Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Michaelem Slade'em - lipiec 2004

BartX

Michael Slade jest autorem dziesięciu książek opisujących fikcyjne historie związane z pracą jednostki specjalnej kanadyjskiej policji. I choć mogłoby się wydawać, że w związku z tym tworzy on literaturę sensacyjno-kryminalną, książki Slade'a są zazwyczaj zaliczane do horroru. Myślę jednak, że każdy, kto zetknął się z nimi, zgodzi się, że jest to najwłaściwsza etykieta dla ponurych i krwawych historii, które opisuje autor: jeśli ktoś pragnie jedynie opisów śledztwa i rozwiązywania zagadki kryminalnej, a chciałby uniknąć brutalnych detali związanych z samym przestępstwem, powinien trzymać się od Slade'a z daleka; opisuje on działalność swoich psychopatów w tak szczegółowy i wymyślny sposób, że jeden z krytyków stwierdził kiedyś, że "świat powinien drżeć aby Michael Slade sam nie stał się kiedyś psychopatą".

Mój zachwyt nad jego pisarstwem rozpoczął się od przeczytania powieści "Evil Eye" i od tego czasu konsekwentnie umieszczam go na liście swoich ulubionych autorów. Parę miesięcy temu ukazała się pierwsza książka Slade'a po polsku - "Drzwi do śmierci", a to z kolei stało się głównym pretekstem do przeprowadzenia poniższego wywiadu. Kiedy autor dowiedział się, że pochodzę z Polski napisał mi, że odwiedził już kiedyś nasz kraj:

"Byłem tam raz, w roku 1967, w samym środku Zimnej Wojny, jestem więc pewien, ze wiele się w Polsce od tego czasu zmieniło! O dziesiątej wieczorem, pod koniec maja, wsiadłem we Wiedniu do pociągu jadącego do Moskwy. Akurat kiedy kładłem się spać usłyszałem pukanie do drzwi mojego przedziału. Celnicy austriaccy. Za chwilę ponowne pukanie. Czeskie służby imigracyjne. Znowu pukanie. Celnicy czescy. Znowu pukanie. Czeska kontrola walutowa. Znowu pukanie. Czeska kontrola do spraw agrykultury. I wreszcie udało mi się zasnąć. Potem, w samym środku nocy, znowu słyszę pukanie. Czescy celnicy - kontrola przy wyjeździe z kraju. Znowu pukanie. Czeska kontrola walutowa - chcieli się upewnić, że nie zasilałem tamtejszego czarnego rynku. Wróciłem do łóżka, właśnie zacząłem zasypiać a tu, ależ oczywiście, znowu pukanie do drzwi. Wkurzyłem się, stwierdziłem że mam dość i tym razem nie będę się spieszył z otwieraniem, przewróciłem się więc na plecy i zacząłem się gapić w łóżko nade mną... CO OKAZAŁO SIĘ SPORYM BŁĘDEM! Drzwi otwarły się z hukiem, dwóch strażników granicznych złapało mnie, wyciągnęło z łóżka w piżamie i zaciągnęło przed oblicze bardzo potężnej i bardzo zdenerwowanej kobiety w mundurze, która krzyczała na mnie w obcym języku. Zrozumiałem jednak główną myśl tych jej krzyków... byłem w Polsce. I może od razu wyjawię szczerze: wszelkie fantazje seksualne, jakie miałem wobec kobiet w mundurach zostały wtedy w jednej chwili rozbite w pył. Pewnego dnia muszę napisać powieść o seryjnym mordercy, który zrodził się podczas tej podróży. Patrząc z perspektywy było to całkiem interesujące przeżycie, a poza tym miałbym wtedy okazję żeby wrócić do Polski i zobaczyć jak obecnie wygląda".

A oto właściwa rozmowa z tym naprawdę fascynującym autorem.


- "Drzwi do śmierci" to pańska pierwsza książka przetłumaczona na język polski. Czy uważa Pan, że rozpoczynanie przygody z prozą Michaela Slade'a właśnie od niej to dobry pomysł?

Slade: Tak. Każda z książek z serii Special X to odrębna historia. Special X to jednostka Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej zajmujący się ściganiem psychopatów. Wszystko o czym piszę opiera się doświadczenie Slade'a w życiu zawodowym, jako że jest "on" (Slade to pseudonim, pod którym pisze grupa kilku autorów) prawnikiem do spraw kryminalnych specjalizującym się w przepisach dotyczących niepoczytalności i brał udział w ponad stu procesach o zabójstwo. Do dnia dzisiejszego powstało dziesięć powieści o jednostce specjalnej X i pomimo tego, że łączą się one w jedną obszerną historię, czytelnik może rozpocząć jej poznawanie od któregokolwiek ogniwa. "Drzwi do śmierci" to całkowicie samowystarczalna historia.

- Niektórzy fani Slade'a twierdzą, że "Drzwi do śmierci" to "rozcieńczony Michael Slade", jako że jednym z tematów jest fascynacja Hollywood i fabuła powieści niejednokrotnie przypomina fabułę tworzonych tam filmów, natomiast inni fani twierdzą, że to jedna z najokrutniejszych książek Slade'a - i rzeczywiście należy się zgodzić, że zawarte w niej opisy przemocy są niezwykle szokujące. Z którym z tych dwóch stanowisk zgadza się Pan bardziej?

"Drzwi do śmierci" opowiadają o przemyśle porno i o "snuff movies". Ta powieść oraz "Ghoul" są uważane za najmroczniejsze pozycje w dorobku Slade'a. Wydaje mi się więc, że drugie stanowisko lepiej opisuje "Drzwi do śmierci". Jednak także pierwsze jest prawdziwe. Wczesne powieści Slade'a rozgrywają się na trzech poziomach, co oznacza, że fabuła podąża trzema różnymi tropami i wszystkie one łączą się w końcówce. Tutaj są one nieco "rozcieńczone" w tym sensie, że są nieco mniej poplątane i w pewien sposób bardziej przypominają fabułę filmową. A każdy czytelnik woli inny sposób prowadzenia akcji.

- Czy według pańskiej opinii któraś z książek Slade'a wyróżnia się spośród pozostałych jako ta najlepsza?

Nie. Szczerze mówiąc tym, co satysfakcjonuje mnie najbardziej jest fakt, że każda powieść Slade'a ma swoich fanów uważających ją za najlepszą. Byłoby przygnębiające widzieć, że wszyscy chwalą tylko jedną powieść, zgodnie twierdząc, że od tamtej pory już nigdy nie było równie dobrze. Niektóre historie skupiają się głównie na elemencie horroru, inne na rozwiązaniu zagadki kryminalnej, jeszcze inne zawierają elementy science-fiction czy westernu. Jednak wszystkie są tworzone w taki sposób aby systematycznie dostarczać czytelnikom emocji. Przyklejamy na ścianie długą taśmę papieru, rysujemy poziomą linię, która reprezentuje powieść i dzielimy ją na tyle części ile będzie rozdziałów. Następnie każdemu rozdziałowi zostaje przyznana pionowa linia oznaczająca jego ‘napięcie' - może to być od jednego do pięciu punktów. Jeśli mamy jakieś dziesięć stron, które nie sięgają co najmniej czwórki, to korzystamy z rady Raymonda Chandlera i "wprowadzamy mężczyznę z pistoletem". Tyle że w przypadku Slade'a jest to zazwyczaj psychopata z toporem rzeźniczym.

- Czy zawsze odpowiadało Panu to, że czytelnicy byli świadomi faktu, że Michael Slade to więcej niż jedna osoba?

Tak. To czyni go bardziej interesującym (proszę zauważyć, że odnoszę się do Slade'a w trzeciej osobie; to dlatego, że uważam go za Mr. Hyde'a, ciemną stronę mojego Doktora Jekylla. Na swój sposób autor także jest bohaterem powieści). Kręgosłupem Slade'a jestem ja: Jay Clarke, ale przez lata współpracowałem z wieloma różnymi pisarzami.

- Na tylnej stronie okładki polskiego wydania "Drzwi do śmierci" możemy przeczytać słowa zachęty do zapoznania się z Michaelem Slade'em wypowiedziane przez Roberta Blocha, Bruce'a Dickinsona i Alice Coopera. Którą z tych opinii ceni Pan sobie najbardziej?

Każdą z nich z innych powodów. Bloch znał Lovercrafta i napisał "Psychozę". Alice Cooper połączył horror z rockiem. Iron Maiden z kolei przyciągnęło wielu młodych czytelników..

- Alice Cooper powiedział kiedyś, że dość mocno denerwuje go fakt, że piosenki Ozzy Osbourne'a pojawiają się w radiu znacznie częściej niż jego własne, podczas gdy obydwaj nagrywają płyty z podobną muzyką a to przecież Alice ma lepszy głos i bardziej interesujące pomysły na melodie. Czy nie czuje się Pan czasem podobnie? Chociażby względem Johna Grishama?

Zdecydowanie nie. Czytelnicy mają taki gust jaki mają, natomiast Slade pisze to, co sam chciałby przeczytać. Jest dziełem przypadku czy książka danego autora wyląduje w rękach przypadkowego czytelnika czy nie. Często odkrywamy przecież autorów, z którymi wcześniej nie mieliśmy do czynienia i zaczynamy się zastanawiać jak to możliwe, że nie zwróciliśmy uwagi na jego poprzednie książki. Dlaczego John Grisham nie odniósł sukcesu po publikacji swojej pierwszej powieści? Albo Dan Brown? Proszę spojrzeć w jakich ilościach teraz sprzedają się ich książki. Nie inaczej było ze Stephenem Kingiem i Richardem Bachmanem - ten sam autor, różne nazwiska na okładce i jaka różnica w sprzedaży dopóki nie zorientowano się, że to ta sama osoba. Szczerze mówiąc, uważam, że życie jest zbyt krótkie żeby gryźć się tego typu porównaniami. Co będzie to będzie.

- W jednej ze scen "Drzwi do śmierci" opisuje Pan różnice w podejściu Kanadyjczyków i Amerykanów do tematu posiadania broni. Michael Moore również starał się to zrobić w swoim dokumencie "Zabawy z bronią". Czy podobał się Panu jego film? Zgadza się Pan z wnioskami Moore'a?

Tak, zgadzam się z większością jego argumentów. Jestem liberałem a więc moje poglądy polityczne odzwierciedlają poglądy Moore'a. Jedyną rzeczą, która mnie drażniła w "Zabawach z bronią" był atak na Charltona Hestona. Heston sam się w to wszystko wplątał obnosząc się ze swoimi poglądami co do bezwzględnego prawa posiadania broni, ale jest dość oczywistą sprawą, że choroba, do której niedawno się przyznał nie ułatwia mu jasnego myślenia. W rezultacie, nie miał on żadnych szans w pojedynku z błyskotliwym Moore'em i podczas ich rozmowy wyraźnie było widać tę przewagę. Z natury zawsze kibicuję słabszym a więc, ironicznie, także w tym wypadku żal mi było Hestona, choć przecież zdecydowanie nie zgadzam się z jego poglądami.

- Zważywszy że interesuje się Pan historią, które ze swoich książek mógłby Pan polecić jako opisujące wydarzenia historyczne w najefektowniejszy sposób?

"Cutthroat" ze względu na opisaną tam bitwę pod Little Big Horn: ostatni bastion Custera. "Evil Eye" ze względu na obronę Rorke's Drift, prezentowaną także w filmie "Zulu". "Burnt Bones" ze względu na Stonehenge i historię Wielkiej Brytanii. "Hangman" ze względu na historię stosowania wyroku śmierci przez powieszenie i opis najsłynniejszych katów. "Drzwi do śmierci" ze względu na prezentowane tam fakty dotyczące starożytnego Egiptu. I wreszcie "Bed Of Nails" ze względu na opisanie tam wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o kanibalizmie.

- Jakie są pańskie ulubione filmy w gatunkach, do których zazwyczaj zalicza się Michaela Slade's - a więc horrory i thrillery?

Jeśli chodzi o horror, to najważniejsze jest dla mnie żeby rzeczywiście przerażał. Nie jestem zwolennikiem mieszania grozy z głupawym humorem. To jednak trudne pytanie dlatego, że to, co wydawało mi się przerażające kiedy dany film wchodził na ekrany, dzisiejszym widzom może się wydawać śmieszne. W każdym razie horrorami, które rzeczywiście przeraziły mnie do szpiku kości kiedy je oglądałem po raz pierwszy są na pewno "Mucha" (miałem wtedy 10 lat), "Psychoza" (miałem 13 lat), "Noc żywych trupów", "Deep Red" Dario Argento, "Teksańska Masakra Piłą Łańcuchową" i "Obcy" żeby wymienić te najważniejsze. Co do thrillerów: "Manchurian Candidate" (zobaczyłem go przed zabójstwem Kennedy'ego), "Bullit", "Brudny Harry", "Francuski łącznik", "Fatalne zauroczenie", "Milczenie owiec", "Siedem", "Training Day", co wydaje się oczywiście dość typowym wyborem. Mam też nadzieję, że zobaczę kiedyś film oparty na powieści "Headhunter". Już trzykrotnie chciano go zekranizować, ale nigdy nie dochodziło do konkretnych decyzji, wszystko kończyło się zawsze na wykupieniu opcji.

- Widząc co dzieje się z kolejnymi adaptacjami książek Stephena Kinga, nie jest Pan bardziej zaniepokojony niż podekscytowany ewentualną adaptacją jednej z książek Slade'a?

Jestem podekscytowany. Staram się zawsze myśleć pozytywnie. Zresztą na podstawie powieści Kinga zrealizowano parę bardzo dobrych filmów: "Carrie", "Lśnienie", "Misery", "Stand By Me", "Skazani na Shawshank", "Zielona mila" i tak dalej. Tak więc istnieje spora szansa, że i Slade'owi uda się wygrać na tym polu. I skoro już jesteśmy przy sportowych metaforach, nigdy nie wiadomo jaki będzie wynik jeśli nie zdecydujemy się wyjść na murawę. Ja jestem gotowy! Gdzie mój przeciwnik?

- Postacią która nieustannie przewija się w fabule "Drzwi do śmierci" jest Alfred Hitchcock: obsesja względem aktorek, które wybierał do swoich filmów i jego nagła artystyczna metamorfoza, która rozpoczęła się od "Psychozy". Pozostaje jednak pytanie: dlaczego Hitchcock odniósł taki sukces?

Hitchcock niejako wraca do miejsca narodzin kina. Szkolił się w Niemczech i pewne naznaczenie ekspresjonizmem na pewno widać w jego filmach. Jest w nich sporo emocji a poza tym wiele tematów właśnie on poruszył jako pierwszy - a to naprawdę niezwykle ważne. Nie jestem aż tak stary żeby pamiętać narodziny rock and rolla, ale musiało to być coś jak wielki wybuch - początek nowego świata. Do pewnego momentu nikt nie wiedział o istnieniu czegoś takiego jak rock a tu nagle BAM! Nikt kto urodził się po roku 1955 nie potrafi tak naprawdę zrozumieć tego początkowego szoku. Jak mawiają - trzeba by tam być. Dokładnie tak samo z Hitchcockiem: tego, co pokazał w swoich filmach wcześniej nigdy na ekranach nie było. No i pomógł też pewnie fakt, że Hitchcock - tak jak H.P. Lovecraft - miał nieźle pokręconą psychikę.

- Czy "Okno na podwórze" jest pańskim ulubionym filmem Hitchcocka?

Nie. Najpierw "Psychoza", potem "Okno na podwórze".

- Do napisania każdej książki bardzo dokładnie się Pan przygotowuje - i każdy czytelnik na pewno bez problemu to zauważy, bo przecież czytanie powieści Slade'a to nie tylko podążanie za rozwojem fabuły, ale także dowiadywanie się różnych szczegółów z dziedziny historii, geografii czy biologii związanych z tematem każdej książki. Czy pamięta Pan, która powieść zmusiła Pana do najdokładniejszych przygotowań?

Wszystkie wymagały sporej pracy ale "Evil Eye" (zatytułowana "Zombie" w Wielkiej Brytanii) chyba pod tym względem wygrywa. Kanadyjscy policjanci bardzo pomagali mi w tworzeniu serii książek o jednostce X i w przypadku "Evil Eye" pozwolili mi wejść do swojego sanktuarium. Praca laboratorium, uroczyste przyjęcia i bale organizowane dla policjantów, pogrzeby ich członków, sceny pościgów - wszystko to jest oparte na faktach, zaś końcówka tej powieści zmusiła mnie do wybrania się na safari do najdzikszej części Afryki - Zimbabwe i Botswany - gdzie niewiele brakowało a zginąłbym przy spotkaniu z kobrą i z lwicą. Następną pozycją na tej liście byłaby powieść "Cutthroat": wyprawy do Chin, Hongkongu i w Góry Skaliste. Wszystko to jest częścią zabawy jaką jest pisanie powieści Slade'a. Wyjeżdżam gdzieś żeby przeżyć przygodę a potem siadam i tworzę fabułę wokół tego wszystkiego, co mi się przydarzyło.

- Która z tych podróży najbardziej zapadła Panu w pamięć?

To trudne pytanie. Przed napisaniem "Drzwi do śmierci" wspiąłem się na szczyt Piramidy Cheopsa w Egipcie. Nie jest to dozwolone, wiec musiałem poprosić seksowną kobietę aby odwróciła uwagę strażnika po to abym ja mógł dostać się na szczyt, a kiedy wreszcie spojrzałem w dół ludzie wydawali się dosłownie rozmiaru mrówek. Miejscem akcji powieści "Ghoul" był cmentarz św. Jana w Providence na Rhode Island. Spędził noc przy pełni księżyca na tym samym grobowcu, na którym zwykł przesiadywać H.P. Lovecraft (jestem OGROMNYM fanem Lovecrafta) - a to dlatego, że sto lat wcześniej przesiadywał tam z kolei Poe. Niezwykle niepokojące przeżycie. Lubię żartować, że "Ghoul" został tak naprawdę napisany przez duchy. Z kolei powieść "Bed Of Nails" zaprowadziła mnie do jaskiń kanibali na Południowym Pacyfiku, które pełne były stosów szkieletów jeszcze sprzed czasów kapitana Cooka. Które z tych doświadczeń jest najbardziej pamiętne? Oto właśnie mój dylemat.

- Nie ma Pan czasem ochoty napisać książki, do której nie trzeba by się przygotowywać? Gdzie byłaby tylko i wyłącznie akcja?

Nie. Według mnie akcja tkwi właśnie w przygotowaniach do pisania powieści. Ta, którą piszę obecnie zmusiła mnie do wspinaczki wysokogórskiej.

- Jedną z charakterystycznych cech Pana książek jest to, że głównych bohaterów często spotyka dość okrutny los i czytelnik nigdy nie może być pewny kto dotrwa żywy do końca danej historii. Według mnie czyni to te powieści jeszcze bardziej emocjonującymi, wiem jednak, że są czytelnicy, którzy mówią "Nie cierpię tego, co Slade zrobił mojemu ulubionemu bohaterowi w tej i tej powieści!" Pytanie więc, czy zdarzyło się kiedyś Panu rozmyślić co do zabicia - czy też okaleczenia - któregoś z popularnych bohaterów? Czy któryś z nich został w ten sposób "uratowany"?

Kiedy rozpoczynaliśmy pracę pod pseudonimem Slade, trójka prawników zawarła pakt, że życie i zdrowy rozsądek każdego z bohaterów mogą w pewnym momencie zostać złożone na ołtarzu ofiarnym. W jakiś czas później, agent i wydawca Slade'a przyszli do mnie z kontraktem, który zmuszał mnie do oszczędzenia życia jednego z bohaterów. Spytałem: "A niby dlaczego?" Odpowiedzieli mi: "Obaj lubimy tego bohatera a ty jesteś takim zimnym sukinsynem, że nie ma innego sposobu żeby Cię kontrolować". Spytałem więc: "Co jeśli odmówię?" Oni na to: "Będziesz musiał pożegnać się z jednym zerem w swoim kontrakcie". Mówi się, że każdy człowiek ma swoją cenę - i oni znaleźli moją. Ten bohater wciąż jest żywy.

- Nie ma Pan dość pisania ciągle o tej samej grupie bohaterów? Nie wolałby Pan napisać książki o zupełnie nowym zespole? Może nawet przerzucić się na jakiś czas na inny gatunek?

Nie. Nie. I jeszcze raz nie. Kiedy potrzebuję zmiany, dopisuję do zespołu X nową postać. Powieść, którą pisze obecnie wprowadza i skupia się na DWÓCH nowych bohaterach. Zaś co do zmiany gatunku: moje książki łączą w sobie horror, powieść kryminalną, sensację, western, romans, fantastykę, literaturę faktu i powieść erotyczną. Każda z moich książek kładzie nacisk na inną kombinację tych elementów, a więc czuję się jakbym poruszał pomiędzy różnymi gatunkami - choć technicznie tak nie jest.

- Wiem, że niektórzy z fanów Slade'a chętnie zobaczyliby osobną powieść dotyczącą tylko i wyłącznie Wściekłego Psa i Strażnika Duchów. Czy uważa Pan, że to dobry pomysł?

Całkiem możliwe, że tak. Wiele zależy od tego, jakie pomysły fabularne przyjdą mi w przyszłości do głowy. Zresztą to jest właśnie najbardziej interesujące kiedy pisze się serię powieści dotyczącą jednostki policyjnej, składającej się z wielu bohaterów - można ich na różny sposób mieszać i łączyć w mniejsze grupy. Kanada ma szczęście posiadania dzikiej granicy - Arktyki. Ostatecznie mogę więc przenieść akcję na północ i jeśli tak się stanie to Wściekły Pies i Strażnik Duchów będą idealną parą bohaterów do wykorzystania w takiej historii.

- Czy mógłby Pan w paru słowach wyrazić swą opinię na temat następujących pisarzy:

- Edgar Allan Poe:
Bez wątpienia Mistrz! Twórca nie tylko nowoczesnego horroru, ale również nowoczesnej powiesci kryminalnej. Właśnie dlatego towarzystwo Mystery Writers Of America rozdaje Edgary. W sierpniu będę gościł na konwencie HorroFind w Baltimore i mam zaplanowany odczyt na grobie Poe'a o północy w piątek trzynastego. Moim ulubionym opowiadaniem tego autora jest "Zdradzieckie serce" ("The Telltale Heart").

- H.P. Lovecraft:
To mój ulubiony autor horroru. Dlatego też "Ghoul" jest mu dedykowany. Odbyłem pielgrzymkę do wszystkich miejsc związanych z Lovecraftem, jakie można jeszcze znaleźć w Providence. H.P. był naprawdę bardzo zakręcony z psychologicznego punktu widzenia. Moje ulubione opowiadanie Lovercrafta: "Szczury w ścianach" ("The Rats In The Walls").

- Stephen King:
Najlepsze co się wydarzyło w horrorze od czasów "Jestem legendą" i "Psychozy". Kropka. Jeśli chodzi o moje ulubione dzieła Kinga to chyba nie do końca zgadzam się z tym, co zazwyczaj wybierają jego fani: "Lśnienie", "Misery", "Smętarz dla zwierzaków" (w latach pięćdziesiątych wszystkie komiksy EC czytałem w księgarniach od razu po tym, jak się ukazały) i wiele z jego opowiadań.

- Clive Barker:
"Księgi krwi" doprowadziły do odrodzenia gatunku. Ten facet NAPRAWDĘ nie żartował!

- Peter Straub:
"Upiorna opowieść" nauczyła mnie ile informacji związanych z tematem powieści można tak naprawdę zmieścić w książce. Każdy aspekt klasycznej opowieści o duchach znalazł tam swoje miejsce. To moja ulubiona z jego powieści.

- Thomas Harris:
Napisał świetne rzeczy, to nie ulega wątpliwości. Proszę zwrócić uwagę ile osiągnął za pomocą zaledwie czterech książek. Moją ulubioną jest "Milczenie owiec". Sam planowałem napisanie powieści o zboczeniu Eda Geina ale Harris mnie trochę wyprzedził... i dziękuje gwiazdom, że tak właśnie się stało. Co za historia!

- Przejeżdżał Pan już raz przez Polskę - w roku 1967. Czy teraz, kiedy opublikowano po polsku pierwsza pańską książkę możemy spodziewać się kolejnej wizyty?

Mam pomysł na powieść osadzoną we wschodniej Europie a to umożliwiłoby mi wykorzystanie wszystkich tych historii, które wyniknęły w związku z moją podróżą za Żelazną Kurtynę w czasach Zimnej Wojny. Kiedy wreszcie zdecyduję się ją napisać na pewno przyjadę do Polski. Tak się składa, że Joseph Conrad jest jednym z moich ulubionych pisarzy.

- Dwie następne pańskie powieści mają już wyznaczoną datę wydania: jedna pojawi się w listopadzie 2005, druga w rok później. Czy zawsze jednocześnie ogłasza Pan datę wydania dwóch książek? Czy też może tym razem jest to jedna historia przecięta na pół - w stylu "Kill Billa"?

Odpowiedź jest prosta. Slade podpisuje dwuksiążkowe kontrakty. Zawsze tak było. A kiedy znam już daty wydania obydwu książek natychmiast podaję je moim fanom. Powieść, która ukaże się w listopadzie 2005 roku dotyczy drugiej wojny światowej, a więc tak Polska jak i Polacy odgrywają w niej sporą rolę. W chwili obecnej pracuję nad jej zakończeniem.



HO, Wywiady - Wywiad z Michaelem Slade'em - lipiec 2004
HO, Wywiady - Wywiad z Michaelem Slade'em - lipiec 2004

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -