Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Za plecami wampira

Magda Drabikowska (Morgaina)

"Dokądkolwiek pójdziemy będzie szedł za nami". Blady i piękny, wzniosły, w czarnej pelerynie romantycznego poety, pokraczny i odstręczający jakby wyszedł spod pióra Stokera czy Lumleya; wreszcie odziany w skórzany płaszcz i wymachujący nowoczesną bronią. Wampir to my. Nasz największy i najbardziej inspirujący mit, wciąż żywy mimo upływu wieków... dlaczego?


Gdyby był jeszcze jednym zabytkiem rozmaitych folklorów, poszedłby z czasem na śmietnik, ramię w ramię z grecką lamią i słowiańską południcą a dziś pamiętali by o nim tylko szaleni etnolodzy i antropolodzy maści wszelakiej. Został - i nic nie wskazuje na to, by zechciał nas szybko opuścić. Nie oddamy wampira, zbyt wiele w nim można zobaczyć. Nie myślę tutaj o najczęściej wypowiadanej w odniesieniu do niego tęsknocie za wiecznym życiem. Napisano o tym całe biblioteki, choć takie ujecie nieco banalizuje jego zagadkę. Wrzucony do jednego worka z plejadą bogów, herosów; między wybrańców, którzy, jak Gilgamesz, szukali nieśmiertelności, a skazanych jak Żyd Wieczny Tułacz. Ginie. Jego miejsce nie jest wśród innych bohaterów masowej wyobraźni - to w końcu wielki samotnik.

Paradoksalny jest fakt, że on wcale nie jest bytem samym w sobie, a jedynie tym, który sobą pokazuje. Nie rzuca cienia - jest cieniem. Nas? Dla psychoanalityków sprawdza się jako figura grozy, uosobienie podświadomych lęków, zwłaszcza związanych z seksualnością i symboliką krwi.

Ileż znaczeń może mieć samo jej wysysanie! Hospodar Vlad Tepes, marszałek Gilles de Rais czy wreszcie "krwawa grafka" Ersěbet Batory - arystokraci, którzy dosłownie wypuszczali krew z żył swoim poddanym. Młodzi, lewicujący humaniści z zachodnich uniwersytetów dobrze wiedzą, co myśleć o takich wampirach. Więc nawet i tego się doczekał - występuje jako symbol społecznego ucisku, choć jego natchnionym wielbicielom pewnie nie bardzo się to podoba. Ale cóż poradzić - Dracula był, jest i pozostanie hrabią. Na wieki wieków.

Może ładniej mówić o nim jako uosabiającym zło w czystej postaci? Można, proszę bardzo. Przecież nie jest zwierzęciem, zabijającym, by przeżyć - to jedyna istota, która swobodnie i bez żadnej obawy może rozkoszować się złem. Poza prawem, granicą ludzkiej moralności, słabością i obawą przed metafizyczną pokutą i potępieniem. Do tego ma nieograniczoną ilość czasu, może więc subtelnie i bez pośpiechu planować kolejne posunięcia. Zbrodniarz - esteta, wysublimowany w czynie. Pomyślmy tylko, ileż musi napracować się morderca, nim zyska zaszczytne miano wampira. Nie wystarczy zabić - potrzeba jeszcze perwersyjnej estetyki śmierci, na którą człowiek ograniczony w swoim bycie, nie może sobie pozwolić. "Gdybym żył w kraju, gdzie prawa są mniej srogie, a gusta mniej wyszukane, uraczyłbym się wiwisekcją tej parki jako wieczorną zabawą" - fantazjuje w "Wichrowych wzgórzach" Heathcliff, lecz jako człowiek, a nie wampir, musi stosować bardziej subtelne, a mniej zauważalne okrucieństwo. Czyste zło to ideał, a za tymi ludzkość może tylko tęsknić i marzyć. Na szczęście ma wampira, zaś on pozwala sobie na więcej niż my. Wentyl bezpieczeństwa dla niezyndywidualizowanego Cienia? Jung by się uśmiechnął.

Więc fascynuje, ale i budzi grozę; robi za nas to, czego pragniemy, a czego nigdy nie zrobimy, choć jednocześnie przeraża i odstręcza. Jest nieczysty, tabu, a kontakt z nim kala i zaraża. Jest jak zaraza. Jest zarazą. Przypomnijmy sobie "Draculę", a zwłaszcza jego filmowe adaptacje. Pusty statek - widmo przybywa do wybrzeży. Załoga uległa niezrozumiałej chorobie, na pokładzie żywe są tylko szczury - orędownicy epidemii, jak pamiętamy choćby z "Dżumy" Alberta Camusa. Nieczyste zwierzęta rozbiegają się po mieście, które w tym momencie jest już skazane na powolną śmierć. Wszystkimi ulicami nadchodzą orszaki pogrzebowe. Na głównym placu trwa uczta w postaci nadmiernej, rozpaczliwa zabawa w obliczu śmierci. Charakterystyczne zawieszenie praw praktykowane w czasie karnawału - oraz w odciętych od reszty świata miastach ogarniętych zarazą. Tajemnica śmierci - nie wiadomo skąd i kiedy przyjdzie, ale pewne, że jest bliska i nieuchronna. Jak w zakażonym Arras, jak w domu Lucy Westerna, karpackiej twierdzy Brankowanów, styrskim zamku Laury, czy serbskiej wsi, gdzie jedynym żywym jest przyjezdny, zwampiryzowanym Nowym Orleanie czy Paryżu.

Maria Janion zwraca w swoim "Wampirze" uwagę na fakt, iż dziś ten aspekt wampirycznego mitu odnowił się wraz z rozprzestrzenianiem się AIDS. Opierając się na badaniach Moniki Sznajderman pisze:

"Współcześnie wraz z zarażoną krwią pojawiła się odnowiona mitologia wampiryzmu, zawsze łączonego z epidemiami, cała nowa dziedzina porównań i tożsamości, związana z AIDS (...) obraz wirusa, w który wciela się moc plagi (...) wirus nie jest żywy ani martwy. Lub też, mówiąc inaczej, jest żywy i martwy jednocześnie. Jak wampir czy zombi. Jak każdy żywy trup." - taki wirus jest czymś nieczystym, kalającym, związanym z pewnym seksualnym przekroczeniem.

I tu dochodzimy do odsłony wampira jako figury - kogo? We współczesnej humanistyce modny jest dyskurs Innego - i w nim jest miejsce dla mitu wampira, w którym widzi się niezwyczajną seksualność, zwłaszcza postawę homoerotyczną. Rice'owskie wampiry przekazujące sobie po męskiej linii mroczny dar jako największy prezent kochanków, łączące się w homoseksualne pary, namiętne i pełne pasji - niszczące przy tym każdego (choć lepiej powiedzieć: każdą), która wchodzi między nie. Z drugiej strony - Carmilla uwodząca młode i piękne dziewczęta - bawiąca się miłością i śmiercią, zaborcza i kochająca oczarowaną nią Laurę - przedstawione przez Roya Warda jako "Wampiryczne kochanki". Wampirzyca Myriam, uwodząca Sarę, by zapewnić sobie towarzystwo na kilka kolejnych wieków - w "Zagadce nieśmiertelności" Tony'ego Scotta. Wampir więc "staje się znakiem przeklętej miłości".

W dyskursie Innego może też być znakiem kobiecości, zwłaszcza w związku z jej cyklem miesięcznym. Krew i księżyc. Nieczystość i seksualność, femme fatale, jak Daisy w reymontowskim "Wampirze".

Jest figurą, symbolem, znakiem; nie bywa sam w sobie - ważne jest to, co ukryte za nim wygląda nieśmiało zza wampirzych pleców. A jest tam bardzo, bardzo dużo, więc on sam prędko nam się nie znudzi.
I tu właśnie leży wampir pogrzebany.


Na forum: Podyskutuj o tym artykule


HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira
HO, Publicystyka - Za plecami wampira

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -