Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Powrót taty

Krzysztof Gonerski

Bardzo kocham mojego tatę. Mój tata ma na imię Jurek i kontroluje budowy różnych domów. Przez to często musi jeździć po całym kraju i to nawet bardzo daleko. Bardzo wtedy tęsknię, bo tata spędza ze mną dużo czasu: odrabia lekcje, gra w gry na komputerze, jeździ na rowerze i w ogóle...Chociaż teraz więcej czasu spędza z moją młodszą siostrą, Julką. Jak wraca, to zawsze przywozi nam dużo prezentów, chociaż Julce przywiózł ostatnio więcej. Mój kolega z klasy, Rafał mówi, że małe dziewczynki dostają więcej prezentów, bo rodzice bardziej je kochają. Ale ja mu nie wierzę. On jest zazdrosny, że mam takiego fajnego tatę. Tata Rafała nie ma dobrej pracy i pije dużo wódki. Moja mama mówi, że on jest de...dege..dergeratem...czy jakoś tak i bardzo się martwi o Rafała i jego rodzeństwo. Mama raz nawet zaprosiła Rafała na obiad, ale on potem już nie chciał do nas przychodzić...Moja mama też jest fajna, ale tata mówi, że kobiety trzeba trzymać krótko...Nie wiem co to znaczy, ale czasem mama płacze z powodu taty. Rafał powiedział mi potem, że to znaczy, że kobietę trzeba zbić jak jest nieposłuszna. Ale pewnie mnie okłamał, bo jak uderzyłem Julkę, bo mi popsuła myszkę od komputera, to tata dał mi klapsa i powiedział, że nie wolno bić dziewczynki. A przecież dziewczynka to taka mała kobietka, prawda?...Więc już nie wiem?
W każdym razie moją mamę też kocham. Ma na imię Irena jest bardzo fajna. Tylko raz na mnie nakrzyczała, gdy popchnąłem Julkę. Ale to było niechcący a mama była zdenerwowana. Moja mama pracuje w przedszkolu i zajmuje się takimi małymi dziećmi jak Julka. One dopiero uczą się pisać i czytać Ja już umiem, bo chodzę do drugiej klasy. Nazywam się Michał, ale mama i tata mówią do mnie Michaś. Raz, jak tata był zły na mnie, to powiedział do mnie "bękart". Spytałem się Rafała co to znaczy, a on odpowiedział, "że nie jestem dzieckiem starego". On wie, bo jego tata tak często krzyczy na niego i na jego siostry i braci. Ale coś musiało mu się pomylić, bo ja przecież wiem, że tata jest mój i że mnie kocha... A teraz muszę iść spać, ale i tak pewnie nie zasnę. Mama mówi, że tata przyjedzie w nocy a może rano. Już nie mogę się doczekać...

Irena wpatrywała się bez większego zainteresowania w ekran telewizora. Nie pamiętała nawet tytułu filmu, który oglądała. Coś o matce, której zabrali jej syna, bo wpadła w alkoholizm, ale wyleczyła się z nałogu i teraz chciała odzyskać dziecko... Ogarniała ją coraz większa senność, bo miała pracowity dzień, a trudno było jej się przyzwyczaić do zasypiania bez męża. Co prawda jej mąż, Jerzy, ostatnimi czasy, zwykł spędzać noce poza domem, ale przyzwyczajenie ma niekiedy niezwykłą moc. Puste lóżko i kochana osoba gdzieś, nie wiadomo gdzie...Tak się nie dało spać.
Gdzie był jej mąż? W Katowicach kontrolował budowę jakieś hali widowiskowej. Ale to wszystko co wiedziała. Czasem irytowała ją tajemniczość małżonka, który wszelkie dociekliwe pytania Ireny kwitował tym samym powiedzeniem: "I tak by cię to nie interesowało".
No, właśnie! Ta jego wszechwiedza. Zawsze wiedział najlepiej, czego pragnie, co ją interesuje i czego potrzebuje. Najpewniej wybierałby jej szminki! Irena była uległą osobą, ale znała granice swojej uległości, co nie zawsze podobało się Jerzemu. A on lubił mieć racje i być nieomylnym. Ale gdy żona mu się sprzeciwiała, nie stosował argumentu pięści, tylko trzaskała drzwiami i znikał na długie godziny, zostawiając ją płaczącą. Najgorsze było to, że drzwi trzaskały z najbardziej błahego powodu: zmęczone "co" zamiast grzecznego "słucham", nieuważne spojrzenie, gdy o czymś opowiadał, a nawet zbyt gwałtownie postawiony talerz na stole, gdy był zmęczony...Życie z Jerzym przypominało spacer po polu minowym - nigdy nie można było być pewnym swego następnego kroku...Nie pozostawało więc nic innego jak schodzić mu z drogi, ale w jednym nie ustąpiła. A kobiecy upór potrafi być niezłomny i nawet on musiał pogodzić się z tym, że pewne sprawy pozostają poza jego kontrolą. Ale w zamian mówił o sobie jeszcze mniej, a ich pożycie seksualne, które zresztą nigdy nie było zadawalające, faktycznie przestało istnieć.
Ech, bywało różnie przez te dziesięć lat ich małżeńskiego związku... Najważniejsze, że Jerzy uwielbiał swoje pociechy. Poświęcał im cały wolny czas, nigdy nie zapominał o ich urodzinach, imieninach czy innych uroczystościach i z każdej delegacji przywoził im jakieś drobiazgi. A Irena - mimo wszystko - wciąż nie mogła bez niego zasnąć.

Chyba musiała się zdrzemnąć, ale miała prawo być zmęczona. Najpierw dzieciaki w przedszkolu, potem dzieciaki w domu, potem zakupy, potem obiad...a jeszcze przygotować trzeba się na jutrzejszy dzień do pracy z maluchami. Całe szczęście, że jutro rozpoczyna zajęcia w południe, chociaż to i tak w niczym nie złagodzi przykrego uczucia niewyspania. Ale w pustym łóżku i tak by nie zasnęła...Nie lubiła tych durnych delegacji Jerzego!

Film dawno się skończył a na ekranie telewizora pojawił się prezenter wiadomości, który z poruszoną miną i ożywionym tonem relacjonował kolejną zbrodnię dokonaną dziś w wieczorem przez nieuchwytnego seryjnego mordercę zwanego "Młociarzem", bo zwyrodnialec miał w zwyczaju młodym kobietom masakrować motkiem głowę (po uprzednim ich skrępowaniu i zgwałceniu).
Dłoń Ireny szybko powędrowała w stronę leżącego na stoliku pilota. Tego rodzaju historie, przeszywały ją dreszczem grozy i obrzydzenia, a co najgorsze śniły się jej się potem jakieś koszmarne historie. Jerzy natomiast, gdy zostawał na miejscu, nie przepuszczał żadnego programu poświęconego zbrodniom i zbrodniarzom. Tłumaczył Irenie, że trzeba pamiętać, iż człowiek ma też ciemną stronę swojej natury...
Przełączyła na inny kanał, ale akurat natrafiła na środek filmowej strzelaniny, zmieniła więc na kolejny- tym razem jakaś powabna blondynka pozbywała się odzieży wykrzywiając twarz w dziwacznych grymasach niby-pożądania. Przełączyła na następny, ale było jeszcze gorzej - wciśnięta w garnitury i eleganckie krawaty grupka polityków nieelegancko przekrzykiwała się nawzajem, a prowadzący program dziennikarz próbował ją bezskutecznie uciszyć.
"Dość" pomyślała, zniechęcona do reszty i wyłączyła telewizor. Zapanowała cisza, niemal błoga i zapraszająca do snu, który z ociąganiem zbliżał się do niej. Irena sięgnęła po książkę znajdującą się na stoliku. Iza, koleżanka z pracy, zachwalała ją tak bardzo, że nie wypadało jej nie przeczytać. I rzeczywiście, w zachwycie koleżanki nie było zbytniej przesady. Irena czytała ze zainteresowaniem, bo egzotyczna i wstrząsająca historia o tym jak ciężko żyło się młodym Chinkom na przełomie XIX i XX wieku, mogła wciągnąć. Akurat zbliżała się do najbardziej drastycznego momentu - krępowania stóp małym dziewczynkom, zgodnie z szokującym chińskim ideałem urody, gdy zza okna dobiegły ją nasilające się wrzaski grupki pijanych kibiców. Irena i Jerzy mieszkali na pierwszym piętrze, a późnym wieczorem, gdy ustawał uliczny gwar dnia, głos rozchodził się po betonowym osiedlu, z podwojoną siłą. O czytaniu nie było mowy. Przynajmniej dopóki rozbawione towarzystwo nie oddali się odpowiednio daleko. Nawet nie zwróciła uwagi, że kompletnie zapomniała o śnie. Chinki, kibice i... dzieci. Właśnie! Uświadomiła sobie, że okrzyki pijanych miłośników miejscowej drużyny, mogły przebudzić Julkę i Michasia.

Drzwi były lekko uchylone, co stanowiło zgodne ultimatum spokojnego snu rodzeństwa. Gdy tylko Irena albo Jerzy je zamykali, by nie przeszkadzać śpiącym pociechom, za drzwiami rozlegał się płacz Julki i wołanie Michasia, że coś jest pod jego łóżkiem. Oczywiście, to był bezczelny szantaż, ale przecież to tylko małe dzieci, które boją się utraty- chociażby - umownego kontaktu z rodzicami. Delikatnie więc wsunęła się do ich pokoju, i ostrożnie stąpając, podeszła do łóżeczka Julii. Dziewczynka spała z półotwartą buzią, wygięta w dziwacznej pozie i, jak to zwykle czyniła, zupełnie odkryta. Mama, mimo iż wiedziała, że to daremny trud, dokładnie przykryła ją z powrotem kołdrą. Przynajmniej przez jakiś czas nie będzie marznąć.
Podeszła także do łóżka Michasia. Jej syn spał na boku i swoim zwyczajem mamrotał coś przez sen. Pewnie znów wojował z armią lodra Voldemorta albo uciekał przed potworami...Irena lekko zsunęła mu kołdrę na ramiona, którą zaciągnął aż na głowę.
Jedno jednak było pewne - widok smacznie śpiących dzieci świadczył, że ona też w końcu powinna położyć się do łóżka.

Godzinę wcześniej, Michaś przed zaśnięciem, powtarzał jak mantrę;" nie zasnę" i przy piątym powtórzeniu zasnął. Śniło mu się, że wdrapał się na górkę (nienaturalnie wysoką i stromą), przez którą każdego dnia pędził do szkoły. Gdy zbiegł ze wzniesienia (wydawało mu się, że raczej sfrunął), oczom jego ukazał się zdumiewający widok. Wszędzie, gdzie wzrokiem sięgnął, był jego tata, tyle że zwielokrotniony. Jeden z "tatusiów" odezwał się do niego: "A teraz zgadnij, który z nas jest prawdziwy"? Michaś dotknął najbliżej stojącego, ale ten rozsypał się jak piaskowa baka. Dotknął innego, ale stało się z nim to samo. Biegał tak od jednego do drugiego, i każdy z nich zamieniał się w kupkę piasku, a mimo to wcale ich nie ubywało. W końcu rozpłakał się na dobre i krzyczał przez łzy: "Oddajcie mi mojego tatę!" I płakał tak mocno, aż się obudził.

Widniało, gdy Jerzy przekręcał klucz w drzwiach od swego mieszkania. Tym razem delegacja przeciągnęła się do późnego wieczoru i zmuszony był zaczekać na pierwszy poranny pociąg. Ale przynajmniej zdążył, wszystko uporządkować...
Wszedł cicho. Przywitał go panujący półmrok i spokój uśpionego mieszkania. Szybko i sprawnie rozebrał się w przedpokoju. Położył skórzaną, trochę już sfatygowaną teczkę, na szafce z butami. Przez chwilę wpatrywał się w nią nieobecnym wzrokiem, a potem uśmiechnął się tajemniczo na myśl, która nagle przemknęła mu przez głowę. Kiedy wsunął na stopy swoje ulubione kapcie, poczuł wreszcie, że jest w domu.
W dużym pokoju natknął się na śpiącą na kanapie Irenę. Na podłodze leżała książka i koc, który zsunął się z Ireny. Jerzy popatrzył ze wzruszeniem na pogrążoną we śnie żonę. Wyglądała tak niewinnie i słodko... I tak bardzo przypominała jego córkę Julkę - ten sam delikatny typ urody i to samo nieznośne zrzucanie z siebie wszystkiego, czym się ją przykryło. Mimo to podniósł koc z podłogi i okrył nim małżonkę. Zajrzał też na chwilę do dzieciaków. Dopiero wtedy zorientował się, że zapomniał im coś kupić po drodze...Szybko jednak pocieszył się wymyślonym naprędce kłamstewkiem. Powie im, że był zbyt zajęty w czasie delegacji, więc prezenty może im kupić tutaj, na miejscu...Niemniej, to karygodne przeoczenie, zachwiało jego poczuciem całkowitego panowania nad sytuacją i własnym umysłem. A on przecież nie mógł sobie pozwolić na roztargnienie.

Tata miał przywieźć dla mnie jakaś niespodziankę. Wiedziałem bo mama mi zdradziła i prosiła, żebym tacie nie mówił, skąd wiem. Jasne, że nie powiem, ale co to może być....Może nowa konsola, może nowi transformersi, może nowa książką o Harrym Potterze? Nie mogłem się doczekać...Kiedy obudziłem się rano (ale miałem głupi sen! ), tata już był...Nie wiem czemu, ale spał sam w sypialni, a mama w dużym pokoju... Może nie chciał budzić mamy?... Chciałem uściskać tatę, bo jak byłem mały, to robił mi zawsze na powitanie "karuzelę". Teraz mówi, ze jestem za duży i za ciężki i robi "karuzelę" Julce...Nie przywitałem się z tatą, bo może byłby zły, gdybym go obudził...Zresztą, prezenty mogłem sobie sam zobaczyć...Wiedziałem, gdzie tata zostawia teczkę, jak wraca z pracy albo z delegacji. Zostawia ją pod wieszakiem, na szafce z butami...Wiedziałem, że nie wolno było mi do niej zaglądać, pamiętam, że raz nawet nakrzyczał na mamę, gdy chciała mu włożyć kanapki do pracy. Dlatego nie brałem ze sobą Julki, bo ona wszystko by wygadała, chociaż ja tylko chciałem sprawdzić, co mi przywiózł...Teczka była ciężka, ale w środku nie było żadnego prezentu., nawet dla Julki... Tylko jakieś papiery i inne rzeczy.... Zrobiło mi się bardzo smutno i chciałem się rozpłakać, ale gdyby tata się dowiedział, że zaglądałem do teczki, byłby wtedy na mnie bardzo zły... A może to był za duży prezent, żeby go zmieścić w teczce? Może to jest rower, a może deskorolka...no jasne, przecież tata zawsze mi coś przywoził! Chciałem pobiec od razu się go spytać, ale przecież on spał...wróciłem do mojego łóżka, ale nie mogłem się już doczekać, kiedy zobaczę mój nowy rower (albo deskorolkę) i już nie spałem...Ale zaciekawiło mnie, po co tata wozi ze sobą takie dziwne rzeczy...?



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -