Adam w pośpiechu zapalił papierosa. – Chyba nie zaczniemy sobie skakać teraz do oczu? Przecież obydwaj wiemy, że nawet gdyby młody poszedł z tym na policję i powiedział, że ktoś chce ściągnąć nam na karki szatana to jak myślisz, co by z nim zrobili? Pewnie skończyłby w wariatkowie.
Chłopak nie odezwał się ale przytaknął Adamowi. Widział kilka razy szefa wojewódzkiej komendy na ich spotkaniach.
- Gówno mnie to wszystko obchodzi. – Rzucił Benek tym razem nieco ciszej. – Nie pisałem się na żadne czary mary. Nie godziłem się na to całe gówno wokół. Pieprzonych umrzyków i purpurowe niebo, brak prądu i wody. Mam tego wszystkiego dość.
- I co zamierzasz z tym zrobić? – Zapytał Adam prowokacyjnie w międzyczasie wyrywając Benkowi butelkę i nalewając sobie do szklanki.
Nataniel zastanawiał się czy mógłby ich zostawić, zejść im z oczu kiedy nagle Benek spojrzał na niego.
- Mówiłeś, że mamy sześć dni zanim urodzi się antychryst w ludzkim ciele?
Chłopak patrzył na niego i powoli skinął głową.
- Więc jest jeszcze czas, żeby coś z tym gównem zrobić.
- Niby kurwa co? – Adam skrzywił się po przełknięciu wódki. – Pójdziesz do nich i zaprotestujesz? Bo ty się na nic nie godziłeś? Poskarżysz się, że nikt nie omówił z tobą planów zagłady?
- Nie, po prostu wyskrobię szmatę, która nosi to ścierwo.
- Jeśli nie wykończą cię umrzyki, Oni to zrobią. – Odezwał się Nataniel.
- Tak? Załóżmy, że będziemy siedzieć na dupach przez ten czas. - Na szyi Benka pojawiła się żyła. - Jak myślisz, co się stanie jak będzie po wszystkim? Zostawią nas w spokoju za to, że się nie mieszaliśmy?
Po tych słowach nastąpiła cisza. Nikt się nie odezwał nawet słowem. Odgłosy umrzyków stawały się coraz wyraźniejsze, nie mieli tam już nic do szukania. Benek zerknął na butelkę. Była w niej jeszcze wódka więc wepchnął ją do kieszeni. Spojrzał na chłopaka i zapytał.
- Wiesz gdzie ich można szukać?
- Bliżej, niż ci się wydaje. - Odpowiedział enigmatycznie Nataniel.
- Stąpasz po cienkim lodzie. - Benek wycelował w niego palec.
- W kościele świętej Małgorzaty.
- Kurwa, przecież to rzut beretem. - Adam miał wrażenie jakby skurczyły mu się żyły.
- W porządku, - gospodarz nieco się uspokoił. - I pamiętajcie, ani słowa Sabinie. Nikt nie musi nic więcej wiedzieć.

Po tych słowach nastąpiła cisza. Odgłosy szwendających się umrzyków stawały się coraz wyraźniejsze więc wrócili do domu. Nie odzywali się do siebie. Sabina szybko wyczuła, że coś się stało. Jednak żaden z nich nie chciał o tym rozmawiać. Była zła ponieważ wyczuła alkohol. Nigdy nie lubiła kiedy jej mąż był pijany. Jeszcze kilka lat wcześniej zdarzało mu się zachowywać agresywnie po wódce. Myślała, że mieli to już za sobą. Zdecydowała się dać mu spokój.



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -