Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?

Ireneusz Gajek

Z czym większości z nas kojarzy się dzieciństwo? Z perspektywy czasu dziecięce lata wspominamy jako okres beztroski i zabawy. Nawet jeśli w wieku kilku lat doświadczyliśmy jakichś nieprzyjemności, to o ile nie były one traumatyczne, umysł zepchnął je w najdalsze rejony naszej pamięci. Dzisiaj więc wspominamy nie tylko najszczęśliwsze wydarzenia, lecz przede wszystkim atmosferę, w jakiej będąc brzdącami dorastaliśmy. Charakteryzowała się ona nie tylko beztroską, lecz przede wszystkim poczuciem bezpieczeństwa. Wszystkie smuteczki bowiem zaraz rozwiewane były przez mamę, tatę oraz otaczające nas babcie i ciocie. To dzięki tym ludziom poznawaliśmy świat i chłonęliśmy wszystkie jego tajemnice.


Okazuje się jednak, iż w sztuce temat szczęśliwego dzieciństwa nie jest szczególnie atrakcyjny zarówno dla samych artystów jak i odbiorców ich dzieł. Cierpiące dzieci, nieszczęśliwe rodziny oraz oprawcy niemający litości dla kilkuletnich ofiar to stale przewijające się przez ekrany kin oraz karty powieści motywy. Jeśli są tylko fikcją, wzruszamy się podczas seansu albo lektury i najczęściej zapominany o nich. Bardzo często jednak, dzieła podejmujące powyższą tematykę inspirowane są autentycznymi wydarzeniami. Wtedy oprócz wzruszenia budzi się w nas wściekłość na wszystkich, którzy bezpośrednio lub nawet pośrednio przyczynili się do cierpienia niewinnych dzieci. Takich historii nie tylko nie zapominamy, lecz w co bardziej wrażliwych duszach tkwią one niczym drzazgi.

O krzywdzie najmłodszych należy mówić głośno, by wstrząsnąć sumieniami tych, którzy mogliby zrobić cokolwiek dla polepszenia bytu cierpiących i słabszych. Dlaczego jednak utwory fikcyjne, często stworzone tylko i wyłącznie ku rozrywce, przedstawiają świat dziecka jako miejsce pełne czających się w mroku potworów? Niezwykle intrygującym zjawiskiem podejmującym problem istnienia zła w świecie dziecka są baśnie autorstwa pochodzących z Niemiec Wilhelma i Jacoba Grimmów. Ci niezwykle popularni, lecz także w wielu kręgach kontrowersyjni, twórcy baśni w swoich utworach nie stronią od makabry, którą można by obdzielić niejeden horror. W oryginalnej wersji „Kopciuszka” złośliwe siostry bohaterki spotyka straszliwa kara – białe gołąbki wydziobują im oczy. W zakończeniu „Królewny Śnieżki” torturuje się złą królową do momentu, aż ta umiera. W „Gęsiareczce” zaś złą bohaterkę rozebrano do naga i wrzucono do beczki wybitej ostrymi gwoździami, po czym beczka ciągnięta była przez konie po bruku do momentu, aż ofiara wyzionęła ducha. To tylko nieliczne przykłady i to nawet nie najbardziej brutalne. Grimmom jednak chodziło o to, by od najmłodszych lat uczyć dzieci, iż świat to nie tylko dobrzy, kochający swe pociechy rodzice, lecz także zagrażające wszystkim zło. Żyjący pod kloszem Czerwony Kapturek, nieświadomy istnienia wilka, niezwykle łatwo daje się zwieść drapieżnikowi. Dawniej więc zło wypełniające świat dzieciństwa miało charakter dydaktyczny. Dzisiaj, w dobie wszechobecnej rozrywki, w natłoku informacji oraz rosnącej presji posiadania, dydaktyzm jest wręcz niepożądany. Obudzić on może bowiem świadomość, iż rzeczywistość, której jesteśmy współtwórcami wypełniona jest duchową pustką, zaś jedynym traktowanym śmiertelnie przez większość dogmatem, jest stwierdzenie „być, to znaczy mieć”.

Baśnie braci Grimm rozbudzały wyobraźnię dzieci i w sposób sugestywny, ale bezpieczny, opowiadały o czyhających zewsząd niebezpieczeństwach. Serię filmów o laleczce Chucky również można potraktować jako swoiste baśnie opowiadające o zmaganiu dobra ze złem. Współczesne baśnie, często pełne przemocy i lejącej się zewsząd krwi, nie są jednak skierowane do dzieci, ale do dorosłych. Nie służą nauce, a rozrywce, zaś pokonane zło bardzo często odradza się, by w kolejnej odsłonie serii jeszcze z większym zacięciem prześladować swe ofiary. Po co więc hollywoodzcy spece od rozrywki, chcąc pokazać nam specyficzną mieszkankę czarnego humoru i makabry sięgnęli po rekwizytorium z dziecięcej oazy spokoju, jaką jest pokoik wypełniony zabawkami? Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Twórcy wykorzystując naszą wrażliwość, pragnęli, abyśmy cofnęli się do czasów dziecięctwa, w którym nie tylko przeżywaliśmy radosne chwile, lecz także w ciemnościach dostrzegaliśmy potwory znajdujące się w szafach i pod łóżkami.

***

Trudno mi sobie wyobrazić, aby wśród ludzi uznających się za fanów horroru, znalazłby się ktoś, kto nie słyszał o laleczce Chucky. Obok Michaela Myersa, Freda Krugera, Jasona Voorheesa czy ostatnio Jigsawa, postać ta, po raz pierwszy pokazana w filmie Toma Hollanda „Child’s Play”, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w dziejach kina grozy.

Tom Holland wraz ze scenarzystami konstruując fabułę „Child’s Play”, zbudował ją na fundamentach gatunkowych slashera. Nic więc dziwnego, iż nie należy ona do szczególnie skomplikowanych. Wręcz przeciwnie, intryga świadomie została sprowadzona do niezbędnego minimum. Uciekający przed policyjną obławą Charles Lee Ray trafia nocną porą do wielkiego sklepu z zabawkami, którego główną atrakcją są lalki z serii „Grzeczni Chłopcy” (nazwa budzi skojarzenia z wyrażeniem „grzeszni chłopcy”). Złoczyńca, widząc, iż jego koniec jest bliski, dzięki znajomości magii voodoo przekazuje swoją duszę jedenj z lalek. Seryjny morderca zostaje zabity, zaś „ożywiona” lalka trafia do Karen Barclay oraz jej syna Andy’ego. Jedyną szansą na odzyskanie ludzkiej postaci przez dusiciela jest migracja jego duszy z lalki w ciało chłopca. Początkowo Andy wykonuje polecenia Chucky’ego, nikt mu bowiem nie wierzy, iż lalka jest pozbawionym litości psychopatą. Kiedy jednak zaczynają ginąć ludzie, o prawdziwej tożsamości Chucky’ego dowiaduje się matka Alexa oraz prowadzący sprawę Charlesa Lee Ray’a policjant. Zaczyna się bezwzględna walka, w której pomimo pocięcia, spalenia, strzaskania, zdekapitowania oraz rozstrzelania śmiercionośna zabawka nie odpuści nikomu, kto stanie na jej drodze.

Jak nietrudno się domyśleć, fabuła sequela nie różni się zasadniczo od części pierwszej. Firma produkująca „Grzecznych Chłopców”, chcąc zbadać „sprawę Chucky’ego” dokonuje jego rekonstrukcji. Na skutek tkwiącego nadal w resztkach zabawki zaklęcia lalka ożywa, zabija laborantów, po czym ucieka w siną dal. Jej celem jest oczywiście Andy, ponieważ dusza Charlesa Lee Ray’a może przenieść się tylko w jego ciało. Chucky bardzo szybko wpada na trop znajdującego się w rodzinie zastępczej chłopaka. Preparując ślady wskazujące na zbrodniczą działalność niepoczytalnego chłopca, demoniczna lalka znowu zaczyna pozbywać się stojących na jej drodze ludzi. Po raz kolejny także powtarza się sytuacja, iż poddany najróżniejszym torturom Chucky coraz bardziej zdesperowany dąży do zamierzonego celu.

Kolejna część sagi o laleczce Chucky dzieje się osiem lat później od wydarzeń z odsłony drugiej. Andy jest już 16-letnim młodzieńcem. Na skutek wielu perturbacji w rodzinach zastępczych chłopak trafia do szkoły wojskowej Kent. Charles Lee Ray jednak nie odpuszcza. Firma produkująca „Dobrych Chłopców” po raz kolejny postanawia wznowić produkcję lalek. Traf chce, że pierwszą odtworzoną przez nich zabawką okazuje się Chucky. Ten, w spektakularny sposób zabija szefa zabawkarskiej korporacji, po czym udaje się do szkoły kadetów, by tam po raz kolejny spróbować zawładnąć ciałem Andy’ego. Jak zwykle, chłopakowi nikt nie wierzy, iż autorem morderstw dokonywanych na terenie uczelni jest lalka. Chucky z uporem maniaka, nie bacząc na przeciwności losu, niebezpieczeństwa i odniesione rany stara się odzyskać ludzką powłokę.

Czwarta odsłona serii to prawdziwa rewolucja. Po nieciekawej, trochę nieudolnej i wiejącej nudą „Child's Play 3” producenci postanowili pójść na żywioł i kolejny sequel podlali gigantyczną dawką czarnego humoru. Zamiast więc horroru mamy bezkompromisową komedię z mnóstwem nawiązań do klasyki kina grozy.

Z policyjnego magazynu dowodów rzeczowych jeden z gliniarzy kradnie szczątki Chucky’ego. Trafiają one do Tiffany, seksownej, choć mającej już lata świetności za sobą byłej znajomej Charlesa Lee Ray’a. Dziewczyna z wprawą zszywa byłą gwiazdę przemysłu zabawkarskiego, po czym wskrzesza byłego kochanka, chwilowo znajdującego się w ciele lalki. Kiedy jednak okazuje się, iż ożywiony Chucky nie czuje mięty do byłej dziewczyny, bohaterka unieruchamia go w klatce zrobionej z dziecięcego łóżeczka. W akcie zemsty psychopata zabija swą kochankę. Nie zdaje sobie jednak sprawy, iż w momencie śmierci dusza Tiffany trafia w gumowe ciało lalki płci żeńskiej, którą wcześniej kobieta kupiła, by pognębić swego byłego chłopaka. Po kolejnych niezwykle burzliwych kłótniach, oboje dochodzą do wniosku, iż nie chcą do końca życia być zabawkami. Ale do odzyskania ludzkich postaci potrzebny im jest talizman, z którym w New Jersey pochowany został Charles Lee Ray. Muszą więc przebyć długą drogę, by dostać wymarzony amulet. Jako przewoźników wykorzystują poszukiwaną przez policję parę nastolatków.

Ostatnia cześć „Child's Play” traktująca o wybrykach seryjnego mordercy w ciele lalki, podobnie jak poprzednia część, utrzymana jest w klimacie czarnej komedii okraszonej kilkoma spektakularnymi scenami rozrywania ludzkiego ciała. Tym razem akcja filmu przenosi się do Los Angeles, gdzie w jednym z hollywoodzkich studiów kręci się film o przygodach Chucky’ego oraz Tiffany. Główną rolę w tej produkcji gra Jennifer Tilly. Przebywający w Anglii Glenn, wrażliwa i samotna lalka, niczym Pinokio wykorzystywana w głupich przedstawieniach, widząc relacje z Hollywood, postanawia udać się do Stanów, by przekonać się, czy Chucky i Tiffany są jego rodzicami. Zaraz po przyjeździe, Glenn, wykorzystując rytuał voodoo, wskrzesza potępieńczą parę. Zaskoczeni istnieniem potomka rodzice znowu podejmują próby pozbycia się gumowych ciał na rzecz ludzkich powłok. Jednak liczba ich problemów wzrasta o kolejny, kiedy orientują się, iż Glenn nie wie, czy jest chłopcem, czy dziewczynką.

***

Wszystkim fanom kina grozy wiadomo, iż popularny w latach 70. i 80. slasher bardzo szybko wyczerpał swoje możliwości artystyczne. Kręcone masowo horrory o psychopacie zabijającym kolejno swoje nastoletnie ofiary zaczęły być podobne do siebie niczym kserokopie. Na dobrą sprawę ostatnim w miarę oryginalnym, intrygującym i wnoszącym coś nowego do konwencji filmem był nakręcony w 1984 roku przez Wesa Cravena „A Nightmare On Elm Street”. Później mieliśmy już do czynienia przede wszystkim z sequelami takich klasyków jak „Halloween”, „The Texas Chain Saw Massacre” oraz „Friday the 13th”. Filmowcy nie zapomnieli również o Freddym Kruegerze. Oprócz filmu z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych powstało aż sześć sequeli. W latach 90. oraz na początku nowego wieku hollywoodzcy producenci przypomnieli sobie o slasherze. Nie zaczęły jednak powstawać nowatorskie filmy, mogące wnieść nową jakość do zmurszałej konwencji. Żądni zysków filmowi decydenci z USA postanowili na nowo nakręcić otoczone kultem fanów klasyki. Tak zaczęła się era remake’ów, crossoverów i rebootów. Dzisiaj w odświeżonej, co nie znaczy, że w lepszej wersji, możemy zobaczyć „The Texas Chain Saw Massacre”, „Black Christmas”, „Halloween”, „When a Stranger Calls”, „Friday the 13th”, „Prom Night” i „My Bloody Valentine”.

Pod koniec lat 80. nakręcono kolejny horror, który za sprawą polującego na swe ofiary czarnego charakteru na stałe wpisał się w annały światowego kina grozy. Mam tu na myśli mającego swoją premierę w 1988 roku „Child’s Play” wyreżyserowanego przez Toma Hollanda. Pomysłodawcą całego projektu był Don Mancini, Włoch, który na pomysł morderczej lalki wpadł kilka lat wcześniej studiując ma Uniwersytecie Kalifornijskim. Skąd wzięła się idea „lalki killera”? Bez dwóch zdań, Chucky jest bratem takich postaci jak Michael Myers, Jason Voorhees, Leatherface czy Freddy Krueger. W każdej części sagi o mordercy uwięzionym w ciele lalki występują nawiązania do klasyki horroru. Nie inaczej jest w części zapoczątkowanej przez Hollanda. Co prawda Chucky jest lalką, jednak w jego ciele tkwi dusza seryjnego mordercy, dusiciela i znawcy voodoo, Charlesa Lee Ray’a (imię i nazwisko psychopaty pochodzi od nazwisk najbardziej znanych seryjnych morderców - Charlesa Mansona, Lee Harvey’a Oswalda i Jamesa Earla Ray’a). Mamy więc kogoś, kto ukryty za „maską” (uwięzienie w zabawce) zabija, by osiągnąć swój cel. Działania psychopaty są całkowicie jemu podporządkowane. Co prawda Chucky nie morduje przygłupich nastolatków, jednak kieruje nim chęć zemsty za to, co spotkało go, kiedy był człowiekiem. W pierwszych trzech odsłonach opowieści stara się za wszelką cenę dopaść Andy’ego, osobę, której po przeniesieniu po raz pierwszy ujawnił swą tożsamość. Według klątwy voodoo bowiem, tylko on może stać się nowym ciałem, które dusza Charlesa może opanować. W „Child’s Play” Andy mieszka z matką. Ani ona, ani chłopak nie wspominają o ojcu. Owa sytuacja ma ścisły związek z rzeczywistością pozafilmową. Mancini wychowywał się w tradycyjnej włoskiej rodzinie, w której ojciec, typowy macho, stanowił familijne bóstwo. Uważał on, iż z tego tytułu należy mu się bezwzględne posłuszeństwo. Konflikt między synem a ojcem wybuchł, kiedy Don oznajmił wszem i wobec, że jest gejem. Zresztą emanację tego antagonizmu widać w kolejnych dwóch częściach filmu. Najpierw („Child’s Play 2”) Andy nie potrafi sprostać wymaganiom pryncypialnego i niewyrozumiałego opiekuna w rodzinie zastępczej, później zaś („Child’s Play 3”), przebywając w szkole kadetów, nie chce dostosować się do bezsensownych reguł siłą narzucanych przez dowódcę i jego lojalnych pomagierów.

Ale sama postać Chucky’ego i jego działania nie są jedynymi elementami stawiającymi go w jednym rzędzie z najbardziej znanymi postaciami z kultowych slasherów. Kolejnym jest idea wielu śmierci. W części autorstwa Hollanda, lalka jest tyle razy zabijana, iż co inteligentniejszy widz zaczyna się domyślać, iż w tym szaleństwie musi tkwić jakaś metoda. I tak jest w istocie. Zarżnięcie, spalenie, zastrzelenie czy pozbawienie głowy bohatera jest wręcz jawnym naśmiewaniem się z takich postaci jak np. Michael Myers, które wielokrotnie uśmiercane zawsze wracały na ekrany kin, by znowu cieszyć widzów spektakularnymi morderstwami. W części drugiej Chucky z resztek spalonego i rozstrzelanego ciała zostaje odtworzony przez laborantów pracujących na rzecz korporacji produkującej „Dobrych Chłopców”. W części trzeciej zaś, po kolejnym uruchomieniu taśmy produkcyjnej z lalkami, krew Chucky’ego dostaje się do kadzi z masą, z której później wyrabiane są poszczególne części zabawek.

Tworząc film o morderczej lalce, zarówno Mancini jako scenarzysta, jak również reżyserzy poszczególnych części – Holland, Lafia i Bender – doskonale zdawali sobie sprawę, iż obraz zrobiony na serio, na zawsze zdyskwalifikuje ich jako twórców filmowych. Co prawda ich produkcje nie są komediami, lecz wręcz aż kipi w nich, zwłaszcza w dwóch pierwszych częściach, od czarnego humoru zarówno słownego jak i sytuacyjnego. Sam Chucky to wyszczekana, zgryźliwa i cyniczna istota, dla której nie ma żadnej świętości. Naigrywa się ze wszystkiego i ze wszystkich. Chucky’emu zabijanie sprawia przyjemność, panowanie nad ludzkimi emocjami najzwyczajniej bawi go. Osobny artykuł można by poświęcić komizmowi zawartemu w pierwszych trzech odsłonach „Child’s Play”. Na czym polega jego niewątpliwy sukces? Przede wszystkim na przedstawieniu lalki jako istoty jednocześnie budzącej strach i śmiech. Wszak przecież zabawki kojarzą się nam przede wszystkim z zabawą, dziećmi oraz radością. Tu mamy do czynienia niby z lalką, jednak tak naprawdę tkwi w niej dusza seryjnego mordercy i okrutnego maga voodoo. Nikt nie wierzy małemu Andy’emu, iż w rzeczywistości zabawka jest morderczym ustrojstwem eliminującym każdego, kto będzie miał czelność stanąć na jej drodze. Z drugiej jednak strony uwięziony Charles Lee Ray zrobi wszystko, by wydostać się z pułapki. Jest niecierpliwy, rozdrażniony i zdesperowany. Zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń, nie przeszkadza mu to jednak celnie komentować rzeczywistości widzianej z perspektywy ignorowanej przez wszystkich zabawki. Zabija, straszy, próbuje zawładnąć ciałem dziecka, ale także śmieszy swoim wyglądem oraz cynicznymi i sarkastycznymi odzywkami. W pierwszych trzech odsłonach sagi nie brakuje także ogromnego dystansu twórców do tworzonych przez siebie filmów. Ujawnia się to nie tylko parodystycznymi nawiązaniami do klasyki horroru, lecz także w specyficznym traktowaniu swojego bohatera. Bywa bowiem tak, iż Chucky’emu nie zawsze wszystko wychodzi. W decydujących momentach, kiedy już czarny charakter ma osiągać to, do czego tak uparcie zmierzał, nagle coś mu przeszkadza w realizacji planów. I znowu, niczym w rasowej komedii, „Grzeczny Chłopiec” musi od początku w pocie czoła knuć i spiskować, by znowu być człowiekiem.

Cykl filmów o morderczej laleczce nie zdobyłby tak ogromnego uznania, gdyby nie intrygujący i zapadający w pamięć czarny charakter. Któż bowiem z lubujących się w kinie, nawet niekoniecznie w horrorach, nie zna Chucky’ego? Wszak na dźwięk tego imienia od razu w wyobraźni wielu widzów rodzi obraz rudowłosej lalki o niewinnych niebieskich oczętach, która w jeden sekundzie potrafi z niegroźnej i wzbudzającej wśród dzieci zachwyt zabawki zamienić się w śmiertelnie groźną bestię. Chucky został zaprojektowany jako żart z niezwykle popularnych w Stanach Zjednoczonych lalek „My Buddy”. Zabawki wykonane zostały przez koncern Hasbro w 1985 roku jako produkt przeznaczony dla chłopców. Oryginalna lalka ubrana była w bluzeczkę z kolorowymi paskami oraz w niebieskie ogrodniczki z logo „My Buddy” na piersi. Uśmiechnięta twarz ozdobiona była wielkimi niebieskimi oczami oraz licznymi piegami. Powyższy opis nie pozostawia wątpliwości, iż amerykańscy odbiorcy widzący na ekranach kina Chucky’ego mieli także zobaczyć znajdujących się w sypialniach ich dzieci sympatycznych towarzyszy „My Buddy”. Ale nie tylko wzorowanie się na rzeczywistej zabawce zapewniło Chucky’emu nieśmiertelność. Niezwykle istotna okazała się animacja lalki oraz głos, którym przemawiała. Już w pierwszej części jej ruch, mimika oraz wyraziste i charakterystyczne gesty wywoływały mieszankę lęku i śmiechu. W drugiej odsłonie, zasilonej już dużo większym budżetem, bohater porusza się już bardzo swobodnie. Poprawa jego animacji, zwłaszcza jeśli chodzi o mimikę, jest bardzo znacząca. Niewątpliwie nie byłoby lalki Chucky, gdyby nie głos podkładany przez Brada Dourifa, aktora znanego z takich produkcji jak „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Mississippi w ogniu”, „Egzorcysta 3”, „Władca pierścieni” czy „Halloween” w reżyserii Roba Zombie. W „Child’s Play” artysta pojawia się w roli Charlesa Lee Ray’a, później już jednak słyszymy tylko jego charakterystyczny i oddający mnogość emocji głos. Dourif przekonuje przede wszystkie wtedy, kiedy jego bohater znęca się nad kimś albo kiedy jest na coś wściekły.

Czy w pierwszych trzech odsłonach przygód laleczki Chucky można oprócz prostej, niekiedy wręcz banalnej, fabuły doszukiwać się jakiś niejednoznacznych treści sugerujących, iż „Child’s Play” jest czymś więcej niż marnym kinem klasy B? Wszak dobre kino rozrywkowe oprócz wartości służących dobrej zabawie zawsze w pewnym stopniu bywa odzwierciedleniem rzeczywistości. Wszak popkultura szukając poklasku wśród jak najszerszym kręgu odbiorców musi choć trochę o nich opowiadać. Mancini w pierwotnej wersji „Child’s Play” chciał nakręcić kryminał, w którym do końca widz nie miał być pewny, czy mordercą jest mały chłopiec, czy też jego lalka. W finalnej wersji, obraz Hollanda jest niczym więcej jak filmem klasy B bawiącym się konwencją zmurszałego pod koniec lat 80. slashera. Trochę inaczej rzecz się ma w drugiej części sagi o laleczce Chucky wyreżyserowanej przez Johna Lafię. Reżyser wraz z Mancinim wpletli w niezbyt skomplikowaną historię elementy fabularne krytykujące pewne instytucje. W najgorszym świetle pokazana został korporacja, która nie licząc się z przeszłością za wszelką cenę chce uruchomić produkcję lalek „Dobry chłopiec”. Pracowników mających na coś inne zdanie niż prezes i rada nadzorcza w najlepszym przypadku spotyka ostracyzm, w najgorszym zaś pożegnać się muszą z pracą. W tym kontekście bardzo znaczącą sceną okazuje się ta w fabryce lalek, kiedy mały Andy oraz starsza od niego Kyle próbują wydostać się labiryntu skonstruowanego z tysięcy pudełek wypełnionych lalkami „Dobry chłopiec”. Żyjąc w konsumpcyjnej rzeczywistości skazani jesteśmy na kupowanie usług gigantycznych korporacji, a próba wyzwolenia się spod ich wpływów przypomina błądzenie labiryncie. Oprócz tego w „Powrocie laleczki Chucky” mamy także do czynienia z krytyką sposobu wychowania opartego na surowej dyscyplinie. Po tragicznych wydarzeniach z części pierwszej, Andy trafia do rodziny zastępczej. Pomimo usilnych starań, chłopiec nie potrafi spełnić oczekiwań apodyktycznego, pedantycznego i pryncypialnego Phila Simpsona. Mężczyzna nie potrafi zrozumieć tego, iż dzieciak czuje sie bardzo samotny (Karen Barclay, matka Andy’ego trafiła do szpitala psychiatrycznego). Dostrzega tylko i wyłącznie jego uchybienia i co gorsza wyolbrzymia je do niesamowitych rozmiarów. Podobnie rzecz się ma z nowa szkołą, do której trafia mały bohater. Pracująca w niej nauczycielka niesprawiedliwie oskarża nowego ucznia, czyli Andy’ego, o każdą drobnostkę przeszkadzającą jej w prowadzeniu lekcji. Nie dostrzega potrzeb bardzo młodego jeszcze ucznia, ani tego, iż jako nowy może nie rozumieć reguł panujących w szkole. Oboje dość szybko zostają skarceni. Chucky chcąc mieć dostęp do chłopaka będzie musiał pozbyć się obojga. Reżyser sprytnie to sobie wykombinował, iż w tych momentach nie widzimy lalki jako negatywnego charakteru, a dostrzegamy w niej uosobienie każącej reki sprawiedliwości.

W trzeciej części przygód diabelskiej zabawki, kilkunastoletni Andy trafia do szkoły kadetów. Jak nietrudno się domyśleć, zaraz po wskrzeszeniu, Chucky natychmiast podąża jego śladem. Zarówno z perspektywy Chucky’ego jak i Andy’ego widzimy, jak bezsensowną instytucją jest wojskowa uczelnia mającą za zadanie zrobić z dzieci i młodzieży prawdziwych Amerykanów gotowych oddać życie za swój kraj na wszystkich frontach świata. Andy’emu nie podoba się wojskowy dryl, który tak naprawdę sprowadza się do lizusostwa wobec przełożonych, Chucky’emu zaś nie pasuje to, iż jego ofiara stale jest przez kogoś kontrolowana i pilnowana. Znowu więc antagonistami nie będą tylko głowni bohaterowie, lecz także system opresji, w tryby którego po raz kolejny dostaje się Andy.

***

O ostatnich dwóch odsłonach serii „Child’s Play” postanowiłem napisać w oddzielnym rozdziale. Jeśli ktoś widział obrazy zrealizowane przez Ronny’ego Yu oraz Dona Mancini, myślę, że bez problemu domyśli się przyczyn mojej decyzji.

Po nieudanej, nudnej i najzwyczajniej nijakiej części trzeciej musiało minąć ponad siedem lat, aby producenci znowu zainteresowali się laleczką Chucky. Po filmie Jacka Bendera mogłoby się wydawać bowiem, iż z motywu duszy seryjnego mordercy tkwiącego w ciele lalki wyciśnięto już wszystko. Twórcy nowych filmów musieli więc podjąć decyzję, w jaki sposób kręcone będą następne części. Mogli dalej ciągnąć wątek próby przejęcia ciała Andy’ego przez Charlesa Lee Ray’a, jedna jak wspomniałem wyżej, już w „Child's Play 3” sprawiał on wrażenie całkowicie wyeksploatowanego. Na szczęście zarówno Donowi Mancini jak i pochodzącemu z Hongkongu Ronny’emu Yu nie zabrakło odwagi, by pchnąć serię na zupełnie nowe tory. W wyprodukowanym w 1998 roku „Bride of Chucky” zrezygnowali oni z otoczki kina grozy, by postawić na bezkompromisową komedię, niczym „Piła” w pułapki, najeżoną cytatami z klasyki kina grozy. Jak mówi przysłowie, „do odważnych świat należy”. W przypadku czwartej odsłony przygód laleczki Chucky instynkt i wyczucie nie zawiodły twórców. Powstał bowiem kapitalny film, który znawcom kina grozy sprawił wiele niekłamanej radości.

Już pierwsze minuty filmu sugerują widzowi, z czym będzie miał do czynienia w późniejszych jego partiach. W prologu jest bowiem scena, w której policjant szukając w policyjnym archiwum dowodów resztek Chucky’ego natrafia na rekwizyty z tak znanych fanom kina grozy filmów jak „Halloween”, „Friday the 13th”, „Nightmare on Elm Street” oraz „Texas Chainsaw Massacre”. Kolejne minuty dzieła Yu nie pozostawiają złudzeń co do charakteru filmu. Tiffany, mieszkająca w przyczepie kempingowej fanka i kolekcjonerka najróżniejszego rodzaju lalek, zszywa w jedną całość resztki Chucky’ego, po czym za pomocą rytuału voodoo przywraca go do życia. Kogo przypomina nowy, złowieszczo wyglądający bohater? Oczywiście Frankensteina. Kolejnym bezpośrednim nawiązaniem do serii o Frankensteinie, a pośrednio również do dzieła „Bride of Re-Animator” Briana Yuzny, jest scena, w której Tiffany w ludzkiej postaci umiera, a na świat przychodzi lalka nazywająca się... Tiffany. Pomysł z towarzystwem dla Chucky’ego okazała się strzałem w dziesiątkę. Obie lalki bowiem to prawdziwe dzieła sztuki. Nie tylko świetnie wyglądają, ale także dzięki nowym zdobyczom techniki w sztuce filmowej, kapitalnie poruszają się, sprawiając wrażenie, iż na planie filmowym nie przebywa kukiełka, lecz żywy aktor. Kolejnym nawiązaniem do filmowej klasyki jest zastosowana w „Bride of Chucky” konwencja kina grozy. Porywając należący do pary nastolatków samochód, diabelskie lalki wyruszają w podróż, której celem ma być cmentarz z pochowanymi na nim zwłokami Charlesa Lee Ray’a. Po drodze jednak Chucky i Tiffany, jako niezwykle zgrany tandem morderców, pozbywają się kolejnych osób przeszkadzających w realizacji ich planu. Myślę, iż fani dobrego kina z rozszyfrowaniem i tego tropu nie będą mieli problemu. Chodzi oczywiście o nawiązanie do „Natural Born Killers” Olivera Stone’a. Podobnych smaczków w „Bride of Chucky” jest całe mnóstwo. Pojedyncze sceny są zabawnymi parodiami takich obrazów jak „Hellraiser” czy „Rosemary's Baby”, zaś cały wątek z ginącymi w dziwnych okolicznościach nastolatkami jak najbardziej inspirowany jest popularnymi w Stanach Zjednoczonych teen slasherami. Niewątpliwie także dziejąca się na cmentarzu scena finałowa to swoistego rodzaju hołd złożony Edgarowi Allanowi Poe, który budując świat przedstawiony w swoich utworach bardzo często nawiązywał do tego typu posępnych miejsc opanowanych przez wszechobecną, prawie namacalną śmierć.

Trudno sobie także wyobrazić czwartą cześć „Child's Play” bez Jennifer Tilly oraz Brada Dourif. Piękna, choć już mająca swoje lata pół-Azjatka, ze swoim zmysłowym, seksownym i lekko zachrypniętym głosem wręcz idealnie pasuje najpierw jako odtwórczyni starającej się za wszelką cenę być sexy Tiffany, później zaś doskonale radzi sobie z podkładaniem głosu do towarzyszki Chucky’ego. Zarówno w tej części jak i w kolejnej słynna hollywoodzka aktorka znakomicie gra swoim wizerunkiem. W światku filmowym postrzegana jest bowiem jako podstarzała seks bomba, która za wszelką cenę nadal stara się wzbudzać zachwyt pięknym i ponętnym ciałem. Na łamach plotkarskich pism wielokrotnie dochodziło do rozważań nad tym, ile w jej ciele jest botoksu lub co tym razem aktorka dała sobie powiększyć lub zmniejszyć. Oglądając „Bride of Chucky” miałem także wrażenie, iż dzięki odnowionemu wizerunkowi Chucky’ego nowe siły twórcze przybyły Bradowi Dourif. W czwartej części sagi tytułowy bohater ma jeszcze więcej do powiedzenia, niż w poprzednich. Nie jest tylko czarnym charakterem straszącym swe ofiary, lecz głównym bohaterem, wokół którego skupiają się wszystkie wydarzenia. Na szczęście zarówno dla Chucky’ego jak i dla podkładającego głos aktora udało się stworzyć w filmie Yu wiele znakomitych, będących wybuchową mieszanka czarnego humoru oraz scen gore, okraszonych świetnymi, jak zwykle bardzo ciętymi, komentarzami znajdującego się w ciele lalki Charlesa Lee Ray’a. Moim zdaniem najlepszymi z nich jest unicestwienie komicznego satanisty wzorowanego zapewne na Marylinie Mansonie oraz efektowne morderstwo jednego ze ścigających Chucky’ego i Tiffany policjantów za pomocą kilkudziesięciu gwoździ. Do jakiego filmu nawiązaniem jest ostatnia wspomniana przeze mnie scena, podpowiadać chyba nie muszę.

„Bride of Chucky” jest więc znakomitą komedią, nie tylko wskrzeszającą z satysfakcjonującym skutkiem słynną już laleczkę Chucky, lecz także obrazem, który w zabawny, niekiedy w prześmiewczy, a na pewno inteligentny sposób nawiązuje do kilku, a może nawet kilkunastu klasycznych już dzisiaj filmów grozy.

Część czwarta kończyła się narodzinami lalki będącej owocem związku Chucky’ego i Tiffany. Tę latorośl poznajemy w kolejnej odsłonie serii, „Seed of Chucky”. Jest nim rudowłosa lalka niewolniczo pracująca jako interlokutor brzuchomówcy, którym jest zapijaczony i średnio rozgarnięty brytyjski sztukmistrz. Widząc w telewizji reportaż z planu zdjęciowego filmu o Chucky’m i Tiffany postanawia uciec od swojego ciemiężyciela i udać się do Hollywood. Akcja „Seed of Chucky” toczy się więc w Fabryce Snów. Mancini co prawda nie zrezygnował z cytatów i parodii słynnych filmów grozy (tym razem wybór reżysera padł na „Halloween” Carpentera, „Drakulę” Coppoli, „Psycho” Hitchcocka, rzeszę świątecznych horrorów i wreszcie obraz Eda Wooda „Glen czy Glenda”), jednak tym razem postanowił oprzeć swój film autotematyzmie. Oprócz początkowego fragmentu jego produkcji rozgrywającego się na planie filmowym, również kolejne mają wiele wspólnego ze sztuką filmową. Po raz pierwszy Charles Lee Ray w ciele lalki nie szuka ludzkiej ofiary, w którą mógłby się wcielić, lecz wreszcie akceptuje siebie takim, jakim jest. Okazuje się bowiem, iż jako zabawka stał się nie tylko nieśmiertelnym bohaterem, lecz zdobył nieprawdopodobną sławę. Czym więc zajmują się w „Seed of Chucky” tytułowy bohater i jego wybranka Tiffany? Otóż na swój, trzeba przyznać specyficzny sposób, troszczą się o potomstwo. Okazuje się bowiem, iż przybyła z Europy lalka nie wie, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Chucky pokazując istotce swoją naturę, będzie ją przekonywał do męskiego sposobu bycia, Tiffany zaś będzie ze swojego dziecka chciała zrobić dziewczynkę. Nie tylko więc mamy do czynienia z parodią filmu rodzinnego, familijnego, lecz także Mancini mógł wreszcie prawie wprost opowiedzieć o wszystkich swoich rozterkach dotyczących orientacji seksualnej często społecznie nieakceptowanej i nietolerowanej (wspominałem już wyżej, iż Mancini jest homoseksualistą). Zarówno Chucky jak i Tiffany nie akceptują swojego dziecka takim, jaki jest. Pragną widzieć w nim kogoś, kto będzie raczej ich wyidealizowanym marzeniem niż czującą postacią z krwi i kości (albo z plastyku i lateksu jak ktoś woli). Okazuje się, iż to Glen/Glenda jest istotą, która dzięki empatii najlepiej przystosowana jest do życia w społeczeństwie. Patrzy bowiem na ludzi nie z perspektywy własnych zachcianek, lecz przez pryzmat kogoś uwrażliwionego na nieszczęścia innych przez kłujący brak akceptacji.

Jednak to nie tylko wykorzystanie chwytu „filmu w filmie” oraz sparodiowanie kina rodzinnego sytuuje „Seed of Chucky” w nurcie produkcji autotematycznych. Mam tu także na myśli zaangażowanie aktorów, którzy nie odgrywają fikcyjnych postaci, lecz z ogromnym dystansem do własnej osoby grają po prostu siebie. Jennifer Tilly w piątej odsłonie przygód laleczki Chucky jest słabo już błyszczącą gwiazdą, która nie tylko musi grać w kinie klasy B, lecz także zrobi dosłownie wszystko, aby dostać angaż do religijnej superprodukcji, której reżyserem ma by raper Redman, grany oczywiście przez samego Redmana. Szuka on bowiem odtwórczyni roli Maryi, a według mniemania Tilly jest to rola wręcz stworzona dla niej. „Seed of Chucky” jest więc także satyrą na zepsuty hollywoodzki światek, w którym chęć utrzymania się na powierzchni okupiona bywa często moralną degrengoladą. Według Manciniego aktor, któremu grozi zapomnienie albo tułaczka po planach filmowych najtańszych produkcji, jest gotowy na każde poświęcenie bez względu na jego etyczne konsekwencje. Oprócz Jennifer Tilly oraz Redmana kolejnym istotnym dla filmu aktorem, ważnym ze względu na jego związki z kinem, jest John Waters. Ten kontrowersyjny i ostentacyjnie homoseksualny reżyser w „Seed of Chucky” gra dziennikarską hienę, która nie cofnie się przed najgorszym świństwem, by tylko złapać jakąś gwiazdę „in flagranti”.

Czy w produkcji wyreżyserowanej przez Manciniego zostało coś jeszcze z horroru? Oczywiście, bo i krew się w niej leje, i trup ściele się gęsto. Wszak Chucky zaakceptowawszy wreszcie swoje wcielenie wcale nie zrezygnował z przyjemnością, jaką sprawia mu zabijanie. Swoimi wyczynami zaimponować próbuje już nie tylko Tiffany, lecz także swej latorośli. Pomimo świadomego nawiązywania do kina klasy B, wszystkie efekty specjalne oraz animacja trzech lalek stoją na bardzo wysokim poziomie. Jednak proszę nie spodziewać się po nich ani wielkiego straszenia, ani szczególnie przejmujących obrzydliwości. „Seed of Chucky” to bowiem po części poprzedniej kolejna intertekstualna zgrywa, tym razem jednak z o wiele cięższym, dla niektórych może nawet kloacznym, poczuciem humoru. Mancini postanowił nie przejmować się dobrym smakiem. Mamy więc dowcipy zarówno o sztucznych piersiach, jak i te „sięgające głębiej”, w sferę powiedzmy analno-waginalną, czyli o masturbacji i o płynach fizjologicznych wydzielanych podczas różnego rodzaju stosunków płciowych.

Od jakiegoś czasu na różnych portalach internetowych poświęconych horrorowi można przeczytać, iż zarówno Don Mancini i producent David Kirschner przymierzają się do zrealizowania remake’u „Child’s Play”. Na początku 2010 roku świat filmowy obiegła wiadomość, iż ruszyły już pierwsze prace nad nową produkcją poświęconą „wyczynom” Chucky’ego. Trudno się dziwić producentom. Wszak cała seria zarobiła dotychczas ponad 176 milionów dolarów przy nakładzie ok. 59 milionów „zielonych”. Trzykrotne przebicie mogło być nie lada inspiracją dla hollywoodzkich decydentów. Jakiekolwiek by jednak nie były losy remake’u, seria „Child’s Play”, zwłaszcza jej pierwsza odsłona, dzięki głównemu bohaterowi, Chucky’emu, jest filmem klasycznym już nie tylko dla kina grozy, lecz także produkcją kultową dla kolejnych pokoleń zafascynowanych horrorem.



HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?
HO, Publicystyka - Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, która lalka jest najgroźniejsza na świecie?

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -