Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Klasyczne potwory studia Universal

M@rio

„I am Dracula”. Ta prosta sentencja, wypowiadana ustami Beli Lugosi, na stałe wpisała się w historię filmowego horroru. Bardzo ciepłe przyjęcie filmu Toda Browninga i Karla Freunda dało zielone światło kolejnym „potwornym” produkcjom wytwórni Universal. Dzięki temu, z ekranu zaczęły wychylać swoje posępne łby następne dziwadła w rodzaju Potwora Frankensteina, Mumii, Niewidzialnego Człowieka, Wilkołaka, czy odrażającego Potwora z Czarnej Laguny. Monstra te, szybko uzyskały status legendy, przenikając ze świata popkultury do sfery mitologii i kultu.


Droga do „potworności”

Historia Universalu zaczyna się 8 czerwca 1912, kiedy to powołano do życia Universal Film Manufacturing Company, na którego czele stanął Carl Laemmle Sr., Niemiec żydowskiego pochodzenia. Co ciekawe, Laemmle nie był entuzjastą filmów grozy, mimo że przyniosły one firmie prawdziwą fortunę. Studio rozwijało się szybko i trzy lata po swoim powstaniu mogło się już pochwalić 250 zrealizowanymi filmami. W latach dwudziestych ubiegłego wieku, Lon Chaney, często nazywany „człowiekiem o tysiącu twarzy”, stał się największą gwiazdą studia. Aktor zasłynął z tego, że sam robił charakteryzację do swoich ról. Pierwszą zapowiedzią nadejścia potworów był „Dzwonnik z Notre Dame” (1923) ze słynną kreacją Chaneya. Później przyszedł czas na „Upiora w Operze (1925)”. Studio zaliczało jednak „pudła”. W 1930 roku, nieme filmy przeżywały prawdziwy kryzys, a widownia coraz częściej chciała oglądać filmy z dźwiękiem. Dlatego jeszcze w tym samym roku Universal zdecydował się tylko na udźwiękowione filmy. W pierwszej połowie lat 30-tych Carl Laemmle Jr, syn założyciela wytwórni, wielki entuzjasta filmów grozy, wyprodukował serię drogich i komercyjnie nieudanych filmów. Wyjątkiem były takie obrazy, jak „Back Street” (1932), „Show Boat” (1936) i sławna kolekcja klasyki horrorów. Złotą erą horrorów kultowej wytwórni Universal określa się okres pomiędzy 1931 a 1935 rokiem. Wtedy to udźwiękowiony film grozy wszedł na kinowe salony, a budżety produkcji osiągały niespotykane dotąd rozmiary. Podwaliny pod produkcje z potworami dały wspomniane nieme filmy z lat dwudziestych oraz produkcje niemieckiego ekspresjonizmu w rodzaju „Gabinetu dr. Calighari”, czy „Nosferatu”, którymi mocno inspirowali się amerykańscy twórcy.

Złota era potworów

Pierwszym naczelnym potworem Universalu został „Dracula”, wydany 14 lutego 1931 roku. Film miał od razu mocne wejście, bowiem uratował studio od finansowej katastrofy, która nad nim wisiała. Obraz oparto na motywach powieści Brama Stokera, opublikowanej w 1897 roku. Niektórzy krytycy sądzą, że powieść „Dracula” zyskała popularność dzięki ukrytym freudowskim treściom, inni natomiast że jest to zasługa ghostwritera, który gruntownie przerobił pierwotny rękopis Stockera. Podobno nawet H.P. Lovecraft spotkał niegdyś kobietę, która twierdziła, że oferowano jej przeróbkę utworu Stockera. Jak było naprawdę? Pewnie nigdy się nie dowiemy, bo autor książki zabrał ów tajemnicę ze sobą do grobu.

Film został wyreżyserowany przez Toda Browninga, znanego z niemych filmów o outsiderach. Postać Draculi była zatem wymarzonym obiektem dla reżysera. Główną rolę powierzono Beli Lugosi, którego po sukcesie filmu okrzyknięto „nowym Loneyem Chaneyem”. Niestety… nie na długo – nową gwiazdą, jeszcze w tym samym roku został Boris Karloff, odtwórca głównej roli potwora Frankensteina.

Bela Lugosi (właściwie Bela Blasko) urodził się 20 października 1882 roku w miejscowości Lugos na Węgrzech. Występował pod pseudonimem „Lugosi” od nazwy swojego rodzinnego miasta. Pierwsze kroki na scenie stawiał w węgierskiej odsłonie „Romeo i Julii”. W 1920 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych z powodów politycznych. Jego postać to prawdziwy fenomem. Lugosi nigdy dobrze nie przyswoił języka angielskiego, stąd uczył się wypowiadania swoich kwestii fonetycznie. Za Oceanem zaczynał od roli złego szpiega w filmie „The Silent Command” z 1922 roku. Bela Lugosi miał problem ze znalezieniem ról filmowych, więc wrócił na scenę. Świetnie się odnalazł w broadwayowskiej produkcji „Dracula” (na broadwayowskiej scenie wystąpił w sumie 261 razy). Ta rola sceniczna otworzyła mu drzwi do filmów grozy. Co ciekawe, jego kandydatura do roli Draculi w filmowej adaptacji powieści Stockera nie była czymś oczywistym. Pierwotnym kandydatem była inna gwiazda Universal, Lon Chaney, ale z powodu jego problemów zdrowotnych studio zdecydowało się zaangażować do projektu Belę Lugosi w 1930 r.

„Dracula” z Belą Lugosi okazał się prawdziwym hitem i zarobił majątek, m.in. dzięki świetnej promocji – premierze filmu towarzyszyła szeroko zakrojona akcja plakatowa. Film Browninga zaraz po premierze zyskał przychylność widzów do tego stopnia, że dzieci i nastolatki odgrywały rolę hrabiego Draculi w swoich domach.

Co ciekawe, studio Universal przygotowało także wersję niemą filmu Browninga, ponieważ nie wszystkie kina w 1931 r. posiadały odpowiednią aparaturę dźwiękową. Ze względu na Wielki Kryzys, film oparto w przeważającej mierze na sztuce teatralnej, a nie na powieści Stockera. Hollywood po raz pierwszy przedstawiło tego typu historię, która nie została logicznie wytłumaczona. Dla widowni był to prawdziwy szok, tak samo jak atmosfera grozy, bijąca z ekranu.

W tym samym czasie, czyli w 1931 r. studio rozpoczęło również zdjęcia do hiszpańskiej wersji „Draculi”, przeznaczonej na rynek Ameryki Łacińskiej z Carlosem Villariasem w roli głównej. Kręcenie hiszpańskich wersji filmów było wówczas dość częstą praktyką. Wyglądało to tak, że rano kręcono zdjęcia do amerykańskiej wersji „Draculi”, a potem przychodziła ekipa hiszpańskojęzycznej produkcji, oglądała to, co nakręcił Browning i próbowała zrobić to lepiej…

W latach 30- i 40-tych Lugosi był prawdziwą gwiazdą Universalu, otrzymując stosy listów od swoich fanów. Jego popularność w latach 50-tych zaczęła wygasać, gdy Stany Zjednoczone opanowała moda na filmy s-f, będące alegorią zimnowojennych nastrojów. W tamtym czasie Lugosi trafił do centrum odwykowego z powodu uzależnienia od leków przeciwbólowych. Jego ostatnią rolą była rola w „Planie 9 z kosmosu”, gdzie zmarł po 3 dniach kręcenia zdjęć. Pochowano go w jego płaszczu Draculi, czyniąc go nieśmiertelnym symbolem grozy.

Narodziny Potwora

Komercyjny sukces „Draculi” zachęcił wytwórnię Universal do poszukiwania kolejnych filmowych monstrów. Wybór padł na „Frankensteina” Marry Shelley, który pojawił się na ekranach kin w grudniu 1931 roku, choć studio zapowiadało jego realizację już 10 lat wcześniej. Historia Henry’ego Frankensteina, naukowca, który ożywia monstrum złożone z różnych części zwłok stanowi dziś klasykę gatunku, będąc jednocześnie ostrzeżeniem przed nierozważnym użyciem technologii.

„Frankenstein” stworzył nową gwiazdę kina grozy, Borisa Karloffa. Pierwotnie rolę Henry’ego Frankensteina powierzono Beli Lugosi, ale studio zdecydowało, że Węgier będzie bardziej rozpoznawalny w roli potwora Frankensteina. Aktor jednak nie chciał grać niemego potwora i ukrywać się pod maską charakteryzacji, twierdząc że jest na to zbyt znany i przystojny. W efekcie odrzucił propozycję studia. Ostateczny wybór padł na Borisa Karloffa (właściwie Henry’ego Pratta – bo tak brzmi jego prawdziwie nazwisko), angielskiego aktora, który w 1910 r. wyemigrował do Kanady, gdzie wymyślił swój pseudonim, pracując jako górnik oraz aktor w prowincjonalnym teatrze. Wbrew obiegowym opiniom, Karloff w momencie przystępowania do zdjęć był już doświadczonym aktorem, a rola w „Frankensteinie” była 81. rolą w jego karierze. Osadzenie Karloffa w roli Frankensteina było w dużej mierze przypadkiem. Pewnego dnia, zauważył go w kantynie James Whale, reżyser, którego zafascynowała struktura kości twarzy Karloffa, więc zaprosił go na kawę. Karloff później w żartach opowiadał, że był oburzony propozycją roli potwora, bo jak twierdził, tego dnia wyglądał bardzo elegancko.

Sam James Whale, był angielskim rysownikiem, aktorem i scenarzystą, który w 1930 r. przeniósł się do Hollywood. Whale słynął ze swego ekscentryzmu, otwarcie przyznawał się także do swego homoseksualizmu. Był osobowością obdarzoną ogromnym temperamentem, a studio dawało mu dużą dozę niezależności.

Charakteryzacji podjął się Jack Pierce, słynny charakteryzator Universalu, który kilka tygodni eksperymentował z facjatą potwora. Charakteryzacja została wykonana z bawełny i kalodionu i była bardzo czasochłonna. Jej nałożenie trwało 3 godziny, podobnie jej zdjęcie. Zważywszy na to, że zdjęcia były kręcone w sierpniu i było bardzo gorąco, można sobie wyobrazić, jak bardzo było to uciążliwe dla Karloffa. Anglik okazał się na tyle sprytny, że jako pierwszy aktor w historii filmu wywalczył klauzulę w kontrakcie, wliczającej kilkugodzinną charakteryzację do czasu jego pracy. Kostium potwora był tak ciężki, że na starość Karloff miał przez to wiele problemów z plecami.

Film czerpie całymi garściami z niemieckiego ekspresjonizmu – sceneria zbudowana w atelier, dziwaczne kształty domostw, przekrzywione krzyże oraz miejscami groteskowe aktorstwo – to wszystko tylko potwierdza zamiłowanie Whale’a do jego niemieckich „kolegów po fachu”. Do historii horroru przeszedł też wstęp spikera, który zapowiada, że jest to film dla ludzi o mocnych nerwach. Oryginalne kopie filmu zabarwiano na zielono, twierdząc, że jest to kolor strachu! O sile oddziaływania filmu świadczy fakt, że angielska cenzura wprowadziła z powodu „Frankensteina” nową kategorię H - horrific, obejmującą filmy z potworami, których oglądanie było dozwolone od 16 lat. Z powodu przypadków histerii wśród widzów na próbnym pokazie filmu w Santa Barbara, twórcy zdecydowali dokręcić nowe, bardziej optymistyczne zakończenie.

Sukces „Frankensteina” ostatecznie przypieczętowały liczby – film kosztował mniej niż 300 tys. dolarów, a przyniósł zyski rzędu 5 mln. dolarów, przebijając nawet „Draculę”.
Wysyp roku 1932

Amerykę opanował szał na filmy grozy Universala, stąd też studio postanowiło iść za ciosem i kontynuować serię horrorów. Kolejną produkcją były „Zabójstwa przy Rue Morgue” („Murders in the Rue Morgue”), luźno oparte na prozie Edgara Alana Poe, w której w roli szalonego naukowca, dr. Mirakle, wcielił się ponownie Bella Lugosi. Film wyraźnie nawiązuje do tradycji niemieckiego ekspresjonizmu, a ze względu na brutalność scen, twórcy musieli go skrócić z 80 do 61 minut. „Zabójstwa przy Rue Morgue” miały być swoistą rekompensatą dla Lugosi za rolę we „Frankensteinie”. Niestety, nawet osoba słynnego odtwórcy Draculi nie uratowała filmu, który okazał się finansową klapą.

W tym samym roku, w październiku, Universal wypuszcza „The Old Dark House”, opowiadający o grupie przyjaciół podróżujących przez Walię, którzy trafiają do tajemniczego domostwa zamieszkałego przez dziwne indywidua. Do produkcji ponownie zaangażowano duet Karloff- Whale, który zyskał uznanie dzięki „Frankensteinowi”. Co ciekawe, w Stanach Zjednoczonych, film okazał się porażką finansową, ale w Anglii, skąd pochodzili Karloff i Whale i gdzie znacznie bardziej ceniono czarny humor, stał się prawdziwym hitem. „The Old Dark House” obrósł legendą dzięki temu, że przez wiele lat uznawano go za zaginioną produkcję. Dopiero w 1968 roku kopia filmu została odnaleziona i ponownie odrestaurowana.

Najbardziej znanym obrazem Universalu z 1932 roku jest jednak „Mumia”, która zasiliła panteon klasycznych potworów lat 30-tych. Film wyreżyserował Karl Freund, odpowiedzialny wcześniej za „Draculę” i „Zabójstwa przy Rue Morgue” oraz współpracujący przy „Metropolis” i „Golemie”. „Mumia” od początku wzbudzała duże zainteresowanie, ponieważ inspirowana była społecznie nośnym tematem odkrycia grobowca Tutenhamona przez Brytyjczyka, Howarda Cartera w 1922 r. Z faktem tym wiązała się zagadkowa śmierć lorda Carnarvona, finansującego całą wyprawę. Mimo że Carnarvon zmarł od ukąszenia komara, okultyści jednym chórem stwierdzili, że to klątwa Tutenhamona. Dodatkowym materiałem dla filmu okazało się opowiadanie Anny Wilcox Putnam „Cagliostro”. Nic więc dziwnego, że opowieść o grupie naukowców, którzy odkrywają mumię Imhotepa, która wkrótce ożywa, siejąc terror, znalazła wielu wielbicieli. Tym bardziej, że główną rolę powierzono odtwórcy roli potwora Frankensteina, Borisowi Karloffowi. Włożenie na siebie stroju mumii trwało jeszcze dłużej niż w przypadku potwora Frankensteina, bo każdorazowy „makeup” zajmował 8 godzin, a zdejmowanie charakteryzacji było dość bolesne.

Ponownie na wysokości zadania stanął Jack Pierce, który używając gumy, bawełny i kolodium, nadał twarzy Karloffa prawdziwie upiorny wygląd. Jak powiedział później sam Pierce, „makeup” Imhotepa był jego największym osiągnięciem. Sam Karloff pojawia się w bandażach zaledwie przez kilka minut, a przez większą część trwania filmu widzimy go w charakteryzacji starego człowieka. Co ciekawe, Zita Johann, która wcieliła się w rolę księżniczki Helen autentycznie wierzyła w reinkarnację, więc była idealną osobą do tej roli.

Sukces „Mumii” przypieczętował drogę rozwoju studia Universal, wpisując się w historię gatunku horroru, a Karl Freund potwierdził, że jest mistrzem kreowania atmosfery.

Szalony naukowiec i efekty specjalne

1933 rok należał do „Niewidzialnego człowieka” („The invisible Man”). Był to jedyny film, jaki studio wyprodukowało w 1933 r., a który okazał się ogromnym kasowym sukcesem. Za kanwę scenariusza posłużyła klasyczna powieść „Niewidzialny człowiek” H.G. Wellsa z 1897 r. Sam Wells uważał, że przyszłość należy właśnie do sztuki kinowej, ale zwyczajnie bał się przenoszenia swoich dzieł na taśmę filmową.

Plany nakręcenia filmu pojawiły się już w 1931 r. Za kamerą ponownie stanął James Whale, twórca „Frankensteina”, który całą uwagę skupił na „Niewidzialnym Człowieku”, jednocześnie z dystansem podchodząc do tematu sequela „Frankensteina”, który mu wtedy proponowano. Co ciekawe, samo studio Universal było raczej niechętne „Niewidzialnemu człowiekowi”, traktując temat w kategoriach promocyjnych niż rzeczywistych zamiarów. Jednak bliska znajomość Whale’a z Carlem Laemmle Jr., który kierował studiem, zaowocowała pozytywną decyzją o kręceniu „Niewidzialnego człowieka”. Pierwszym kandydatem do głównej roli w filmie był nie kto inny, jak Boris Karloff. Z powodu niedotrzymania obietnicy podwyżki, którą wcześniej mu obiecało studio, aktor odmówił, a ostatecznie rolę powierzono Claude’owi Rainsowi, Anglikowi urodzonemu w Londynie i pochodzącemu z bardzo biednej rodziny. O skali ubóstwa świadczy fakt, że miał dwanaścioro rodzeństwa, z czego dwójka z nich zmarła z powodu głodu i niedożywienia. Rains miał wcześniej na swoim koncie tylko jedną rolę w filmie. Próbne zdjęcia do „Niewidzialnego człowieka” okazały się całkowitą katastrofą. Rains grał zbyt teatralnie i z nieprzystającą manierą. Whale’a urzekł jednak jego głos i pomimo oburzenia innych osób, postanowił powierzyć mu główną rolę. Sam Rains miał ogromne problemy ze swoim akcentem i musiał nad nim długo pracować, bo często jego język okazywał się niezrozumiały za Oceanem.

Ostatecznie, scenariusz do „The Invisible Man” bardzo luźno oparto na prozie Wellsa, wprowadzając do niego wiele elementów, na które nie było miejsca w książce. Obraz jest kolejną opowieścią o naukowcu, Jacku Gryffinie, który chce doprowadzić do końca swój eksperyment. Nie wie jednak, że niepożądanym skutkiem jest postępujące szaleństwo i chęć zdobycia władzy nad światem. W gruncie rzeczy film jest jedną wielką metaforą outsidera, podobnie zresztą jak „Frankenstein”, sztandarowe dzieło Whale’a. Elementem, który niewątpliwie przyczynił się do sukcesu filmu były rewolucyjne na tamte czasy efekty specjalne. Efekt przezroczystości uzyskiwano w ten sposób, że owijano czarnym aksamitem te części ciała aktora, które miały być niewidzialne, a następnie kręcono zdjęcia na tle tego samego czarnego aksamitu. Drugim elementem, który przyczynił się do tego, że ludzie walili do kin drzwiami i oknami był fakt, że Rains nadał swojej postaci niespotykaną charyzmę tylko za pomocą swego głosu. Jako że główny bohater był cały w bandażach, jedynym środkiem pozostał elektryzujący głos aktora. Sam Rains stał się bardzo popularnym aktorem, występując później w takich hitach, jak „Casablanca (1942), czy „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu”.

Na fali popularności filmu studio wyprodukowało cały szereg kontynuacji z Niewidzialnym Człowiekiem. Na ekranie pojawiali się synowie Niewidzialnego Człowieka, niewidzialne kobiety, a nawet agenci specjalni.

W oczekiwaniu na nowe monstrum

Po drodze do kolejnego filmowego monstrum, Universal wypuszcza w 1934 r. kolejny horror, „The Black Cat”, w którym zagrali dwaj tuzowie horroru, Bela Lugosi oraz Boris Karloff. Film opowiada o młodej parze, która nieoczekiwanie trafia do zamku, który tonie w oparach zła i okultyzmu. Scenariusz luźno oparto na prozie E.A. Poe. Z dzisiejszej perspektywy, można powiedzieć, że „The Black Cat” był jednym z pierwszych horrorów satanistycznych, a całkiem spory budżet, jak na tamte czasy, wynoszący ponad 95 tys. dolarów przekłuł film w dzieło straszne, z prawdziwie gotyckim klimatem. Co również ciekawe, władze Universalu twierdziły, że film był zbyt straszny dla przeciętnego widza w 1934 r. Mimo to, produkcja okazała się jednym z największych hitów studia tamtego roku.

Potwór też człowiek: zmierzch złotej ery potworów

Rok 1935 bez wątpienia należał do „Narzeczonej Frankensteina”, kontynuacji słynnego dzieła Whale’a z 1931 roku. „Narzeczona Frankensteina” przez wielu znawców uważana za najdoskonalszy film grozy Universalu i jednocześnie przebijający oryginał. Początkowo niechętny tej produkcji Whale, w 1934 r. przystał na propozycję studia, podejmując się reżyserii filmu.

Fabuła filmu rozpoczyna się w momencie zakończenia oryginału z 1931 r. Potwór wychodzi cało z katastrofy młyna, a jego stwórca wiedzie spokojny żywot u boku swej żony. Na scenie pojawia się również tajemniczy doktor Pretorius, który szantażem nakłania Frankensteina do ożywienia kolejnej istoty. Film został wzbogacony o wstęp, przenoszący widza nad Jezioro Genewskie, gdzie Mary Shelley i Lord Byron snuli swoje opowieści. Legendą obrosły już sceny z wyhodowanymi liliputami, czy poruszająca do głębi scena w chacie niewidomego pustelnika, który traktuje monstrum jak prawdziwego człowieka. Sam potwór jest tu bardziej agresywny i nie przebiera w środkach w porównaniu do pierwszej części. Tytułowa Narzeczona Frankensteina pojawia się dopiero na samym końcu filmu, a jej fizyczność, będąca połączeniem kobiecego piękna i brzydoty po dziś dzień budzi zachwyt wielu krytyków i miłośników charakteryzacji. Film, nakręcony w 46 dni za sumę 400 tys. dolarów okazał się strzałem w dziesiątkę, zapewniając Jamesowi Whale’owo dożywotnie miejsce u boku największych reżyserów w historii kina.

W tym samym roku, nieco niezauważenie przemyka również film „Wilkołak z Londynu” Stuarta Walkera, będący jednym z pierwszym horrorów o wilkołakach. Sama produkcja więcej czerpała z takich klasyków, jak „Kuba Rozpruwacz”, czy „Niezwykły przypadek dr. Jekylla i Mr. Hyde’a” niż z folkloru, przy czym okazała się zwyczajnie słabym filmem. Pomimo tego wszystkiego, „Wilkołak z Londynu” przetarł ścieżkę późniejszemu „Wolfmanowi”, inaugurując nowy podgatunek horroru.

Rok 1935 to także rok horroru „Raven”, inspirowanego twórczością E.A. Poe. Podobnie, jak w „Black Cat”, tak i tutaj wystąpili obok siebie Boris Karloff i Bela Lugosi. Jednak to Karloff był twarzą filmu, otrzymał też znacznie większe wynagrodzenie niż Lugosi. Na tym jednak podobieństwa do „Black Cat się nie kończą”. Tak samo, jak wspomniany film, tak i „Raven” pełen jest makabry, szaleństwa, tortur i grozy w ciężkim wydaniu. Stąd też dla wielu widzów okazał się produkcją zbyt drastyczną, co odbiło się na jego wyniku finansowym. Porażka finansowa filmu doprowadziła do czasowego zakazu horrorów w Anglii i rozpoczęła chude lata dla gatunku, co potwierdziła zmiana zarządu w Universalu w 1936 r. i odsunięcie od władzy „dynastii” Laemmle. Nowe kierownictwo nie było już tak skore do finansowania horrorów. Spowodowane to było zakazem horrorów w Europie i dojściem nazistów do władzy, którzy nie tolerowali tego rodzaju rozrywki. Efekt? Universal stracił 40% swoich przychodów za granicą.

„Nowy Universal”

Ostatnie podrygi horroru i zarazem pierwszą produkcję „nowego Universala” ucieleśnia horror s-f „Invisible Ray”z 1936 r. z Borisem Karloffem i Belą Lugosi. Jest to historia o naukowcu (Karloff), który usilnie poszukuje elementu zwanego Radium X. Gdy go w końcu znajduje, zostaje nim skażony – zaczyna świecić w ciemności, a jego dotyk staje się śmiertelny. „Invisible Ray”. Paradoksalnie, film został całkiem nieźle przyjęty i stał się zwiastunem nowej ery filmów s-f/horrorów, które zdominują lata 50-te.

Rok 1936 przyniósł także sequel „Draculi”, pt. „Córka Draculi” (“Daughter of Dracula”). Film zapomniany, będący w cieniu oryginału, ale pamiętny chociażby poprzez niespotykaną jak na tamte czasy dozę erotyzmu.

W 1938 r. Universal ponownie zdecydował się wypuścić swoje dwa największe hity do kin: „Draculę” i „Frankensteina”. Okazało się to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Publika ponownie waliła drzwiami i oknami do kin, przynosząc finansowy zastrzyk studiu.

W 1939 r. studio wypuszcza „Syna Frankensteina”, który przywraca modę na horrory. Syn Frankensteina, Wolf, powraca do rodzinnej wioski ojca, gdzie spotyka Igora (Bela Lugosi), który prowadzi go do uśpionego potwora. Razem postanawiają ożywić monstrum, a Ygor decyduje się użyć stwora dla własnej zemsty. To także popis aktorski Beli Lugosi i ostatni film, w którym wystąpił Boris Karloff w roli legendarnego monstrum. „Syn Frankenesteina” to również ostatnia produkcja grozy klasy A, jaką ówcześnie wyprodukowano.

Lata 40-te

Lata 40-te to przede wszystkim pamiętny „WolfMan” z 1941 r. i kolejne wariacje na temat klasycznych potworów „The Mummy's Hand” (1940), „Frankenstein Meets the Wolf Man” (1943), czy „House of Frankenstein” (1944), w którym pojawiają się niemal wszystkie klasyczne monstra. Dekadę lat 40-tych wieńczy parodia grozy „Abbott i Costello spotykają Frankensteina”.
Następne 10-lecie zdominują mariaże grozy i s-f, ucieleśniające lęk przed skutkami eksperymentów naukowych, wybuchu bomby atomowej, czy będące alegorią zimnowojennego podziału świata z takimi dziełami na czele, jak „It Came From Outer Space” (1953), czy wykonany w technice 3D „Potwór z Czarnej Laguny” (1954).

Posumowanie

Stephen King na łamach swojej powieści „Cujo” napisał:
„Potwory nigdy nie umierają. Czy będzie to wilkołak, czy wampir, czy upiór, czy tajemniczy stwór z pustkowi. Potwory nie umierają”.

Potwierdzenie tych słów przemyka koło nas każdego dnia: w reklamie, płatkach śniadaniowych, chrupkach, kolejnych wydaniach kolekcjonerskich, gadżetach, akcesoriach, komiksach, figurkach, maskach, a nawet… znaczkach pocztowych. Pamięć o celuloidowych potworach Universala jest wiecznie żywa, a one same z pewnością nie dadzą się szybko zepchnąć do grobu, tkwiąc w niezniszczalnej bańce mydlanej kultury masowej i strasząc kolejne pokolenia złaknionych wrażeń widzów.


Źrodła:
David J. Skal, „The Monster Show: A Cultural History of Horror”, Faber & Faber 2001
Stephen King, „Danse Macabre”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2005
http://factoidz.com/classic-universal-horror-films/
http://whatculture.com/film/history-of-the-universal-monsters.php
http://www.filmweb.pl
http://www.imdb.com
http://www.wikipedia.org/
http://www.monstropedia.org/
http://classic-horror.com/
Filmy dokumentalne (dodatki do wydań DVD):
Droga do Draculi
Archiwa Frankensteina
Teraz go widzicie: Niewidzialny Człowiek ujawniony!
Archiwa Narzeczonej Frankensteina


HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal
HO, Publicystyka - Klasyczne potwory studia Universal

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -