Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych w filmach George’a A. Romero

Ireneusz Gajek

Śmiem przypuszczać, iż zdecydowanej większości miłośnikom szerokopojętej grozy literackiej czy filmowej powieść „Frankenstein” Mary Shelley oraz film „Gabinet doktora Caligari” Roberta Wiene są doskonale znane. Co wspólnego mają ze sobą te utwory? Otóż oba działa łączy motyw szalonego naukowca, postaci opętanej szaleńczą ideą bądź to powołania do życia istoty martwej („Frankenstein”), bądź chęcią wykorzystywania somnambulika do pozbawiania życia innych ludzi. Ponadto w powyższych dziełach ich protagoniści, by dokonać tego, czego jeszcze żaden człowiek nie uczynił, muszą zerwać ze wszystkimi normami regulującymi życie społeczne. U Shelley doktor Frankenstein eksperymentuje na zwłokach, zaś w ekspresjonistycznym arcydziele filmowym Wiene jego bohater, Caligari, wykorzystuje do swych celów osobnika cierpiącego na jakąś przypadłość umysłową. Po 1920 roku na wpół szaleni geniusze zrywający z kolejnymi sferami tabu nie przestali nawiedzać kin. Co więcej, wraz z rozwojem nauki oraz narastających z tego powodu obaw, podobnych person w światowej kinematografii zaczęło wręcz przybywać. Nie tylko pełnili oni rolę odstręczających, moralnie podejrzanych i wzbudzających grozę indywiduów, lecz także personifikowali strach przed nieodpowiedzialnymi, mogącymi wpłynąć na losy gatunku ludzkiego eksperymentami. Nie sposób wyliczyć wszystkich dzieł filmowych i literackich traktujących o ścinających krew w żyłach testach dokonywanych przez wszelakiej maści uczonych o podejrzanej konduicie. Nie będę w tym miejscu podejmował się tego zadania, tym bardziej, iż w artykule mowa będzie o eksperymentach natury medycznej w filmach George’a A. Romero.


Przez niektórych uznawany za mistrza, przez innych za reżysera jednego filmu („Night of the Living Dead”), dla wielu starszy człowiek, który nie powinien brać się już za robienie kina – jaka by nie była opinia o twórczości George’a A. Romero, nikt nie odmówi mu bycia ikoną filmowego horroru, choćby na miano takie miałby zasłużyć tylko „Nocą żywych trupów”. Oglądając kolejne jego filmy można stwierdzić, iż w dorobku artystycznym reżysera znajdują się obrazy, w których bardzo istotną rolę odgrywają eksperymenty medyczne dokonywane przez różnego rodzaju naukowców. Mam tu na myśli pochodzących z roku 1973 „Szaleńców”, nakręcony trzy lata później „Dzień żywych trupów” oraz zrealizowaną w 1988 roku „Małpią intrygę”. Poniżej postaram się dokładnie opisać wspomniany motyw i wskazać jego odbicie w rzeczywistości pozafilmowej.

Szaleni… politycy

Nieopodal niewielkiego miasteczka Evans City rozbija się wojskowy samolot przewożący broń biologiczną, wirus o nazwie Trixie. Nieświadomi niczego mieszkańcy początkowo nie łączą katastrofy z coraz częstszymi w ich środowisku wybuchami niepohamowanej agresji skutkującej najczęściej brutalnymi morderstwami. Dopiero kiedy w Evans City pojawia się wojsko, ludzie zaczynają podejrzewać, iż grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Na ratunek jest już jednak za późno, bowiem żołnierze otoczyli miasto bardzo szczelnym kordonem. Każdy próbujący się wydostać z pułapki natychmiast jest zabijany. Szybko dowiadujemy się, iż zarówno żołnierze jak i mieszkańcy miasteczka nie zostali poinformowani, z czym będą mieć do czynienia. A jak później się okazuje, Trixie to niezwykle groźny wirus, który nie tylko jest nieuleczalny, lecz także nie ma na niego szczepionki.

Najdziwniejszy, a zarazem bardzo wymowny, jest sposób dowodzenia całą operacją. Teoretycznie wszystkie dyspozycje związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa pochodzą ze sztabu dowodzenia znajdującego się na miejscy. W praktyce jednak decydentami są politycy, którzy z Waszyngtonu sterują wszystkimi poczynaniami wojskowych. Nic więc dziwnego, iż w Evans City zapanował chaos. Pośpiech, bark konsekwencji w działaniu, a przede wszystkim nikłe rozeznanie w sytuacji „frontowej” w pewnym momencie doprowadziło do tego, iż część mieszkańców amerykańskiego miasteczka wystąpiło przeciwko wojsku. W podobny sposób Romero pokazał zamęt wśród tych, którzy dobrowolnie lub pod presją siły poddali się dyspozycjom wojskowych. Skoszarowani w miejscowej szkole cywile służą za króliki doświadczalne sprowadzonym z armii naukowcom. Po pewnym czasie orientujemy się, iż prominentni politycy postanowili wykorzystać całą sytuację do tego, aby w warunkach pozalaboratoryjnych zbadać działanie wirusa i zacząć ewentualne prace nad szczepionką albo antidotum. W sposób pospieszny wśród mieszkańców Evans City szuka się naturalnie uodpornionych na Trixie.

W „Crazies” Romero wszystkie prace badawcze prowadzi się w laboratorium… szkolnym. Początkowo robią to wojskowi eksperci, później dr Ralston Watts, jeden z cywili, którzy na zlecenie rządu od kilku lat pracowali nad Trixie. Cała sytuacja wygląda kuriozalnie, kiedy wspomniany badacz wraz z „asystentką” (jedną z nauczycielek) przy użyciu pomocy dydaktycznych starają się znaleźć lekarstwo na szerzącą się wokół nich chorobę. Ale to nie koniec. W pewnym momencie dzięki zbadaniu ogromnej ilości próbek krwi dzielnemu dr Wattsowi udaje się opracować metodę neutralizacji wirusa. W ciągu więc kilkunastu godzin, na sprzęcie używanym dotąd przez uczniów dokonuje czegoś, czego nie potrafił zrobić przez trzy lata w profesjonalnych laboratoriach. Na nic jednak zdaje się jego geniusz, bowiem na skutek wybuchu paniki w szkole oraz braku jakiegokolwiek porządku w działaniu wojska, dr Ralston Watts ginie w nieszczęśliwym wypadku.

Romero w „Crazies” próbuje nas przekonać, iż w obliczu śmiertelnego zagrożenia ludzie, nawet ci z małych społeczności, więc bardzo zżyci ze sobą, przestają działać wspólnie i myślą przede wszystkim o swoim bezpieczeństwie. Wspólnota przestaje funkcjonować, a jej miejsce zajmują jednostki, które w imię obrony życia swoich najbliższych zdolne są bez mrugnięcia oka zabić kogoś, kto przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat był ich sąsiadem.

Jednak o wiele ważniejszą kwestią poruszoną przez Romero w „Crazies” jest próba oskarżenia rządowych decydentów o manipulowanie amerykańską opinią publiczną w sprawie najróżniejszego rodzaju eksperymentów dokonywanych na ludziach zarówno w granicach Stanów Zjednoczonych jak również poza nimi. W latach 40. i 50. na terenie USA miało miejsce mnóstwo wybuchów nuklearnych z udziałem żołnierzy. Do ich zadań należało albo znajdować się dość blisko epicentrum wybuchu, albo wykonać rekonesans po strefie 0 zaraz po eksplozji. Nadrzędnym celem tego typu operacji miło być zbadanie wpływu promieniowania na organizm ludzki. Podczas wojny w Wietnamie Amerykanie korzystali z defoliantów, czyli niezwykle toksycznych środków roślinobójczych. Ich stosowanie podczas działań wojennych miało jakoby wspomóc amerykańskich żołnierzy w walce z partyzantami Vietcongu w dżungli. Jednak oprócz tego niszczono również uprawy wroga, skazując tym samym duże grupy ludzi na głód. Defolianty są substancjami silnie toksycznymi, które fatalnie wpływają na rozwój człowieka. Do dzisiaj w skutek stosowania przez Amerykanów defoliantów w Wietnamie zdarzają się deformacje wśród nowonarodzonych dzieci.

Powyższe przypadki eksperymentowania na ludziach są powszechnie znane i dobrze udokumentowane. Nie można jednak zapomnieć o tym, iż podczas zimnej wojny, kiedy Amerykanie wydawali miliardy dolarów na rywalizację militarną ze Związkiem Radzieckim, jednym z jej priorytetów była broń chemiczna i biologiczna. Warunki laboratoryjne zawsze będą stanowiły ograniczenie w określaniu skutków działania jednej czy drugiej substancji. Gdzieś więc Amerykanie musieli ją testować. Może nie na terenie USA, ale może podczas konfliktów zbrojnych, których w latach 1950-1975 nie brakowało w Afryce lub w Południowo Wschodniej Azji?

Zombie Frankenstein

W 1985 roku światło dzienne ujrzał trzeci film George’a A. Romero poświęcony zombie, „Dzień żywych trupów”. Opowiada on o grupie kilkunastu osób, którym udało się uciec przed inwazją zombie do ogromnego kompleksu podziemnego. Tam starają się nie tylko przeżyć, lecz także troje z ocalałych prowadzi badania naukowe próbując dociec, skąd na wzięły żywe trupy. Inna cześć grupy śmigłowcem przeczesuje położone na wybrzeżu miasta w celu odnalezienia jakichkolwiek żywych ludzi. Ich starania jednak nie odnoszą żadnego skutku. Z coraz większą mocą dochodzi do nich świadomość, iż są jedynymi ocalałymi na świecie.

W bunkrze między cywilami a żołnierzami dowodzonymi przez kapitan Rhodesa cały czas dochodzi do spięć. Naukowcy bowiem uważają, iż tylko dzięki ich pracy możliwy będzie ratunek przed napierającą zewsząd armią zombie. Rzecz w tym, iż badania naukowe to żmudny proces, efektów którego nie można mieć natychmiast. Takie podejście do sprawy bardzo rozsierdza wojskowych, którzy nie tylko muszą ochraniać „jajogłowych”, lecz także dostarczają im „materiał” do badań w postaci żywych trupów. W pewnym momencie ku zaskoczeniu ekipy badawczej kapitan Rhodes ogłasza się dowódcą całego kompleksu. Żąda od naukowców jasnego wyjaśnienia tego, skąd wzięły się zombie, a przede wszystkim sposobu ich kontrolowania.

Na pierwsza kwestię odpowiedzi poszukuje główna bohaterka filmu, Sarah. Cała sytuacja zaczyna ją coraz bardziej przytłaczać i przerażać. Mimo tytanicznej pracy nie potrafi jednoznacznie określić tego, skąd wzięły się żywe trupy. Jej badania utkwiły w martwym punkcie i przez to zaczyna skłaniać się ku trochę szalonym teoriom doktora Logana, który twierdzi, iż w znajdujące się na zewnątrz monstra można kontrolować. Do tego właśnie bohater próbuje przekonać wojskowych. Jego zdaniem bowiem w mózgach zombie znajdują się resztki wspomnień sprzed przemiany. Za pomocą odpowiednich bodźców można je przywołać, dzięki czemu bardzo znaczenie zwiększy się szansa na ich kontrolowanie.

Badania doktora Logana prowadzone są dwutorowo. Większość czasu naukowiec poświęca na sekcjach złapanych przez wojskowych „egzemplarzy” zombie. Mając do dyspozycji odpowiednie zaplecze poddaje je licznym eksperymentom. Bada zarówno zachowania całych istot, jak również ich poszczególnych części lub organów. Próbuje dowieść, iż w zombie działa tylko instynkt, który można oswoić. Reszta ocalałych czuje respekt przez Loganem. Żołnierze nazywają go Frankensteinem. Nic dziwnego, bowiem dzięki Sarah, jedynej osobie która utrzymuje z nim szerszy kontakt, możemy zobaczyć, czym tak naprawdę zajmuje się naukowiec. Jego laboratorium przypomina rzeźnię. Na stołach leżą ruszające się skrawki monstrów, nad którymi właśnie prowadzone są testy. Logan nie czuje żadnego respektu ani szacunku przed ludzkim ciałem. Poddaje licznym eksperymentom zarówno złapane w pułapkę żywe trupy, jak również swoich niedawnych towarzyszy, którzy w skutek różnych przyczyn polegli w walce z zombie. Biorąc pod uwagę zachowanie doktora oraz horror jaki rozgrywa się w jego laboratorium, śmiało można stwierdzić, iż Romero pragnął posłużyć się w swoim filmie figurą szalonego naukowca, który tracąc kontakt z rzeczywistością brnie w coraz krwawsze i niezbędne w jego mniemaniu testy, by udowodnić jakieś zafiksowane tezy. Owa figura jest w „Dniu żywych trupów” bardzo wiarygodnie „umocowana”. Drugi nurt badań doktora Logana, mający być przedłużeniem wyżej opisanego, sprowadza się do przypomnienia Bubowi, jednemu ze złapanych zombie, życia, jakie toczył przed przemianą. Jak nietrudno się domyśleć, eksperyment kończy się porażką. Szalony doktor przez swe upiorne doświadczenia tak naprawę niczego nie dokonał ani niczego nie dowiódł. Wszystkie wyciągane przez niego wnioski oraz analizy przypadków sprowadzały się do życzeniowych interpretacji.

Świetnym komentarzem zarówno do badań prowadzonych przez naukowców w podziemnym kompleksie jak i do wszystkich wydarzeń w filmie, jest teoria jednego z głównych bohaterów, Johna, pilota jedynego śmigłowca. Otóż jego zdaniem istnieją pewne kwestie, których człowiek nie powinien dociekać. Pęd do wiedzy za wszelką cenę jest swego rodzaju pychą, której konsekwencje dla ludzkości zawsze są tragiczne. Zombie w jego mniemaniu są karą albo klątwą nie tylko za oddanie się hedonizmowi, lecz także za brak pokory wobec świata, w którym żyjemy.

Czy przemyślenia Johna są jednocześnie przesłaniem, jakie Romero pragnął zawrzeć w swoim filmie? Bardzo możliwe, ponieważ bardzo dobrze wpisuje ono się w konkluzje zawarte w większości jego obrazów o żywych trupach. W każdej, przynajmniej do pochodzącej z 2005 roku „Ziemi żywych trupów”, reżyser starał się skrytykować jakiś obszar działalności ludzkiej, który prowadził do destabilizacji życia społecznego. Czy prowadzenie badań naukowych nie biorąc pod uwagę żadnych norm etycznych nie może stanowić zagrożenia dla gatunku ludzkiego? Dzisiaj może nie. Ale jak sugestywnie pokazał to w „Splice” Vincenzo Natali przyszłość w tej kwestii wcale nie musi rysować się w różowych kolorach.

Małpy skaczą niedościgle, małpy robią małpie figle

W kolejnym swoim filmie, nakręconym trzy lata po „Dniu żywych trupów” Romero powrócił do motywu eksperymentu medycznego, którego jednym z uczestników jest nie do końca radzący sobie z wyrażaniem emocji naukowiec.

Głównym bohaterem obrazu „Monkey Shines” („Małpia intryga”) jest Allan Mann, znany amerykański sportowiec. Pewnego poranka, podczas treningu, ulega wypadkowi, w skutek którego zostaje całkowicie sparaliżowany. Pomimo swojej ułomności bohater nadal stara się być aktywny. Jednak jego zmorą są najprostsze czynności, z którymi nie daje sobie rady. Z pomocą przychodzi mu przyjaciel, Geoffrey Fisher, pracownik naukowy pobliskiego uniwersytetu. Badacz w nie do końca legalny sposób postanawia podarować Mannowi najinteligentniejszą ze swoich małpek, która dzięki bardzo ciężkiej pracy Melanie Parker, treserki, stanie się dla niego nieocenioną pomocą. Naukowiec jednak nie informuje nikogo, iż Ella (małpka) przez długi czas faszerowana była substancją spreparowaną na bazie ludzkiego mózgu.

Inspiracją dla twórców scenariusza do „Monkey Shines” był program badawczy na uniwersytecie w Bostonie, którego celem było wytrenowanie małpek kapucynek, by mogły stanowić pomoc dla ludzi niepełnosprawnych. Jak się więc okazuje, pomysły na horror leżą na ulicy. Wystarczy po nie sięgnąć.

Najważniejszym bohaterem „Małpiej intrygi” związanym z nauką jest doktor Geoffrey Fisher pracujący nad zwiększeniem inteligencji wśród małp. Opracował on specyfik, którego głównym składnikiem jest roztwór z ludzkiego mózgu. Medykament ów w postaci serii zastrzyków badacz regularnie podaje kilku małpom znajdującym się w jego laboratorium. W znacznej mierze uprawiany przez niego proceder jest nielegalny, ponieważ nikt nie wie o tym, co tak naprawdę wstrzykiwane jest zwierzętom. Nawet szef Fishera, Dean Burbage, nie jest wtajemniczony we wszystkie sekrety bohatera. On też jest naukowcem i również prowadzi eksperymenty na zwierzętach. Bada, jakie mają na nie wpływ stworzone przez człowieka sytuacje ekstremalne. Fisher uznaje go za sadystę i między innymi dlatego decyduje się oddać najbardziej obiecujący okaz, Ellę, swojemu sparaliżowanemu przyjacielowi. Nie przerywa jednak procesu doświadczalnego. Nawet kiedy małpka przebywa z Mannem, cały czas aplikuje jej roztwór z ludzkiego mózgu.

Geoffrey Fisher to typ szalonego naukowca w wersji „soft”. Nie babrze się w ludzkich flakach, ani nie eksperymentuje na ludziach. W miarę dobrze również traktuje swoje zwierzęta. Rzecz w tym, iż poświęcając wszystkie siły na badania traci umiejętność racjonalnej oceny ich efektów. Praca naukowa jest dla niego nie tylko formą czynności zawodowej, lecz przede wszystkim pasją, której Fisher zdolny jest poświęcić całego siebie (kiedy okazuje się, iż małpa podarowana Mannowi rzeczywiście zdradza rosnącą zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji, doktor opracowany przez siebie specyfik zaczyna wstrzykiwać również sobie). Jak się także okazuje, niemając może złych intencji, nie informuje do końca swoich przyjaciół, jakiego rodzaju zwierzęciem jest Ella.

W pewnym momencie małpka nawiązuje mentalny kontakt z mężczyzną, którym się opiekuje. Nie tylko bronić go będzie przed potencjalnym zagrożeniem, lecz także zacznie przejmować część jego myśli. To drugie okazuje się fatalne w skutkach, bowiem o kimkolwiek Mann źle pomyśli, małpa wykorzystując swój ponad zwierzęcy spryt, będzie chciała pozbyć się go. Co gorsza, sparaliżowany bohater mimowolnie zaczyna przejmować pewne zachowania zwierzęcia. Staje się coraz bardziej agresywny i z byle jakiego powody wpada w furię. To jeszcze bardziej nakręca Ellę, która w pewnym momencie będzie starała się wyeliminować wszystkich z otoczenia swojego podopiecznego.

***
Człowiek spuszczony w moralnej smyczy prawie natychmiast zmienia się w żądną panowania nad innymi istotami bestię. To samo dotyczy ludzi parających się nauką. Nie tylko kino wielokrotnie eksponowało postaci szalonych naukowców dokonujących skrajnie drastycznych eksperymentów prawie zawsze niemających nic wspólnego z medycyną czy w ogóle nauką. Jak zwykle, od najbardziej brutalnych horrorów o wiele bardziej potworna okazuje się rzeczywistość. Wystarczy poczytać sobie opracowania historyczne o zbrodniczych eksperymentach pseudomedycznych, przeprowadzanych na więźniach obozów koncentracyjnych albo książki poświęcone pracy radzieckich „uczonych” podczas prób jądrowych przeprowadzanych w Kazachstanie, by przekonać się, iż w imię nauki, jakkolwiek by ją rozumieć, człowiek jest zdolny do popełnienia każdej zbrodni. W pewnym sensie zamierzeniem George’a A. Romero w opisanych przeze mnie filmach było ostrzeżenie przed eksperymentowaniem nieuwzględniającym żadnych norm etycznych. Takie bowiem uprawianie nauki, jak dowiedli to chociażby nazistowscy medycy z dr. Claubergiem i dr. Mengele na czele, prowadzić może nawet do ludobójstwa. Co ważne, problemu ten nie należy rozpatrywać tylko w kontekście przeszłości. Obecnie, kiedy coraz więcej badań sponsorowanych jest przez korporacje, nie ma co oczekiwać, iż ich decydenci za priorytet postawią sobie moralną stronę swoich inwestycji.



HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero
HO, Publicystyka - Ludzie, zombie i... małpy – obiekty eksperymentów medycznych   w filmach George’a A. Romero

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -