Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Tomaszem Konatkowskim

Molly


Molly: Wydanie książki w dzisiejszych czasach wymaga wielu nakładów, poczynając od wymyślnej fabuły, która zainteresuje szerokie grono czytelników, przez pracę z wydawnictwem, ciągłe korekty, marketing. Czy perspektywa mozolnego nieraz cyklu nie zniechęca współczesnego pisarza do wydania książki?

TK: Podobno Edison powiedział kiedyś, że wielu ludzi żałuje straconych okazji, bo kiedy okazja się w życiu pojawia, nie wygląda specjalnie atrakcyjnie – jest ubrana w roboczy kombinezon i za bardzo przypomina pracę. No właśnie. Jeżeli ktoś boi się mozolnej pracy, nie powinien się zabierać za pisanie ani za jakąkolwiek twórczą działalność. Co nie znaczy, że w trakcie pisania nie miałem chwil zwątpienia. Wciąż je mam...

Molly: „Przystanek śmierć” jest Pana książkowym debiutem. Co skłoniło Pana do napisania tej powieści?

TK: Czytam sporo kryminałów, których akcja toczy się w różnych miastach, takich jak Wenecja, Edynburg, Londyn, Madryt, Lizbona... Można je traktować jako specyficzne przewodniki po nieznanych miastach, także historie obyczajowe, opisy miasta i jego mieszkańców w określonym momencie historii. Z reguły są to cykle z dobrze zarysowanym głównym bohaterem, dość sympatycznym everymanem. Brakowało mi takiej serii o Warszawie, a jest to miasto, z którym byłem i jestem związany przez większość życia. A skoro brakowało, to ktoś musiał napisać. No i napisałem na początek „Przystanek Śmierć”.

Molly: Czy wcześniej publikował Pan swoje teksty? Jeśli tak, to gdzie i jakie?

TK: Publikowałem króciutkie opowiadania o podróżach pociągiem w „Wieściach Podwarszawskich”. Zasadniczo jestem chyba nawet bardziej podmiejski niż miejski.

Molly: Co Pan sądzi o konkursach literackich, które ostatnio cieszą się ogromną popularnością na różnej maści portalach internetowych. Może brał Pan udział w którymś z nich?

TK: Nie, nie brałem. Ale nie ulega wątpliwości, że ktoś, kto chce osiągnąć sukces literacki, musi próbować. Warto startować w konkursach, niekoniecznie w sieci, zwłaszcza wtedy, gdy konkurs organizuje jakieś wydawnictwo. No i ktoś, kto ma już gotową powieść, zbiór opowiadań czy wierszy, może przesłać swoje dzieło do oficyn poszukujących nowych autorów. Z reguły na stronach internetowych można znaleźć stosowne dane.

Molly: Jak Pan sądzi, czy Internet zdominuje formy pism wydawanych na papierze?

TK: Wydaje mi się, że papierowe gazety (lub czasopisma), nie mówiąc o książkach, będą jeszcze długo istnieć. Nie wyobrażam sobie, że Włoch przy porannym espresso w barze sięgnie po jakieś elektroniczne urządzenie, a nie różowe, szeleszczące strony „La Gazzetta dello Sport”. Natomiast pewnie dość szybko encyklopedie, słowniki i poradniki w wersji elektronicznej wyprą tradycyjne wydania. To naturalna kolej rzeczy.

Molly: A które czasopisma są lepiej odbierane przez Pana: papierowe, czy wirtualne?

TK: Jestem nieco konserwatywny i lubię czasami poczytać gazetę, poświęcić na to 1-2 złote. Poza wszystkim - wydaniem internetowym trudniej zabić muchę czy też rozpalić w kominku... Większość informacji znajduję jednak w sieci, bardzo często właśnie w elektronicznych wydaniach gazet codziennych. Artykuły z serwisów czy magazynów specjalistycznych zresztą również zdarza mi się drukować, tak się wygodniej czyta dłuższe teksty. Właśnie, chyba zmierzamy w tym kierunku: subskrybujemy interesujące nas serwisy i możemy sobie wydrukować prywatną, spersonalizowaną gazetę, jeżeli tylko chcemy. Jest już oprogramowanie, które to umożliwia.

Molly: Powróćmy do tematu książki. Jak długo zajęła Panu praca nad nią?

TK: Oj, długo. Od napisania pierwszego zdania do przesłania ostatecznej wersji tekstu do drukarni minęły dwa lata. Samo pisanie zajęło mi około 10 miesięcy, oczywiście traktowane jako działalność hobbistyczna, po pracy, wykonywana z większą lub mniejszą intensywnością.

Molly: A skąd pomysł na taką właśnie fabułę?

TK: Chciałem znaleźć temat, który pozwoli jednocześnie przedstawić spory kawałek Warszawy, a z drugiej strony będzie dobrze rozpinał akcję. Sieć tramwajowa to coś, co w pewnym sensie definiuje granice miasta, określa jego podział na centrum i przedmieścia. Tramwaje to także jedno z tych przedsięwzięć, które, podobnie jak wodociągi, rozpoczynają pewien etap w życiu Warszawy jako nowoczesnego europejskiego miasta. Mogłem zatem „sprzedać” przy okazji trochę ich historii.

Molly: Na półce z jakimi pozycjami książkowymi możemy odnaleźć „Przystanek śmierć”?

TK: Na półkach z napisem „sensacja/kryminał”. Tam, gdzie inne pozycje z „Mrocznej serii”. To dobra półka.

Molly: Jak wygląda współpraca wydawnictwa z początkującym pisarzem?

TK: W moim wypadku wyglądała bardzo sympatycznie. Wydawnictwo niczego nie narzucało, aczkolwiek już na początku zasugerowało przeprowadzenie pewnych korekt, niezwiązanych zresztą z konstrukcją powieści, raczej z rozłożeniem akcentów, podkreślaniem pewnych aspektów i pomijaniem innych. Nie należę do twórców, którzy nie pozwolą na zmianę w swoim tekście choćby średnika – ha, zwłaszcza że średników prawie nie używam – więc przyjmowałem uwagi redakcyjne z należną pokorą. Oczywiście nie zawsze i nie wszystkie... Na szczęście miałem bardzo dobrego redaktora i nasza współpraca układała się świetnie.

Molly: Jakie były Pana początki pisarstwa?

TK: Hm, już w szkole podstawowej pisałem absurdalne przygody milicjanta wzorowanego na kapitanie Żbiku. W liceum napisałem zbuntowany dramat... który na szczęście nie zachował się do dziś. Jak każdy inteligentny młody człowiek z ambicjami literackimi pisałem też wiersze, bez wątpienia inspirowane twórczością Mirona Białoszewskiego. Też mam nadzieję, że nigdy nie ujrzą światła dziennego...

Molly: Czy ma Pan jakichś ulubionych pisarzy?

TK: Bardzo wielu, zarówno w literaturze popularnej, jak i tej nieco bardziej ambitnej. Z autorów kryminałów – Ian Rankin, Michael Dibdin, Andrea Camilleri, z fantastyki – Robert Rankin. A poza tym Bohumil Hrabal, Graham Greene, Milan Kundera, Jorge Luis Borges, Stanisław Lem, kiedyś Kurt Vonnegut... Lubię też powieści opisujące świat, którego już nie ma, świat odchodzący w przeszłość, jak np. „Lampart” di Lampedusy czy „Marsz Radetzky’ego” Rotha. No i „Lalka” Bolesława Prusa, oczywiście.

Molly: Idąc dalej – ulubione filmy?

TK: „Zawód: reporter” Antonioniego oraz „Podejrzani” Singera. Ten pierwszy dlatego, że opowiada o nieudanej ucieczce od „starej” tożsamości i jednocześnie o podróży po Europie. Ten drugi zaś dla miłośnika kryminałów to prawdziwa uczta. Znakomita obsada – właściwie należał się zbiorowy Oscar za role drugoplanowe. Ale przede wszystkim jeden z lepszych scenariuszy w historii kina. Pamiętam, że natychmiast po obejrzeniu tego filmu w kinie chciałem zobaczyć go ponownie, żeby inaczej spojrzeć na to, co mi opowiedziano.

Molly: A jeśli chodzi o gatunek horroru – czy znajdą się tu jacyś ulubieni pisarze/filmy?

TK: Przyznam, że najbardziej mnie przerażają historie prawdziwe, które wydarzyły się kiedyś, dawno temu, albo co gorsza całkiem niedawno, tuż obok. Za horrorami nie przepadam, trochę mnie śmieszą, choć lubię starocie: może Lovecraft, na pewno Ambrose Bierce. Stephena Kinga czytałem niewiele, ale bardzo go doceniam jako świetnego rzemieślnika. Filmy? Na pewno „Lśnienie”, nie tylko ze względu na genialnego Nicholsona. Pamiętam, że pierwszy „Candyman” podobał mi się jako niezły, miejski horror.

Molly: Czy jakieś pozycje lub autorzy są dla Pana inspiracją?

TK: Spośród autorów powieści kryminalnych bez wątpienia najbardziej lubię Iana Rankina. Bardzo się cieszę, jeżeli porównuje się moją książkę właśnie do jego powieści. Najwięcej w sposobie patrzenia na miasto, na ludzi, zawdzięczam Mironowi Białoszewskiemu. Od niego nauczyłem się tego, że codzienności jest tak wiele, że można z niej zrobić literaturę. Szkoda, żeby się marnowała. Bardzo lubię czytać także komiksy, przede wszystkim amerykańskie. Jest to specyficzny gatunek, w którym niezwykle istotne dla konstrukcji są dialogi, rozłożenie napięcia pomiędzy poszczególne kadry, zamknięcie strony czy całego odcinka. O, właśnie, skoro już wspomnieliśmy o horrorach, moją ulubioną serią jest „Hellblazer”.

Molly: Czy pisanie to Pana praca, czy tylko odskocznia od codziennych zajęć?

TK: Do niedawna była to rzeczywiście pewna forma odskoczni, okraszona odrobiną nadziei na sukces. Sukces na pewno odniosłem, samo wydanie powieści jest sukcesem. Teraz moja sytuacja jest nieco inna, jestem związany umową, zatem to również praca. Oczywiście staram się, by jej efekt końcowy był jak najlepszej jakości. Ale wciąż sprawia mi to przyjemność.

Molly: Czy dzisiejszy pisarz jest w stanie utrzymać się wyłącznie z pisarstwa?

TK: W Polsce raczej nie. Pewnie cztery, może pięć osób – konkretnych osób – może sobie na to pozwolić.

Molly: W książce łączy Pan swoje zainteresowania – odnajdujemy tu portret kibica, mamy do czynienia z kryminalistyką, a to wszystko owiane jest nutką grozy. Do kogo jest adresowana ta pozycja?

TK: Do czytelników poszukujących współczesnych miejskich opowieści kryminalnych. Do warszawiaków, niezależnie od tego, w jakim mieście się urodzili. Ale także do tych, którzy chcą nieco inaczej spojrzeć na Warszawę, bo jej do tej pory z jakichś powodów nie lubili. Do tych, którzy lubią historię, ale taką zwykłą, historię miejsc i ludzi, tworzoną na co dzień. Każdy znajdzie coś dla siebie, nie-kibice mogą pominąć fragmenty poświęcone futbolowi. Choć to istotne dla uzyskania portretu głównego bohatera. Podobnie zresztą jak muzyka.

Molly: Motywem dominującym w książce jest seryjne morderstwo. Czy ma to związek z jakimiś autentycznymi wydarzeniami?

TK: Na szczęście nie. Chociaż już w trakcie redakcji zdarzył się podobny wypadek: pewien obywatel wychodząc z tramwaju zasztyletował drugiego. Przeraziłem się. Nie samym faktem, ale tym, że ktoś, jakby to powiedzieć, kradnie mi pomysł... Gdyby to zdarzenie okazało się początkiem serii, kto byłby pierwszym podejrzanym...?!

Molly: Niedawno można było Pana spotkać na wystawie modeli dawnych i współczesnych modeli tramwajowych, która odbyła się w Muzeum Przemysłu. Skąd pomysł na takie miejsce?

TK: Podczas audycji radiowej, w której brałem udział, zadzwonił słuchacz i zaproponował to miejsce, czyli Fabrykę Norblina. Zresztą był to jeden z uczestników wystawy. Norblin to zabytkowa fabryka, a jednocześnie muzeum i siedziba Teatru Prezentacje. Bardzo charakterystyczne miejsce w samym środku miasta. Wiąże się z historią i współczesnością Warszawy. z transportem szynowym też, więc pasuje idealnie.

Molly: Czy zastanawiał się Pan nad ewentualną ekranizacją swojej powieści? Jak by Pan ją widział?

TK: Przyznam, że myślałem o tym, kto mógły zagrać komisarza Nowaka w takiej ekranizacji. Problem w tym, że nie oglądam zbyt często polskich filmów i seriali telewizyjnych, a w teatrze bywam rzadko, więc nie znam zbyt wielu aktorów ze swojego pokolenia, nie mówiąc o młodszych. Moim zdaniem książka jest dość trudna do zekranizowania, choćby przez to, że poza samą kryminalną fabułą dużo się dzieje w głowie głównego bohatera. Poznajemy miasto właśnie poprzez jego wrażenia i wspomnienia. Ale od tego są scenarzyści, żeby zaproponować jakieś rozwiązanie. Mogę zresztą zdradzić, że najprawdopodobniej taka ekranizacja wkrótce powstanie.

Molly: „Przystanek śmierć” to pierwsza część cyklu – czy trwają już prace nad jej kontynuacją?

TK: Tak, prace trwają, to właściwe określenie... Chciałbym, żeby druga powieść była nieco inna, żeby w mniejszym stopniu była przewodnikiem po Warszawie, bardziej kryminałem. Ale miasto i jego historia będą na pewno obecne.

Molly: Życzę więc wytrwałości w pisaniu i dalszych sukcesów oraz dziękuję za udzielenie wywiadu.

TK: O tak, wytrwałości na pewno mi potrzeba. Dziękuję bardzo.


HO, Wywiady - Wywiad z Tomaszem Konatkowskim
HO, Wywiady - Wywiad z Tomaszem Konatkowskim
HO, Wywiady - Wywiad z Tomaszem Konatkowskim
HO, Wywiady - Wywiad z Tomaszem Konatkowskim

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -