Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Michałem Gackiem (2012)

Shadock

Michał Gacek to autor grozy, którego czytelnikom naszego portalu przedstawiać nie trzeba. Twórca "Kroniki koszmarów", a ostatnio bardzo dobrej "Endemii". O nich i nie tylko rozmawiał z pisarzem Łukasz Radecki (Shadock).


- Witaj Michale! Gratuluję Ci przede wszystkim udanej powieści "Endemia". Powiedz mi jednak, co się z Tobą działo przez te cztery lata, które upłynęły od wydania "Kroniki koszmarów", Twego debiutanckiego zbioru opowiadań.

Dzięki za miłe słowa na temat „Endemii”.
Jeśli chodzi o to, co działo się przez ostatnie cztery lata, to w skrócie powiem, że zajmowała mnie praca w zawodzie i prowadzenie badań na uczelni. Napisałem kilka artykułów, kilka krótkich opowiadań. Zbierałem materiały potrzebne do przygotowania kolejnych tekstów. W międzyczasie pracowałem nad „Endemią”, często poprawiałem usterki w tekście i przerabiałem fragmenty, które były już skończone. Zdecydowanie bardziej zależało mi na tym, żeby napisać dobrą książkę, niż żeby napisać książkę szybko.

-No właśnie. Dopracowanie książki widać zarówno od strony redakcyjnej, jak i fabularnej. Ogrom pracy widać, ciekawi mnie w związku z tym, skąd wziąłeś sam pomysł na tytułową "Endemię" i ile z tego pierwotnego pomysłu dotrwało do końcowej wersji?

Szczerze mówiąc, nie pamiętam, skąd się wziął ten pomysł. Nim zacząłem pisać, sporo czytałem o zbiorowej histerii, poza tym miałem ogólną wizję finału i wydarzeń, które do niego doprowadzą. Przekonałem się też, że w przypadku tak długiego tekstu nie da się wszystkiego dokładnie zaplanować. W pewnym momencie książka zaczęła żyć własnym życiem – pojawiały się nowe elementy, a postacie wykraczały poza założony scenariusz. Później musiałem tylko poskładać całość tak, żeby efekt końcowy był odpowiednio mocny.

A co z bohaterami? Wszyscy od początku byli zaplanowani, czy też niektórzy narodzili się w trakcie? Lub może okazali się kimś zupełnie innym niż zaplanowałeś wcześniej?

To prawda, że na początku było wiele niedopowiedzeń. Historia postaci budowała się w trakcie pisania, a z każdym rozdziałem motywacje stawały się coraz bardziej jasne. W „Endemii” właściwie nie ma głównego bohatera – każdy, kto bierze udział w wydarzeniach, widzi je z zupełnie innej perspektywy. Tym bardziej zależało mi na tym, żeby postacie prezentowały się wiarygodnie, a nie jak klisza, która równie dobrze pasowałaby do każdego innego tekstu.

No właśnie. Moją uwagę najbardziej przykuł Arkadiusz. Zaraz wyjaśnię czemu, wolałbym jednak najpierw usłyszeć o nim kilka słów od jego Ojca-Stworzyciela...

Arkadiusz jest chyba najbardziej „zaburzoną” postacią w książce i podejrzewam, że wzbudza najmniej sympatii. Tak właśnie miał się prezentować. Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale bardzo dobrze mi się o nim pisało, bo zawsze wiedziałem, czego się spodziewać. Pisanie tych bardziej „normalnych” bohaterów było trudniejsze.

No popatrz, a mnie jego motywacje i problemy zdawały się najbardziej logiczne (śmiech). Tak poważniej jednak, udało Ci się uniknąć sztampy w jaką wpada wielu, często nawet uznanych na świecie autorów. Stworzyłeś postać psychopaty, którego nie sposób polubić, ale powiem Ci, że są momenty, gdy można mu współczuć. Ujmujące jest też jego współczucie objawiające się w szpitalu na widok jednego z pacjentów.

To współczucie do pacjenta jest dość mocno podszyte zgrozą i zdziwieniem. Natomiast co do kwestii polubienia Arkadiusza, to nasza współpraca układała się bez zarzutu i mam nadzieję, że jednak część czytelników odkryje jakieś jego dobre cechy. W końcu z miłości często robi się różne głupie rzeczy...

A co w takim razie powiesz o dziewczynach? Tak naprawdę nie odkrywasz wszystkich kart z ich życiorysu...

To prawda. Dziewczyny są trochę bardziej tajemnicze, ale też nie chodziło o to, żeby ostentacyjnie odkrywać w fabule wszystkie ich sekrety, tylko żeby zostawić czytelnikowi pole do dopowiedzenia sobie pewnych kwestii. Tak naprawdę dopiero w drugiej części książki z głównych bohaterek wychodzą ich bardziej „podstawowe” motywacje.

A co z finałem? Nie chcę nic zdradzać, ale już w opowiadaniach pokazałeś, że obce Ci są hollywoodzkie zakończenia...

Od początku założenie było takie, że w pewnym momencie tekst musi przyspieszyć i utrzymać tempo do samego końca. Nie chciałem puentować książki wyjaśnieniem, które da się streścić w ostatnich dwóch zdaniach. Co do hollywoodzkości, to rzeczywiście końcówka jest mało sztampowa i dość ostra, ale nie znaczy to, że całkiem pesymistyczna.

Powtórzę jednak, że już w opowiadaniach pokazałeś, że obce Ci są sformułowania "i żyli długo i szczęśliwie". "Endemia" aż takim pesymizmem nie bije, jednak ja to odczuwam tak, że wolisz starą szkołę literatury grozy niż współczesny horror spod znaku Mastertona i jemu podobnych...

Jeśli się próbuje podejmować jakieś tematy, czy pisać w określonej konwencji, to dobrze jest mieć pojęcie o tym, jak robiono to wcześniej. Podejrzewam, że każdy autor grozy inspiruje się twórczością klasyków: Lovecrafta, Poego, czy Hansa Ewersa. Pod tym względem nie stanowię wyjątku, ale nie oznacza to, że chcę pisać w stylu retro. Z drugiej strony podejście do pisania z nastawieniem na kopiowanie stylu Mastertona czy Kinga też nie wróży niczego dobrego. Inspiracje są ważne, ale trzeba umieć oprzeć się pokusie tworzenia kalki fabularnej czy językowej. Własny warsztat wypracowuje się i doskonali latami. Kiedy teraz porównuję opowiadania z „Kroniki koszmarów” i „Endemię” widzę wyraźny postęp. Cel na przyszłość jest taki, żeby każda kolejna książka była jeszcze lepsza.

Cóż, skoro o przyszłości wspomniałeś... Masz już jakieś plany na kolejny utwór? Jakieś rozgrzebane opowiadania lub powieść?

Rozmowa z Atroposem była najbardziej konkretna, a na odpowiedzi z części wydawnictw, do których wysłałem tekst po prostu nie chciało mi się czekać. Sytuacja na rynku książki jest na tyle niekorzystna, że wydawnictwa coraz rzadziej decydują się na inwestycje w polskich autorów. To prawda, że Atropos jest małym wydawnictwem, ale dzięki temu nie ma problemu z tym, żeby na bieżąco omawiać sprawy dotyczące „Endemii”. O ewentualnej zmianie wydawcy będzie czas pomyśleć kiedy skończę nową książkę.

Skoro przyszłość, warto docenić też przeszłość. Jak dziś oceniasz „Kronikę koszmarów”, swój faktyczny debiut?

Pamiętam, że zaskoczyło mnie pozytywne przyjęcie książki. Poza tym dzięki debiutowi mogłem poznać wiele osób, z którymi kontakty utrzymuję do dzisiaj. Jeśli chodzi o same opowiadania, to wspominam je dobrze, ale bardziej myślę o nowych tekstach, niż o tych, które już się ukazały.

A jak oceniasz polski rynek wydawniczy? Naszą scenę fantastyczno-horrorową?

Kilka lat temu byłem bardziej optymistycznie nastawiony. Oczekiwałem, że sytuacja na rynku się ustabilizuje. Tymczasem nowe wydawnictwa upadają równie szybko jak powstają, a autor często sam nie do końca wie, co ma zrobić z napisanym tekstem. Po tym jak przestały ukazywać się SFFiH i Magazyn Fantastyczny dużo trudniej jest też opublikować opowiadanie na papierze. Jeśli chodzi o same teksty kojarzone ze sceną fantastyczno-horrorową to mam wrażenie, że wielu autorów idzie raczej w kierunku literackich eksperymentów, groteski i bizarro-fiction, niż w stronę horroru jako takiego. Z kolei rozpoznawalni jako autorzy grozy Kuba Małecki i Łukasz Orbitowski obecnie bardziej już należą do głównego nurtu i trudno powiedzieć, w jakim stopniu ich kolejne projekty będą miały jeszcze cokolwiek wspólnego z literaturą grozy.

Tu akurat coś wiem, ale nie zdradzę (śmiech). Ale w świetle tego co mówisz wychodzi na to, że wbrew opinii fanów, nie mamy zbyt wielu pisarzy horrorów, a nasza scena jest naprawdę nieduża... Co więcej zgadzam się z Tobą, niemniej muszę Cię podpuścić - jakich autorów grozy doceniasz na naszym rynku?

Lubię styl Kuby Małeckiego. Przeczytałem „Błędy”, kilka opowiadań, a teraz jestem w trakcie lektury „Dżozefa”. Na pewno jest to autor, który wyróżnia się specyficznym poczuciem humoru i zdolnością do stworzenia oryginalnej fabuły. Jeśli chodzi o pogranicze grozy, to podobają mi się też niektóre teksty Dawida Kaina, który zawsze stara się narzucić czytelnikowi swój język i wizję świata jak z narkotycznego transu i jest bardzo konsekwentny w tym, co robi.

Wspomniałeś o Kubie Małeckim... Nominowanym zresztą w tym roku do nagrody im. Zajdla za powieść "Dżozef". Już znamy wyniki. Co o nich sądzisz?

Trudno mi coś powiedzieć na temat tegorocznych nagród Zajdla z tej prostej przyczyny, że tekstów, które wygrały nie czytałem. Wiem, że Maja Kossakowska to jedna z ważniejszych postaci w kraju jeśli chodzi o scenę fantasy, kilka jej opowiadań udało mi się poznać i mniej więcej mam pojęcie o stylu autorki. Z kolei twórczość Kuby Ćwieka to dla mnie póki co niewiadoma, ale w wolnej chwili pewnie postaram się sięgnąć po jakąś jego książkę.

Więc może powiesz nam coś niecoś o samym tegorocznym Polconie?

Rozmach imprezy i liczba osób, które się przez nią przewinęły zrobiła na mnie wrażenie. Kiedy dowiedziałem się, że moja prelekcja o psychopatologii w grozie jest zaplanowana na godzinę 21 i dodatkowo zbiega się w czasie z rozdaniem Zajdli, byłem pewien, że nikt się na niej nie pojawi. Przyszło ponad 100 osób, a część chętnych nie zmieściła się w sali. Z tego co wiem na innych prelekcjach sytuacja była podobna. Poza tym dla fanów horroru na pewno atrakcją była możliwość spotkania z Edwardem Lee. No i projekcja filmu "Header" - choć w tym przypadku nie wiem, czy znalazły się osoby, które wytrzymały od pierwszej do ostatniej minuty...

Na koniec jeszcze coś o Twojej „Endemii”. Podobno polepszyła się dystrybucja dzięki Wydawnictwu Dobre Historie. Czyżby zanosiło się na większą współpracę?

Tak, Dobre Historie będą zajmować się dystrybucją części nakładu. Jest to nowe wydawnictwo na rynku, nastawione na wydawanie grozy, zarówno polskich jak i zagranicznych autorów. U szefów wydawnictwa widzę dużo entuzjazmu i jestem pod wrażeniem wysiłku, jaki wkładają w promocję swoich tytułów. Jeśli chodzi o współpracę, to powiem tylko, że wydawnictwo kilka dni temu zainteresowało się projektem, w którym mam brać udział, jest więc szansa, że w przyszłym roku jakiś mój tekst ukaże się pod szyldem „Dobrych Historii”.



Bardzo Ci dziękuję za wywiad, drogi Michale i jeszcze raz gratuluję udanej powieści. Powodzenia w przyszłości!


HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)
HO, Wywiady - Wywiad z Michałem Gackiem (2012)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -