Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)




Mroki Sahary

Wojciech Rup

„Ja wam powiadam Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych którzy was prześladują”
– Mt 5, 44

Nie biły żadne dzwony, nie było tłumów wędrujących w te strony. Każdy kto tu przybywał oglądał się za siebie. Zło otaczających nas pustyń było nie do zniesienia.
Każdy dzień cierpień, każdy dzień zła i prześladowań nie dawał nam zbytnio powodów do ufnego spoglądania w przyszłość.
Na uboczu wioski założonych przez wędrownych beduińskich łowców niewolników, w niepozornym kamiennym domu na którego padał cień prażącego słońca załopotały drewniane drzwi z urwaną klamką.
Wyznanie Wiary Credo przybrały na siłę, cały zbiór nie przestawał odmawiać modlitwy nawet wtedy gdy otuleni w jaskrawe szmaty napastnicy dostali się do kaplicy w wymierzonymi w nas broniami dużego kalibru.
Czarnoskóry Ksiądz Zarid podszedł odważnie do nieznajomych unosząc ręce w których trzymał Biblie w języku arabskim. Swym ciałem zasłonił wiernych.
- A kiedy stoicie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś aby także Ojciec wasz który jest w Niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze. – nieopodal zapłonął dywan od rzuconej pochodni. Ksiądz Zarid przyjął na siebie odstrzał.
Nie mogłem ujrzeć wyrazu okutanej zamaskowanej twarzy pogromcy aczkolwiek Zarid nie krzyknął, nie poruszył się w żaden sposób przez najbliższe chwile.
Musiało go okropnie boleć gdyż pocisk przedziurawił sutannę i roztrzaskał rdzeń kręgowy. W cały we krwi w konwulsjach osunął się na ziemie. Biblia upadła w płomienie podpalonego dywanu przy ołtarzu które ktoś podpalił.
Wybuchła panika, ludzie się rozbiegali we wszystkie strony, niektórzy z nas stawiali opór chcąc uchronić z słabszych z nas, nasi prześladowcy nie okazywali żadnej litości. Kierowali rozgrzane kolby i strzelali gdzie tylko popadnie. Krew i śmierć dolatywała prawie do każdego.
- Spalić krzyżowców, żadnej litości dla obłudnych bałwochwalców. – Na potwierdzenie swych słów rzucono pochodnią w obraz Jezusa stojącego wśród uczniów.
Kucnąłem za jednym stołków gdy z zachrystii wybiegło kolejnych czterech zamachowców, naprzeciw uciekającemu tłumowi, ktoś wrzucił granat dymny przez co nie było nic widać.
Dłońmi chwyciłem się stołka i z nim wyskoczyłem za przeszkody na jednego z oprawców, nie spodziewał się mojego ciosu gdy szybko odwracał się moją stronę. Krzesło rozbiło się z hukiem o głowę napastnika, widziałem tylko jego przekrwione oczy które z miejsca załzawiły.
Wrzask utwierdził mnie w przekonaniu że udało mi się zranić wroga. Nasza wiara pomimo iż utwierdzała nas w dawaniu drugiego policzka wcale nie mówiła iż mamy się kajać przed oprawcami. Pomimo strachu który starał się mnie sparaliżować robiłem swoje.
- Coś ty mi zrobił!!?? – nieprzyjaciel leżał na ziemi i z jękami trzymał się za twarz, krew wsiąkała jego chustę.
Kolejny kompan wycelowywał w mnie broń lecz w tej chwili ocalił mnie przyjaciel Jaser który z pięściami rzucił się na mordercę, zanim zdążył nacisnąć na cyngiel potoczyli się miedzy ławkami w zbrodniczej bitce.
Nie na wiele się jego starania zdały gdyż z prawej strony zostałem uderzony kolbą w bok. Poczułem oszałamiający ból i ciepło w zranionym miejscu. Bolało tak że upadłem na ziemię i nie mogłem stawić oporu kiedy jeden z Nich usiadł na mnie okrakiem i związał mnie zacieśniając mocno pęta.
Gdy było już po wszystkim, niewielu z nas uszło z życiem, większość ciał oblepywały już muchy. Nikomu nie udało się uciec gdyż zaskoczyli nas prawdziwi terroryści, kompania Allacha od dziecka indoktrynowanych i szkolonych specjalnie przeznaczonych do tego obozach.
Praktycznie całe życie wmawiano im że świat poza Islamem jest zły i zbrodniczy, pozbawiony wszelakich wartości Europa powinna być wcielona do „Darul Islam” – kraju społeczności islamskiej która obecnie liczy obecnie ponad miliarda.
Kompania Allacha to jeden z odłamów Bractwa muzułmańskiego które od Egiptu aż po Mauretanie wychwytywało i likwidowało wszelakich niewiernych, konwertytów Chrześcijańskich czy innych wrogów islamu. Rodzinna Algieria odkąd kolonialiści Francuscy zostali wygnani zmieniła się w kraj w którym za kulisami nikt poza muzułmanami nie mógł przeżyć.
Czyli praktycznie było tak wszędzie gdzie islam królował. Królowało także śmierć, cierpienie i to wszystko w imię człowieka który przed tysiącem lat ogłosił się prorokiem i narzucił swą wiarę okolicznym ludom.
Nielicznych skrępowanych wyprowadzili przy akompaniamencie kopniaków i uderzeń z kolb. Nie wiedziałem ile nawet mam po nich otarć i siniaków.
Kiedy obejrzałem się za siebie, nasza skromna świątynia w której spotykaliśmy się praktycznie co dzień już ginęła w trzasku płomieni. Cały załzawiony z bólu który jest mocniejszy od ran cielesnych, z bólu który sprawił iż musieliśmy się ukrywać miesiąc za miesiącem, wraz z innymi jeńcami ruszyłem za prześladowcami..... Byli na tyle bezkarni że wystawili ciała pomordowanych na pustynie do których z miejsca dołączyły sępy szybko obdzierające mięso od kości.
Dotarli do nas dlatego iż rozszyfrowali nasz znak ryby który był wyrysowany na owych skromnych drewnianych drzwiach......

Wreszcie po dwóch dniach i nocach przejściu przez gorącą i zimną, żółtą i szarą pustynie, pot zlewał mi się od głowy aż do stóp, jazda była wyjątkowo nieprzyjemne na dwugarbnym wielbłądzie który dzieliłem z pewnym beduinem w brudnej i niemytej białej szacie.
Cały nasz konwój wielbłądów na którym kołysząc się do przodu i do tyłu był ochraniany po bokach przez rządowe samochody wojskowe, sami żołnierze ubrani byli po cywilnemu gdyż rząd „oficjalnie” nie chciał się mieszać do handlu niewolnikami czy też masakr niewiernych. Jechaliśmy przez bezdroża, wozy szybko utknęły by w zaspach
Hegemonia zachodu nie pozwalała wprowadzić swych zwyczajów w pełen obrót.
Gdy zatrzymaliśmy się na obóz, podano nam letnią wodę, zimna woda w upalnym słońcu pomimo iż koi pragnienie znacznie pogorszyła by sprawę, przeokropny ból gardła to jedna z dolegliwości niektórych wczasowiczów z Europy wyjeżdżających w te rejony na wakacje.
Niektórym z poważnymi ranami zajmowali się w szczególny sposób, zmieniali bandaże, przemywali rany i poili. Nie było w tym jakieś szczególnej troski, po prostu chcieli utrzymać niewolników przy względnym zdrowiu.
Niedługo potem znowu wyruszyliśmy ponownie w drogę.
Przez cały czas modliłem się do Chrystusa by dał nam wytrwałość w Wierzę i Nadzieję bez której człowiek by nie podołał. Nie miałem nawet krzyżyka wiszącego na szyi. Muzułmanie nas wcześniej przeszukali doszczętnie, wszelkie oznaki kultu wrzucili do płonącego ognia....

- Jak się nazywasz. – Spytał mnie naprzeciwko stołu ubrany jak Beduin. Jego cygaro dymiło jak kolej po całym pomieszczeniu, śmierdziało od niej jak diabli lecz nie dałem poznać po sobie wstrętu.
- Pierre LaPointe. – Podałem moje imię, imię przez które ostatecznie mogłem zerwać z przeszłością i tym z czym ono się wiązało.
Starszy(który oficjalnie był zapewne muezinem w pobliskim meczecie) tylko wykrzywił oczy i z niesmaczył twarz.
- Kłamiesz gorzej niż „pies”. – Wziął i splunął soczyście gęstą śliną po podłodze. Jego wstręt był w naturze, psy i świnie kultura islamu uważała za przeklęte zwierzęta które nie powinny żyć. Do świń zaliczano też Żydów których zwalczał prorok Mahmed w celu zagrabienia ich majątku i kobiet.
- Nie, wcale nie kłamie.
- Stul pysk zdradliwy psie. Nie jesteś z Ludu Księgi a przyjąłeś ich kłamliwe wierzenia w których Allach Pan jest bezczelnie rozczłonkowany na trzy części. Wierzenia w których oddaje się cześć obrazom. Jak się nazywasz naprawdę. Odpowiadaj!!! – Podczas wykrzykiwania w swym charczącym języku zdzielił mnie dwa razy otwartą dłonią z dwoma sygnetami.
Rana z rozciętego policzka bolała jak przypalona pogrzebaczem . Szkarłatna krew ciekła mi aż na koszule lecz mimo wszystko nie odwróciłem wzroku.
- Mówiłem już raz Pierre LaPointe. – Na to droczenie się Starzec się tylko uśmiechnął i podrapał po bujnej czarnej brodzie która opadała na fałdy jaskrawych szat i chustę związaną na szyi.
- Czekaj sprawdzimy. – Wyszedł z pokoju kogoś wołając lecz nie zrozumiałem zbyt wiele z tego co nawoływał w gardłowym dialekcie. Byłem przywiązany mocnym grubym sznurem do krzesła. Miałem unieruchomione nogi i ręce na których nawet nie mogłem ułożyć spoconą twarz.
W końcu mój prześladowca przyszedł do pomieszczenia z człowiekiem, z człowiekiem którego tak dobrze znałem że aż zadrżałem na krześle.
Był to wysoki mroczny mężczyzna o twarzy pociemniałem przez słońce podobnie jak jego serce. Miał długi nos w kształcie haka i krzaczaste brwi. Oczy miał czarne i przenikliwe. Przede mną stał człowiek którego się nie spodziewałem.
Było to czyste zło wcielone.
- Więc jednak w końcu cię dorwaliśmy.

Kiedy moja biedna i udręczona matka, jedna z czterech żon ojca była w ciąży. Ojciec tymczasem wyruszył wraz z innymi ochotnikami na „Dżihad” – Świętą Wojnę przeciwko niewiernymi syjonistami którzy od trzydziestu lat zajmowali ziemię islamu w której panami przestali być muzułmanie a zastąpili ich Żydzi.
Islam w swej zakręconej logice traktuje Jerozolimę jako 3 miejsce najważniejsze zaraz po Mekce i Medynie, lecz ani jednego zdania nie pisze w Koranie że jest ono w jakiś sposób ważne dla Allacha.
Ojciec zaginął gdzieś podczas ofensywy Izraelskiej w wojnie Yom Kippur. Wschód Egiptu szybko przekonał się co to znaczy najechać na Naród Wybrany. Arabowie pomimo przewagi w wojskowej nie zdołali pokonać Żydów. Los ojca aż do dzisiaj jest mi nie wiadomy, zaginął bądź umarł.... W każdym razie poświęcił swój byt dla zakłamanej wiary w księżycowe pogańskie bóstwo które pożądało krwi i zniszczenia, tak nawet głosi KORAN: "Jeżeli wśród was jest dwudziestu cierpliwych, to zwycięża dwustu; a jeżeli jest stu wśród was, to oni zwycięża tysiąc niewiernych" (8:65). Allach i jego posłaniec(Mahmed) chcą, żeby naród islamski walczył z chrześcijanami i żydami, "dopóki oni nie zapłacą daniny własna ręka i nie zostaną upokorzeni" (9:29).
Matka słysząc los ojca przeraziła się wraz z innymi jego żonami niepewne swego dalszego losu. Żony posiedli inni mężowie którzy według Koranu jak większość muzułmańskich mężczyzn traktowali je jak śmieci.
A niekiedy nawet i gorzej.
Matkę dostał w swe ręce brat ojca który osobiście odbierał poród. Poród który zakończył się jej śmiercią.
Od małolata za najmniejsze nieposłuszeństwo byłem bity przez wuja. Mieszkaliśmy jak inni w slumsach stolicy Algier które się ciągną się i ciągną na długie kilometry. Za każdy raz kijem który padał na mnie co chwile wuj udzielał mi tego samego kazania co w szkole koranicznej.
Że za wszystkie zła, krzywdy i wszelakie cierpienie w tym głód odpowiadają Bezbożni niewierni z północy z za morza. Że to oni przed stu laty zajęli nasze ziemie i zamęczali większość ziem islamu swoją tyranią. W końcu przed kilkudziesięciu laty łańcuchy niewoli nadszedł kres i biali ciemięzcy musieli wrócić do siebie.
Islamiści nie wiedzą że odkąd powstali podbijali każdego kto nie chciał się im ugiąć. Że Europejczycy jako nieliczni dali radę muzułmańskim najeźdźcom wraz z Kuszytami(mieszkańcami Etiopi – bastionem Chrześcijaństwa w północnej Afryce) i Hindusami(którzy w latach 1200 – 1500 roku pańskiego przeżyli swój holokaust w którym z rąk islamu zginęło 200 milionów hindusów), i jako jedni z nielicznych w XIX wieku przeszli do ofensywy zajmując na jakiś czas zło.... Które trwało aż do dziś, dekolonizacja nawet je wsparła.
Gdy miałem ze 12 lat, wraz z wujem wyruszyliśmy do meczetu, natknęliśmy się na werbowników jednej z organizacji terrorystycznej. Nie zdążyłem powiedzieć ani jednego zdania kiedy wuj z miejsca mnie zapisał do Kompanii Allacha.
Tak, przez jakiś czas byłem terrorystą i to dobrym.
Przez najbliższe kilkanaście lat szkolono i wmawiano takim jak my „Prawdy Islamu”. Szkolenie nie zakończyło się nawet wtedy gdy już podkładałem bomby i mordowałem zagranicznych turystów. Można powiedzieć że mordercą jest się od dziecka.
Każdy z nas wierzył że robimy dobrze, że ci których mordujemy to „Szajtan” w ludzkiej skórze. Islam był dla nas jedyną prawdziwą religie. Inne nie zasługiwały na życie bo „ISTNIELIŚMY MY”.
Ostatecznie nadszedł ten dzień który pamiętam doskonale, pościg za Egipskim Apostatą(odszczepieńcem od wiary), dorwałem go 3 dnia od rozpoczęcia pościgu.
Pomimo iż byłem terrorystą nie lubowałem się w zadawaniu cierpienia, po prostu chciałem zakończyć sprawę szybko. Wcale się nie bronił kiedy zatopiłem swoje ostrze w jego żebro.
- Mimo wszystko.... Wybaczam...Ci – Tak do mnie wycharczał człowiek którego całe życie było przepełnione strachem, tak wycharczał człowiek który czując niezwyciężone cierpienie, potrafił każdemu przebaczyć. W islamie nie było dla wrogów miejsca na litość.
Nawet kiedy padł martwy a krew z ust i z rany sączyło się wokół ja wciąż stałem nad jego ciałem.
I się zastanawiałem, czy tak zachowują się ci obłudni i nieskończenie źli bałwochwalcy??
Gdy wróciłem do obozu nie wyrywałem się już na żadne akcje, po raz pierwszy zacząłem kłamać przełożonym w tym memu mentorowi Hassanowi Al. – Burazakowi. Był to jeden z zawodowych komando a przy tym jednym z głównych mówców zajmującym się praniem mózgu.
Jak najwięcej starałem się dowiedzieć o Judaizmie i Chrześcijaństwie nie tylko z naszego źródła. Hassan jak się domyślałem mnie podejrzewał gdyż nie często się zdarzało że nasze szefostwo znało nas lepiej niż my sami siebie.
To czego się dowiedziałem po 3 latach poszukiwań ostatecznie odstręczało mnie od Islamu, uciekłem od obozu(nie miałem zbyt wielkiego trudu ze względu na moją pozycje) i znalazłem Francuskiego misjonarza który potajemnie konwertował byłych islamistów.
Wraz z niewielką grupką podobnych sobie uciekaliśmy gdzie się tylko dało, baliśmy się odwetu ze strony wiernych Półksiężyca. Choć nie widzieliśmy śladu pościgu „Mudżahedinów” to i tak stosowaliśmy każde zabezpieczenie jakie się tylko dało.
W pewnej oazie nasz Ś.P Misjonarz dokonał na niektórych z nas Chrztu. Nadałem sobie nowe imię przez co mogłem zerwać ze starym. Sądziłem że mogę w ten sposób zerwać z przeszłością.
Ale bardzo się myliłem.
Po miesiącu od zbiorowego Chrztu nasz Ksiądz zapadł na nieznaną nam chorobę, po miesiącu pomimo sporej opieki i usilnych poszukiwań lekarza, nie dało się go uratować.
Sam go pogrzebałem, cała nasza grupa się rozpadła i rozeszła w obce sobie strony.
Ja tymczasem trafiłem do ukrytego Kościoła w którym nieliczni Chrześcijanie w tych stronach mogli we względnym spokoju egzystować, spędziłam tam swoje 5 lat.
Kiedy daliśmy się zaskoczyć przez zamaskowanych prawie kompletnie zapomniałem o moich umiejętnościach przez co prawie z miejsca mnie zgarnęli.
Ten człowiek o krzaczastych brwiach co stał przede mną to był właśnie Hassan. Widocznie nie zapomnieli o mnie jak pierwotnie myślałem.

- Wiesz co chyba musze przyznać ci rację. – odpowiedziałem mu na jego pytanie. Nie mogło być mowy o pomyłki obaj o sobie doskonale pamiętaliśmy. Jak mogłem myśleć że dadzą spokój pościgowi skoro byłem jednym z najlepszych „mudżahedinów” który jako jedyny z nich odstąpił od wiary?
- Nie obchodzi mnie dlaczego to zrobiłeś, wiesz byłeś dobry zawsze możesz wrócić wypowiesz „Szahadę” i witamy z powrotem. To co, wybieraj stronę!! – „Szahada” jest to jeden z sześciu filarów wiary islamu, polegający na wymowie „Allach jest jedynym Bogiem a Mahomet jego Prorokiem”. Te słowa słyszy zawsze nowonarodzone dziecko, i wymawia je umierający.
- Nie zamierzam do was powrócić i ty o tym dobrze wiesz. – Gdy mówiłem kawałki śliny wyciekły mi z ust i poleciały na adwersarza. Hassan uśmiechnął się jakby tylko na taką sytuację czekał, wziął pewien lekko pomięty zeszyt od brodatego Beduina który mnie przesłuchiwał wcześniej.
- To twój dziennik? – Zapytał mnie Hassan machając mi nim przed nosem.
- Tak. – prowadziłem go od chwili gdy Egipski Duchowny mi Przebaczył. W nim jest zawarta cała moja historia od urodzenia aż po dzień dzisiejszy.
- No to Aszud – tu były mentor zwrócił się do brodatego – Zapisuj wszystkie nieprzyjemności jakie na nim dokonam, a to będzie bardzo bolało. – Wyszczerzył do mnie swe białe zęby.
- Chryste ratuj. – Z zamkniętymi oczyma szepnąłem do siebie, zacisnąłem mocno zęby kiedy na swej lewej ręce poczułem palące cygaro które zagłębiło się w mej skórze i wyżłobiła już dziurę która krzywdziła moje nerwy....


Puste sekundy.....Puste chwile. Czułem ......się kompletnie ......obolały i padnięty..... po torturach i środkach odu....rzających jakie we mnie....... władowali moi prześladowcy. Cały byłem od zakrzepłej .....krwi.... Przynajmniej tak mi..... się wydawało i...I nie myślałem o niczym innym....... prócz tego żeby ze...... mną jak..... najszybciej..... skończyli.
Oczy bolały..... i to jak diabli od..... nadmiernego światła.... które ...świecili mocnymi latarkami..... a dwóch..... innych..... z osób trzymało..... moje powieki. Prócz tego czułem nieustanny ból we..... wszystkich kończynach..... i nie tylko..... tam gdzie.... ostrze noża... się Za...Zagłębiło.
Dłonie..... przywiązane do krzesła..... pomimo fal cierpienia.... trzymałem... wysoko nad krzesłem..... gdyż po tym.... jak wsadzali..... mi drzazgi.... pod paznokcie.... nie mogłem.... To znaczy były przesiąknięte takim bólem...
Jezu nie dopuść by mnie złamali!!!
- Słyszysz mnie bluźnierco, pokiwaj głową ale już!!! – Krzyk dał mi po okaleczonych... uszach od szabli. Sylwetka mi się.....Przed oczyma..... Rozmazywaaaała i DWOIŁA...
Pokiwałem zgodnie z zaleceniem.
- A teraz ponawiam swoją prośbę sprzed godziny, jesteś już jedną nogą w grobie i jak na nowo przyjmiesz prawdziwą i sprawiedliwą religię wtedy obiecuję ci szybko i łagodną śmierć. Jestem pewien że – Niech będzie pochwalony – Allach przyjmie cię do raju..... – Nie słuchałem już słów..... Byłem tak wymęczo... Wymęczony już na takie banały.
- „Błogosławieni czystego serca albowiem oni oglądać Boga będą” – Odezwałem się najgłośniej jak potrafiłem, jak tylko zdołałem.
To było szybkie, najpierw wielkie ciepło które pulsowało przez przewody neuronów od głowy aż do reszcie ciała niczym wirus.
„Później nie było tak strasznie jak się wydawało, czuć było zapach rumianku i lawendy, kwiatów, wiosny i pogody ducha. Wszędzie oszałamiały mnie odcienie tego samego koloru, koloru który nadawał Czystości i Harmonii otaczającej mnie naturze.
Znajdowałem się wraz z wielu innymi radosnymi ludźmi na łące, szliśmy do Naszego Pana wykrzykując słowa które wkrótce zamieniły się w pieśń ludową.
- Chwalmy Pana!!! – Raz za razem, maszerowaliśmy nie odczuwając zmęczenia wokół nas przepływały miliardy odcieni.
Zero zła, zero smutku, zero cierpienia.
Tylko pełna Harmonia, pełen Spokój, pełne Miłosierdzie.
Postać do której się zbliżaliśmy miała na sobie białą szatę, Pełen ciepły uśmiech na której malowała się zadbana broda i długie włosy opadające na ramiona. Otaczała ją Ciepła i Dobra Aura przez którą człowiek nie musiał się już więcej bać.
Tam gdzie zmierzaliśmy panował od zawsze czas Bieli....”

Gdy było już po wszystkim Hassan zostawił roześmianych arabskich kamratów za sobą i podszedł do salki obok w której z jednej z misek umył swe zakrwawione dłonie oraz niektóre ostrza dzięki którymi przez ponad godzinę torturował niepokornego zdrajcę a potem bez litości wbił mu kawał solidnego szkła w oko, kończąc jego mękę.
Nieopodal usłyszał nerwowe odgłosy poruszenia i niepewności.
- Co się tu dzieje. – Wyszedł na zewnątrz i warknął na resztę kompanii która robiła hałas.
- Panie!!! Właśnie z północy nadjeżdża konwój samochodów. Nie wiadomo kto to może być.
- To pewnie Baszar. Nie może nas tu znaleźć bo inaczej to ścierwo wewnątrz pociągnie nas ze sobą. Zwijamy się.
Po niecałych 15 minutach nie było już śladu grupy terrorystycznej w która od urodzenia nie znała dobra ani miłosierdzia. Tak się pospieszyli iż nawet zapomnieli zabrać dziennik.
W którym zawarty był życiorys dzielnego człowieka i jego męczeńska śmierć.
Grupa która poruszała się samochodami to nie była oczywiście grupa Baszara lecz dziennikarzy europejskich którzy praktycznie przejeżdżali tędy przypadkowo....A może kto wie? Może to był cud....
Reporterzy gdy penetrowali opuszczony kompleks na prędko zbudowanych chat natknęli się na zabite okrutną śmiercią ciało jak i jego dziennik. Jeden z odkrywców widząc tą makabrę uczynił z szacunku i żalu znak krzyża.
Wieść o bohaterze doszła do Watykanu w którym głównie na podstawie dziennika, Pierra LaPointa wyniesiono na Ołtarze, jako pierwszego męczennika narodu arabskiego, jedna rzecz zastanawia aż do dzisiaj.
Dlaczego w swym życiorysie nie umieścił ani razu swego poprzedniego imienia pod którym był znany terrorystom?



Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -