Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




WSZYSTKO PŁONIE

Janet nazwisko

Wszystko płonie… Nie, to niemożliwe… Wszystko umiera…
Boże… Pomóż… Nie… Co się dzieje…
Pomocy, niech ktokolwiek mi pomoże…
Jak może mnie nikt nie słyszeć?
No jasne… Przecież cały świat właśnie rozpada się w pył…
Dym przeszkadza krzyczeć, krztuszę się, oczy łzawią, z jakiego znowu powodu? Ciągle z innego, ciągle mam nowy, ciągle nowe istnienie ginie na tym świecie, na tej planecie, co się dzieje, czy to koniec świata? Tak to wygląda… Padam na kolana przed tyloma nieszczęściami naraz…
Boże, uratuj, błagam! Bo jeszcze chwila i ja będę kolejnym trupem, dymiącym na górze szczątków moich bliskich piętrzącym się na nadpalonym betonie obok mojej bosej stopy… Ten ofiarny stos dla Boga… On sięga aż po niebo, ciemne, ogarnięte pyłem niebo… Tyle tu tych ludzi… Którzy już utracili swoje życie, utracili wszystkie marzenia, plany, utracili cele… W jednym momencie można skasować całą osobowość, tyle myśli, tyle problemów i radości, tyle cech, można zniszczyć coś tak ważnego dla tak wielu, cały charakter, osobowość, coś tak skomplikowanego zawartego w czymś tak niewielkim, jak człowiek…
Czym jestem? Czymś, co można zmieść za pomocą jednego przycisku, jednego rozkazu wydanego przez Boga… Ustami jakiegoś wojskowego, który nawet mnie nie zna… Nie wie o mnie nic…
Obracam się… To, co widzę wszystko naokoło siebie… Nie mam sił, by krzyczeć, choć chcę tego tak bardzo, tak mocno, bo obraz, który widzą moje oczy, jest zbyt nie do opisania… Czuję, że zaraz dostanę przez to obłędu, ale pozwalam swojemu umysłowi już oszaleć, tak będzie prościej… Ból rozrywa moją klatkę piersiową, czuję się, jakbym sama umierała, zapadam się, a mimo to mam obraz siebie, jakby moja dusza oddzielona już była od ciała, widzę swoje ciało, stojąc obok, patrzę w swoje przerażone oczy, zdumioną twarz, oglądam swoje zniszczone ubranie, wychudzone ciało i nagle powoli zaczynam czuć, jak się unoszę, obserwuję teraz horror, który otacza moją sylwetkę, widzę z góry obraz zniszczeń, patrzę, jak rozpadają się budynki, wodzę wzrokiem za jakąś dziewczynką uciekającą z płaczem przed ogniem, krzyczącą histerycznie imię swojej matki, martwej najpewniej, jak wszystko, co tu jest… Jak ludzie, zwierzęta, domy, sklepy, jak teatr, otwarty przez moją ciocię marne trzy doby temu… Co się dzieje? Boże, pomóż nam, błagam, nie zostawiaj teraz! Gdzie teraz jesteś! Ślę Ci w myślach list w każdej sekundzie tego koszmaru… Proszę, pomóż mnie, temu zmarłemu chłopcu, który leży obok mnie, pomóż mojej rodzinie, których ciała nagle zaczęły się rozpadać na moich oczach i odleciały z powodu odrzutu wraz z moim domem, mam przed oczami tę scenę i w myślach ten dźwięk upadającej na ziemię reklamówki z zakupami, a wszystko to dzieje się w zwolnionym tempie, pocisk powoli płynie w stronę budynku, ludzkie twarze stopniowo przybierają wyraz paniki, głowa mojej matki obraca się wolno w moją stronę, ona krzyczy, jej oczy są teraz spanikowane, łapie się za ramę okna i krzyczy, krzyczy, krzyczy z całych sił, to bezsilne wołanie o pomoc wciąż rozbrzmiewa w mojej głowie, te oczy ciągle na mnie patrzą, a ten wzrok krzyczy głośniej, niż usta i najchętniej zamieniłabym się z nią wtedy na miejsca, by nie musieć nigdy widzieć śmierci ani jej, ani mojego ojca, który dzisiaj rano z taką pasją opowiadał o osiągnięciach militarnych swojego sztabu, a teraz miał nieszczęście doświadczyć ich na własnej skórze, stać się ofiarą czegoś, co nazywał niezwykłym osiągnięciem w historii wojska, teraz się rozpadał na części, umierając wskutek czegoś, co sam wcześniej skonstruował, teraz jego ciało oderwało się od ziemi i roztrzaskało o framugę oka, na którym opierał się, kiedy chciał zawołać mnie po imieniu, widzę jego zaskoczone oczy, widzę szok malujący się na jego twarzy, słyszę wołanie o pomoc… Słyszę trzask i już wiem, że wydaje go dźwięk łamanych kości i czuję swąd i wiem, że pochodzi on z palonych ciał poszkodowanych… Biegnę… Co sił w nogach, biegnę, choć wiem, że to już nie ma znaczenia, bo nie ma już budynku, w którym mieszkałam od urodzenia, w którym spędziłam tyle cudownych chwil, w którym pierwszy raz pocałowałam chłopaka, w którym mój tata oświadczył się mojej mamie, do którego przyniosłam tyle dobrych stopni, nie ma już domu, do którego zawsze chciało się wracać… Słyszę pełen przerażenia wrzask kobiety, która razem ze mną ogląda tę scenkę i wiem już, że coś się zmieniło… Coś się zniszczyło, że coś właśnie z tej sekundzie mojego życia, w której spadł pocisk, umarło i czuję, że to było moje życie i życie wszystkich moich bliskich, że już nigdy moje serce nie będzie mogło bić normalnym rytmem, że te dźwięki nie umilkną nigdy, a obraz rozlatującego się budynku, w którym spędziłam całe moje dzieciństwo nigdy nie zniknie mi sprzed oczu… I że to już koniec…
Ludzie łapią się za różne części ciała i umierają, wszystkie budynki się walą, asfalt odrywa się od podłoża, masy ciał leżą pokotem na zniszczonej drodze, czy to moja droga? Możliwe, bo ona również się rozpada i właśnie powoli zaczyna kończyć… Zaraz zobaczę urwisko, na którym kolejne istnienie się skończy, choć tym razem nie będzie nawet bliskich, którzy by potem rozpaczali… Co ja gadam, nie będzie już nawet świata, w którym oni by mogli żyć…
Co się w ogóle właśnie wydarzyło?
Nie wiem, ale coś naprawdę strasznego…
Bo inaczej po co Bóg obwieściłby koniec świata?
Co zrobiliśmy? Za co muszę tak cierpieć? Po co to wszystko? Czy nie mogłabym normalnie żyć?...
Co takiego zrobiłam w tym życiu?... Zawsze starałam się być miła, pomocna, bo tak mnie uczono, że potem Bóg mi to wynagrodzi… Czy to w takim razie moja nagroda?
Panie… Ja nie chcę jej w takim razie… Panie, oszczędź mnie, oszczędź nas wszystkich od tej nagrody w takim razie…
Płacz niszczy moje oczy… Szloch rozrywa mi gardło, a przy okazji i serce, moje oczy nie mają już łez, by pomieścić ten cały żal… Proszę, Boże, odbierz mi moją nagrodę… Panie…
Przecież ja jej nie chcę…
Ostatnią rzeczą, jaką oglądają moje oczy, jest coraz bardziej przybliżająca się do mnie ściana z płonących cegieł, po krótkiej chwili ten mur przysłania mi cały świat… I wiem już, że oto Bóg wysłuchał moich błagań… Upadam…
Nie przypuszczałam, że można wyczekiwać śmierci…



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -