Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Polska Masakra Piłą Mechaniczną

Mieszko Pieliński

Historia z którą za chwilę się zapoznacie opowiada o tragedii piątki młodych ludzi. Życie dla nich zakończyło się bólem i makabrą. Tragedię potęguje fakt, że byli dopiero u bram życia. Los chciał jednak aby ich historia wyszła poza fortece śmierci. Dochodzenie policji doprowadziło do odkrycia najbardziej brutalnej, barbarzyńskiej i szokującej zbrodni w historii Polski. Ze względu na podobieństwo do makabrycznych zdarzeń jakie miały miejsce w amerykańskim stanie Teksas na początku lat siedemdziesiątych ten potworny incydent zyskał miano - polskiej masakry piłą mechaniczną.

Stare, pokryte grzybem i pleśnią przegniłe sztachety miast ścian. Zardzewiałe i kruche blachy zamiast dachu. Jedna mała żarówka podwieszona byle jak. Co jakiś czas zajarzyła się słabym światłem. Stęchlizna unosiła się w całym pomieszczeniu, wilgoć jeszcze ten efekt potęgowała. Najgorsze było jednak buczenie owadów. Tego plugastwa, tych hien. Błysk żarówki. Paznokieć prawie odpadł. Błysk. Skóra już pomarszczona i zgniła. Błysk. Gnijąca krtań to dobre miejsce dla robactwa. Błysk. Stara szopa to dobre miejsce dla zwłok. Błysk. Ciało ludzie rozkłada się powoli....

POLSKA MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ

Stary polonez mknął przez zalaną gorącem promieni słońca drogę. W około tylko pola, pola i pola. Stare słupy telegraficzne mijały jeden za drugim. Żar lejący się z niebios był niesamowity. Jedno urozmaicenie krajobrazu – stara tablica informująca, że za 3 km miejscowość Kozie Bory. Kto o niej słyszał? Kto o niej wie? Ot kolejna popegierowska dziura o której ludzkość chce zapomnieć. Temperatura panująca wewnątrz auta była jeszcze większa niż za oknem. Małemu wiatraczkowi podwieszonemu przy lusterku bateria skończyła się już dawno. Radio też już gubi zasięg.
- Do kurwy nędzy! Gdzieś ty nas przywlekł stary.
Artur, pokaźny chłopak zwany Macho we krwi ma zdenerwowanie.
- Posłuchaj co ja ci powiem. Chciałeś dostać się nad wybrzeże najszybciej. Nie dałeś mi czasu na wgląd w mapkę i...
- I schrzaniłeś sprawe człowieku.
Macho i jego stary znajomy Fred zawsze się kłócili. Byle co stanowiło dobry powód Wraz z trójką przyjaciół wybierali się nad wybrzeże do Kołobrzegu. Jednak jak to z młodą krwią bywa. Reakcja bierze górę nad myślą. Szukanie skrótu bez znajomości terenu i mapy kończy się zazwyczaj niemiło...

Elvis jak zwykle pociągał swojego skręta. Przez prawie całą podróż był biernym obserwatorem. Siedzące obok niego Marta i Natalia raczej nie były zadowolone z towarzystwa. Słodki zapach marihuany unosił się z tyłu pojazdu. Przy gorączce jaka panowała było to nie do zniesienia. Fred odkręcił butelkę wody i wziął dwa łyki ale Macha wyrwał mu ją i wylał całą zwartość na głowę. Sytuacje skwitował jak na niego przystało – tępym uśmieszkiem i mrugnięciem oka. Fred grzebał coś przy radiu. Udało mu się znaleźć jakąś stacje. Podkręcił ją. Z głośników popłynęła ciężka, drażniąca zmysły muzyka metalowych basów. Godzina Zero, utwór „Cannibal”. Fred i Macho byli fanami takiej muzyki. Dziewczyna Macho, Marta, sięgnęła do radia i ściszyła je.
- Koniec imperzki panowie
- Co jest skarbie nie?
- Obrzydliwa muzyka
Dodała Natalia. Fred już szykował argumenty na poparcie dalszego słuchania ciężkiej muzyki.
- STÓJ !!!
Elvis skoczył jak porażony prądem. Świszczący dźwięk trących o asfalt opon rozerwał kurtynę ciszy wśród pól. Głuchy huk. Krew na szybie. Postój nieplanowany...

Rozgrzane krople potu spływały z ogolonej na łyso głowy Macho na jego twarz. Cały rozdrażniony chodził tam i z powrotem wokół maski samochodu. Elvis siedział w aucie. Jego twarz malowała odczucie głębokiego szoku. Skręt którego trzymał, upuszczony już dawno wypalił dziurkę w dywaniku. Fred i dziewczyny stali na poboczu. Rozerwany korpus, jakaś kończyna, flaki na masce i krwawa smuga na drodze...
- Stary nieźle nas wpakowałeś...
Komentarz Freda pozostał bez odpowiedzi. Nerwy sprawiały, ze ciało sarny lekko podrygiwało. Macho przykucnął i starał się pozbierać myśli.
- Musimy zobaczyć czy „dziadziunio” ruszy.
Fred przekręcił kluczyk w stacyjce. Silnik skapitulował.
- Cholera...
Cicho wyszeptał Fred.
- O dobre i to!
Dodał włączając wycieraczki które z trudem zmazywały krew i mięso z szyby.
- Słuchaj, stary! Musimy iść do kogoś żeby nas ściągnął do siebie a potem zobaczymy.
Wypowiadając te słowa Macho pokazywał dłonią na jakieś zabudowania w oddali.
- Ok.
Dodał Fred.
- Kochanie jak twoje komóra.
- Spytaj Elvisa.
Elvis grając na komórce Marty rozładował jej baterie. Natalia na chwilkę wyłączyła się z otaczającej ją sytuacji. Rozglądała się. Słońce przypiekało bezlitośnie. Falujące gorące powietrze zniekształcało obraz zboża. Pola były wszędzie wokoło nich. Przytłaczały swym ogromem. Były takie nieruchome. Takie ciche. W oddali lekkie urozmaicenie. Podupadła chatka otoczona polem kukurydzy.
- Mam tu znajomego.... no.... dalszego znajomego
Słowa Natalii wydawały się nieść jakąś iskrę.
- Gdzie? W tym zadupiu?
Ignorancko spytał Fred.
- Tak.
- Trafisz?
Dodał całkiem na poważnie Macho.
- Jasne, ale dawno go nie widziałam.
- Dobra spróbujemy.
Macho groźnie pokazał palcem na Elvisa.
- Siedź tu i nie ruszaj dupy! Jasne?
Elvis skinął głową i zapalił następnego skręta.
Czwórka przyjaciół rozpoczęła poszukiwania, nie ona sama....

- Jak zwie się ten twój ziom?
Spytał Fred.
- Mirek.
- Mirek?
- Odwal się. Kupił kiedyś stary PGR ale słabo mu szło i musiał go sprzedać. Teraz sprzedaje części do maszyn rolniczych... czy coś tam...

- A na tym zadupiu ktoś je kupuje?
- Zamknij się Fred!
Wtrącił się Macho. Wioska wyglądała na martwą. Wszędzie dookoła walały się jakieś rupiecie. Najdziwniejsza wydawała się cisza. Żadnego ujadania psów, odgłosów pracy. Nic. Absolutnie nic. Te niszczejące zabudowania zdawały się przyglądać przybyszom. Te trupy architektury tłamsiły w sobie krzyk. Rozpaczy krzyk i bólu. Fred i Natalia poszli do domu znajomego. Marta i Macho skierowali się w stronę wielkiego betonowego budynku. Dach wydawał się trzymać niewiadomo jaką siłą. Ściany były strasznie obskurne. Wygląd budynku intrygował dwójkę młodych ludzi. Drzwi były uchylone. Na całej ich długości i szerokości znajdowały się ślady brutalnej interwencji ostrym narzędziem. Żelazne drzwi otworzyły się z piskiem, podmuch stęchłego zapachu uderzył w gości. Góra była wprost niemożliwie pokryta pajęczynami. Tynk i resztki farby odpadały odsłaniając czerwone cegły. Na podłodze walały się worki, widły, łopaty i słoma. Po lewej stronie znajdowały się oddzielone zardzewiałymi prętami zagrody. Budynek kiedyś oborą. Marta przejechała dłonią po ścianie na której widniały dziwaczne ślady. Jakby ktoś ostrym narzędziem przejechał po niej. Zatrzymała swą dłoń w miejscu które pokryte było czerwoną farbą. Jednak farba tak nie wyglądała. Ciepło i mrowienie przeszyło ciało dziewczyny jak prąd o sile kilkunastu wat. Odrętwiałymi i przerażonymi oczami spojrzała w dół. W stogu siana leżał jakiś przedmiot. Był to but. Siano wokół niego było czerwone. Na pewno nie od wylanej farby. Macho usłyszał szczęk łańcucha, spojrzał w górę. Na haku zawieszona była zgniła głowa krowy. Patrzył w jej martwe, rozkładające się oczy jak zahipnotyzowany. Chwycił Martę za rękę i cicho wyszeptał:
- Ochoćmy stąd
Marta wpatrzona w but a Macho w głowę, oboje opuścili zabudowanie które zdawało się widzieć więcej aniżeli na takie wyglądało...

Puk, puk. Najwyraźniej nikogo nie ma w domu. Fred z przyjaciółką nadaremnie dobijali się do drzwi. Mirka nie było, a w raz z nim nadziei. Oboje usiedli na schodach prowadzących do domu i czekali na Martę i Macha. Wszystko wokoło zdawało się ich obserwować. Wszystko wokoło było duszne i ciężkie...

Czy to zboże żyje? Ma jakiegoś swojego ducha? A może to zioło działa? Elvis wpatrywał się w kołyszące się kłosy. Kto może mieszkać w tej chacie tam w polu kukurydzy? Głuchy chrupnięcie. Odłamki czaszki wpijają się w mózg. Ostre wibracje rozeszły się wzdłuż kręgosłupa po ciele. Rozgrzany asfalt potrafi mocno obedrzeć policzek. Rzut okiem na przeznaczenie. Łup! Młotek to dobre narzędzie. I film się urywa. Polska gościnność nie zawsze jest taka jak mówi przysłowie...

Słońce kuło swymi promieniami w oczy pełne krwi. Dookoła tylko kłosy zboża. Sparaliżowana głowa bezwładnie odbijała się od walających się kamieni. Ręce równie bezwładne szurały po ziemi, ciągnąc się za wleczonym ciałem. Ale spokojnie. Już niedługo będziemy w domu.

- Co jest?
Rzucił Fred na widok dwójki swych przyjaciół.
- Co wyście tam robili?
Natalia szturchnęła go.
- I co jest ten twój znajomy?
- Nie, nie ma. Ale tam jest jakaś chatka i wydać dym z komina więc chyba ktoś tam jest.
- Co za idiota w taki gorąc pali w piecu?

- Dobra ja z małą pójdziemy a wy idzie do auta.
Macho z dziewczyną udali się w stronę chatki a Fred z Natalią do rozbitego samochodu. Nie spieszyli się zbytnio bo w aucie siedział Elvis. A poza tym, co mogło by mu się stać na takim pustkowiu...

Słodkawa lepka ciecz spływała po całej twarzy. W głowie dudniło i huczało. Myśli zmieniły się w chaos. Krew powoli spływała z ciała do głowy. A ta z ran kapała do misy. Silny węzeł na nogach trzymał Elvis zawieszonego głową w duł. Oczy miał zalane krwią ale zdołał się rozejrzeć. Znajdował się w drewnianym pomieszczeniu ze starym piecem. Część była wyłożona poczerniałymi z brudu płytkami. To musiała być kuchnia. Powietrze przesiąknięte było słodkawym mdłym zapachem czegoś co gotowało się w wielki zardzewiałym garnku. Moc skupiania uwagi miała jedna rzecz. Na stole przy drzwiach leżała wielka piła mechaniczna. Elvis poczuł, że nie jest sam. Ktoś podszedł do niego. Był wysoki i z lekką nadwagą. Miał na sobie kuchenny fartuch. Piękna niegdyś tkanina teraz kleiła się od brudu. Pokryta była czarną, zastygłą krwią. Elvis z wysiłkiem spojrzał na twarz oprawcy. Była odpychająca. Pozszywana grubą dratwą maska z skóry. Z otworów spoglądały pełne pustki i szaleństwa oczy. Na dłoniach rękawiczki też z skóry. W jednej z nich trzymał lekko zardzewiały nóż. Jednym machnięciem rozciął tętnice. Krew szybkim i pulsującym strumieniem spływała do misy. Ciało przed przygotowaniem trzeba pozbawić krwi...

Dwójka młodych ludzi zbliżała się do swego unieruchomionego auta. Krew i ciało zwierzęcia już zastygło na masce samochodu. Zapach padliny był odczuwalny z daleka. Dzikie ptactwo jak afrykańskie sępy krążyły w przestworzach zwabione zapachem. Natalia zajrzała do wnętrza. Elvisa ani śladu. Na fotelu widniały ślady krwi i niedopalony skręt. Fred w milczeniu wskazał na krwawy ślad wiodący w kierunku pola. Zboża były ugięte, wyglądało jakby ktoś pośpiesznie albo z trudem przez nie przechodził. Para zakochanych doszła do starego domu. Z dala już dobiegał do ich nozdrzy odpychający, obrzydliwy zapach zgnilizny. Dobiegał on z rozwalającej się szopy. Miejsce wyglądało jak skansen. Na ziemi walały się różnorakie narzędzia. Ale szczególną wymowę miała potężna siekiera wpita w zakrwawiony pniak. Kukurydza szumiała od podmuchów delikatnego wiatru. Marta weszła po schodkach w prowadzących na zadaszony podest. Deski podtrzymujące daszek obwiązane było zwierzęcymi kośćmi. Na drzwiach wisiała zasuszona świńska głowa. Na reszcie drzwi wisiał gobelin. Skóra jednak nie była zwierzęcia. Z ust Marty uciekł krzyk przerażenia. Macho stał wśród kukurydzy. Załatwiał właśnie potrzebę fizjologiczną gdy usłyszał głos swej dziewczyny. Marta powolnym krokiem oddalała się od drzwi. Ciężkie kroki wojskowych butów zmroziły krew w żyłach. Ciało w takiej chwili zastyga. Groźny warkot. Drzwi uderzone silnym kopniakiem o mało nie wypadły z zawiasów. Z kłębów spalin wyłoniło się wirujące ostrze biły mechanicznej. Marta z krzykiem na ustach padła na ziemię. Suchy piach dostał się do jej ust. Szaleniec z piłą uniósł narzędzie nadchodzącego przeznaczenia i uderzył w dziewczynę. Ta zdążyła podnieść się i ruszyła w kierunku kukurydzy. Wirujący łańcuch wgryzł się w glebę wzbijając tumany kurzu. Opętaniec ze skórzaną twarzą rozpoczął morderczy pościg. Macho słysząc rozpaczliwe wrzaski narzeczonej ruszył jej z pomocą...

Sztywne łodygi kukurydzy raz za razem smagały ciało Marty. Straszliwe jęki piły maszynowej dodawał jej siły by biec dalej. Uniki nic nie dawały. Przeznaczenie zbliżało się z każdym krokiem. Łodygi nie miały żadnej szansy ze stalowym łańcuchem. Padały jedna za drugą. Macho nie umiał się zorientować w sytuacji. Warkot silnika zdawał się dobiegać ze wszystkich stron. Ruch łodyg! To on! Macho rzucił się na oprawce. Stal jak nóź w masło przeszywa mięśnie, kości i ścięgna. Odcięta kończyna spada na ziemię. Wije się jak wąż na wszycie strony. Zalany we krwi Macho upada. Krople lepkiej krwi skraplają się z ostrza. Skórzana Twarz zostawił go w agonii. Wyglądał na łykowatego. Marta potykała się raz za razem. Brutalna rzeczywistość nie dała jej żadnej szansy. Potężne uderzenie Skórzanej Twarzy powala dziewczynę na ziemie.
- Słyszałeś?
- Tak!
Bez opamiętania Fred i Natalia pobiegli przez pole wprost do paszczy śmierci...

Promieniujący ból przywrócił świadomość Marcie. Strumień krwi siknął jej w twarz. Skórzana Twarz przybił jej dłonie gwoździami do krzesła. W usta wsadzoną miała kość związaną z tyłu głowy sznurem. Będąc w głębokim szoku rzucała spojrzenia na wszytko wokoło. W sąsiednim pomieszczeniu ujrzała obdartego ze skóry człowieka wiszącego głową w dół. Skórzana Twarz podszedł do stołu. Promienie słońca odbiły się od wielkiego tasaka. Marta spojrzała w twarz oprawcy. Przeżyła jeszcze większy szok. Kanibal maił na twarzy maskę zrobioną z twarzy Elvisa. Ostre narzędzie wbiło się w ciało dziewczyny. Ofiara chciała krzyczeć ale bezskutecznie. Natalia i Fred weszli na teren samego diabła. Wykrzykując imiona przyjaciół popełnili duży błąd...

Natalia podeszła do drzwi. Skórzana Twarz wyskoczył przez nie. Dziewczyna upadła. Opętany szałem mordowania Skórzana Twarz uniósł piłę w górę, jak miał w zwyczaju. Ostrze wgryzło się w grube drewno z jakiego zrobiono daszek. Natalia odskoczyła. Skórzana Twarz w furii wyrwał piłę rozwalając cały dach. Fred instynktownie chwycił wielką siekierę. Topór wręcz. Wirujące ostrze i twarda stal zetknęły się. Snop iskier spadł na ziemie. Natalia wbiegła do domu. Potężny cios i stal rozcina ciało potwora w ludzkiej skórze. Skórzana Twarz był w furii ale teraz jego stanu nie dało się opisać. Natalia ujrzała przyjaciółkę przybitą do krzesła. Jej twarz i korpus były oskalpowane. Dziewczyna jeszcze oddychała. Odsłonięte nerwy przekazywały do mózgu informacje o potwornym bólu. Ciało nie miało już sił aby na to reagować. Kolejny silny zamaszysty cios i siekiera wbija się w ziemię. Skórzana Twarz uderza piłą prosto w rywala. Mechaniczna siła jest bezwzględna w starciu z żywą tkanką. Ciało Fred zostaje rozczłonkowane. Wnętrzności wypływają na piach a bijące jeszcze serce rozbryzguje krew dookoła.

Skórzana Twarz wbiega do domu. Natalia w chaotycznej ucieczce błąka się po ponurym domostwie. Oszalały kanibal nie zważając na zniszczenia machał swym narzędziem pracy. Wióry i spaliny były wszędzie. Marta poślizgnęła się na szmacie i wpadła na drzwi. Sturlała się po schodach do wody. Szybko wynurzyła się i wzięła głęboki oddech. Piwnica była pełna wody. Na powierzchni unosiły się kości, kończyny i nawet całe ciała. Skórzana Twarz zaczął zbiegać po schodach. Jeden ze spróchniałych szczebli zarwał się. Natalia zauważyła nóź pływający na powierzchni. Skórzana Twarz wpadł do wody. Natalia wbiła mu nóż w ramię i ostatkiem sił rzucił się na chody. Skórzana Twarz chwycił ją za nogę ale odwdzięczyła mu się kopniakiem. Uderzenie zerwało fragment maski. Prawdziwa twarz szaleńca była jeszcze okropniejsza. Cała poparzona. Natalia wybiegła z domu. Skórzana Twarz wyciągnął piłę i po kilku próbach mechanizm zadziałał. Natalia biegła jak tylko szybko mogła. Dobiegła do drogi. Nadzieja! Z daleka nadjeżdża samochód. Dziewczyna wybiegł na środek. Skórzana Twarz był coraz bliżej. Pojazd zatrzymał się. Dziewczyna wskoczyła do środka. Kierowca widząc nadbiegającego kanibala odjechał. Skórzana Twarz przejechał piłą po boku samochodu który powoli oddalał się. Z wściekłością wyjął nóż z ramienia i zaczął wymachiwać piłą... ten posiłek będzie miał poważne następstwa, niekoniecznie ustrojowe...

Natalia jak skamieniała leżała na tylnym siedzeniu. Kierowca obserwował ją w lusterku. Starał się jakoś pocieszyć przerażoną dziewczynę.
- Wszystko będzie dobrze...
Zerkał na pasażerkę w lusterku i oblizywał się z apetytem...



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -