Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Jakubem Żulczykiem

M@rio

Rozmowa z Jakubem Żulczykiem* o jego najnowszym horrorze, „Instytut”, straszeniu czytelnika i planach wydawniczych.


* Jakub Kulczyk (ur. w 1983 roku) – pisarz, bloger, dziennikarz i felietonista. Autor powieści „Zrób mi jakąś krzywdę”, „Radio Armageddon” oraz „Instytut”. Ukończył dziennikarstwo oraz amerykanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 8. roku życia uzależniony od gier wideo. Współpracuje z wieloma mediami – w tygodniku „Wprost” krytykuje kulturę masową, w „Exklusivie” publikuje felietony. Jego twórczość można także znaleźć w takich czasopismach jak: „Aktivist”, „Machina”, „Lampa”, „Playboy”, „Ha!Art”, „Nowa Fantastyka”, czy „Tygodnik Powszechny”, publikował też w „Dzienniku”.

HO: „Instytut” to powieść zupełnie inna w Twojej twórczości. Dlaczego zdecydowałeś się na książkę z pogranicza horroru i thrillera?

Zawsze chciałem napisać taką książkę? Nosiłem się z tym zamiarem bardzo długo, a gdy już zacząłem, okazało się, że to podwórko, na którym czuję się doskonale. Bardzo dobrze plotło mi się "Instytut", mogłem się w tej historii sprawdzić, zastosować umiejętności które wydają mi się przy pisaniu prozy kluczowe - konstrukcja intrygi, budowa suspensu, pisanie wiarygodnych bohaterów. Poza tym jako człowiek odchowany na grozie mam ją we krwi. A krwi nie mam zamiaru sobie ni przetaczać, ni upuszczać.

HO: Skąd pomysł na fabułę „Instytutu”?

Po pierwsze, chciałem napisać historię o kobiecie, z kobiecym głosem, o kobiecym problemie. O sytuacji kobiety uwięzionej, zarówno dosłownie we własnym mieszkaniu, jak i w swoim życiu. O pewnej permanentności uwięzienia. Po drugie, był i jest prawdziwy Instytut - mieszkanie, które moi przyjaciele wynajmowali w Krakowie. Doszedłem do wniosku, że jeśli chcę napisać horror, to muszę się sam przy pisaniu bać, a jeśli mam się bać, powinienem wziąć miejsce, w którym spędziłem kawał życia, które kojarzy mi się z azylem, z czymś przyjemnym, wywiać z niego wszystkich znajomych i przyjaciół i ładne chwile, wstawić tam nowych bohaterów i zgotować im koszmar.

HO: Czy wydanie „Instytutu” oznacza, że Jakub Żulczyk definitywnie przerzucił się na powieści grozy?
Definitywnie nie. Ale trochę tak. Kto raz spróbował pomarańczy...

HO: Twoja najnowsza powieść reklamowana jest jako „książka, po której nie będziesz mógł zasnąć”? Jak, według Ciebie, powinno się straszyć współczesnego czytelnika?

Kurczę, trudno mi jest wydawać jakieś recepty. Ja wiem, kiedy boję się sam, a boję się, dopóki nie czuć i nie widać potwora, kiedy coś jest trochę widoczne, ale tak naprawdę bardzo niewyraźnie i do końca nie wiadomo, w jaki sposób. Wydaje mi się, że im mocniejsze przełamanie normalnego, codziennego porządku nadnaturalną wyrwą, tym większy lęk.

HO: Na swoim blogu piszesz, że „Instytut” to najlepsza rzecz, jaka do tej pory wyszła spod Twojej ręki. Czy to oznacza, że lepiej się czujesz w klimatach grozy?

Nie, to akurat tego nie oznacza. To oznacza, że podczas pisania "Instytutu" miałem pełną kontrolę nad samym sobą, że nastąpiła egzekucja pomysłu, z której jestem w zupełności zadowolony i ta książka okazała się tym, co sobie wymyśliłem, zaplanowałem, wymyśliłem. Jest nieprzegadana, trzyma się w ryzach, jest spójna i konsekwentna, jest o czymś konkretnym i to konkretne coś jest widoczne, gra na każdej warstwie opowieści.

HO: Masz jakieś swoje ulubione filmy lub książki grozy?

Hm... długo by wymienić. Jeśli chodzi o autorów bardzo lubię Morta Castle, Barkera za "Księgi krwi" , oczywiście Kinga, onegdaj wstrząsnął mną Thomas Ligotti, lubię niektóre komiksowe horrory np. Warrena Ellisa, jak "Scars" czy "Strange Kiss", czy też serię o Hellblazerze, nie wiem, czy nie mój osobisty faworyt. Moim zdaniem horrorem pełną gębą, który bardzo mnie przestraszył, chociaż adaptacja filmowa zupełnie tę grozę oskalpowała, jest "Koralina" Neila Gaimana. Filmy? No poza oczywistościami typu "Lśnienie" jest ich trochę... za wybitne osiągnięcia gatunku moim skromnym zdaniem uważam "Ju-On", "Rec", "Martyrs", "Halloween" Carpentera, tegoż reżysera "Cigarette burns" i "W paszczy szaleństwa", "Blair witch project", "Changeling", "Candyman", "Calvarie", "Harry Angel", "Shivers" Cronenberga... Oj, jest tego trochę.

HO: Pamiętasz, jaki horror filmowy dał Ci ostatnio porządnie popalić?

Niepozorny, australijski film "Lake Mungo". Po skończeniu seansu czekałem grzecznie do świtu, paląc papierosy i nerwowo rozglądając się wokół.

HO: Co sądzisz o polskim rynku wydawniczym w kontekście powieści grozy?

Nie mam zdania, mówiąc szczerze. Horrory może są trochę źle promowane - np. książki Łukasza Orbitowskiego nie wyglądają za specjalnie jako powieści grozy i nie trafiają do tych czytelników, do których mogłyby trafiać. Ale polski horror zdecydowanie jest na tendencji zwyżkowej.

HO: Niektórzy mówią, że horror w polskich warunkach skazany jest na niepowodzenie. Bo niby gatunek nie ma tradycji w naszym kraju, bo czytelnictwo spada na łeb na szyję, etc. Czy tak jest naprawdę?

Patrz wyżej. Horror nie ma może polskiej tradycji, ale Polacy lubią czytać horrory, początek lat 90-tych dzięki publikacjom Phantom Pressu czy Amberu zaraził cały kraj Mastertonem, Kingiem i Barkerem. My po prostu, jak wszyscy, lubimy się bać. Najważniejsze jest to, aby groza wyrwała się z getta, aby pisarze nie bali się literatury popularnej, aby horror przedarł się jakoś do mainstreamu. Jeśli moja książka będzie miała jakiś swój mały udział w tym procesie, będę bardziej niż szczęśliwy.

HO: Masz jakieś swoje prywatne strachy lub lęki, na których myśl dostajesz gęsiej skórki?

O strachach bardziej wyimaginowanych nie będę pisał, bo po obudzeniu się zlany potem skrupulatnie przekładam je w głowie do szufladki z napisem pomysły. Poza tym raczej mam zwykłe, codzienne ludzkie strachy - przed rozsypką osobistą bądź finansową, czy też dopadający mnie od czasu do czasu strach przed śmiercią i wieczną nicością. Nic specjalnego. Chociaż powinienem tu dodać, że na "Instytut" miała też wpływ moja dosyć zaawansowana klaustrofobia.

HO: Jak zarekomendowałbyś swoją najnowszą książkę czytelnikom Horror Online?

Drodzy czytelnicy "Horror Online", "Instytut" to książka zapewne niedoskonała, ale napociłem się nad nią jak maratończyk, uważam że jest wciągająca, spójna, oparta na ciekawej przewrotce, umiejętnie oddająca nastrój osaczenia. Zapraszam do przekonania się na własną rękę, czy mam rację.

HO: Jakie są Twoje najbliższe plany?

Oprócz "Instytutu" ukazał się właśnie audiobook z mojej pierwszej książki "Zrób mi jakąś krzywdę" czytany przez Wojtka Sokoła z WWO. W styczniu ukaże się moja fantastyczno-horrorowata powieść dla młodzieży nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Następne plany są jeszcze zbyt odległe, by o nich na razie gadać. Szufla!
HO: Dzięki za rozmowę.

Rozmawiał: Mariusz Juszczyk
24.10.2010

Autorem zdjęcia jest Paweł Eibel



HO, Wywiady - Wywiad z Jakubem Żulczykiem
HO, Wywiady - Wywiad z Jakubem Żulczykiem
HO, Wywiady - Wywiad z Jakubem Żulczykiem
HO, Wywiady - Wywiad z Jakubem Żulczykiem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -