Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Edwardem Lee

M@rio

Jego przydomek to „król obrzydliwości”. Specjalista od prozy ekstremalnej, autor kilkudziesięciu książek z gatunku horroru. Na polskim rynku debiutował powieścią „Sukkub”. Panie i Panowie, przed Wami Edward Lee, amerykański pisarz grozy, który W EKSKLUZYWNYM WYWIADZIE DLA HORROR ONLINE, JEDYNYM W POLSKIEJ SIECI, zdradza kulisy swej twórczości, inspiracji i zainteresowań oraz opowiada o niezwykłych przyjacielskich więziach, łączących go z Jackiem Ketchumem.


HO: Na początek, gratulacje z powodu wydania „Sukkuba” w Polsce! Czy kiedykolwiek myślałeś, że Twoja książka trafi na polski rynek?

Nie, zainteresowanie kompletnie mnie zaskoczyło i muszę Ci powiedzieć, że jestem wielce zadowolony z powodu publikacji w twoim kraju. Pamiętam, że zaraz po tym, jak Polska na początku lat 90-tych stała się demokracją wolnorynkową, doszły mnie słuchy, że horror staje się tu popularnym gatunkiem i naprawdę cały czas marzyłem o tym, żeby się tu pokazać. I nagle, moje marzenie ziściło się. Jestem bardzo podekscytowany, że „Sukkub” dotrze do polskich czytelników.

HO: Jak zareagowałeś, gdy dowiedziałeś się, że polskie wydawnictwo chce przetłumaczyć i opublikować Twoją książkę?

Tak jak wspomniałem, byłem podekscytowany. Do tej pory publikowałem w Niemczech, Grecji, Rumunii i gdy dowiedziałem się, że polscy wydawcy interesują się moją twórczością, doznałem szoku. Wiem, że rynek grozy w twoim kraju jest bardzo otwarty na współczesny horror literacki i jestem podniecony, że mogę być tu przedstawiony.

HO: Czytałem „Sukkuba” i muszę przyznać, że to świetna powieść ze sporą dawką perwersji oraz szaleństwa. Dobra robota! Możesz powiedzieć coś o samej książce i ją zarekomendować?

W pewnym momencie naprawdę mocno chciałem napisać „feministyczną” powieść grozy; w przeszłości podobne historie zawsze pozostawiały seksualność między wierszami, ale w mojej książce kluczowe było pokazanie, co drzemie W ŚRODKU. W latach 70-tych ukazała się interesująca książka Thomasa Tryon’a, „Harvest Home”, o wiosce, która żyje pod sekretną kobiecą dominacją i przyszło mi do głowy, że byłoby fajnie wykorzystać podobny pomysł, ale pójść na maksa w okultyzm i bardziej skupić się na wspomnianej seksualnej dominacji. Miałem niezły ubaw, pisząc „Sukkuba”; dało mi to szansę na stworzenie własnej pradawnej mitologii i przeniesienia jej do czasów współczesnych, zarzucając czytelnika nieustającym horrorem. Myślę, że mogę bezpiecznie zarekomendować książkę każdemu, kto lubi mocne, okultystyczne powieści grozy.

HO: Skąd pomysł na „Sukkuba”?

Poza wpływem Tryon’a, muszę wspomnieć o swoim zamiłowaniu do demonologii i jej korzeni w dawnej europejskiej historii. Zaraz przed „Sukkubem”, wydałem „Inkuba”, powieść policyjną z motywem seryjnego zabójcy, w której wspomniani seryjni zabójcy okazują się być parą demonów seksu. Historia oparta jest na mitach inkuba, sięgających czasów średniowiecza. Kobiecym odpowiednikiem inkuba jest właśnie sukkub, demon seksu z jeszcze starszą tradycją. Z tego powodu poczułem, że w ślad za „Inkubem”, muszę napisać „Sukkuba”. Chciałem zgłębić seksualne konotacje obu tych cudownych potworów.


HO: „Sukkub” to nie jedyny Twój utwór, który możemy przeczytać w Polsce. W antologii „15 blizn” dostępne jest także Twoje, skądinąd obrzydliwe, opowiadanie „Matka”. Co jest jego motywem przewodnim? Żywność modyfikowana genetycznie? Toksyczna miłość? Kondycja współczesnej amerykańskiej rodziny? Myślę, że nie istnieje jedna, jedyna słuszna interpretacja tego utworu.


Cóż, w jakimś stopniu można tak powiedzieć, w opowiadaniu pojawia się niewielki wątek, który wskazuje na moralitet o postępie społecznym i problemach z nim związanych. Zawsze jednak śmieję się, kiedy pisarze grozy próbują informować czytelników, o czym jest „naprawdę” ich opowiadanie lub książka. Literatura grozy nie jest „naprawdę” o bestialstwie człowieka wobec człowieka, egzystencjalnym konflikcie, ani nie jest też przykrywką dla symbolizmu. To po prostu horror! To rozrywka, a nie żadne zawoalowane literackie działanie. I nawet, gdyby przyjąć, że „Matka” ukazuje typową, współczesną, dysfunkcjonalną rodzinę amerykańską, to jest to tylko powierzchowna interpretacja. Bodźcem do napisania tekstu, jak zresztą wielu innych moich historii, był sprzeciw wobec typowych schematów, które tak często obserwujemy w horrorze. W tym wypadku możemy mówić o Schemacie Toksycznych Odpadów. Wszystkie są takie same, próbują tworzyć oświadczenia polityczne lub z zakresu ochrony środowiska: fikcja jako społeczny komentarz wyrażony poprzez symbolizm. Dla mnie to bzdury. W horrorze, chyba wszędzie tam, gdzie pojawiają się odpady toksyczne, pojawiają się i zombie. Mam już dość zombie i nie chcę o nich pisać! Podobnie zresztą, odpady toksyczne zawsze wydają się symbolizować korupcję i nieodpowiedzialność kapitalistycznych korporacji albo tak zwanego militarnego zespołu obiektów przemysłowych. Powtarzam, bzdury! Oto dlaczego nie ma żadnych wyświechtanych zombie w „Matce”, a pochodzenie toksycznych odpadów jest całkiem inne niż w typowej historii: są one z innej planety!

HO: W swoim życiu pracowałeś w wielu miejscach ( np. w armii, policji, firmie ochroniarskiej). Kiedy tak naprawdę zdałeś sobie sprawę, że chcesz być pisarzem?

Kiedy byłem w armii, zacząłem intensywnie czytać horrory; mój przyjaciel ze szkoły pancernej dał mi powieść Briana McNaughton’a, „Satan’s Love Child”. To był współczesny, szmirowaty, erotyczny horror, który okazał się być utrzymany w klimacie Lovecrafta. To doprowadziło mnie do samego Lovecrafta, potem dotarłem do książek Kinga, Strauba, Ramseya Campbella, a później do Jacka Ketchuma i Richarda Laymona. Ta kolejność pokazuje, jak literatura grozy staje się z każdą generacją coraz bardziej bezczelna i bezpośrednia. Wtedy też dotarło do mnie, jak bardzo ekscytujące może być bycie pisarzem, ponieważ to uświadomiło mi, jak metamorfoza literatury grozy pociąga za sobą ekstremum. To aż prosiło się o pytanie: Jak Daleko Może To Zabrnąć? Od tamtej pory, przez ostatnie 30 lat, próbuję odpowiedzieć na to pytanie i ciągle odkrywam interesujące odpowiedzi!

HO: Powiedziałeś kiedyś, że już w dzieciństwie uwielbiałeś horrory. Pamiętasz swoją pierwszą książkę lub film grozy?

Oczywiście, moje pierwsze zetknięcie z gatunkiem było za sprawą filmu. Myślę, że jednym z pierwszych horrorów, które widziałem był wyświetlany w telewizji w latach 50-tych „The Black Abbott” i wydaje mi się, że grał tam bardzo młody Klaus Kinski. Miałem wtedy prawdopodobnie pięć lat. Kiedy miałem sześć lub siedem lat, moja opiekunka wzięła mnie do kina samochodowego na „Psychozę”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Po tym wszystkim, na dobre przykleiłem się do horrorów, najpierw były filmy Cormana (np. „Nawiedzony pałac”, oryg. „Haunted palace”), potem filmy o wampirach wytwórni Hammer, Williama Castle i tak dalej. Jednym z filmów, który miał na mnie szczególny wpływ był „Die, Monster, Die” z Borisem Karloffem i Nickiem Adamsem. Jako małego dzieciaka, ten film mnie rozłożył na łopatki. Właściwie jest to adaptacja „Koloru z przestworzy” Lovecrafta. Zakrawa na ironię, jak wielki wpływ miał na mnie Lovecraft w tak młodym wieku, mimo że nawet nie wiedziałem wtedy, kim on naprawdę jest! Z wyjątkiem Poe’go, nie czytałem żadnych horrorów, dopóki nie trafiłem do armii. Pamiętam, że gdy byłem w Niemczech w korpusie pancernym, trafiłem na antologię starych „ghost stories”, wydaną w twardej oprawie. Pierwszym utworem, za który się wziąłem były „Szczury w ścianach” Lovecrafta, które do dziś uważam za jedną z najstraszniejszych historii, jakie czytałem.

HO: W twojej prozie można wyczuć wyraźny wpływ H.P. Lovecrafta. Szczególnie jest to widoczne w takich utworach, jak „Innswich Horror”, „Pages Torn From a Travel Journal”, czy „You Are My Everything”. Kiedyś nazwałeś to nawet „kopem Lovecrafta”. Dlaczego akurat Lovecraft?

Cóż, właściwie mam nadzieję, że NIE CAŁA moja proza jest naznaczona Lovecraftem. Mój entuzjazm do Lovecrafta nakłonił mnie jednak do robienia tzw. rzeczy przechodnich, czyli np. kontynuacji jego historii, naśladując przy tym jego styl lub generalnie styl pisania końca XIX wieku („The Innswich Horror” jest przykładem późnego stylu, a „Trolley No. 1852” wczesnego). Lovecraft to najważniejszy pisarz grozy, jaki kiedykolwiek żył; jego dzieło stało się kanwą dla przyszłego horroru, wskazując ważny kierunek zmian w formule gatunku. Dlaczego akurat Lovecraft? Inni autorzy tamtych czasów dali nam kilka ważnych dzieł (Machen, Le Fanu, Blackwood), ale nie uważam ich za tak odważne, prowokujące i wyzywające, jak dzieła Lovecrafta. Jedynym klasycznym pisarzem, którego traktuję podobnie jak Lovecrafta jest M.R. James, ale jego wkład w gatunek należy rozpatrywać bardziej w zakresie stylistyki i kreowania postaci niż w sensie koncepcyjnym. Gdyby nie było Lovecrafta, obawiam się, że dzisiejszy horror byłby całkiem inny, zapewne mniej ciekawy.

HO: Co Cię najbardziej inspiruje, skąd czerpiesz pomysły?

W moim przypadku, twórcze natchnienie jest bardzo przypadkowe i wręcz niemożliwe do zidentyfikowania. Pomysły, środki wyrazu i bohaterowie pojawiają się niczym grom z jasnego nieba, tak właśnie historia zaczyna się rozwijać. I odwrotnie, prawie nigdy nie inspiruję się snami. Czasami wystarczy sam widok czegoś, żeby pojawił się pomysł na powieść („Ghouls” na ten przykład zostały zainspirowane widokiem głównej drogi, którą zwykle jeżdżę w nocy; „Flesh Gothic” domem po drugiej stronie ulicy, który właściwie był biurem firmy, zajmującej się pornografią). Ostatecznie, nie mam żadnej konkretnej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ dla mnie to bardzo mgliste zagadnienie. Cholera, nie obchodzi mnie, skąd bierze się inspiracja, jestem po prostu wdzięczny, że ciągle pojawiają się dobre pomysły.

HO: Twoje książki są krwawe, perwersyjne i bezkompromisowe. Dlaczego preferujesz ten rodzaj horroru?

Myślę, że wspomniane element najlepiej odzwierciedlają realia czasów, w których żyjemy. To czasy, w których króluje BEZPOŚREDNIOŚĆ i jak dla mnie, fikcja, która nie jest bezpośrednia, nie jest też realistyczna, a realizm pozwala mi odczuć na własnej skórze swoją pracę. W poprzednim pytaniu, zapytałeś mnie, co mnie inspiruje i w zasadzie jest coś, o czym zapomniałem wspomnieć: dosyć często jestem inspirowany przez inne książki, a w zasadzie ich BRAKI – braki w pikanterii, detalach przemocy/przerażenia/etc.; zmierzam do tego, że ten BRAK skłania mnie do kontrdziałania poprzez dosłowne pokazywanie tej drugiej strony. Weźmy Lovecrafta. Nawet nie umiem powiedzieć, ile razy wracałem do jego tekstów tylko po to, żeby spróbować sobie wyobrazić, jak wyglądałaby dana historia, gdyby Lovecraft skupił się bardziej na seksualności swoich postaci. Z tego powodu zamierzam napisać coś Lovecraftowskiego, co nie będzie unikać tematu skrzywień seksualnych, erotyzmu i gore. (Moja powieść „Haunter of the Threshold” jest najbardziej jaskrawym przykładem podobnego ćwiczenia; myślę o niej jako najbardziej groteskowej, pełnej przemocy i bezpruderyjnej książce, jaką kiedykolwiek napisałem). Nie jestem z tej szkoły pisarskiej, która wyznaje zasadę, że obrzydliwość najlepiej zostawić czytelniczej wyobraźni. Dla mnie to zwykła wymówka i oszustwo. Czytelnik PŁACI za wyobraźnię autora. Więc dostarczam ją najlepiej jak potrafię.

HO: Które z Twoich książek uważasz za najlepsze i dlaczego?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ bardzo często zmieniam swoje zdanie. Aczkolwiek mam pewien sentyment do „Infernal Angel”, który jest drugą częścią moich Piekielnych Mitów. Po prostu kocham różnorodność występujących tam osobników i bogactwo nauki okultyzmu.

HO: Jak wygląda Twój przeciętny dzień? Masz jakiś ustalony harmonogram?

Można powiedzieć, że mój dzień to taka nierutynowa rutyna, jeśli w ogóle brzmi to sensownie. Dużo chodzę, przynajmniej kilka mil dziennie, nie tylko dla własnego zdrowia, ale żeby oczyścić swój umysł i lepiej przygotować się do codziennych pisarskich obowiązków. Kiedy już wrócę ze spaceru, zaczynam pisać. Czasami robię sobie przerwę, żeby znów się przejść lub piszę aż wyrobię swój dzienny limit. Mój limit to minimum 1000 słów na dzień.

HO: Jesteś znajomym Jacka Ketchuma, z którym zresztą napisałeś wspólnie kilka tekstów. Jak go poznałeś?


Ketchum jest jednym z moich najbliższych przyjaciół, a przy tym jednym z najlepszych pisarzy grozy. Poznałem go w 1989 r., kiedy wysłałem mu list, w którym jako jego fan napisałem, jak bardzo byłem zachwycony jego twórczością i jak wielki wpływ wywarł na mnie. W ten sposób zostaliśmy przyjaciółmi, korespondując ze sobą i dzwoniąc do siebie. Gdy usłyszeliśmy o organizowanych konwentach horroru, postanowiliśmy pojechać na jeden z nich. Jeśli się nie mylę, to był Światowy Konwent Horroru w Nashville w 1991. Mieliśmy niezłą bekę i od tamtej pory imprezowaliśmy razem na wielu konwentach. A tak nawiasem mówiąc, wspólnie z Ketchumem mieliśmy mały epizod w moim filmie „Header”.


HO: Jesteśmy szczęściarzami w Polsce, bo możemy cieszyć się nieocenzurowaną wersją „Sukkuba”. Ale w Stanach Zjednoczonych, część z Twoich książek została pocięta przez cenzorów. Czy w swojej karierze miałeś dużo z tym problemów?


Zdarzyło się to kilka razy w przypadku książek, dostępnych na rynku masowego odbiorcy (w „Sukkubie” musiałem zmienić pierwotny prolog, w „Creekers” zmuszony zostałem do usunięcia jednej sceny, bo było tam za dużo pornograficznej przemocy, a w „The Chosen” musiałem zmienić zakończenie, ponieważ mój wydawca stwierdził, że jest zbyt pesymistyczne), ale to w zasadzie tyle. Na rynku masowego odbiorcy naprawdę musisz zabiegać, żeby twoje książki miły kategorię R-rated; jeśli wpadniesz w kategorię X, istnieje ryzyko, że pewne sceny zostaną wycięte lub nawet twój wydawca może się wycofać. Musisz naprawdę znać „zasady” rynku. Ale i tak jestem szczęściarzem, że mogę publikować w dwóch opcjach - na rynku masowego odbiorcy oraz wersjach limitowanych/niskonakładowych. Dopiero w tym drugim przypadku mogę naprawdę poszaleć. Wszystko, co wychodzi w wersji limitowanej/niskonakładowej, nie ma żadnych ograniczeń. Do tej pory opublikowałem ponad 50 książek i myślę, że więcej niż połowa z nich załapała się na wersję limited-edition. To właśnie na tym polu zapracowałem sobie na przydomek “Króla obrzydliwości”.

HO: Do tej pory tylko jedna twoja książka, „Header”, została przeniesiona na taśmę filmową. Dlaczego mamy tak mało adaptacji? Czyżby filmowcy nie byli zainteresowani, czy może są zbyt leniwi?

Ależ są zainteresowani; problemem są pieniądze na realizację filmu. Kilka moich rzeczy było rozważanych do przeniesienia na ekran (nawet moje sztandarowe zwyrodnialstwo „The Bighead”), ale szybko nauczyłem się, że w tym biznesie opcja ekranizacji oznacza jedynie, że producent jest zainteresowany o tyle, że chce mu się szukać opcji finansowania. A trwa latami, żeby domknąć wszystkie kwestie finansowe. Już się nauczyłem, że trzeba być cierpliwym!

HO: Których autorów lubisz czytać najbardziej?

Niestety, jako autor z mnóstwem deadline’ów nie mam tyle czasu na czytanie, ile chciałbym mieć. Kiedy już czytam jakiś współczesny horror, jest to zwykle dzieło moich kolegów z branży, a kiedy podróżuję lub gdzieś jadę autobusem czytam po raz kolejny Lovecrafta i Jamesa. Tak na marginesie, moim ulubionym współczesnym pisarzem grozy jest Ramsey Campbell.


HO: Masz swój ulubiony film grozy?
Trudne pytanie. A może wymienię swoją dziesiątkę ulubionych horrorów? “R-Point”, “Angel Heart”, “Horror Rises From the Tomb”, “Beyond the Dark”, “Virgin Among the Living Dead”, “Living Dead Girl”, “Haunted Palace”, “Die Monster Die”, “The Woman”... i “Header”, szczerze!

HO: Znasz jakichś polskich twórców horrorów lub polskie filmy grozy?

Niestety nie, ale jeśli chodzi o muzykę, lubię słuchać Chopina. A jednym z moich ulubionych piw jest Żywiec.

HO: Z czym kojarzy Ci się Polska?

Z przykrością muszę stwierdzić, że niewiele wiem o Polsce. Zawsze chciałem tam pojechać, ponieważ mam kilkoro znajomych, którzy są zawodowymi pilotami i opisywali mi Polskę jako jeden z najpiękniejszych krajów na świecie, gdzie zachowała się stara architektura w niezmienionym kształcie. Również mój kumpel, Jack Ketchum, był w Polsce w zeszłym roku i bardzo mi polecał wizytę.

HO: Czy możemy spodziewać się więcej polskich wydań Twoich książek?

Z przyjemnością mogę powiedzieć, że tak! Właśnie podpisałem umowę z innym polskim wydawnictwem na „City Infernal” i na dodatek jest ono zainteresowane moimi innymi pozycjami z serii „Infernal”. Polscy wydawcy interesują się również, uwielbianą przez moich fanów, powieścią „Creekers”, która jest dość znana w Stanach Zjednoczonych! Mam nadzieję, że uda mi się również sprzedać do polskiej antologii nominowane do nagrody opowiadanie „Mr. Torso”. Nic nie może uczynić mnie bardziej szczęśliwym niż danie polskim czytelnikom możliwości zapoznania się z moimi powieściami i opowiadaniami.

HO: Nad czym obecnie pracujesz? Możesz nam uchylić rąbka tajemnicy?

Nad trzecią częścią „Header”! Uwierz mi, że to naprawdę niezła zabawa! Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby odciągnąć mnie od pomysłu pieprzonych głów!

HO: Chciałbyś coś przekazać czytelnikom Horror Online?

Jestem naprawdę dumny i podekscytowany, że mogę publikować w Waszym kraju. Wielkie dzięki i wszystkiego najlepszego dla Polski!


HO: Chciałbyś coś jeszcze dodać?


Jasne! Proszę, oto jedno z moich krótkich opowiadań. Możecie je wrzucić na waszą stronę!


(opowiadanie „Stół” dostępne jest w DZIALE OPOWIADAŃ )

Rozmawiał: Mariusz Juszczyk (M@rio)



HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee
HO, Wywiady - Wywiad z Edwardem Lee

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -