Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Mrok II

Piotr Mazurkiewicz

Statek handlowy zbliżał się właśnie do portu. Późna pora nocna ukryła go w ciemności. Wartownicy przechadzali się po pokładzie oraz pod nim, pilnując towaru. Ogromne, słabo oświetlone pomieszczenia, pełne drewnianych skrzyń, poustawianych jedna na drugiej, mogły przyprawić o dreszcze. Cienie marynarzy, przybierające w słabym świetle lamp złowrogie kształty snuły się z kąta w kąt. Żeglarze zaopatrzeni byli w latarki, lecz zasadniczo woleli omijać zimne węgły, do których zupełnie nie dochodziło światło.
Piotr i Robert jednak się nie bali. Pływali na tym statku ładnych kilka lat i znali tu każdy zakamarek.
-Próbowałem wszystkiego. Kwiatów, prezentów, słodyczy. I nic! Ona jest nieosiągalna! Ciągle płacze po tym facecie – żalił się Piotr.
-Po tym, co go zabili trzy lata temu w mieście? – Upewniał się Robert.
-Tak. Jakiś psychol rozerwał biedaka na kawałki. Współczuję. Ale było minęło, noo! Nie można ciągle tego rozpamiętywać.
-Ty jesteś czub, ale za to cię lubię – uśmiechnął się Robert.
-Człowieku… Kocham ją. Ale ona mnie raczej nie.– Spojrzał na partnera błagalnym wzrokiem.
-Wiesz co? Troche nad tą twoją opowieścią myślalem. Można powiedzieć że użekła mnietwoja historia. Chyba wiem, jak ci pomóc. – Stwierdził Robert z uśmiechem. – Zaufaj mi i chodź za mną. Pokażę ci coś.
Zaczęli zmierzać w kierunku dolnego pokładu. Trzymano tam przeważnie eksponaty muzealne. Zeszli po metalowych schodach. Za nimi przeszli długi, ciemny korytarz. Na obu ścianach były drzwi. Mnóstwo drzwi do magazynów towarowych. Na końcu znajdowały się duże, podwójne wrota.
-To magazyn z towarem dla muzeum. Czego tu szukamy? – Zdziwił się Piotr.
-Zobaczysz, spodoba ci się.
Wyciągnął z kieszeni pęk kluczy i wybrał z niego największy. Wsunął do zamka i ostrożnie przekręcił. Blokada ze zgrzytem ustąpiła. To duże, ciemne pomieszczenie było jeszcze bardziej złowrogie niż inne. Zastawione dużą ilością skrzyń, skrzynek i skrzyneczek, zatopione w ciemności i nieprzyjemnym zapachu starego drewna, sprawiało niemiłe wrażenie. Robert wyjął latarkę, by nie wzbudzać podejrzeń zapalaniem światła.
-Chodź, już niedaleko.
Oświetlił duże kufry naprzeciw. Na najmniejszym z nich widniał wykonany czarną farbą napis: „Uwaga, delikatny towar!”
-Właśnie tam jest to, czego szukamy.
-Co? – Zaintrygował się Piotr.
Jego towarzysz podszedł bliżej ładunku. Oświetlając cel poszukiwań. Spojrzał na przybite wieko, po czym rozejrzał się. Skierował światło latarki w róg pomieszczenia. Stał w nim łom. Z uśmiechem zadowolenia sięgnął po niego.
-Co ty wyprawiasz!? – Zaniepokoił się Piotr.
-Zaufaj mi, wiem, co robię.
Robert podważył łomem wieko skrzynki. Gwoździe z trzaskiem wyszły z drewnianych ścian. Zdjął górę i odłożył na ziemię, a następnie oświetlił środek.
-Popatrz tylko na to cudo!
Ich oczom ukazał się dziwny amulet. Jego sercem była kula z zielonego kryształu. Otaczała ją szczerozłota obręcz, którą oplatały ornamenty węży. U dołu medalionu znajdował się trójkątny, zaokrąglony na rogach kryształ. Widniał na nim tajemniczy znak, dziwny, jakby nie z tego świata. Klejnot połyskiwał w świetle latarki, sprawiał wrażenie oka obserwującego dwóch wpatrujących się w nie marynarzy.
-W mordę! Co to jest?! – Zapytał zszokowany Piotr.
-To jakaś błyskotka, znaleziona na wykopaliskach, gdzieś w Afryce, czy Azji. Nie wiem. Kiedy ładowali skrzynki na statek, jedna im wypadła i to znalazło się na ulicy. Przełożyli to do innej i przynieśli tutaj. Znając naszego bosmana albo leżał wtedy schlany albo cholernie bolał go łeb i nie chciało mu się notować tego w papierach. Na początku myślałem, żeby to gdzieś opchnąć, ale to by dziwnie wyglądało.
-Czemu?
-Pomyśl. Na statku ginie drogi towar. I dziwnym trafem marynarz z załogi się bogaci. To trochę ryzykowne. Lepiej jak ty to weźmiesz.
-Ta? A jak się policja przyczepi?
-Do ciebie na pewno nie. Kilka osób widziało, że skrzynia się tragarzom rozbiła. I widzieli też, co z niej wypadło. Jakby co, to będzie, że włożyli świecidełko, a potem je wyjęli. Kapujesz? Biorę to na siebie.
-I co ja z tym zrobię? – Dopytywał się Piotr.
-Za to, że jesteś tępy, też cię lubię.
-Wal się!
-Dasz to Kamili, głąbie! Z tego, co mówiłeś, niedługo ma urodziny. Zaświeć błyskotką, a będzie twoja. – Oświadczył tryumfalnie Robert.
-To na pewno bezpieczne?
-Jak seks w hurtowni prezerwatyw…

Słońce nieubłaganie zbliżało się ku horyzontowi. Stare magazyny firmy obuwniczej stały opuszczone od kilku lat. Odpoczywały. Wandale wybili szyby i zbazgrali ściany czymś, co w ich mniemaniu było chyba graffiti. Metalowe konstrukcje w rodzaju barierek, poręczy, słupów podporowych oraz drzwi już dawno pokryły się rdzą. Śmieci i stare beczki walały się po całej okolicy. Widać było, że fabrykę dawno pozostawiono samej sobie. Przy budynku magazynu stał czarny samochód. Mężczyzna stojący przy drzwiach wyraźnie się niecierpliwił. Radio w samochodzie grało ciężki rock. Co chwila spoglądał na zegarek. Po pewnym czasie zaczął się rozglądać. Nagle poczuł na szyi oddech. Ostrożnie odwrócił głowę. Ujrzał twardą, kamienną twarz, z wyrazistymi, czerwonymi oczyma, płonącymi niczym ogień. Kierowca podskoczył ze strachu.
-Ikarus!! – Wrzasnął. – Przestraszyłeś mnie! Musisz się tak skradać!?
-Nie płacz, tylko mów, co masz dla mnie. – Burknął przybysz.
-Jestem za stary, żeby rozmawiać z tobą w nocy. Serce by mi padło! – Mężczyzna szybko łapał oddech.
-Mów – niecierpliwił się Ikarus, – Po co książę rozkazał łapać wilki?
-W zasadzie to dziwna historia. Związana ze starymi wierzeniami, przepowiednią…
Na twarzy Ikarusa pojawił się wyraz zainteresowania.
-Krążą plotki o przebudzeniu.
-Jakim przebudzeniu?
-Wampiry wierzą, że są najstarszą rasą na Ziemi. Uważają się za potomków Kaina. Mówi się, że za czasów, kiedy najbardziej sędziwi z nich władali światem, niewoląc ludzi, pojawił się potężny przeciwnik. Nie udało mi się ustalić, skąd się wziął, ale zapewne domyślasz się, że chodzi o wilki.
-Nie mówisz nic odkrywczego. Do rzeczy.
-Uspokój się! Coś ty taki niecierpliwy? Lupinów było wielu, nie tak jak dotychczas. Byli silni i nie chcieli zaakceptować władzy wampirów…
-Wiesz, czemu ich liczba z roku na rok rośnie? –Ikarus znowu przerwał. –Przecież śmierdzielem nie można się „stać” - tym trzeba się urodzić.
-Dasz mi powiedzieć czy nie?
Mężczyzna zamilkł.
-Dziękuję. Więc jak już mówiłem nie chcieli, żeby krwiopijcy pociągali ich za sznurki. Miały przewagę, bo po ich stronie stanął Lupin wyróżniający się niesamowitą siłą. Mówiono nawet, że był ich bogiem. -Informator nerwowo przestąpywał z nogi na nogę. - Walki rozpoczęły się na całej planecie. Kainici zbierali ogromne baty i ich liczba zmniejszała się. Kain nie mógł ścierpieć pasma mnożących się porażek i rozkazał Tremere sporządzić potężny przedmiot o niebywałej mocy, po czym sam ruszył na pole bitwy. W krwawej, bitewnej łaźni poległo wiele wampirów i wilków. Kain i jego najpotężniejsi synowie odpierali ataki tak długo jak mogli, lecz porażka była kwestią czasu. –Mężczyzna oparł się o maskę samochodu. - Wreszcie pojawili się wspomniani Tremere wraz z gotową bronią. Moc spoczywającego w niej zaklęcia oderwała duszę boga wilków od ciała, po czym umieściła ją wewnątrz przedmiotu. Siła zmiennokształtnych gwałtownie osłabła, a szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Kaina.
-I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. – Przerwał znów Ikarus.
-Koniec końców wilki zostały pokonane i aby zachować resztki gatunku, musiały ukryć się w mroku. –Kontynuował mężczyzna nie zważając na docinki wampira. -Legenda mówi, że siła, która zniewoliła ich boga nie będzie trwać wiecznie. Zaklęcie kiedyś się wypali, a wtedy Lupini urosną w siłę i wyjdą na powierzchnię, by się zrewanżować. Ich władca odrodzi się w nowym ciele i nadejdzie czas księżycowej chwały… czy jakoś tak.
Przez chwilę zapadła cisza. Informator zapalił papierosa.
-To wszystko? –Zdziwił się Ikarus. –Wezwałeś mnie tu po to by opowiedzieć mi te bzdury? Marnujesz czas.
-To nie bzdury! Pół roku zbierałem te dane i składałem to do kupy! Wiesz, jak trudno dowiedzieć się czegokolwiek o czymś, co oficjalnie nie istnieje?!
-Cóż, całe sześć miesięcy wycięte z życia. Szczerze współczuję. –Przybysz oznajmił spokojnym głosem, po czym odwrócił się i skierował w stronę głównej bramy.
-To jeszcze nie wszystko.
Wampir przystanął.
-Nieważne czy ty w to wierzysz, ważne, że wierzą w to krwiopijcy. Wilki stają się coraz silniejsze, jest ich coraz więcej. Jak myślisz, jakim cudem?
Odpowiedzią była cisza.
-Powiem ci. Zyskały zdolność zarażania. Legenda mówi, że podczas tamtej wojny rozmnożyły się tak szybko, bo moc tego ich całego boga dała im taką możliwość.
-Bzdura. –Wtrącił Ikarus.
-Słuchaj mnie. Kainici łapią je, bo święcie wierzą w tę legendę. Na schwytanych Lupinach przeprowadzają doświadczenia, żeby znaleźć sposób do ich kontrolowania. Teraz bez Kaina i zakazanych, dawno zapomnianych praktyk magicznych, wiedzą, że jeśli wojna się powtórzy to ich gatunek wyginie. Wszak kiedy ludzie uwolnili się spod ich władzy i rozpoczęli krucjaty przeciwko nim, nie mieli dość siły by się im przeciwstawić. To dlatego się ukrywają.
Ikarus wzruszył ramionami. –Nie ma sposobu na ich kontrolowanie, Książe powinien o tym dobrze wiedzieć. Wysłał Markusa i jego przydupasów, żeby je łapać zamiast zabijać. Jest głupcem.
-Cóż zrobić, takie życie. Kompleks badawczy mieści się pod budynkiem korporacji Soto.
-Siedziba Ventrue? Mogłem się domyślić.
Informator otworzył drzwi samochodu. –To wszystko.
-Może jednak pół roku życia nie poszło na marne? –Stwierdził łowca. –Dobry z ciebie piesek, Twardy.
-Muszę umieć węszyć, to mój zawód. –Skrzywił się ironicznie. –Co zamierzasz?
-Jutro złożę wizytę rodzinie z Soto i powiem im, co o tym myślę. –Wyznał.
Oczy Twardego urosły.
-Gdzie byłeś jak mózgi rozdawali? Myślisz, że będą chcieli słuchać pariasa? Nie liczysz się dla nich. I co? Pójdziesz i powiesz im: "nie łapcie wilków, bo was pogryzą"? Przecież to szaleństwo. W życiu cię nie posłuchają.
Ikarus popatrzył na niego stanowczym wzrokiem.
-To będzie tylko deser. Mam zamiar oznajmić... jego wyskości, że odchodzę z Camarilli.
-CO?! –Informator z trudem przełknął ślinę.
-Jeśli chcą łapać Lupinów, niech ich łapią. Ale będą musieli zdążyć przede mną.
-Gdzie ty masz łeb? Wiesz, czym to grozi? Zabiją cię, jeśli tylko znajdą ku temu sposobność!
-Więc niech już zaczną szukać.
-Nie zmienisz zdania?
-Nie.
-Tylko uważaj. Jak dodatkowo wyda się, że nie jesteś do końca tym, za którego cię uważają, możesz stamtąd nie wyjść. – Ostrzegał Twardy.
-Nie płacz dziadku, dam sobie radę.
Twarz twardego zmieniła wyraz. –Uważaj na siebie, stary. –Mruknął pod nosem wsiadając do wozu.

Kamila wracała z uczelni, kiedy w jej torebce coś zadrżało. Leniwie odsunęła suwak i wyciągnęła z torby telefon komórkowy. Na wyświetlaczu, obok malutkiej ikonki dzwonka widniał napis „Piotrek.” Uśmiechnęła się.
-Cześć Mały! –Zaczęła radośnie. –Co słychać?
-No siemka. Masz chwilę? Może moglibyśmy się spotkać?
-Jesteś w mieście? –Ucieszyła się. –Kiedy i gdzie możemy się zobaczyć?
-Co powiesz na lokalik gdzie zawsze, za godzinkę?
-Tak, niech będzie.
Kamila umieściła aparat na jego miejscu.
-Może to nie był najlepszy pomysł? –Pomyślała. –Ale to w końcu mój przyjaciel, nie mogę go unikać.
Godzina minęła szybciej, niż dziewczyna mogłaby się spodziewać. Stała na chodniku, wpatrując się w bar po drugiej stronie. Zapaliło się czerwone światło. Nie śpiesząc się, przeszła na drugą stronę. Na chwilkę zatrzymała się przed drzwiami knajpki. Zawahała się, ale ostatecznie weszła do środka. Rozejrzała się dookoła. Prawie nie było klientów. Po obu stronach drzwi były rzędy owalnie połączonych ze sobą siedzeń, w środku których stały stoliki. Naprzeciw wejścia stała lada, za którą pracował wysoki ciemnowłosy mężczyzna. W kącie siedział Piotr i patrzył na nią z uśmiechem. Dziewczyna skierowała się w jego stronę, zdejmując po drodze czapkę, szalik i rękawiczki. Jesienny wiatr za oknami miał zwyczaj wpędzenia do łóżka ludzi lekko ubranych. Piotr wstał i przywitał się.
-Cześć rekinie. –Uśmiechnęła się.
-Siema –Usiedli oboje.
-Długo czekasz? –Zapytała.
-Pięć, może sześć minut. –Koloryzował.
-Jest jakiś konkretny powód, dla którego chciałeś cię spotkać?
-Szczerze mówiąc tak.
Na jej twarzy pojawił się wyraz zainteresowania.
-Pamiętasz, jak poznaliśmy się dwa lata temu na urodzinach Kaśki?
-Jak mogłabym zapomnieć?
-Dużo nad tym myślałem, zarwałem kilka nocy. Na morzu bez przerwy miałem twój obraz przed oczami. Człowiek w moim zawodzie ma wiele czasu na myślenie.– Wyznał nieśmiało Piotr.
-Do czego zmierzasz? - Zapytała dziewczyna.
-Myślę, że wiesz.
-Nie..? Nie mam pojęcia.
-Chciałbym... chciałbym, żebyś była ze mną... - Wyjąkał z trudem marynarz.
Kamila pobladła. Nie wiedziała, co powiedzieć.
-A… Ale ja… - Dukała. Jej oczy posmutniały, opuściła głowę.
-Rozumiem – stwierdził Piotr. – Nie musisz nic mówić.
-To nie tak. Traktuję cię jak przyjaciela. Jesteś wspaniałym facetem, ale ja nie jestem jeszcze gotowa na związek.
Zapadła długa, niezręczna cisza.
-Przepraszam. –Wstała, żeby odejść. Do stolika zbliżyła się kelnerka. Piotr ruchem dłoni odesłał ją z powrotem. Złapał Kamilę za rękę. Właśnie zrozumiał, że jej jedyna miłość zginęła dawno temu i nawet on nie jest w stanie wypełnić luki w jej sercu.
-Zaczekaj, nie odchodź. Jeszcze – Poprosił, uśmiechając się. Kamila niechętnie zajęła miejsce.
-Niedługo wypływam w rejs. Możemy się szybko nie zobaczyć. – Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej wisiorek. – Weź to. Niech ci o mnie przypomina.
-Przestań. – Poprosiła smutnym głosem. – Mówisz, jakbyś wyjeżdżał na zawsze, nie chcę stracić przyjaciela.
-Weź to, proszę. – Nalegał Piotr.
-Nie mogę, to za drogi prezent. – Broniła się.
-Jeśli tego nie zrobisz, obrażę się na ciebie. Niedługo masz urodziny, nie będzie mnie na nich. Weź ten wisiorek, proszę. – Przekonywał marynarz. Dziewczyna zastanowiła się chwilę. Nieśmiało wyciągnęła rękę. Zielone odbicie światła w krysztale wołało: „Weź mnie, jestem twój…” Chłopak położył go na jej dłoni.
-Dziękuję. – Powiedział, wstając od stołu. Podszedł do niej i pocałował ją w policzek. – Trzymaj się. – Powoli odszedł. Chciał zapamiętać tę twarz, bo wiedział, że już jej więcej nie zobaczy.
Kamila siedziała przy stoliku, nie wiedząc, co robić. Serce biło jej szybko i nierówno, jakby płakało. W oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała czemu, ale czuła że wraz z zamknięciem drzwi baru, straciła kolejną bliską osobę…



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -